Do więzienia za dopalacze

Precedensowa sprawa dotyczy lokalu przy ul. Prądzyńskiego. Dopalacze sprzedawane były tu jako substancje do czyszczenia komputerów czy pochłaniania wilgoci.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Gazeta Wrocławska
Marcin Rybak

Odsłony

397

Jest prawomocny wyrok na handlarza dopalaczami - miesiąc więzienia oraz 16 miesięcy prac społecznych. To precedensowa sprawa.

- Handel dopalaczami to bardzo poważne przestępstwo - mówił w czwartek uzasadniając wyrok skazujący sędzia wrocławskiego Sądu Apelacyjnego Andrzej Kot. Za bezsporne sąd uznał, że handel dopalaczami to narażanie innych ludzi na niebezpieczeństwo utraty życia i zdrowia.

To przełomowy wyrok w walce z dopalaczami. Sklepy z tymi substancjami działają we Wrocławiu od wielu lat. Ale sprzedawcy i organizatorzy tego biznesu nie byli ścigani przez prawo karne.

Bo dopalacze to nie narkotyki, choć działają tak samo, a często są groźniejsze. Policja więc bardzo często odsyłał dilerów dopalaczy do sanepidu, a tu dostawali kary administracyjne, których w większości nie dawało się wyegzekwować.

Precedensowa sprawa dotyczy lokalu przy ul. Prądzyńskiego. Sprawą zajmowali się policjanci z Komisariatu Wrocław Rakowiec i prokurator z Prokuratury Wrocław Krzyki Wschód. Dopalacze sprzedawane były tu jako substancje do czyszczenia komputerów czy pochłaniania wilgoci. Choć tak naprawdę wszyscy dokładnie wiedzieli, że to bujda i że ani niczego nie pochłaniają ani nie czyszczą - działają jak narkotyk.

Policjanci z Rakowca zebrali dowody, że organizatorzy handlu na Prądzyńskiego też wiedzieli, że nie sprzedają pochłaniaczy wilgoci, lecz środki, które klienci zażywają tak samo jak narkotyki. Zdobyli też przekonujące dowody, że te środki są szkodliwe dla zdrowia.

Śledztwo wykazało, że w lokalu przy ul. Prądzyńskiego, a także przy Drzewieckiego na Osiedlu Kosmonautów od czerwca do października 2013 r. sprzedano co najmniej 3062 opakowania takich substancji. Oba lokale działały oficjalnie jako lombardy.

Na zlecenie śledczych eksperci przebadali substancje zabrane przez policję w czasie nalotów na lombardy. Okazało się, że zawierają środki odurzające, szkodliwe dla zdrowia, a nawet życia. Co więcej, nie mają nic wspólnego z pochłanianiem wilgoci i czyszczeniem.

Prokuratura oskarżyła cztery osoby. W lutym wszyscy zostali skazani. Dwie osoby się odwołały. W tym główny oskarżony - właściciel lombardu przy Prądzyńskiego - Andrzej D.

W pierwszej instancji został on skazany na dwa lata więzienia bez zawieszenia. Sąd Apelacyjny złagodził mu tę karę.

Jak do tego doszło? Andrzej D. przed Sądem Apelacyjnym zmienił linię obrony. Już nie mówił, że o niczym nie wiedział i być może jego pracownicy samowolnie coś tam sprzedawali. Powiedział, że do jego lombardu przyszło dwóch mężczyzn i zaproponowali biznes. Oni mieli sprzedawać jakieś środki.

Andrzej D. przekonywał, że - gdy się zorientował, że chodzi o groźne dopalacze - to chciał się wycofać, ale zaczęli go straszyć. Mówił, że wrzucili mu nawet koktajl Mołotowa do lombardu. Jednak odmówił podania w sądzie nazwisk i pseudonimów tych osób.

Sąd nie uwierzył, że mógł nie wiedzieć o szkodliwości dopalaczy. - Dziś wie już o tym każde dziecko - mówił sędzia Andrzej Kot, uzasadniając wyrok.

Nie potraktował poważnie opowieści o tajemniczych ludziach, którzy zmuszali do handlu dopalaczami. Sędzia Kot uznał, że to infantylne. Mimo to sędziowie doszli do wniosku, że wyrok z pierwszej instancji jest zbyt surowy. Uznali, że Andrzej D. wyraził skruchę. Poza tym musi być traktowany jako osoba niekarana. Co prawda przed laty miał konflikt z prawem, ale kara zatarła się.

Sąd zmienił tez karę dla drugiego z odwołujących się mężczyzn, zatrzymanego w lombardzie przy Drzewieckiego. Znaleziono przy nim nie tylko dopalacze, ale i narkotyki. Sąd Apelacyjny skazał go na 4 tys. zł grzywny za posiadanie substancji psychotropowych. W pierwszej instancji wyrok więzienia w zawieszeniu dotyczył usiłowania wprowadzenia do obrotu dopalaczy. Na to oskarżenie nie przedstawiło dowodów.

Oceń treść:

Average: 9 (1 vote)
Zajawki z NeuroGroove
  • 4-HO-MET
  • Retrospekcja

Ciepłe czerwcowe popołudnie w parku miejskim. Pierwszy psychodeliczny trip.

 

Trip, który wam dziś wam opiszę, miał miejsce w czerwcu 2014 roku, a więc wieki temu w skali internetu (i ustawodawstwa narkotykowego). W zasadzie nawet nie powinienem mówić „trip” w liczbie pojedynczej, bo to były dwie osobne przygody – czas jednak zatarł większość szczegółów i ciężko dziś powiedzieć co kiedy miało miejsce. To, co wam tu przedstawiam, to rekonstrukcja zdarzeń i odczuć sporządzona na bazie wspomnień, zdjęć i nagrań z dyktafonu.

--------

  • Amfetamina
  • Metamfetamina
  • Pozytywne przeżycie
  • Tytoń

30 stopni upału, lekkie odwodnienie po zatruciu pokarmowym

Witam,

Piszę ten TR aby ostrzec potencjalnych amatorów mefy. Nie jest to dobry środek. Czemu? Przeczytajcie...

S&S:

Zacznę od tego, że w tym tygodniu kurowałem się po zatruciu pokarmowym. Nawadniałem się, brałem witaminy i elektrolity. Jakoś doszedłem do siebie. Upał mnie wykańczał ale cóż poradzić. Dziś wypiłem od około 11:00 4 piwa. Dotarłem w ten sposób do godziny 16:30 przy wiatraku dmuchającym mi w plecy. Całkiem miło jak na 30 C za oknem...

  • Gałka muszkatołowa
  • Pierwszy raz

słoneczny poranek, dobry nastrój

Swego czasu naprawdę sporo naczytałem się o wyjątkowej przyprawie jaką jest gałka muszkatołowa. Zaintrygowało mnie ona, a składało się to na jej dziecinnie łatwą dostępność, cene i możliwe efekty. Jednak aby przeżycie było jak najbardziej satysfakcjonujące należy spełnić kilka warunków związanych z settingiem, więc dwie paczuszki gałki mielonej firmy Prymat czekały cierpliwie na swój czas w szafce. Pięknego środowego poranka ten moment wreszcie nadszedł (w zasadzie to leżały tylko 2 dni, ale chciałem spróbować od razu).

  • Leonotis leonurus (wild dagga)

Substancje przyjęte:

Haszysz: ~0,5g

Paganum Harmala: 1,5g

Dagga: ~0,7g

Epena: ~1g