Witam wszystkich czytelników, w tym raporcie podzielę się z wami moimi pierwszymi i zajebistymi wrażeniami po upizganiu się kodeiną.
Dziewiętnastoletni Olek miał przed sobą całe życie, plany i marzenia, których realizację brutalnie przerwała interwencja bydgoskich służb. W oczach policji nie był jednak obywatelem wymagającym ochrony, lecz przede wszystkim celem do odhaczenia w tabeli sukcesów. Jego śmierć, która nastąpiła dwa lata temu, stanowi porażający dowód na istnienie systemowego nękania, gdzie splot uprzedzeń, profilowania rasowego i bezwzględnego ścigania za śladowe ilości marihuany staje się wyrokiem wydawanym na ulicy. Ta historia to nie tylko opis tragicznego wypadku – to akt oskarżenia przeciwko aparatowi państwa, który za priorytet uznał walkę z rośliną, kładąc na szali ludzkie istnienie.
Tekst stanowi przedruk z podanego źródła - pozdrawiamy serdecznie Wolne Konopie! Sprawa jest ważna, sami chyba widzicie.
Dziewiętnastoletni Olek miał przed sobą całe życie, plany i marzenia, których realizację brutalnie przerwała interwencja bydgoskich służb. W oczach policji nie był jednak obywatelem wymagającym ochrony, lecz przede wszystkim celem do odhaczenia w tabeli sukcesów. Jego śmierć, która nastąpiła dwa lata temu, stanowi porażający dowód na istnienie systemowego nękania, gdzie splot uprzedzeń, profilowania rasowego i bezwzględnego ścigania za śladowe ilości marihuany staje się wyrokiem wydawanym na ulicy. Ta historia to nie tylko opis tragicznego wypadku – to akt oskarżenia przeciwko aparatowi państwa, który za priorytet uznał walkę z rośliną, kładąc na szali ludzkie istnienie.
Wszystko zaczęło się od bezprawnego wejścia funkcjonariuszy do domu chłopaka, gdzie znaleziono zaledwie dwadzieścia gramów marihuany. Ten incydent stał się zarzewiem wielomiesięcznego prześladowania, które zamieniło codzienność Olka w koszmar. Chłopak był Polakiem, lecz ze względu na swoje ormiańskie geny i ciemniejszy kolor skóry, stał się dla służb idealnym obiektem do tzw. profilowania. Znajomi wspominają, że podczas wspólnych wyjść to zawsze on był wyciągany z grupy i poddawany kontrolom. Strach potęgowały działania tajniaków, którzy potrafili osaczać go w samochodzie bez wylegitymowania się, doprowadzając chłopaka do stanu permanentnego zagrożenia; Olek nie wiedział już, czy ma do czynienia z policją, czy z agresorami chcącymi mu zrobić krzywdę.
a Feralny wieczór czwartego stycznia był kulminacją tego osaczenia. Policja, czatująca w pobliżu sklepu, wykorzystała błahy pretekst przejścia kolegi w niedozwolonym miejscu, by uderzyć w przerażonego dotychczasowymi doświadczeniami dziewiętnastolatka. Paniczna ucieczka, będąca naturalnym odruchem człowieka zaszczutego, zakończyła się tragicznie na metalowym ogrodzeniu, które przebiło tętnicę chłopaka. To, co wydarzyło się później, mrozi krew w żyłach: zamiast natychmiastowej ratującej życie pomocy, Olek spotkał się z pogardą i wyśmiewaniem. Wstrząsające nagrania ujawnione w reportażu programu „Uwaga!” TVN pokazały skalę dehumanizacji – gdy chłopak błagał o tlen i mówił, że nie może oddychać, ratownicy i policjanci bagatelizowali jego stan, a karetka poruszała się bez sygnałów, jakby życie umierającego nie miało znaczenia.
Skala zaniedbań była tak ogromna, że dyrekcja szpitala w Grudziądzu rozwiązała umowy z personelem, a prokuratura skierowała akt oskarżenia przeciwko lekarzowi i ratownikom. Niestety, przypadek Olka wpisuje się w czarną serię interwencji, które nigdy nie powinny mieć miejsca. To śmierć Adama z Konina, zastrzelonego w plecy przez policjanta z powodu podejrzenia udzielania narkotyków (które okazały się wkładami do e-papierosów), czy tragedia w Legionowie, gdzie strach przed więzieniem pchnął młodego człowieka do połknięcia woreczka z suszem, co skończyło się uduszeniem.
Wszystkie te dramaty łączy wspólny mianownik: opresyjne prawo i narkofobia służb, upatrujących w marginalnej ilości marihuany zbrodni wartej najwyższego ryzyka. Polska potrzebuje natychmiastowej depenalizacji i wprowadzenia progów „nieznacznej ilości”, aby młodzi ludzie przestali ginąć przez system, który zamiast wspierać, woli zastraszać. Choć lokalne media i policja próbowały wyciszyć sprawę, śmierć Olka musi pozostać wyrzutem sumienia i impulsem do reformy, zanim kolejny młody człowiek zapłaci życiem za błędy systemu.
Aby śmierć Olka nie stała się jedynie kolejną statystyką, konieczne jest podjęcie natychmiastowych kroków reformatorskich:
Niestety, patrząc na brak realnych zmian po poprzednich tragediach, rodzi się bolesne pytanie: ile jeszcze ofiar potrzebuje polskie państwo, by zrozumieć, że życie jest cenniejsze niż statystyka wykrywalności narkotyków?
Śmierć Olka, Adama i wielu innych nie może pójść na marne. Jeśli Ty również uważasz, że polskie prawo i brutalność służb wymagają natychmiastowej zmiany, nie bądź obojętny. Milczenie to przyzwolenie na kolejne tragedie. Każdy e-mail wysłany do Ministerstwa to kolejna cegiełka do muru, którego urzędnicy nie będą mogli zignorować.
Twoje zdanie ma znaczenie. Poświęć 2 minuty i wyślij list do MSWiA.
To proste. Skopiuj poniższy wzór, wpisz swoje imię i nazwisko i wyślij go na adresy Ministerstwa. Im więcej nas będzie, tym trudniej będzie im „zamieść sprawę pod dywan”.
Gdzie wysłać?
Szanowny Panie Ministrze,
Jako obywatel/ka, wyrażam głęboki sprzeciw wobec braku systemowych zmian po tragicznej śmierci 19-letniego Aleksandra z Grudziądza, który zmarł w wyniku skandalicznej interwencji bydgoskiej policji i zaniedbań ratowników medycznych.
Domagam się:
Nie zgadzam się na państwo, w którym życie młodego człowieka jest warte mniej niż policyjne statystyki. Oczekuję realnych reform, a nie kolejnych zapewnień.
Co jeszcze możesz zrobić jako ?
Przed wjebaniem tabletek nie jadłem nic, nic nie piłem. Wziąłem je po jakiejś godzinie po obudzeniu, zapiłem je Blackiem, a gdy zaczęły wchodzić to se zjadłem dwie półbafgietki, żeby nie zasłabnąć z głodu.
Witam wszystkich czytelników, w tym raporcie podzielę się z wami moimi pierwszymi i zajebistymi wrażeniami po upizganiu się kodeiną.
Nie wiem czego oczekiwać, pozytywne nastawienie na dobre przeżycie(?), załatwiony kumpel do tripsitu. Pogoda średnia - zachmurzone i mokre, ale nie pada.
Był to mój pierwszy raz z jakimikolwiek psychotropami i tak zlansował mi mózg, że nie mam słów.
Zacznijmy od początku, godzina koło 13. Wyjeżdżamy z kumplem spod centrum handlowego gdzie kupiliśmy sobie ulubioną potrawę na później - gdybym zgłodniał. Kurczak w specyficznym, dość kwaśnym sosie. Kolega prowadzi. Jedziemy gdzieś nad pobliskie jezioro. Wkładam karton pod język.
T: 0:00 - godz. 13
Jedziemy nad jezioro. Nic szczególnego. Trzymam karton bez smaku pod językiem. Czekam aż coś się wydarzy.
T: 0:10
Klub, podczas rejwu, nad ranem, trochę zmęczony, nieznacznie głodny, chillout room z czwórką znajomych, dwoje z nich również zarzyli tę substancję, jednak w ilości o połowę mniejszą. Przecież to tylko kolejny, ciekawy trip, forma spędzenia czasu, sposób zabawy na imprezie. Ciekawy działania i różnic nieznanej substancji.
Od razu przejdę do rzeczy, bo i potencjał substancji niewiele wart.
Pierwsze pół godziny wypełnione było iskrą mdma. Na horyzoncie fala przyjemnego ciepła i rozleniwienia. Następne wydarzenia i zmiany potoczyły się bardzo szybko i nie byłem w stanie zarejestrować przedziału czasowego.