REKLAMA




Wrocław: Prokuratura szykuje precedensowy akt oskarżenia handlarzy dopalaczami

Wrocławska prokuratura przygotowuje precedensowy akt oskarżenia dotyczący dopalaczy. Ludzie zamieszani w handel tymi specyfikami są podejrzani o „sprowadzanie niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia wielu osób” i pod takim zarzutem staną przed sądem.

Tagi

Źródło

Gazeta Wrocławska
Marcin Rybak

Komentarz [H]yperreala

Skończy się jak zawsze. Zalegalizować i będzie spokój.

Odsłony

2120
Wrocławska prokuratura przygotowuje precedensowy akt oskarżenia dotyczący dopalaczy. Ludzie zamieszani w handel tymi specyfikami są podejrzani o „sprowadzanie niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia wielu osób” i pod takim zarzutem staną przed sądem. Jednym z głównych dowodów ma być ekspertyza wrocławskiego Uniwersytetu Medycznego. Wykazuje, że dopalacze – zabrane w dwóch wrocławskich punktach sprzedaży tych specyfików – szkodzą życiu i zdrowiu.

Na pierwszy rzut oka wnioski eksperta z Uniwersytetu Medycznego nie robią wrażenia szczególnie odkrywczych. Ale nie słyszeliśmy o innej podobnej sprawie dotyczącej plagi środków chemicznych zalewających polskie miasta. Działających jak narkotyki choć formalnie nie będących nimi. A ekspertyza specjalisty z Zakładu Medycyny Sądowej wrocławskiej uczelni to - jak mówią nam fachowcy - precedens na skalę kraju. Czy więc oskarżenie, jakie szykuje Prokuratura Rejonowa Wrocław Krzyki Wschód, będzie przełomem w walce z plagą dopalaczy? I to przełomem na ogólnopolską skalę?

Trzeba poczekać, jak oceni dowody sąd. Choć główna batalia - jaka rozegra się między oskarżeniem a obroną - dotyczyć będzie nie szkodliwości specyfików, a tego, czy ich producenci i sprzedawcy wiedzieli, że ktoś będzie je zażywał. Prokuratura wygra, jeśli udowodni, że wiedzieli co, komu i po co sprzedają. Po prostu, że sprzedają narkomanom środki odurzające. Pomysł na "dopalaczowy" biznes jest prosty. Trzeba znaleźć substancję chemiczną, która działa tak, jak narkotyk, ale nie jest prawnie zakazana. To czy coś jest czy nie jest narkotykiem zależy od tego, czy znajduje się na specjalnej liście. Ta lista to załącznik do ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii.

Gdy po raz pierwszy dopalacze pojawiły się w sklepach wydawało się, że łatwo sobie poradzimy. Wystarczy uzupełnić listę z ustawy o nowy środek.

 

Ale biznes za każdym razem działał tak samo. Znajdował kolejny chemiczny środek. Niewpisany na listę. Tak można bez końca. Dopalacze sprzedawane są w "lombardach" albo punktach całodobowego ksero. Jedna porcja kosztuje od 25 do 35 złotych. Żeby uchronić się przed jakimikolwiek zarzutami producenci umieszczają na opakowaniach informacje sugerujące, że to nie żaden narkotyk tylko środek do czyszczenia komputerów, przyspieszacz do schnięcia farb, środek do czyszczenia monet czy pochłaniacz wilgoci do komputerów. Na każdym opakowaniu jest ostrzeżenie, że to trucizna i że nie nadaje się do spożycia. W 2013 roku funkcjonariusze policji z komisariatu Wrocław Rakowiec weszli do punktu z dopalaczami na ul. Prądzyńskiego. Po kilku miesiącach ustalili, że ta sama grupa kontrolowała jeszcze jeden punkt - na ul. Drzewieckiego. Tam też zabezpieczono dopalacze i zatrzymano sprzedawców. Prokuratura postawiła im zarzut "sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia wielu osób".

Nikt wcześniej w Polsce nie stawiał takiego zarzutu sprzedawcy albo producentowi dopalaczy. Grozi za to do ośmiu lat więzienia. Zarzuty usłyszały cztery osoby. Przepis mówi: "Kto sprowadza niebezpieczeństwo dla życia lub zdrowia wielu osób albo dla mienia w wielkich rozmiarach: (...) wyrabiając lub wprowadzając do obrotu szkodliwe dla zdrowia substancje, środki spożywcze lub inne artykuły powszechnego użytku lub też środki farmaceutyczne nie odpowiadające obowiązującym warunkom jakości."

Prokuratura oddała dopalacze z dwóch lombardów ekspertowi z Uniwersytetu Medycznego. Orzekł, że to substancje zagrażające zdrowiu. Policjanci znaleźli też osoby, które zatruły się specyfikami i trafiły do szpitala. Prokuratura będzie też przekonywać w sądzie o pełnej świadomości sprzedawców. Co do tego, że oferowali środki odurzające i że inaczej ich biznes nie miałby żadnego ekonomicznego sensu.

Oceń treść:

Brak głosów

Komentarze

Anonim (niezweryfikowany)

to nie jest wolnosc jednostki.Czekam na dzien w ktorym kazdy bedzie mogl przyjmowac jaka chce substancje,bo to jest tylko moja sprawa co chce brac i panstwu nic do tego.Dopuóki tego niebedzie, to uwazam ze nie zyje w wolnym panstwie.

Anonim (niezweryfikowany)

Ta twoja wolność robienia sobie co chcesz zaszkodziła by tobie i innym na 100 % po pierwsze trzeba było by cie ci chwike wozić do szpitala w celu odratowania cie z przedawkowania , a puźniej odwyk. 

Stary wiem co mówię , wystarczy pomyśleć ... 

Anonim (niezweryfikowany)

,,Prokuratura oddała dopalacze z dwóch lombardów ekspertowi z Uniwersytetu Medycznego. Orzekł, że to substancje zagrażające zdrowiu." 

No brawo Sherlocku! A kawa i papierosy to nie zagrażają?

Anonim (niezweryfikowany)

Ale czym są te dopalacze? To są te dziwne wynalazki jak z kolekcjonera? Czy substancje np. z książek pihkal i tihkal. Czy sklepy wielobranżowe z denaturatem też zostaną zamknięte lub sklepy monopolowe? To trochę nielogiczne dla mnie. Ale według mnie nie każdy powinnien mieć dostęp, ten kto myśli kupi takie subkstancje jak chce. Nie każdy jest gotowy na tryptaminy czy fenylortyloaminy. Ale kupująć od zaufanych vendorów, substancje co do których mamy pewność i wiedząć jak je bezpiecznie używać, nie wyżądzamy sobie szkody w porównaniu do alkoholu. Nie licząc alfy pvp i innych gównien. Nie powinno to być legalne, ale za to niekaralne. Zbyt wiele młodych ludzi traci szansę na godziwą przyszłość. Zamiast karać, edukujmy i pomagajmy. 

randomness