Spotkałem się z Raperem Gisu [wywiad]

Dokładnie tydzień temu w sieci pojawił się pierwszy spot, którym GIS wypowiedziało wojnę dopalaczom. Skala jego odrealnienia i nieporadności w próbie dotarcia do młodego odbiorcy, była tak wielka, że od razu wywołało to burzę. Po tak spektakularnej porażce i viralowej chłoście, logicznym byłoby, gdyby GIS się wycofał, ale zamiast tego Marek Posobkiewicz p. o. Głównego Inspektora Sanitarnego, wyprodukował kolejny filmik... ze sobą w jednej z ról — wcielił się w postać rapera Gisu.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Vice.pl
Paweł Mączewski

Odsłony

621

Dokładnie tydzień temu w sieci pojawił się pierwszy spot, którym GIS wypowiedziało wojnę dopalaczom. Skala jego odrealnienia i nieporadności w próbie dotarcia do młodego odbiorcy, była tak wielka, że od razu wywołało to burzę. Wszystko w filmiku — począwszy od pomysłu, po wykonanie i grę (hehe) aktorską — było tragicznie złe. Internauci i media nie zostawili na spocie suchej nitki. Każdy komentował nieudolność Głównego Inspektoratu Sanitarnego — ja także. Po tak spektakularnej porażce i viralowej chłoście, logicznym byłoby, gdyby GIS się wycofał, ale zamiast tego Marek Posobkiewicz p. o. Głównego Inspektora Sanitarnego, wyprodukował kolejny filmik... ze sobą w jednej z ról — wcielił się w postać rapera Gisu.

Postanowiłem spotkać się z szefem GIS, pomysłodawcą obu filmików, by porozmawiać z nim o dotychczasowej kampanii, legalizacji marihuany i jego przyszłości w hip-hopie.

VICE: Dokładnie tydzień temu, 17 lipca pojawił się pierwszy spot, którego akcja dzieje się „przy trzepaku". Kiedy zapadła decyzja, że trzeba go nakręcić?

Marek Posobkiewicz: O tym, że jest nasilony problem z dopalaczami, usłyszeliśmy wszyscy, z powodu kilkuset przypadków zatruć i kilku zgonów – wszystko to wydarzyło się w krótkim odstępie czasu. Trzeba było działać szybko. Działania kontrolne wspólnie z policją to jedno, ale doszedłem do wniosku, że kluczowe jest wzbudzenie dyskusji o dopalaczach. Ale nie wśród telewizyjnych „gadających głów", bo tego młodzież nie ogląda, tylko w sieci.

Jak długo trwały przygotowania?

Od czasu pomysłu do momentu jego nakręcenia minęło kilka godzin. Zależało nam na szybkiej reakcji, jak i realizacji. Wiemy, jak się robi profesjonalne spoty i ile czasu to zajmuje. Od kilku miesięcy we wszystkich telewizjach jest nasz spot „Nie pozwól odlecieć swojemu szczęściu". W przypadku dopalaczy chodziło o pobudzenie dyskusji i to się udało.

W sieci pojawiła się informacja, że jego kręcenie trwało tylko trzy godziny.

To nieprawda, kręcenie trwało krócej.

Ale czy takie działanie ad hoc, bez większego namysłu, bo w Polsce pojawił się problem dopalaczy – nie jest trochę jak naklejanie plastra na złamaną nogę?

Problem dopalaczy nie pojawił się wczoraj i nie jest to jedyne działanie, jakie prowadzimy. Ale to co wydarzyło się w pierwszym tygodniu lipca było wyjątkowe. Nie chciałem czekać. Chodziło o impuls, pobudzenie opinii publicznej.

Czy to prawda, że pierwszy spot kosztował 3210 zł?

Rzeczywiście początkowo planowaliśmy wydatek rzędu 2-3 tysięcy złotych, ale ostatecznie osoba, która pomogła nam to nakręcić, zrzekła się wynagrodzenia. Tak więc pierwszy spot powstał bez wydatków. No i z medialnego punktu widzenia, gdzie obejrzało go tak wiele osób, to cel został osiągnięty.

No dobrze, a kto był pomysłodawcą scenariusza do pierwszego spotu?

Tu nawet ciężko mówić o jakimkolwiek scenariuszu. Chciałem tylko wykorzystać pewne zwroty w dialogach, jak np. „Oddalam to pytanie", wypowiedziane na konferencji przez prof. Mariana Zembalę ministra zdrowia. Ja wiem, że to nie jest słownictwo, którego używają młodzi ludzie, ale chciałem w ten sposób wzbudzić ich zainteresowanie, pobudzić do dyskusji o dopalaczach.

Rzeczywiście powstała dyskusja, ale raczej na temat tego, że GIS zrobił tragiczne spoty i nie wie, jak dotrzeć do młodego człowieka.

Jasne, ale to będzie miało swoje pozytywne następstwa, jak chociażby sprowokowanie innych do nakręcenia swoich, dużo lepszych filmików, które poleciłem zamieszczać – jako raper Gisu – na naszej stronie. Poza tym liczba zatruć faktycznie zmalała. Dla mnie jako lekarza to najważniejsze.

To też jest dość ciekawa historia, bo postanowił się pan osobiście wcielić w postać rapera Gisu. Dlaczego zdecydował się pan na taki ruch?

W weekend, po publikacji pierwszego spotu, zastanawiałem się, jak jeszcze inaczej zwrócić uwagę. Oczywiście wiedziałem, że znów będę się musiał poddać krytyce i internetowemu hejtowi – ale chciałem zainspirować ludzi do rozmowy o temacie dopalaczy. Gdybym chciał podejść do sprawy asekuracyjnie, nie zrobiłbym już nawet tego pierwszego filmiku.

Czyli rozumiem, że to była taktyka: jeżeli nakręcimy coś profesjonalnie i będzie to dobrze wyglądać, nikt nie zwróci na to uwagi. Ale jeżeli zrobimy coś tragicznie źle – powstanie debata. Zgadza się?

Działałem intuicyjnie. Myślę, że jednak było warto, bo teraz młodzi ludzie rozmawiają o tym, a dorośli zrozumieli, że problem z dopalaczami może dotyczyć także ich dzieci.

No tak, ale gdy spot, który powinien odstraszać od brania dopalaczy, staje się częstym powodem do żartów, nie stawia GIS-u w złym świetle?

Spoty odstraszające jeszcze powstaną. Ale już te dwa gotowe klipy sprowokowały innych, by kręcić lepsze filmiki – i o to właśnie chodzi. Liczę, że powstaną kolejne oddolne inicjatywy tworzenia swoich klipów, tak jak w przypadku studentów ze Szczecina, którzy jako młodzi potrafią znacznie lepiej dotrzeć do swoich rówieśników. Może to zwiększy szansę na to, że ktoś później powie dopalaczom i innym narkotykom „Nie".

Dobrze, że pan wspomina o innych narkotykach. Czy pana zdaniem, to nie jest przejaw hipokryzji rządu, który z jednej strony ściga palenie marihuany – by potem się dziwić, że dzieciaki biorą jakiś syf, od którego trafiają do szpitala lub do kostnicy?

Jeżeli chcielibyśmy legalizować miękkie narkotyki w myśl zasady „mniejszego zła", to jednak nadal byłaby to zgoda na zło. Nie możemy się zgadzać na zło. Część polityków w kraju mówi o legalizacji miękkich narkotyków, ja jestem temu przeciwny.

Ostatnie pytanie, czy raper Gisu jeszcze powróci?

Odpowiem w ten sposób – kiedy czytałem niektóre komentarze pod filmikami, znalazłem wypowiedź: „jeżeli GIS nie będzie robił więcej spotów, to ja już nie będę więcej brał" – więc ja obiecuję, że jeżeli spadek liczby zatruć utrzyma się na dłużej, to deklaruję publicznie: nie będę więcej rapował i kręcił tak złych klipów.

Dziękuję za rozmowę. 

 

Na rozmowę z Markiem Posobkiewiczem szedłem w przekonaniu, że działania GIS obnażyły nie tylko nieporadność tej instytucji w walce z dopalaczami, ale też nietraktowanie problemu poważnie — o czym świadczyło pośpieszne kręcenie tych dwóch chałturek.

 

Na miejscu zrozumiałem jednak, że Posobkiewicz zebrał srogie baty, bo zwyczajnie nie chciał czekać, aż kolejny łepek trafi do szpitala lub do kostnicy. Nie usprawiedliwiam poziomu wyprodukowanych przez niego filmików — one naprawdę są tragicznie źle wykonane. Dlaczego? Bo zrobiono je intuicyjnie, nieporadnie i po amatorsku — ale w imię wyższego dobra. W takich sytuacjach czasem warto się narazić, niż nie zrobić nic — a my chyba już przyzwyczailiśmy się do tego, że panowie w garniturach i „gadające głowy" zbyt często „oddalają pytanie" byleby nie narazić swojego wizerunku.

Tak więc, nawet jeżeli kwestia problemu dopalaczy weszła do debaty publicznej w kontekście wszechobecnej szydery, to jednak temat jest i jest też dyskusja. Skoro dzieciaki same zaczynają kręcić swoje filmiki, by pokazać, że potrafią zrobić to lepiej, zwiększa się świadomość młodych ludzi. A jeżeli przez to mniej osób ucierpi od dopalaczy — to warto zostać nawet tym raperem Gisu.

 

Oceń treść:

Average: 9.5 (2 votes)
Zajawki z NeuroGroove
  • Inne


impreza ze snu freda...


fred spi.


bob wrzuca pigule



rozkrusza srubokretem wsrod obcych sobie ludzi,


zapytanie


`chcesz pigule?`


na 3 czesci


maszek maszek maszek


kto je ta pigule


podzielona juz



bob szybko przeciaga palcem po swojej kresce i z lubosica oblizuje



jakies szkilste te oczy wokolo...



  • Kodeina
  • Pierwszy raz

Na kodeinę trafiłem w najgorszym momencie, w jakim tylko można trafić na opiaty. Ciężki okres w życiu, problemy zawodowe, problemy z związku. Przez pełne stresu miesiące, nie potrafiłem się zrelaksować choćby na minutę, potrzebowałem przerwy i tak oto jestem. Samotny, piątkowy wieczór. W zanadrzu czeka playlista z ulubioną muzyką i woda w razie potrzeby. Jestem dość podekscytowany, mam spore oczekiwania i ciekaw jestem, czy rzeczywistość pokryje się z wyobrażeniami. Biorę na pusty żołądek, jestem też nieźle zmęczony fizycznie.

 

 

Gdyby mój pierwszy raz, zamienić z drugim, to wziąłbym to tylko raz w życiu i zapomniał...

Dlaczego? Ponieważ drugim razem efekty były delikatne, mało euforyczne, słabe i zwyczajnie nudne. Ale pierwszy, który tu opiszę, pokazał mi na co stać tą substancję.

 

  • Alprazolam
  • Etanol (alkohol)
  • Katastrofa
  • Marihuana
  • Marihuana

Miałem całkiem udany dzień. Mieszkam z bratem i jednym koleżką, który bardzo lubi maryśkę. Ten drugi namówił mnie, żeby spróbował nowego sortu ganji, którego niedawno kupił. Myślałem, żeby tego nie robić, bo zażyłem już karmelka, ale potem powiedziałem sobie, że raz się żyje. Całe zdarzenie miało miejsce wieczorem, w naszym mieszkaniu. Puściliśmy muzykę, która z początku była przyjemna, ale później to się zmieniło. Tripowałem z bratem i jego koleżką. Byłem zrelaksowany i nic za bardzo mnie nie dręczyło.

Ten dzień uchodził do przeszłości, więc pomyślałem, że zarzucę sobie karmelka z THC i posłucham sobie ulubionych nutek, które zaprawią mnie do pięknych wizji sennych. Nagle do mieszkania wpada koleżka i rozmawia z moim bratem o tym, że trzeba dziś spróbować tego Green Cracku, który został zakupiony jakiś czas temu, ale w sumie to nie tak dawno temu. Wbija do mojego pokoju i pyta sie czy będę z nimi jarał. Ja nieco zaskoczony i podjarany, mówię że jeszcze jak, jak najbardziej.

  • Grzyby halucynogenne
  • Pozytywne przeżycie

Ostatnie tygodnie obfitują we wrażenia. Osoby, miejsca, substancje. Oby się nie zatracić. Albo może lepiej było by się zatracić? Kto wie.

Bycie samej w domu, przywołało we mnie dziką potrzebę zmiany swojej świadomości. Skoro i tak opuściłam już drugi dzień pracy, mogłam pozwolić sobie na spędzenie piątku w towarzystwie moich ulubionych psylocybinowych smakołyków.

Jesień jest tak piękna, wszystkie te kolorowe liście na drzewach, powiew chłodniejszego wiatru i przyjemne słoneczko przebijające się przez chmury. Sama w swoim nowym mieszkaniu. Miejsca trzeba oswoić.