Odwyk w raju: uzależnieni z Zachodu wybierają detoks w Tajlandii

50 mężczyzn w czerwonych szatach z napisem “POKONANY” klęczy nad rynną przy murze otaczającym kompleks świątyń ze złotymi dachami. Podchodzi do nich świątynny zielarz i podaje każdemu gęsty brunatny płyn do wypicia, po którym zaczynają wymiotować do rynsztoka. Niektórzy słabną, inni się trzesą, jeszcze inni chodzą na czworaka. Nowy film Tarantino? Nie – tak wygląda jeden z najpopularniejszych odwyków w Azji.

Tagi

Źródło

National Geographic Polska
Katarzyna Mazur

Komentarz [H]yperreala

Tekst stanowi przedruk z podanego źródła.Pozdrawiamy!

Odsłony

1632

50 mężczyzn w czerwonych szatach z napisem “POKONANY” klęczy nad rynną przy murze otaczającym kompleks świątyń ze złotymi dachami. Podchodzi do nich świątynny zielarz i podaje każdemu gęsty brunatny płyn do wypicia, po którym zaczynają wymiotować do rynsztoka. Niektórzy słabną, inni się trzesą, jeszcze inni chodzą na czworaka. Nowy film Tarantino? Nie – tak wygląda jeden z najpopularniejszych odwyków w Azji.

Tham Krabok to buddyjski klasztor, specjalizujący się w leczeniu narkomanii, położony 140 km na północ od Bangkoku.

"Zwykle mamy około 50 narkomanów i alkoholików, w tym około 10 osób z Zachodu" - mówi Mae Chee Katrisha, była narkomanka i buddyjska zakonnica, która zajmuje się pacjentami z zagranicy.

W ostatnich latach Tajlandia stała się bardzo popularnym celem podróży dla uzależnionych z całego świata. Niektórzy przechodzą radykalne detoksykacje, jak ta oferowana w Thamkrabok, inni zaś decydują się na luksusowy odwyk w pokrytych dżunglą północnych górach kraju. Ośrodki te stanowią stosunkowo niedrogą alternatywę dla zachodnich metod leczenia uzależnień, jednak niektórzy eksperci ostrzegają, że detoksykacja w tropikalnym otoczeniu z dala od domu może być niebezpieczna i zwiększyć ryzyko nawrotu choroby.

Wszystko zaczęło się od opium

Thamkrabok to rozległy kompleks biało-zielonych świątyń ze złotymi dachami, ponadwymiarowych posągów Buddy wykonanych z czarnego kamienia wulkanicznego oraz małych domków, w których mieszkają mnisi i mniszki.

Założony pod koniec lat 50. przez miejscową zakonnicę Luang Poh Yaai i jej dwóch bratanków, klasztor wkrótce “przebranżowił się” na leczenie uzależnień. "Rząd wtedy właśnie określił zażywanie opium jako przestępstwo, więc miejscowi rolnicy pojawili się w klasztorze, prosząc o pomoc w odzwyczajeniu się od niego" – wspomina Vichit Akkachitto, opat Thamkrabok.

Jednym z pierwszych cudzoziemców, którzy dotarli do Thamkrabok w latach 70., był Gordon, weteran wojny w Wietnamie, który wyświęcił się na mnicha i zaopiekował się garstką zachodnich pacjentów, którzy zaczęli napływać do jego bram, po tym, jak wieść o radykalnym odwyku w Tajlandii zaczęła krążyć z ust do ust.

W latach 90. organizacje z Wielkiej Brytanii i Australii zaczęły wysyłać do klasztoru swoich narkomanów. "Dzisiaj większość ludzi dowiaduje się o nas online" – mówi Akkachitto.

"Podczas gdy miejscowi są głównie uzależnieni od metaamfetaminy i yaby (pigułki zawierające metę i kofeinę), cudzoziemcy najczęściej mają problem z heroiną, kokainą, metaamfetaminą i alkoholu. Często jednocześnie." – mówi Peter Suparo, brytyjski mnich, który po raz pierwszy przybył do klasztoru w 2002 roku i już tam został – "Widzimy też coraz więcej osób zażywających fentanyl i inne syntetyczne opioidy, zwłaszcza z USA i Kanady".

Sekretny przepis na detoksykację

Zagraniczni pacjenci muszą zobowiązać się do spędzenia w Thamkrabok co najmniej siedmiu dni. Poza podstawowymi kosztami utrzymania (około 20 dolarów dziennie) nie muszą za nic płacić.

Detoksykacja może być niebezpiecznym procesem, szczególnie dla alkoholików, którzy ryzykują rychłe odstawienie atakiem serca lub zawałem, a także dla osób uzależnionych od metamfetaminy, które często cierpią na paranoję i silne stany lękowe.

Aby uniknąć jakichkolwiek problemów, Thamkrabok wymaga, by wszyscy goście uzależnieni od alkoholu przed przyjazdem zostali poddani szpitalnej detoksykacji, co pozwoli im skupić się na kontrolowaniu popędów poprzez modlitwę i medytację.

Goście klasztoru każdego ranka wciągani są w codzienne czynności mnichów – niektórzy zamiatają teren, inni robią cegły i montują drewniane stoły. Około południa wszyscy udają się do rudymentarnej łaźni parowej, która wydziela silny zapach cytronelli. Następnie nadchodzi czas na ceremonię oczyszczenia.

"Wymioty pomagają wydalić toksyny z organizmu" – wyjaśnia Suparo – "Uznaliśmy, że to łagodzi objawy odstawienia."

Oczyszczający eliksir jest zrobiony ze 108 ziół, pochodzących z lokalnych źródeł, a przepis jest pilnie strzeżoną tajemnicą świątynnego zielarza.

Spożywanie eliksiru to tylko jednak tylko niewielka część procesu. "Najważniejszym elementem jest Sacca – przysięga, którą pacjenci składają pierwszego dnia w klasztorze" – mówi Akkachitto. Klęcząc przed złotym ołtarzem, otuleni dymem kadzidełkek, nowi pacjenci przysięgają, że nigdy więcej nie wezmą narkotyków, po czym kłaniają się trzy razy pod czujnym okiem starszego mnicha. "Ta przysięga jest święta i nie może być złamana, dlatego pacjenci dostają tylko jedną szansę na nasz odwyk" – dodaje opat.

Według raportu Światowej Rady Podróży i Turystyki (World Travel & Tourism Council) w 2017 roku branża turystyki medycznej na całym świecie była warta 11 miliardów dolarów, a Tajlandia była piątym co do wielkości rynkiem, zaraz za USA, Francją, Turcją i Belgią.

Centra odnowy biologicznej stanowią jedynie ułamek tych przychodów, ale ich liczba szybko rośnie. Do tej pory cztery centra uzyskały specjalną licencję wprowadzoną w 2011 roku. Dwuletni proces, nadzorowany przez Ministerstwo Zdrowia Publicznego, wymaga, aby ośrodek udowodnił, że posiada wykwalifikowany personel, spełnia standardy bezpieczeństwa i higieny oraz zapewnia coroczne szkolenia.

Oprócz prywatnych ośrodków oferujących wyżywienie dla osób uzależnionych od narkotyków z Zachodu rząd Tajlandii prowadzi sieć obowiązkowych ośrodków leczenia uzależnień od narkotyków, zwanych Thanyarak, które często są prowadzone przez wojsko i koncentrują się głównie na ćwiczeniach fizycznych oraz szkoleniach zawodowych.

Oceń treść:

Average: 9 (13 votes)
Zajawki z NeuroGroove
  • Dekstrometorfan

nazwa substancji - Dekstrometorfan


dawka - 30 tabletek Acodinu 450mg, ważę 72kg czyli 6,25mg/kg


doświadczenie - mj, alkohol, XTC, kodeina, aviomarin


set & setting - chęć spróbowania czegoś nowego w domowym zaciszu pod opieką żony hehe




Wszystko zaczęło się oczywiście tu na hyperrealu. Po przeczytaniu paru raportów o DXM byłem zaskoczony jak ludzie opisują jazdy w połączeniu z muzyką. Pomyślałem, trzeba spróbować.


  • Grzyby halucynogenne

Wiek: 19

Doświadczenie: LSD, Psylocybina (3 raz), LSA, Ecstasy, DXM, THC, Calea Zachatechichi

Wrzucone: 2,2g suszonych Psilocybe Semilanceata + iMAO

Set&Setting: Grzyby wrzucone ze Shroom Jokerem. Zima. Słoneczny dzień. Najpierw w domu, niedługo później podróż miastem do pobliskiego lasku, tam kulminacja, następnie powrót w okolice zamieszkania.

Byłem niesamowicie radosny tego dnia, wręcz podniecony faktem, że dostałem 150 grzybów w środku zimy. Tęskniłem już za nimi.

  • Inne
  • Pierwszy raz

Testowałem sam, we własnym pokoju w bezstresowy wolny dzień. Testowane zaraz po odebraniu tego z poczty. Nastawienie to chęć sprawdzenia jak to działa.

 Timetable

[13:25 => T=0min]Przyjęte  donosowo  ~50mg Hydroksytropakokainy.

[T+2min]W gardle czuć spływ, potem już tylko czuć podrażnienie gardła, żadnych nieprzyjemności ani bólu w nosie, nos lekko znieczulony.

[T+4min] Zaczyna się peak. Podniesiony nastrój, przyjemna stymulacja, działanie naprawdę podobne do koki.

[T+5min] Ból brzucha, lekkie znieczulenie w gardle, lekki ściskający tępy ból w miejscu spływu, znieczulone gardło jak po MXE lub koko.

  • Kodeina
  • Pierwszy raz

Dobre nastawienie, delikatny stres, ciekawość, zmęczenie po całym dniu, oczekiwania: chill

Mało tu ostatnio tych tajemniczych "pierwszych razów", które wszyscy ciągle wspominamy. Może zatem pora na mój?

Chciałbym w życiu spróbować wszystkiego, jestem ciekawym świata małym kujonkiem szykującym się na olimpiadę z chemii zatem i substancje psychoaktywne przykuły moją uwagę. Niesamowitym dla mnie jest, że można tak łatwo zmienić postrzeganie, percepcję, odkrywać nowe, zwiedzać nieznane... wrócmy może do meritum.