REKLAMA




Poznaj jedynego lekarza uprawnionego do leczenia medycznym LSD

Przed wami dr Peter Gasser – szwajcarski psychiatra, który poświęcił temu psychodelicznemu zagadnieniu prawie dziesięć ostatnich lat, kontynuując tym samym badania Alberta Hofmanna – pierwszego człowieka, który zsyntetyzował i zażył LSD. W 1966 Hofmann musiał zaprzestać badań, gdyż LSD zostało zdelegalizowane, natomiast wszelkie naukowe prace nad nim niemalże całkowicie ustały. Obaj badacze spotykali się wielokrotnie – próby Gassera w eksperymentalnym leczeniu przy użyciu psychodelików otrzymały błogosławieństwo Hofmanna.

Tagi

Źródło

Vice.pl

Komentarz [H]yperreala

Kolejny wartościowy tekst z Vice.pl - akurat o LSD piszą często, sprawdźcie: http://www.vice.com/pl/tag/LSD

Odsłony

1786

Zarzucenie kwasa w 2015 roku nie należy do rzeczy szczególnie trudnych, gdyż całkiem sporo ludzi albo handluje, albo zażywa. Mimo to tylko jeden człowiek na tej planecie posiada uprawnienia, by oferować ludziom zdrową porcję dietyloamidu kwasu lizergowego.

Przed wami dr Peter Gasser – szwajcarski psychiatra, który poświęcił temu psychodelicznemu zagadnieniu prawie dziesięć ostatnich lat, kontynuując tym samym badania Alberta Hofmanna – pierwszego człowieka, który zsyntetyzował i zażył LSD. W 1966 Hofmann musiał zaprzestać badań, gdyż LSD zostało zdelegalizowane, natomiast wszelkie naukowe prace nad nim niemalże całkowicie ustały. Obaj badacze spotykali się wielokrotnie – próby Gassera w eksperymentalnym leczeniu przy użyciu psychodelików otrzymały błogosławieństwo Hofmanna.

Zainteresowanie medycznym zastosowaniem psychodelików sięga prawie ćwierć wieku wstecz, kiedy to Gasser po raz pierwszy miał okazję wziąć LSD. W 1988 r. – w przeciwieństwie do reszty globu, która całkowicie zakazała narkotyku – szwajcarskie Biuro Federalne ds. Zdrowia Publicznego przyznało określonej liczbie psychiatrów pozwolenie na rozpoczęcie obserwacji. Gasser znalazł się pośród piątki uprzywilejowanych szwajcarskich lekarzy, którzy otrzymali prawną zgodę na prace badawcze przy użyciu MDMA oraz LSD. Wszystko to trwało do czasu, gdy Szwajcaria ponownie zakazała substancji w 1993 r.

Dr. Gasser nie zdecydował się jednak na całkowite zarzucenie badań nad kwasem. W swym liście z 1994 roku do Wielokierunkowego Stowarzyszenia Badań nad Substancjami Psychodelicznymi (MAPS) pisał następująco: „Istnienie tych związków jest faktem, dlatego z mojego punktu widzenia ważne byłoby pochylenie się nad ich potencjalnymi zaletami i wadami. Bagatelizowanie sprawy i tak nie powstrzyma nikogo przed nielegalnym stosowaniem tych substancji".

W 2007 r., szwajcarskie Ministerstwo Zdrowia pozytywnie rozpatrzyło wniosek o pozwolenie na przeprowadzenie (finansowanych przez MAPS) badań nad efektami kwasu podanego pacjentom śmiertelnie chorym. Każdy pacjent podlegał dwóm terapiom wspomaganym narkotykiem. W zeszłym roku opublikowano wyniki siedmioletnich badań. Były to pierwsze w pełni kontrolowane próby zastosowania LSD w XXI w.

New York Times pisał: „Kilkunastu pacjentów zmarło w przeciągu roku od pierwszych testów, jednak wcześniej ich umysły miały okazję przeżyć przygodę, która, zdaje się, złagodziła przygnębienie, towarzyszące ich ostatnim chwilom".

Rok temu Gasser został zaproszony na nowojorską konferencję, podczas której podzielił się informacjami dotyczącymi pionierskiej terapii oraz ogłosił, że szwajcarski rząd pozwolił mu stosować LSD w kolejnej dobrowolnej terapii. Obecnie Gasser podaje narkotyk pacjentom indywidualnym, jak i na spotkaniach grupowych. Leczy siedmiu pacjentów, z czego trzech jeszcze w tym miesiącu zostanie dopuszczonych do 10-godzinnych sesji.

Gabinet dr. Gassera znajduje się przy jednej ze spokojnych uliczek w Selurze, niewielkiej miejscowości na północnym zachodzie kraju. Budynek wyglądem nie różni się za bardzo od przeciętnej instytucji tego typu: skromny szyld nad wejściem, biała, wypełniona szafkami, obrazami i kwiatami poczekalnia. Jedyne choć trochę psychodeliczne miejsce w całej przychodni to gabinet Gassera – znajdziemy w nim kilka wygodnych kanap, całą masę porozrzucanych na podłodze poduch, statuetki Buddy oraz wieżę stereo, która bez wątpienia odgrywa ważną rolę podczas tripów.

Niedawno miałem okazję odwiedzić ten gabinet i porozmawiać z lekarzem na temat jego pracy.

VICE: Jesteś jedyną osobą na świecie, która posiada pozwolenie na korzystanie z LSD w celach medycznych, zgadza się?

Peter Gasser: Tak, to prawda. Co ciekawe, mój przyjaciel dr Peter Oehen mieszka niedaleko i zajmuje się dokładnie tym samym rodzajem terapii, tylko przy użyciu MDMA. On również posiada pozwolenie na życzeniowe przepisywanie leków. Warto wspomnieć jeszcze o dr. Torstenie Passie (niemieckim psychiatrze), który ubiega się o pozwolenie na korzystanie z LSD przy leczeniu klasterowych bólów głowy, ale niemieckie władze jeszcze mu tego nie umożliwiły.

Jak sądzisz, co LSD wnosi do twoich terapii, czego wcześniej nie byłeś w stanie zaobserwować?

Mam pewność, że LSD może przysłużyć się pewnym pacjentom. Opieram to na własnym doświadczeniu, ponieważ miałem okazję spróbować LSD za młodu. Poza tym, zauważyłem to podczas badań i pracy z pacjentami, którym zdążyłem podać substancę. Ta forma terapii niesie ze sobą korzyści, których najzwyczajniej nie osiągniesz poprzez psychoterapię opartą na rozmowie, gestalt, terapię behawioralną itd. Oczywiście nie mam przez to na myśli, że to ten jedyny i najlepszy model leczenia, lecz raczej sposób, który powinien otrzymać swoje miejsce pośród pozostałych. Niektórym pacjentom pomaga doświadczanie innych stanów świadomości, momentów szczytowych czy nawet duchowych – nie mogliby tego osiągnąć, gdyby zdecydowali się na standardową formę terapii.

W takim razie, kto otrzymuje te substancje? Kim są twoi pacjenci?

Na początku pracowaliśmy jedynie z osobami chorymi na raka – skupiliśmy się na tych, którzy przejawiali znaczne obawy w sytuacji śmiertelnego zagrożenia zdrowia. Zażycie LSD umożliwia skonfrontowanie się z samym sobą na bardzo wielu płaszczyznach, co z kolei może pomóc w uporaniu się z ciężkimi pytaniami na temat istoty życia. Po wzięciu LSD pacjenci są o wiele spokojniejsi, a ich obawy przed śmiercią ulegają zmniejszeniu. Obecnie staram się dowiedzieć, czy LSD byłoby w stanie pomóc ludziom z zupełnie innymi problemami.

Choroba nowotworowa jest, oczywiście, sytuacją absolutnie wyjątkową, ale nie zmienia to faktu, że ludzie borykają się z przeróżnymi pytaniami natury egzystencjalnej, przy których LSD mogłoby znaleźć zastosowanie. Istotny problem wiąże się z pytaniem o to, czy dostęp do tej substancji powinni mieć wyłącznie ludzie chorzy, a może również zdrowi? Oczywiście znalazłaby się cała masa ludzi łykających to przy weekendzie, w absolutnie nieterapeutycznych warunkach – i oni również mogliby pochwalić się szeregiem pozytywnych doświadczeń, ale w moim obowiązku leży stwierdzenie w jakich konkretnych przypadkach LSD może pomóc, a w jakich zdecydowanie nie.

Zaletę terapii z mechanizmem rozszerzonego dostępu leków stanowi to, że nie jestem ograniczony wyłącznie do chorych na raka. Mogę pracować z pacjentami o różnych schorzeniach, jeśli poprę badanie odpowiednią teorią na temat ewentualnych korzyści wypływających z zastosowania LSD. Do działań potrzebuję jedynie zgody Rządu.

Pracowałeś wcześniej z pacjentami, którzy obecnie biorą udział w twoich badaniach, czy może zacząłeś szukać ich dopiero po otrzymaniu zgody na eksperymentalną terapię?

I tak, i tak. Swoją pierwszą zgodę na stosowanie narkotyku otrzymałem w przypadku pacjentki, która już od dawna uczęszczała na spotkania ze mną. Cierpiała na zaburzenia dysocjacyjne wynikające z molestowania seksualnego, którego dopuszczano się na niej, kiedy była dzieckiem. Pomyślałem, że LSD – podane w spokojnych, pozbawionych zagrożenia warunkach – będzie w stanie jej pomóc w uzyskaniu większej kontroli nad dolegliwościami wynikającymi z jej podświadomości. Przedstawiłem swoją teorię szwajcarskim władzom, które zrozumiały mój punkt widzenia i udzieliły mi pozwolenia. Powiedziałbym, że wszystko poszło sprawnie, a stan mojej pacjentki uległ poprawie. Na razie ma już za sobą dwie sesje z LSD i chyba jej się podobało. Do tej pory zdążyłem już kilkukrotnie usłyszeć od moich pacjentów: „Brałem udział w różnych formach leczenia, ale dopiero zażycie LSD umożliwiło mi zaliczenie progresu".

Czy dawki LSD, które przepisujesz swoim pacjentom, mogą się od siebie różnić?

Oczywiście, że tak, ponieważ w dalszym ciągu rozmawiamy o leczeniu. Mam za zadanie leczyć ludzi tym, czego rzeczywiście potrzebują. W jednym przypadku wystarczy pojedyncza sesja z użyciem LSD, a w innym takich sesji może być nawet osiem. Chodzi o ustalenie tego, co okaże się im pomocne. Podczas próbnych badań podawaliśmy wszystkim pacjentom takie same dawki, ale to zupełnie inna sytuacja.

W jaki sposób dawkujesz lek?

Górna granica podczas pojedynczej sesji to 200 mikrogramów, ponieważ sam poprosiłem o taką ilość i właśnie takich dawek używaliśmy podczas pierwszych badań. Teraz, jeżeli ktoś dopiero zaczyna leczenie, podaję jedynie 100 mcg, bo uważam, że jest to wystarczająca ilość, jak na pierwszy raz. Zbyt duża dawka może przerosnąć pacjenta i w rezultacie wystraszyć go. Może również sprawić, że zacznie się opierać i nie będzie w stanie się uspokoić. Kluczem jest stwierdzenie, czego z medycznego punktu widzenia najbardziej potrzebuje pacjent. Mam prawo do ubiegania się o większe dawki substancji, ale muszę to wpierw uzasadnić. To samo tyczy się częstotliwości jej podawania.

Czy którykolwiek z twoich pacjentów próbował później samodzielnie przyjmować substancje halucynogenne?

Narkotyk sam w sobie nie był dla nich najciekawszą częścią kuracji, lecz jej całokształt, czyli między innymi muzyka oraz moja obecność. Tu nie chodzi tylko o to, aby się naćpać – i właśnie na tym polega zasadnicza różnica. Większość pacjentów, z którymi pracowałem, to ludzie dojrzali. Miele wiele czasu, żeby brać narkotyki – to nie takie trudne, wystarczy iść na imprezę trance.

Możesz opowiedzieć mi cokolwiek o innych pacjentach? Co skłoniło ich do wzięcia udziału w terapii i jakie, twoi zdaniem, mogą wyniknąć dla nich korzyści z przyjmowania LSD?

Miałem do czynienia z jedną ciekawą osobą, młodym chłopakiem pracującym nad doktoratem z filozofii. Cierpiał na przewlekłe zaburzenia lękowe, skutkujące okropnym stresem za każdym razem, kiedy pracował w grupie albo przemawiał podczas wykładów. Brał udział w wielu terapiach na długo przed spotkaniem ze mną. Przyznał mi się, że lubi swojego terapeutę, ale nie wynosi z tych spotkań tyle ile by chciał, ponieważ w dalszym ciągu nie potrafi przezwyciężyć swojego strachu przed ludźmi.

Pewnego dnia przyszedł do mnie, a ja zaproponowałem mu zażycie LSD podczas jednego z małych spotkań grupowych, które organizowałem w tamtym czasie. Przekonanie rządu do tego, że spotkania grupowe mogą mieć skutek lepszy od indywidualnych nie było proste, ale jakoś mi się udało. Myślę, że na początku trochę się przestraszył, bo liczył na to, że weźmie LSD samodzielnie. W pomieszczeniu, prócz mnie, znajdowała się jeszcze trójka pacjentów. To miało być dla niego sprawdzianem, który zakończył się powodzeniem – chłopak stwierdził, że była to pierwsza sytuacja w jego życiu, kiedy nie czuł zagrożenia ze strony innych ludzi. Dla mnie oznaczało to przełom. Powiedział, że chce wykorzystać nabyte podczas terapii doświadczenie w życiu prywatnym oraz zawodowym. Co ciekawe, dodał, że nie czuje potrzeby powtarzania tych sesji przez pewien czas. Chciał spróbować samodzielnej integracji z ludźmi i ewentualnie wrócić do terapii na wiosnę.

Miałeś kiedykolwiek złe doświadczenia z pacjentem?

Swego czasu na jedną z grupowych sesji uczęszczała 74-letnia kobieta. Od ponad 50 lat cierpiała na poważne migreny. Skontaktowała się ze mną i zapytała, czy tego typu terapia byłaby w stanie jej pomóc. Istnieją niepotwierdzone doniesienia o właściwościach LSD, które rzekomo mogłyby jej pomóc w walce z bólami głowy, dlatego poprosiłem rząd o zgodę i ją otrzymałem. Spróbowaliśmy, ale nie skończyło się to dla niej lekko. Zabrakło jej pewności siebie albo podałem jej lek za wcześnie – trudno powiedzieć. Bardzo się zdenerwowała i wyobcowała, a ja musiałem dość długo z nią rozmawiać, aby pomóc przezwyciężyć jej atak paniki.

Po jakimś czasie udało jej się uspokoić, a reszta dnia minęła normalnie, jednak migreny nie minęły. Mimo to wyciągnęła bardzo dogłębne wnioski z całego doświadczenia i wydaję mi się, że zrozumiała, czemu czuła się taka wyobcowana. Myślę, że zdała sobie sprawę z podeszłego wieku i poznała uczucia przemijania. Odosobnienie oraz samotność, z którymi ludzie borykają się pod koniec życia, stają się w takiej sytuacji wyraźne. To było dla niej ciężkie przeżycie. LSD nie sprawia, że wszystko staje się fajne. Może dojść do trudnych sytuacji, w których niezbędna staje się pomoc osoby trzeciej.

Dlaczego żaden lekarz nie próbował tego samego przed tobą? Co czyni cię wyjątkowym?

Co czyni mnie wyjątkowym? Myślę, że interesowałem się tymi substancjami od bardzo dawna. Miałem trochę szczęścia, że otrzymałem pozwolenia na badania z użyciem LSD – to one sprawiły, że zostałem znanym badaczem. Gdyby komisja ds. etyki ucięła temat, nie byłoby mnie tu teraz. Jednak czasy się zmieniły i łatwiej dostać pozwolenie na takie rzeczy. Odnoszę wrażenie, że ludzie nie interesują się tym z prostego powodu: pieniędzy. Nie zarabiam na tym zbyt dużo, a terapie są bardzo czasochłonne. Mimo wszystko czuję satysfakcję, a ludzie przychodzą do mnie i pytają o to, czym się zajmuję. To oznaka zmian na lepsze.

Oceń treść:

Average: 9.4 (8 votes)