Witam. Opowiem wam o mojej randce. O spotkaniu, które zmieniło mój światopogląd. O randce z cudowną Changą. Zaczynamy.
Policja nie pozwoliła uczestnikom drugiego wrocławskiego marszu wejść na jezdnię. Gdy usiedli, blokując całkowicie ulicę Wróblewskiego, funkcjonariusze zepchnęli ich na chodnik. Zatrzymali siedmiu, wylegitymowali wszystkich, o godz. 16 puścili wolno.
Policja nie pozwoliła uczestnikom drugiego wrocławskiego marszu wejść na jezdnię. Gdy usiedli, blokując całkowicie ulicę Wróblewskiego, funkcjonariusze zepchnęli ich na chodnik. Zatrzymali siedmiu, wylegitymowali wszystkich, o godz. 16 puścili wolno.
Zwolennicy Wolnych Konopi zebrali się po godzinie 14 na skwerze Cybulskiego. Tym razem było ich znacznie mniej niż przed tygodniem - najwyżej 200 osób [tydzień temu przez Wrocław przeszło ok. 1000 osób - przyp. hr]. Wiedząc, że i tym razem nie mają zgody na przemarsz jezdnią, postanowili zablokować ul. Wróblewskiego, siadając na pasach na wysokości Hali Stulecia. Do blokowania jezdni nawoływał organizator marszu Paweł Leśniański. Wcześniej rozdał uczestnikom tysiąc ziaren marihuany
Ulica Wróblewskiego była zablokowana przez około 10 minut. Kilkudziesięciu policjantów zepchnęło manifestantów na chodnik, a organizatora i kilka innych osób zatrzymano. Do policyjnego samochodu funkcjonariusze wepchnęli m.in. chłopaka, który krzyknął do policjanta "Ty grubasie!".
O godz. 15.35 grupa nadal stała na chodniku przy wrocławskim zoo. Spora jej część, chociaż została już wylegitymowana, otoczona była policyjnym kordonem (funkcjonariusze nie byli wyposażeni w hełmy i tarcze, bo manifestanci zachowywali się raczej spokojnie). Za policjantami stali ci uczestnicy marszu, którzy nie dali się otoczyć na samym początku zadymy.
Wewnątrz kordonu panowała atmosfera piknikowa. Wprawdzie przez chwilę Konopie skandowały: "Jesteście tam, gdzie ZOMO", ale szybko wróciły do okrzyków merytorycznych, dotyczących legalizacji używania marihuany: "Sadzić, palić, zalegalizować".
Krzysztof Zaporowski z biura prasowego dolnośląskiej policji poinformował nas o godz. 15.45, że zatrzymano w sumie siedmiu uczestników marszu, którzy najbardziej awanturowali się podczas spychania na chodnik grupy blokującej jezdnię.
O godz. 16 - po wylegitymowaniu wszystkich uczestników - całą grupę puszczono wolno. Wcześniej policjanci przypomnieli, że zgromadzenie jest nielegalne.
Manifestacja ruszyła chodnikiem w stronę centrum. W międzyczasie urosła - podczas legitymowania ludzie dzwonili do znajomych po posiłki.
Idących cały czas eskortowała policja, która grupę pozbawioną przywództwa sprawnie rozbiła na dwie mniejsze. Gdy jedna z grup była już przy sedesowcach, druga jeszcze nie opuściła ulicy Skłodowskiej-Curie. Policjanci szybko spisywali i karali mandatami osoby, które - w obawie przed rozdzieleniem się grupy - przebiegały na czerwonym świetle.
Z placu Grunwaldzkiego obie grupy przemaszerowały pod Urząd Wojewódzki, gdzie ponownie się połączyły. Pod eskortą policji dotarły na skrzyżowanie Podwala i ul. Traugutta, tam policja znów ich otoczyła.
Krzysztof Zaporoski: - Po raz kolejny przypomnieliśmy im, że to nielegalne zgromadzenie i kazaliśmy się rozejść. Poinformowaliśmy, że jeśli tego nie zrobią, zostaną zatrzymani.
Manifestujący żartowali, że dla nich wszystkich nie wystarczy miejsca na komendzie. Było ich wtedy około setki. Po chwili jednak zaczęli się rozchodzić i zwinęli transparenty.
Kolejny marsz organizowany przez Wolne Konopie był we Wrocławiu nielegalny. Przed tygodniem prezydent odmówił im prawa do wejścia na jezdnię, a tysiącosobowy tłum przeszedł spokojnie po chodnikach przez miasto.
Jednak w środę wojewoda uchylił zakaz wydany przez prezydenta. Konopie ponownie wystąpiły do magistratu od zgodę na dzisiejszy marsz i ponownie jej nie uzyskały. Wczoraj Paweł Leśniański zapowiedział, że tym razem maszerujący przejdą jezdnią albo zablokują most Zwierzyniecki. A policja zapowiedziała interwencję, gdyby zostało złamane prawo.
Samotnie na gralni. Spontaniczna decyzja. Samopoczucie bardzo dobre, zluzowany piwkiem i buszkami z przepału po Gandzi.
Witam. Opowiem wam o mojej randce. O spotkaniu, które zmieniło mój światopogląd. O randce z cudowną Changą. Zaczynamy.
Mój pokoik, moje łóżeczko, podekscytowanie jak przed każdym psychodelicznym tripem.
Mam ochotę przedstawić wam szkielet moich najlepszych, najgłębszych tripów- to one wywróciły moje postrzeganie do góry nogami, jednocześnie przypominając mi kim na prawdę jestem. Otóż zarzucam kartona, dajmy np. nbome, ostatnio właśnie taki, 800 mikrogram. Pół godziny i pojawia się silny niepokój, powietrze jakieś takie zabiegane, kontury wszelkiej rzeczy stają się miękkie, chwiejne, wszystko takie niestabilne. I to poczucie, że zbliża się coś wielkiego. Coś, co przełamuje za każdym razem coś we mnie, coś jak nie wiem, coś...
Humor bardzo zły, chęć odcięcia się od świata w zaciszu własnego pokoju
Opiszę swoje pierwsze prawdziwe spotkanie z opiatami, nie wliczając w to kodeiny z prostej przyczyny nie "trawienia" jej odpowiednio przez mój organizm.
Historia zaczyna się od bardzo podłego humoru spowodowanego dużą ilością stresu, kłótni i utraty sporej ilości znajomości w przeciągu ostatnich paru dni. Myślałem, czym by się tu tego dnia dobić przeglądając podręczną apteczkę ćpuna, wybór stanął między snem po benzo a tabletką morfiny, którą miałem wziąć parę miesięcy wcześniej, lecz zdecydowałem, że jedno uzależnienie już mi wystarczy.
Dobry humor, wypoczęty, oczekiwałem fraktali, ciekawość. Miejsce było ciche, spokojne i wygodne.
Znaleźliśmy sklep, był niepozorny. W sklepie jest wiele ciekawych rzeczy z których zapewne w przyszłości powstaną podobne raporty. Po nabyciu ekstratu w wysokości 1g x 40 udaliśmy się na miejsce smakowania. Z czasem obawy dot. Szałwii zniknęły gdzieś. Mam wrażenie, ze sama roślina roztacza jakąś mistyczną aurę...
Komentarze