REKLAMA




Wolne Konopie zapowiadają obywatelski projekt dekryminalizujący marihuanę

Wiosną 2020 roku rozpocznie się zbieranie podpisów pod obywatelskim projektem ustawy o dekryminalizacji posiadania niewielkich ilości marihuany. Mają go złożyć Wolne Konopie.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Krytyka Polityczna
Jan Smoleński
Komentarz [H]yperreala: 
Tekst stanowi przedruk z podanego źródła.

Odsłony

216

Wiosną 2020 roku rozpocznie się zbieranie podpisów pod obywatelskim projektem ustawy o dekryminalizacji posiadania niewielkich ilości marihuany. Mają go złożyć Wolne Konopie.

Projekt zakłada dekryminalizację posiadania niewielkich ilości marihuany oraz prowadzenia niewielkiej hodowli krzaków konopi – pod warunkiem, że substancje psychoaktywne będą przeznaczone na własny użytek, a nie na handel. Czy to oznacza legalizację na wzór Urugwaju, Kanady i niektórych stanów w USA? Nie. W myśl proponowanych przepisów posiadanie niewielkich ilości suszu i prowadzenie niewielkiej hodowli, które dziś są przestępstwami zagrożonymi karą pozbawienia wolności, miałyby stać się wykroczeniami zagrożonymi karami administracyjnymi, czyli mandatami. W polskich warunkach to i tak wielka zmiana.

Obecnie produkowanie zakazanych substancji psychoaktywnych jest karane więzieniem. Podobnie z posiadaniem jakichkolwiek ich ilości – grozi za to odsiadka do lat trzech, chyba że ilości są znaczne. Wprowadzony po długich bojach w 2011 roku artykuł 62a kodeksu karnego daje prokuratorowi możliwość umorzenia postępowania, jeśli posiadane ilości są niewielkie, ale brak załącznika określającego precyzyjnie, co to znaczy „znaczne”, a co „niewielkie”, powoduje, że przepis ten jest stosowany uznaniowo.

Proponowany przez Wolne Konopie projekt ma to zmienić. Jakie ilości mają być uznane za niewielkie? W przypadku posiadania suszu ma to być 30 gram. Jeśli chodzi o produkcję, to hodowla do trzech krzaków ma być traktowana jak wykroczenie, wszystko ponad to będzie już przestępstwem.

Sadzić, palić, dekryminalizować

Lider Wolnych Konopi Andrzej Dolecki mówi, że nad zmianą prawa Wolne Konopie zamierzają pracować dwutorowo.

Jeden tor to obywatelski projekt ustawy. Zbieranie podpisów pod nim ma się rozpocząć późną wiosną, kiedy sprzyja aura i organizowane są różne masowe imprezy muzyczne. Wolne Konopie liczą, że dzięki objechaniu popularnych festiwali uda im się zebrać sporo podpisów niewielkim wysiłkiem.

– Wiemy, że może on trafić do śmietnika, bo posłowie nie mają żadnego obowiązku zajmować się projektami obywatelskimi. Jednak chcemy zebrać te podpisy po to, żeby pokazać, że istnieje społeczna potrzeba zmiany prawa, żeby rządzący wiedzieli, że muszą się z nami liczyć – wyjaśnia.

Drugim torem jest lobbing w Sejmie i Senacie, którego celem ma być zgłoszenie projektu ustawy przez parlamentarzystów. Wolne Konopie liczą na współpracę m.in. z Urszulą Zielińską, posłanką z ramienia Zielonych. Dolecki podkreśla jednak, że konieczna jest tutaj współpraca ponad partyjnymi szyldami, a projekt powinien zostać zgłoszony jako poselski lub senacki, a nie klubowy.

– Byłem parlamentarzystą i pamiętam, że kwestie zmagań klubowych często wygrywają z jakością projektów. Jeśli nasz projekt zostałby zgłoszony jako klubowy, przepadłby w przedbiegach – wyjaśnia.

Dekryminalizacja już tu była

Przypomnijmy, że w Polsce kiedyś obowiązywało stosunkowo liberalne prawo narkotykowe odziedziczone jeszcze po PRL, w którym właściwie rynek nielegalnych substancji odurzających był bardzo niewielki i ograniczony do zamkniętych subkultur. Wtedy to posiadanie niewielkich ilości na własny użytek nie było karane.

Zmian dokonano pod wpływem paniki medialnej, wedle której dilerzy mieli korzystać z tej rzekomej „dziury prawnej”: złapani mieli mówić, że posiadany towar przeznaczony jest na własny użytek. Wszystko to pod sztandarem walki o bezpieczeństwo „naszych dzieci”. W 2000 roku posiadanie jakiejkolwiek ilości nielegalnych substancji psychoaktywnych zostało uznane za przestępstwo i od tego czasu grozi już za to więzienie. Zwolennicy zmian przekonywali, że takie narzędzie jest policji konieczne po to, by móc łapać handlarzy. Jak przewidywali krytycy, nie poskutkowało to wzrostem aresztowań dilerów, tylko zwykłych użytkowników narkotyków – głównie marihuany.

Prawo to usiłował zliberalizować doktor Marek Balicki, gdy był ministrem zdrowia w rządzie SLD. Jednak jego projekt przepadł w sejmowym głosowaniu.

Do tematu powrócono po pojawieniu się w Polsce tzw. dopalaczy, czyli substancji odurzających tworzonych z legalnych składników, które natychmiast zyskały dużą popularność. Wtedy też ruch na rzecz racjonalizacji polityki narkotykowej w Polsce odniósł swój pierwszy skromny sukces, jakim było wpisanie do Kodeksu karnego wspomnianego już artykułu 62a. Kolejnym zwycięstwem było zalegalizowanie w Polsce w 2016 roku obrotu medyczną marihuaną. Obu rozwiązaniom sporo jednak brakuje do doskonałości. Artykuł 62a jest stosowany rzadko i uznaniowo, a z powodu braku rodzimych producentów medycznej marihuany ta dostępna w aptekach jest droższa od tej ulicznej.

Doświadczenia Polski na tle innych krajów pokazują, że model polityki narkotykowej oparty na karach, kryminalizacji i bezwzględnej prohibicji jest szkodliwy dla zdrowia obywateli. Jednym z czynników, który złożył się na popularność dopalaczy, jest penalizacja marihuany. Dopalacze są łatwo dostępnym zamiennikiem tradycyjnych narkotyków. Zanim obrót nimi nie został zakazany, stanowiły idealną alternatywę – nie pociągały za sobą groźby odsiadki, a z drugiej strony zapewniały zmianę stanu świadomości. Największym niebezpieczeństwem z nimi związanym jest ich nieznany skład – ani użytkownicy, ani lekarze czy ratownicy medyczni nie wiedzą w przypadku zatrucia czy przedawkowania, z czym właściwie mają do czynienia i jak sobie z tym radzić.

Koalicja PO–PSL postanowiła walczyć z tymi środkami odurzającymi, dopisując je do listy substancji zakazanych oraz tworząc kategorię „środków zastępczych”. Efektem było pojawienie się jeszcze bardziej tajemniczych koktajli z jeszcze mniej znanych składników. Substancje z pierwszego rzutu dopalaczy, takie jak mefedron, na dobre zadomowiły się na polskim czarnym rynku substancji psychoaktywnych.

Można inaczej

Kontrprzykładem dla Polski może być Portugalia, gdzie zdepenalizowano posiadanie jakichkolwiek nielegalnych substancji psychoaktywnych na własny użytek i skupiono się na redukcji szkód. Po początkowym niewielkim wzroście liczby użytkowników narkotyków zaobserwowano trend spadkowy. Zwiększyła się za to liczba osób zgłaszających się na terapię.

Podobne rozwiązania wprowadzono w Czechach, gdzie posiadanie niewielkich ilości oraz niewielkie hodowle są zagrożone mandatami, tak jak w proponowanym przez Wolne Konopie projekcie. Wtedy część polskiej opinii publicznej wieszczyła narodowy exodus młodzieży do naszych południowych sąsiadów celem bezkarnego upalania się. Nic podobnego się nie stało.

– Tak naprawdę część rozwiązań czeskich i portugalskich była wzorowana na pomysłach, które padały w debatach nad liberalizacją prawa narkotykowego w Polsce. Tamte kraje dość uważnie te debaty obserwowały, ale w przeciwieństwie do polskich rządów wyciągnęły z nich wnioski. Teraz to my musimy je nadganiać – mówi Dolecki.

Doświadczenia innych krajów pokazują również sprzeczności, ograniczenia i nieprzewidziane konsekwencje niektórych rozwiązań. W Portugalii na przykład ilość marihuany, którą można posiadać na własny użytek, nie odpowiada ilości, którą można zebrać z dopuszczonej prawem hodowli. Co jeśli krzaki wyprodukują więcej suszu, niż zgodnie z prawem może posiadać jedna osoba? Dodatkowo ani Czechy, ani Portugalia nie mają kontroli nad dystrybucją – ta wciąż jest w rękach przestępców.

Rozdzielać rynki narkotyków twardych i miękkich ma w założeniu model holenderski, gdzie marihuana i haszysz sprzedawane są w coffee shopach. Tu z kolei problemem jest fakt, że choć tego rodzaju obrót trawą jest dopuszczony na zasadzie wewnętrznych regulacji policji, to zgodnie z literą prawa wciąż jest nielegalny. Państwo nie kontroluje jakości sprzedawanej marihuany i jednym z zaobserwowanych trendów jest rosnąca moc suszu.

Legalizacja?

Największą kontrolę i możliwości regulacji daje pełna legalizacja, od produkcji, przez dystrybucję, po posiadanie. Obecny projekt Wolnych Konopi nie przewiduje jednak całkowitej legalizacji, bo – jak mówi Dolecki – społeczeństwo nie jest jeszcze na to gotowe.

– Państwo polskie albo zabrania czegoś i za łamanie zakazu surowo karze, albo, jak w przypadku alkoholu, zezwala, ale potem kompletnie umywa ręce od odpowiedzialności, nie edukuje na temat skutków picia – wyjaśnia.

Na brak poważnych programów edukacyjnych, które w sposób odpowiedni dla wieku odbiorców informowałyby o skutkach zażywania środków psychoaktywnych, zwracali też uwagę specjaliści, na przykład Marek Balicki. Dolecki przypomina lata 90. i pierwszą dekadę XXI wieku, kiedy to panował przesąd, że jedynie dożylne zażywanie substancji psychoaktywnych jest niebezpieczne i uzależniające. O tym, że wciąganie lub palenie również niosą za sobą poważne niebezpieczeństwa, boleśnie przekonali się użytkownicy browna.

Przy braku edukacji pełna legalizacja byłaby nieodpowiedzialna. Dlatego obecny projekt jest skromny w swych ambicjach, nie rozwiązuje również problemu drogiej medycznej marihuany. Mimo to zmiana byłaby istotna: zmiana kwalifikacji czynu z przestępstwa na wykroczenie powoduje, że nie trafia on do kartoteki i nie ma negatywnego wpływu na przyszłość – choćby zawodową – ukaranych osób. Ma to jednak być tylko pierwszy krok w dłuższym procesie.

– Wyobrażamy sobie, że ten proces składałby się z trzech etapów: dekryminalizacja, depenalizacja i legalizacja. I na każdym z tych etapów edukacja, edukacja i jeszcze raz edukacja – podsumowuje Dolecki.

Oceń treść:

Average: 10 (3 votes)
Zajawki z NeuroGroove
  • Katastrofa
  • MDMA (Ecstasy)

koncert electro na plazy nad jednym z polskich jezior, znajomi, mile nastawienie

Ku przestrodze, moze ktos kto to przeczyta bedzie mial z tylu glowy ze ecstasy to nie tylko zabawka

 

Snilo mi sie ze wybieralem sie na koncert electro i znalazlem na lawce w parku kilka rozowych supermenow.

Zawsze sprawdzam co jem, wiec ochoczo wpisalem w domu w google "pink superman ecstasy". Ku mojemu lekkiemy zdziwieniu, pojawily sie wyniki "PMMA pink superman death" o zgonach po zjedzeniu różowych supermenów. Wyskoczyły ostrzeżenia, "nie jeść tego", "zgony po superman" itd. Na dole jej zdjęcie, bardzo twarda, brudny róż, bez przedziałka z tyłu.

.

  • Dekstrometorfan
  • Tripraport

Wolny weekend, niepohamowana ochota na przyćpanie

Trochę za póżno ogarnąłem że nie wszystkie apteki są całodobowe, więc zamiast podejść sobie do najbliższej, 100 metrów od domu musiałem przejść się trochę miastem ale ruch to ponoć zdrowie a w tej branży zdrowie chyba jest w cenie, także nie ma co narzekać.

  • Inhalanty

+-----------------------------------------------------------+ 

| _ _ _ __ |
|| | (_) (_) / _| |
|| | __ _ _ __ __ _ _ __ _ ___ | |_ __ _ __ _ |
|| |/ /| || '__|/ _` || '_ | | / _ | _|/ _` | / _` | |
|| ||_|_|_||_| __,_||_| |_||_| ___|(_)|_| __,_| __, | |
| | | |
| broszura informacyjna nr 1dyny |_| |

  • 25C-NBOMe
  • Marihuana
  • Pierwszy raz

Nastawienie bardzo pozytywne, miałem głód psychodelicznych doświadczeń, bo minęło już kilka miesięcy od ostatniego "konkretnego" tripu. Nastrój bardzo lekki, ogólna wesołość i świadomość bycia w dobrym towarzystwie, brak poważniejszych obaw, może trochę lekkomyślne podejście. Przyjęcie głównej substancji krótko po północy w noc sylwestrową, podczas imprezy połączonej z mini-koncertem w domu znajomych. Wszystko odbywało się w jednym z dużych polskich miast. NBOMe brałem sam, wcześniej spaliłem kilka jointów z innymi ludźmi i wypiłem dwa piwa w ciągu ok. 3 godzin. Podczas tripa spaliłem kolejne kilka jointów.

Postanowiłem, że ta noc będzie wspaniała. Po prostu nie mogło być inaczej. Ostateczny plan spędzenia sylwestra ukształtował się w mojej głowie dość późno. Wiedziałem, że na pewno zafunduję sobie jakąś psychodeliczną podróż, problemem był tylko dobór środków i okoliczności. W weekend poprzedzający koniec roku zostałem zaproszony na imprezę w domu kolegi. Muzyka na żywo, dobrzy znajomi - uznałem, że to jest to!

randomness