Narkotyki zabijają wolność

Do Ośrodka Terapii Uzależnień Szansa w Pławniowicach nie jest łatwo trafić. Najpierw przez wioskę, potem mostem nad autostradą, szutrową leśną drogą i w końcu jest. Nieduży piętrowy budynek skąpany w zieleni, obok wiata z ławkami i stołami, jakieś pomieszczenia gospodarcze. Na jednej ze ścian napis: Drugs kill freedom (Narkotyki zabijają wolność).

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Nowiny Gliwickie
Andrzej Sługocki
Komentarz [H]yperreala: 
Na wypadek gdyby ktoś miał wątpliwości: zamieszczamy ów artykuł nie dla jego wartości informacyjnej, ale jako spektakularną egzemplifikację ignorancji, szczególnej z uwagi na fakt, że popisuje się nią terapeuta, ba, dyrektor placówki zajmującej się leczeniem uzależnień. Rehabilituje się trochę opinią o potrzebie depenalizacji konopi, niemniej...

Odsłony

803

Do Ośrodka Terapii Uzależnień Szansa w Pławniowicach nie jest łatwo trafić. Najpierw przez wioskę, potem mostem nad autostradą, szutrową leśną drogą i w końcu jest. Nieduży piętrowy budynek skąpany w zieleni, obok wiata z ławkami i stołami, jakieś pomieszczenia gospodarcze. Na jednej ze ścian napis: Drugs kill freedom (Narkotyki zabijają wolność). 

Krzysztof Czekaj jest dyrektorem pławniowickiej placówki i terapeutą uzależnień. W życiu niejedno widział, ale to efekty działania dopalaczy budzą jego lęk.

- Te środki znane są już od kilkunastu lat – zapewnia. – Nie wyrządziły w tym czasie tyle złego, co ostatnio. Jeśli w ubiegłym roku zatruć dopalaczami w Polsce było 500, to do połowy tego mieliśmy już 800!

Czekaj przekonuje, że kiedyś dopalacze były podpórką dla uzależnionych: brakowało kasy na narkotyki, kupowali tańsze i łatwiej dostępne substancje. Te jednak bardzo w ostatnim czasie się zmieniły. W 70 – 80 proc. to dzisiaj bardzo silne narkotyki. Są w nich na przykład kanabinole – substancje psychoaktywne przygotowywane z konopi indyjskich. Inne mają składniki bardzo podobne do amfetaminy. A słynny Mocarz, który położył pokotem kilkaset osób?

- Jakiś idiota, bandyta albo cynik w tym laboratorium, gdzie to robili, dołożył nazbyt dużo THC – złości się Czekaj. – W marihuanie jest tego składnika ok. 20 proc., w Mocarzu 800 razy więcej! Ten dopalacz to zabójca! Trudno jednak z tym walczyć, bo składniki, z jakich tworzone są te substancje, są systematycznie modyfikowane. Zabronione prawem niemal natychmiast zastępuje się innymi. Nikt na świecie nie potrafi sobie z tym poradzić. Kiedyś na jednym ze spotkań pewna pani biolog tłumaczyła, że w naszych lasach i na łąkach rośnie około 180 roślin o walorach halucynogennych i z tego można tworzyć nieskończoną ilość kompilacji narkotycznych.

Co zrobić, jak zaradzić fali zatruć dopalaczami?

- Być może powiem rzecz niepopularną, ale uważam, że częściowa depenalizacja marihuany spowodowałaby, że mielibyśmy mniej problemów z narkotykami dopalaczami i innymi świństwami – konstatuje Czekaj. – W Polsce dalej jesteśmy na etapie marihuanowej histerii. Przypomnijmy ostatnie doniesienia dotyczące jej walorów medycznych, których w naszym kraju nie chce się dostrzec, mimo że badania jednoznacznie wskazują na zbawienny wpływ marihuany leczniczej w niektórych chorobach.

To gówno ryło mi beret

Darek ma 36 lat i jest z Jastrzębia Zdroju. Ciemna karnacja skóry, brązowe oczy, modnie przystrzyżona bródka, bajerancka kępa włosów na opalonej łysinie. Podkreśla, że dorastał w kochającej rodzinie. Narkotyki pojawiły w jego życiu, gdy miał 18 lat. Skończył zawodówkę i pracował na kopalni. – Ktoś mnie poczęstował, spróbowałem – wspomina. – To była amfetamina. Na początku się kontrolowałem. Raz na jakiś czas mi wystarczało. Najczęściej przed dyskoteką. Amfa dawała powera, mogłem dłużej się bawić, tańczyć.

Gdy miał 23 lata, wziął ślub. Odstawił narkotyki. Pracował, wybudował dom, żona urodziła syna. W małżeństwie zaczęło się jednak psuć, nie dogadywali się. Wyprowadził się. Żona go spłaciła, kupił mieszkanie. Samotność była dla niego przygnębiająca, a on chciał być szczęśliwy. Wrócił do narkotyków. Po trzydziestce wreszcie stracił samokontrolę.

– To już jednak była prawdziwa jazda bez trzymanki – opowiada. – Ćpałem każdego dnia, zawalałem pracę. Zacząłem brać najróżniejsze wynalazki. W końcu trafiłem na dopalacze. To gówno tak mi ryło beret, że nie wiedziałem, co się ze mną dzieje. Było silniejsze niż inne rzeczy, które brałem. Łeb mi tak ściskało, że myślałem, że eksploduje mi mózg. Miałem jakieś zwidy, myślałem, że ktoś mnie śledzi. Te obsesje spowodowały, że chciałem popełnić samobójstwo. Napisałem list pożegnalny, usiadłem na torach i czekałem na pociąg pod kopalnią. Dwanaście godzin. Zawsze tamtędy przejeżdżał. Tego dnia nie pojechał.

Darek mówi, że narkomania to choroba uczuć. Kiedy ćpał, miał wszystko gdzieś. Że się ktoś martwi, że się nim interesuje. Aż poznał kogoś, kogo pokochał.

– Próbowała mnie wyrwać ze szponów nałogu – rozczula się. – Dostałem od niej w gębę, mówiła, że jestem pieprzonym egoistą, który myśli tylko o sobie. Otrzeźwiałem na chwilę. Miałem przerwy: miesięczną, trzymiesięczną. I znowu wracałem. Nie potrafiłem uwolnić się od narkotyków.

W oczach Darka pojawiają się łzy.

– Przepraszam, ale to są tak silne emocje, że nie daję rady – usprawiedliwia się. – Przez narkotyki straciłem miłość, pracę, musiałem sprzedać mieszkanie. Upadłem na samo dno. Mimo że tak bardzo zawiodłem, to ona zadbała, bym znalazł się w Pławniowicach, bym dzwonił i pytał o wolne miejsce. Jestem tutaj już 11 miesięcy i powoli wracam do normalności.

Myślałem, że umrę

23-letni Andrzej z Dąbrowy Górniczej przyznaje, że całe swoje dotychczasowe życie zawalił przez narkotyki. Korpulentny blondyn, który w Pławniowicach jest dopiero dwa miesiące, wyraźnie nie radzi sobie z emocjami. W czasie rozmowy wierci się, poprawia co chwilę zegarek. Jego ciało „tańczy”.

- Nie miałem łatwego dzieciństwa – relacjonuje. – Matka sama wychowywała mnie i brata. Nie potrafiła nas upilnować. Właściwie to mnie. Wpadłem w złe towarzystwo. Zacząłem od marihuany, miałem ledwie 12 lat. Było mi fajnie, wesoło. Koleś z sąsiedztwa był dilerem i wciągnął mnie w interes. Załatwiałem towar łebkom z gimnazjum. Miałem z tego trochę kasy, ale przede wszystkim mogłem jarać za darmochę. Pięć lat handlowałem ziołem. W pewnym momencie przyjeżdżał do mnie cały Sosnowiec. Czułem się ważny. Po co mi była szkoła, po co zawód. Skończyłem tylko gimnazjum. Przez palenie marihuany rzuciłem sport, mimo że w zapasach byłem mistrzem Śląska. Zamiast na trening chodziłem pojarać z kumplami.

W końcu zielsko okazało się za słabe. W trzeciej klasie gimnazjum Andrzej poznał smak amfetaminy. Przez trzy lata ćpał jak opętany, bez dnia przerwy. Pracował wprawdzie na budowie, ale – jak mówi – po to, by mieć na narkotyki.

Sięgnął po dopalacze. Tajfun, Melanż, Mocarz.

– Wystarczała mała dawka, a wszyscy siedzieli z takim betonem w głowie, że nikt z siebie słowa nie mógł wydusić – opowiada. – W zeszłym roku pojawił się taki towar, który nazywał się Konkret. W siedmiu „z wiadra” spaliliśmy sztukę i po chwili myśleliśmy, że umrzemy. Wszystkim nam tak serca biły, jakby miały wyskoczyć z piersi. Te dopalacze to ultrasyf, który może zabić w jednej chwili. Po tym Konkrecie były zresztą pierwsze przypadki śmiertelne. Żadna marihuana nie potrafi tak zaorać głowy. Nie warto tego ruszać, ja przez takie kryształki Alfa miałem próbę samobójczą i wylądowałem w psychiatryku. Zasnąłem 12 grudnia, obudziłem się trzy dni później.

Przestraszył się na dobre. Rękę wyciągnęła rodzina, którą w ostatnich latach nie tylko się nie przejmował, ale nawet okradał. Na miejsce w Pławniowicach czekał 6 miesięcy. W trzeźwości, choć jak przyznaje, narkotyki w tym czasie zamienił na leki. Od dwóch miesięcy, od kiedy jest w ośrodku, nic nie bierze. Walczy!

Po naszej rozmowie Darek i Andrzej poszli do swoich zajęć. Zanim weszli do budynku, poklepali się po plecach. Potrzebowali tej rozmowy?

Oceń treść:

Brak głosów

Komentarze

Anonim (niezweryfikowany)
<p>Problemem substancji odurzających jest to, że ludzie nie obwiniają za swój upadek siebie, a je. Dużo łatwiej powiedzieć: "moje dziecko umarło przez narkotyki" czy też "straciłam męża przez amfetaminę" niż "nieupilnowałem dziecka i przedawkował substancje odurzające" czy też "mojemu mężowi brakowało miłości w życiu i ostatecznie szukając pocieszenia zatracił się w świecie substancji narkotycznych". Co najgorsze te postawy są zazwyczaj tak bardzo emocjonalne, że nawet jeśli nie od samego początku, to po jakimś czasie ich przedstawiciele faktycznie w nie wierzą. Umysł broni się przed poczuciem winy. Świadomość szuka problemu gdzie indziej. "Marihuana zniszczyła mi życie", zamiast "Mój brak umiaru zniszczył mi życie". Smutne podejście...</p>
Zajawki z NeuroGroove
  • 2C-E
  • 4-ACO-DMT
  • Dekstrometorfan
  • Marihuana
  • Mieszanki "ziołowe"

własny pokój, ciepłe łóżko, laptop pod ręką, zgaszone światło, zapalone świece i kadzidła.

Waga: około 60-70kg,

Nastawienie: chęć wykorzystania resztek RC, zamierzam spędzić parę chwil bez muzyki, w kompletnej ciszy i ciemności, by zobaczyć, co tak naprawdę oferuje ten mix.

21:53 - idzie 5 pierwszych acodinków, zarzucam po 5 co 3 minuty.

22:14 - 30 białych cukiereczków zostalo zjedzone, za 15-30 minut wkładam pod język fragment chusteczki nasączony roztworem 4-aco i 2C-E, który to postaram się utrzymać tam przez jakieś 15 minut przed połknięciem. Prawie jak blotter ;)

  • Inne
  • Katastrofa
  • Marihuana

Chciałbym opisać najgorszego tripa jakiego kiedykolwiek doznałem, nie zakończył się on dobrze.

  • Grzyby halucynogenne

Wszystko zaczęło się bardzo prosto; kolega - sąsiad, który wprowadził mnie w trawę, zapytał tym razem czy próbowałem kiedykolwiek grzybów. Moją pierwszą reakcją było pewne zaniepokojenie, spowodowane tym, że wiele nasłuchałem się głupot na temat grzybów (że złe, trujące itp.).

  • Etanol (alkohol)
  • LSD-25
  • Miks

Nastawienie na ciekawą wycieczkę, bez wygórowanych oczekiwań, radość, że udało się dostać substancję po 1,5 roku poszukiwań. W towarzystwie dwóch kumpli - W., z którym kwasiłem już wcześniej i D. Wyprawa do lasów w pobliżu domu D., listopadowe popołudnie, które szybko zmieniło się w wieczór a potem także noc.

Minęło już półtorej roku od mojej pierwszej i zarazem ostatniej próby z LSD, więc kiedy udało się zdobyć papierki bardzo się ucieszyłem. Planowaliśmy razem z kilkoma kumplami zrobić większą wycieczkę. Generalnie chętnych było dość dużo, bo chyba z 7 czy 8 osób, ale nie mogliśmy znaleźć wspólnego terminu, który by wszystkim pasował. Zadecydowaliśmy więc razem z W i D, że zrobimy jedną mniejszą wyprawę zanim zbierzemy się na tę dużą, właściwą.