Pierwszą partię - 20-30 gramów - wziął pod koniec września, "na zeszyt". Diler początkowo liczył sobie po 30 zł za gram, potem zszedł do 28. Takie niuanse handlu marihuaną odsłania akt oskarżenia, który trafił do Sądu Rejonowego w Białymstoku.
Na ławie oskarżonych zasiądzie dwóch mężczyzn, którzy zdaniem Prokuratury Rejonowej Białystok-Północ zajmowali się procederem dystrybuowania substancji odurzających.
Na zeszyt, czyli w komis
26-letni Paweł K. był wcześniej trzykrotnie karany za przestępstwa przeciwko mieniu. Wyjechał do Wielkiej Brytanii, ale wrócił do Białegostoku, zastanawiał się, co robić, i jesienią 2014 roku miał dostać propozycję współpracy od 24-letniego Krzysztofa B. (także z kryminalną przeszłością). Miałby brać od niego narkotyki i dalej dystrybuować. Skusił się. Pierwszą partię marihuany wziął pod koniec września, było to około 20-30 gram. Początkowo Paweł K. brał te substancje "na zeszyt", czyli w komis. Krzysztof B. najpierw liczył sobie 30 zł za gram, potem obniżył cenę do 28. Paweł K. co najmniej cztery razy brał towar, jak ustalili śledczy - o łącznej wadze 165 gramów, płacąc za to 4950 zł. Od września do końca października większość towaru sprzedał, część wypalił sam bądź ze znajomymi.
Na gorącym uczynku
Zdaje się, że właśnie to nieustające palenie było solą w oku rodziny, bo w końcu po policję zadzwonił ojciec Pawła K. Syn wrócił z zagranicy i nic, tylko siedział z kolegami w oparach dymu. Taki zresztą widok zastali policjanci, którzy przyjechali na interwencję 2 listopada 2014 roku do mieszkania w centrum miasta. Paweł siedział w pokoju z dwoma kolegami, w pomieszczeniu unosiła się woń marihuany. Funkcjonariusze błyskawicznie zlustrowali pokój i dostrzegli: w otwartej szufladzie biurka rozsypane drobinki suszu, bibułki do zwijania skrętów, w ręce Pawła - pusta szklana rurka. Nawet gdyby mocno wciągnął powietrze, nic by mu to nie pomogło. Zostali złapani na gorącym uczynku. Aby nie było już żadnych wątpliwości, przeprowadzono testy i wynik badania śliny u wszystkich trzech mężczyzn dał wynik pozytywny na zawartość narkotyków.
Surowe prawo, liczne zarzuty
W trakcie przeszukania w mieszkaniu zabezpieczono dwie torebki foliowe z zawartością, wagę elektroniczną, nasiona.
Paweł K. przyznał się do wszystkiego i złożył obszerne wyjaśnienia. Na ich podstawie ustalono, od kogo brał narkotyki w celu dalszego ich rozprowadzania. Przeszukanie w mieszkaniu Krzysztofa B. także dało efekty - zabezpieczono wagę, nasiona i zapiski. Prokuratura oskarżyła mężczyznę o odpłatne udzielenie marihuany, za kwotę blisko 5 tys. zł. Nie przyznał się i odmówił składania wyjaśnień.
Oczywiście zarzuty z ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii objęły także Pawła K. - on został oskarżony o: posiadanie znacznej ilości środka odurzającego, o wielokrotne odpłatne udzielanie go oraz o... nieodpłatne udzielanie. Bo poczęstowanie kogoś skrętem także jest w świetle polskiego, surowego prawa, penalizowane.