"Legalizacja posiadania 15 gram marihuany na własny użytek to zły pomysł. Lepiej ją opodatkować"

Podobno ważą się losy ewentualnej liberalizacji prawa antynarkotykowego. Parlamentarny Zespół ds. Depenalizacji Marihuany przygotowuje projekt ustawy, który być może dopuszczałby legalizację posiadania 15 gram marihuany na własny użytek. Rzecz w tym, że zgodę na procedowanie takiej ustawy musiałby wydać premier Donald Tusk. Tylko o co tu kruszyć kopię? Lepszym rozwiązaniem byłaby całkowita legalizacja tej używki oraz jej opodatkowanie niczym papierosy.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Bezprawnik | Rafał Chabasiński

Komentarz [H]yperreala: 
Tekst stanowi przedruk z podanego źródła - pozdrawiamy serdecznie! Wszystkich czytelników materiałów udostępnianych na naszym portalu serdecznie i każdorazowo zachęcamy do wyciągnięcia w ich kwestii własnych wniosków i samodzielnej oceny wiarygodności przytaczanych faktów oraz sensowności zawartych argumentów.

Odsłony

198

Podobno ważą się losy ewentualnej liberalizacji prawa antynarkotykowego. Parlamentarny Zespół ds. Depenalizacji Marihuany przygotowuje projekt ustawy, który być może dopuszczałby legalizację posiadania 15 gram marihuany na własny użytek. Rzecz w tym, że zgodę na procedowanie takiej ustawy musiałby wydać premier Donald Tusk. Tylko o co tu kruszyć kopię? Lepszym rozwiązaniem byłaby całkowita legalizacja tej używki oraz jej opodatkowanie niczym papierosy.

Okazuje się, że 15 gram marihuany to umowna granica, poniżej której sądy zwykle stwierdzają przypadek mniejszej wagi

Po raz kolejny część parlamentarzystów w pocie czoła pracuje nad możliwością złagodzenia prawa antynarkotykowego w stosunku do jednej z popularnych używek. Tym razem, jak podaje wprost, Parlamentarny Zespół ds. Depenalizacji Marihuany, którego współprzewodniczącymi są Klaudia Jachira z KO i Ryszard Petru z Polski 2050, przygotowuje specjalny projekt ustawy. Warto wspomnieć, że w tym momencie nieznane są jeszcze ostateczne konkluzje, do jakich zespół ostatecznie dojdzie.

Jeżeli posłowie zdecydują się faktycznie powalczyć o liberalizację przepisów, to punktem wyjścia może być propozycja aktywistów ze Stowarzyszenia Wolne Konopie. Postulują oni granicę legalności na poziomie 15 gramów marihuany. Zgodnie z obecnymi przepisami posiadanie każdej ilości tej substancji jest nielegalne. Sądy jednak mogą warunkowo umorzyć postępowanie, jeżeli akurat uznają daną sprawę za przypadek mniejszej wagi. Brak jasnej granicy wyznaczonej przez ustawodawcę sprawia, że w orzecznictwie istnieje poważna luka. Przy czym pewne tendencje można dostrzec. Zdaniem Stowarzyszenia Wolne Konopie:

"Wspólnie uznaliśmy, że jest to minimalna ilość, która zapełnia lukę. Obecnie mamy około 10 tysięcy umorzeń rocznie za posiadanie nieznacznych ilości. One mieszczą się w granicach do 15 gramów, choć zdarza się, że i więcej."

Wprost zwraca uwagę, że los ewentualnej liberalizacji zależy tak naprawdę od decyzji premiera Donalda Tuska. Jeżeli ten postanowi, że sprawę należy ruszyć do przodu, to ustalenia parlamentarnego zespołu rzeczywiście mogą stać się pełnoprawną inicjatywą ustawodawczą. Jak to jest z Tuskiem? Trudno powiedzieć. Kiedyś przestrzegał: „Jeśli chcecie legalnej marihuany, wybierzcie innego premiera”. W 2023 r. stwierdził zaś „Jak ktoś ma jointa, to może nie robić z tego wielkiej afery”.

Na tym właściwie można by zakończyć całe rozważania. Będzie projekt ustawy, to będzie – wtedy będziemy sobie wszyscy zaprzątać nim głowę. Nie sposób jednak nie zauważyć, że w całym tym zamieszaniu coś, co nie daje mi spokoju. W czym tak naprawdę 15 gram marihuany jest gorsze od większej ilości tej substancji?

Nie ma sensu trzymać się z uporem maniaka amerykańskiego „war on drugs”, kiedy można po prostu wykorzystać akcyzę

We współczesnej Polsce prawo antynarkotykowe w postaci ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii pojawiło się dopiero w 1985 roku. Władze PRL-u wprowadziły wówczas poważne sankcje karne za handel i dystrybucję narkotyków. Za udzielanie, nakłanianie lub ułatwianie zażycia w celu korzyści majątkowej lub osobistej można było pójść do więzienia nawet na 10 lat. Komunistycznemu reżimowi nawet nie przyszło jednak do głowy karać za samo posiadanie substancji odurzających.

Zmiana nastąpiła dopiero po przemianach ustrojowych. Powodu można upatrywać w specyfice lat dziewięćdziesiątych oraz szeroko rozumianej integracji z zachodem, co mogło wiązać się także z przyłączeniem się z amerykańską polityką „war on drugs” (ang. wojna przeciwko narkotykom). To właśnie jej cechą charakterystyczną jest nieproporcjonalna wręcz surowość względem osób jedynie posiadających narkotyki na własny użytek. Nawet nie muszę silić się tutaj na złośliwość. Doświadczenia XXI wieku i liczne badania naukowe pokazują, że tak drakońskie podejście po prostu nie działa. Zamiast tego tworzy jedynie patologię i wypycha osoby uzależnione albo po prostu szukające wrażeń w objęcia przestępczości zorganizowanej. Oczywiście karanie posiadania w żadnym wypadku nie wyeliminowało problemu nakromanii.

Właśnie dlatego warto się zastanowić nad tym, co właściwie robimy jako państwo. Czy palenie marihuany jest szkodliwe dla zdrowia? Tak samo, jak palenie papierosów. Czy uzależnia? Na pewno nie bardziej niż alkohol. Czy może wpływać niekorzystnie na mózg? Niektóre badania tak sugerują, ale wciąż trudno mówić o skutkach gorszych od alkoholizmu. Nie ma też sensu wiecznie tłumaczyć „wyższość” jednych potencjalnie szkodliwych używek nad innymi. 15 gram marihuany nie różni się nie tylko od większej ilości tej substancji, ale na przykład od pół litra wódki albo paczki papierosów.

Zamiast kryminalizować posiadanie, należałoby traktować ją dokładnie w taki sam sposób jak właśnie papierosy i alkohol. To znaczy: zalegalizować i objąć ją podatkiem akcyzowym odpowiedniej wysokości oraz wszelkimi restrykcjami związanymi z produkcją, handlem i reklamą, jakie obejmują te dwie legalne używki. W grę wchodzą także przepisy karne przewidujące odpowiedzialność karną osób popełniających czyny zabronione pod wpływem, analogicznie do przepisów dotyczących alkoholu. W ten sposób trwale rozwiązalibyśmy problem legalności marihuany i przy okazji przysporzyli budżetowi dodatkowych pieniędzy.

Oceń treść:

Average: 8 (1 vote)
Zajawki z NeuroGroove
  • Dekstrometorfan
  • Przeżycie mistyczne

Byłem otwarty na nowe doświadczenie, z lekkimi obawami. Podróż miała miejsce w drewnianej chatce w górach, pod lasem z dala od cywilizacji. Moi dwaj towarzysze, doświadczeni w przyjmowaniu tej substancji, otaczający ciepłem, i dający poczucie bezpieczeństwa. Muzyka pozytywna, snująca się powoli. Album solowy "Fever Ray", którego już nigdy nie zapomnę.

 

Doświadczenie nadchodziło bardzo wolno, jak na palcach po jakiejś godzinie od wzięcia pierwszej dawki. Zaczęło się od dziwnego kojarzenia rzeczy znajdujących się w pomieszczeniu. Tylko gra wyobraźni i skojarzeń. Majtki na sznurku miały coś wspólnego z twarzą, albo napis na butelce Sprite bardzo domagał się przeczytania. Brzmiał on „DUŻO, DUŻO”. Potem zobaczyłem, że łóżka nie są do siebie równolegle. To wszystko można określić jako niesamowite wyostrzenie uwagi na szczegóły z otoczenia.

  • Katastrofa
  • Marihuana
  • Marihuana

Posiadówka u mnie w domu z kilkoma kumplami, chillera i kulturka.

Hejka.

Piszę swój pierwszy raport w życiu, chociaż miałam sporo doświadczeń z MJ. Zdedcydowałam, że napiszę, ponieważ spotkała mnie sytuacja, która weszła mi na psyche. Możecie to potraktować edukacyjnie, jako ostrzeżenie albo jako wpis z osobistego pamiętnika. Raport piszę mniej więcej 3 tygodnie po tej akcji, bo długo się wahałam, ale uznałam, że muszę to z siebie wyrzucić, a może komuś się przyda.

  • Pierwszy raz
  • Szałwia Wieszcza

pokój hotelowy, podekscytowanie z lekkim niepokojem

Opisane wydarzenia miały mejsce w Holandii, dokąd pojechałem z kumplem w celach zarobkowych na wakacje. Pewnego razu wybraliśmy się po pracy na krótką wycieczkę do Amsterdamu z której wróciliśmy m.in. z 20x ekstraktem szałwii wieszczej.

  • Benzydamina

Set & Setting : deszczowy smętny dzień, jakoś pierwsza niedziela Maja, zapowiadało się całkiem nudnie. Impreza rodzinna - tzw. komunia. Spontaniczne opuszczanie imprezy i powrót do nadciągającej, wiszącej w powietrzu benzy. Jako iż spacerowaliśmy podczas tripa i jeździliśmy autem miejscówek było sporo czyt. niżej