Luminal, fenobarbital, luminalum- czyli Moje Macierzyństwo cz. 13

Tagi

Źródło

Anna Onopiuk
annaonopiuk.blogspot.com

Komentarz [H]yperreala

Artykuł sprzed trzech lat, chciałoby się powiedzieć, że problem pewnie już nie istnieje... ano, chciałoby się.

Odsłony

11931

Luminal, jeden z najgorszych pod względem skutków ubocznych lek psychotropowy. Silnie uzależniający, hamujący rozwój, jego nagłe odstawienie może powodować zespół odstawiany a nawet śmierć. Lek hamujący duże napady padaczkowe, gdy inne leki zawodzą. To mała biała tabletka, którą miałam wciskać synowi dwa razy dziennie. Po przeczytaniu ulotki zalałam się łzami, jedno było dla mnie pewne, chce jak najszybciej zmienić lek. Wchodzę na internetowe forum a tam szok!!! Ludzie podają to nawet dwutygodniowym maluszkom na kolkę, albo po to, żeby przespały całą noc i łaskawie nie budziły rodziców.

Nie wierzę, naprawdę nie wierzę, pewnie źle wpisałam nazwę, a jednak. Pierwsza myśl jaka mi się pocisnęła na usta: idioci, po prostu kurwa idioci!!!Kiedyś nawet spytałam lekarza jak to możliwe, że są lekarze przepisujący ten lek na kolkę. Odpowiedź: ha ha ha ale żeby rodzice brali???... nie???... dzieci????? poważnie??????"


Nie lubię krytykować, naprawdę nie lubię, tym bardziej ze świadomością nie bycia ideałem (czy ideał istnieje?), ale tu wyczuwam potrzebę misji społecznej, jeśli to ocali choć jedno dziecko, będzie to mój sukces.Tu padną mocne słowa, moje zdanie na temat osób, które bezmyślnie i lekką ręką (a po wczytaniu się w forum, większość otwarcie przyznaje, że ulotki na oczy nie widziało, ale taaak się cieszy, że dziecko tyyyle śpi, tyyyyyle śpi że na jedzenie czasu nie ma i chudnie nic nie wymyślam, wyczytałam) podają ten lek dziecku jest bardzo złe. Mam wrażenie, że jedyne co nimi kieruje to własny święty spokój (dziecko śpi, lub nie jest w stanie płakać mimo dalej odczuwanego bólu). Ten lek nie leczy kolki w żaden sposób, a podawanie go na widzimisię, raz dam, raz nie dam, sprawia, że samopoczucie dziecka jest gorzej niż fatalne (po leku jest fatalne). To lek na padaczkę, drgawki, nie na kolki ani sen. To jak podawanie dziecku narkotyków!!!Drogi bezmyślny lub ewentualnie niedoinformowany rodzicu (lub rozsądniejszy szukający odpowiedzi - brawo)- jeśli masz chęć podać dziecku luminal na kolkę, albo tylko dlatego, że dziecko budzi się w nocy, lepiej weź go sam, efekt identyczny. Dziecko dalej będzie mieć kolkę, a Ty będziesz mieć święty spokój. Za to rano obudzisz się w fatalnym stanie, ale przecież lepiej żebyś ten fatalny stan, czuł Ty niż Twoje kochane maleństwo - prawda? Musiałam to napisać, musiałam. Po czterech latach z tą wiedzą mam takie same zdanie, po czterech latach wchodząc na forum jestem tak samo przerażona, że dalej są osoby, które to robią. Zaraz zrozumiecie dlaczego.Jeszcze dziś przejrzałam forum:  "dziecko popłakuje w nocy, i muszę wstawać dać jej smoczka, podać luminal czy nie?"  uśmiałam się, o naiwności, przecież to normalne, że dziecko budzi się w nocy, mój syn budził się czasami co 15 minut, a bywało że co 2 minuty, i do głowy mi nawet nie przyszło, żeby czymś go usypiać. Bywały noce kiedy spał tylko godzinę a i w dzień nie raczył zasnąć. Liczyłam się z tym, że dzieci tak mają, ba do tej pory syn potrafi się budzić w nocy a przy okazji nas. Jeśli uważasz siebie drogi rodzicu za pokrzywdzonego przez los,  wstawaniem do dziecka w nocy i niemożnością wyspania się, zapraszam Cię na blog Mai, ilekroć pomyślisz jaką to miałeś ciężką noc, bo dziecko budziło Cię co godzinę, tylekroć wpadnij na bloga Mai, prześlij kilka złotówek (zaoszczędź na luminalu) i zastanów się, jakim jesteś szczęściarzem, że Twoje dziecko TYLKO budzi się w nocy.Na szczęście teraz na forach jest więcej głosów na nie co do tego leku, niż cztery lata temu. Na szczęście.Wracamy do historii. Powrót ze szpitala, bez konkretnej diagnozy (drgawki ale raczej nie padaczka) w domu kolejne napady. Wędruje do apteki wykupić receptę. Pani farmaceutka dopytuje czy aby na pewno chodzi  o TEN lek i czy to konieczne ma napady drgawek, - aha, ale wie pani, to nie najlepszy lek dla dzieci.Po luminalu napady wyglądały jeszcze gorzej niż wcześniej. Miałam wrażenie, że w jakimś stopniu jest świadomy napadu, przynajmniej jego części. To oczywiście niemożliwe, ale wtedy takie obawy miałam. Telefon do szpitala. W odpowiedzi słyszę, że nie mamy po co przyjeżdżać, bo więcej badań mu nie zrobią i już nic nie pomogą. Przez głowę przebiega myśl, może telefon odebrał ktoś niekompetentny, dzwonię drugi raz na inny numer, bezpośrednio na oddział. To samo, tylko dobitniej, nie będzie badań, nie będzie innych leków, a ataki ma bo może lek przyjmuje za krótko. Zza łez dopatruje godziny, prawie północ, totalna bezsilność, właśnie odkrywam że neurolog do której byliśmy umówieni na wizytę ma numer kontaktowy najpewniej prywatny.Dzwonię, najwyżej mnie wyklnie za telefonowanie o tej porze. Lekko drżącym głosem tłumaczę o co chodzi w odpowiedzi miły głos, który dopytuje o napady, okoliczności, wyniki przeprowadzonych badań. Instruuje nas żeby podać jeszcze lek i przyjąć na wizytę, każdy kolejny atak dobrze zapamiętać, liczyć czas i dokładnie patrzeć co i w jakiej kolejności drga. Czytam opis EEG, uspokaja nas, do wizyty nic gorszego nie powinno się stać. Przepraszam za telefon o tej porze spokojnie, nic nie szkodzi. Dziecko było jak nie nasze. Myśl, że tak może być już zawsze była niewyobrażalnie dołująca. Nagle z naszego mimo wszystko bardzo radosnego dziecka, (rehabilitacja bardzo pomogła w drodze do radości) zmienił się w dziecko bez cienia uśmiechu, dziecko bez życia, dziecko które już nas nas czasami nawet nie spojrzało. Doszły gorsze ślinotoki i problemy z przełykaniem. Nie wymagały na szczęście jakiś specjalnych interwencji, po za ciągłym wycieraniem, ciągłym pilnowaniem, zmianą pozycji. W ramach rehabilitacji, były też zajęcia z logopedą.  Przebiłam się przez setki wątków na forach w poszukiwaniu rodziców dzieci z padaczką. Tam tylko upewniłam się o najgorszym z możliwych wyborów królowej lodu (neurolog ze szpitala, więcej cz. 12). Nie znalazłam ani jednego rodzica, który byłby w przypadku tak małego dziecka z leku zadowolony, ale wiedziałam o alternatywie, innych lekach, bezpieczniejszych i skuteczniejszych. Czy więc warto dawać zdrowemu dziecku luminal na kolki, skoro nawet rodzice dzieci z padaczką trzymają się od niego z daleka, skoro farmaceuci za każdym razem informują, że to nie jest dobry wybór.Myślałam o tych dniach jako najgorszych w moim życiu, (niestety przyszły jeszcze gorsze) zastanawiałam się jak to będzie, co teraz z moim dzieckiem, tak bardzo chciałam żeby czuł się lepiej i już doskonale wiedziałam o tym jak niewiele mogę zrobić.Płakałam i nie wiedziałam co gorsze, lek czy napady, i to i to uszkadza mózg.(Odbiegnę lekko w czasie specjalnie dla osób które weszły tu ze względów na hasło luminal i od razu napiszę o odchodzeniu od leku, trwało to trzy tygodnie, lek był zmniejszany o pół tabletki co tydzień, ponad dobę po odstawieniu obudził się zupełnie inny, radosny, jego oczy wyglądały wiele lepiej, nagle pośpiesznie rozglądał się po mieszkaniu, tyle przez ten czas przegapił, znów stał się ciekawy świata, nie mógł usiedzieć w miejscu, tyle musiał zobaczyć, wróciło nasze dziecko, to było niesamowite, jak wybudzenie się ze złego snu)cdn.

Oceń treść:

Average: 6.9 (9 votes)

Komentarze

Anonim (niezweryfikowany)

Słyszałem że dawno, dawno temu, kiedy uprawa maku nie była zakazana, dawało się dzieciom nasiona maku w materiałowym woreczku do ssania jak smoczek. Ciekawe, czy to urban legend. Dzieci pewnie po tym takie spokojne były ;)

Anonim (niezweryfikowany)

Czyli XIX wiek i wcześniej. Żadne legendy, ale folklor. :)

Anonim (niezweryfikowany)

To nie tylko nie jest urban legend, lecz zdarzało się stosunkowo niedawno. Po wsiach nie takie akcje odchodziły.
Społeczeństwo przemysłowe z jego zaletami i wadami (zakazy, nakazy, regulacje - mak jako używka wykorzystywany był od tysięcy lat, w świecie przednowoczesnym nikomu nie przychodziło do głowy specjalnie się nim zajmować), jest w Polsce bardzo młode. W Dwudziestoleciu chłopi dziedzica całowali po rękach, likwidacja analfabetyzmu to lata '50, masowe migracje do miast nastąpiły również po wojnie i wcale nie tuż po niej.
Przy okazji (żeby nie demonizować wsi) należy wspomnieć, że zmiana podejścia do maku wpisuje się w ogólniejszy trend ograniczania dostępu do używek dzieciom. Przed wojną akceptowalne społecznie było w proletariackich kręgach picie dzieci (brały udział w popijawach na równych zasadach), wszyscy zaś jak leci dawali  alkohol wysokoprocentowy na uspokojenie i zaśnięcie (z perspektywy naukowej Korczak, anegdotycznie chociażby Grzesiuk).
Troszkę się rozpisałem, ale temat jest niezmiernie ciekawy, haczy o głębokie acz ekspresowe przekształcenia polskiego społeczeństwa w 2. połowie XX wieku. Pozdro:)

Anonin (niezweryfikowany)

Witam, zgadzam się w 100% z całym tym opisem, nie wspomnę już o tym że spędziłam z moją córeczka jakiś czas na oddziale pediatrycznym, malutka miała problemy oddechowe(bezdech), jednak nie było to zapalenie płuc czy też inna infekcja. Moje dziecko jest bardzo pogodne i spokojne. Mimo to otrzymywała 2 razy dziennie LUMINAL. Pielęgniarki mówiły a to na żółtaczke ( nie miała jej) ... A to żeby spokojniejsze było... Dopiero na wypisie ujrzałam tą paskudną nazwę. I nie dowierzałam jak się okazało oddział ten ucisza dzieci w ten sposób żeby był spokój ( mimo iż mamy są z nimi 24h) ! Traciłam z moją maludą kontakt na wiele godzin, nie umiała po tym ładnie ssać, krztusiła się. A teraz co najgorsze. Skutki uboczne jakie wywołuje luminal: zaburzenia oddechowe. Dziecko z bezdechem otrzymuje lek który może wywołać zaburzenia oddechowe!!

Gazela (niezweryfikowany)

Po latach dowiedziałam sie przypadkiem ze moja teściowa podawała mojemu mężowi gdy był malutkim dzieckiem- niemowlakiem na zlecenie lekarza luminal... przez około rok. Zeby wiecej spał,był spokojniejszy...ta inf wywołała u mnie szok gdyż troche wczesniej przeczytałam w jednej z książek ze „valium podawane rocznemu dziecku moze naruszyć naturalną równowagę jego organizmu i spowodować zaburzenia wegetatywnego systemu nerwowego. Zażywanie valium nie tylko odbiera dziecku naturalną zdolnosc zapadania w sen ale zakłóca tez jego zdolność orientacji w otoczeniu.”Jestem oburzona postawą lekarzy którzy w beztroski sposób przepisują tego typu leki. A matki w zaufaniu do nich podają je swoim małym dzieciom. Konsekwencje mogą byc ogromne.. i do końca życia. Mój mąż do tej pory- a ma 46 lat- cierpi na częste migreny w bardzo ciężkim przebiegu( światłowstręt oraz wymioty)miał rożne „tiki” nerwowe, jest osobą nadpobudliwą, często ciężką do zniesienia dla otoczenia.. zawsze myślałam ze to tylko efekt jego historii,ze taki jego urok ale dzis zastanawiam sie na ile ta”terapia” luminalem w dzieciństwie wpłynęła na jego sposób zachowania i funkcjonowanie...! Apeluję do matek zeby nie były bezwolne wobec zaleceń lekarzy, czytały ulotki, informacje dotyczące uzależnień i historie osób uzależnionych od tego typu „uspokajających” leków. One mają ogromne skutki uboczne, widoczne po latach, uzależniają bardzo szybko i wyniszczają organizm. Podawanie ich nie jest żadną pomocą a podawanie ich dzieciom jest wręcz przemocą dokonaną na małym organizmie. Tylko dotyk miłości i spojrzenie miłości moze uspokoić nasze dziecko naprawdę dogłębnie a nie po wierzchu,doraźnie i na chwile...tylko towarzyszenie naszym dzieciom w ich trudnościach, w ich bólu czy lękach moze im pomóc. Pozdrawiam-matka 8 dzieci( z których większość cierpiała na kolki:)

Anonim (niezweryfikowany)

Hej, urodziłam sie w latach kiedy luminalem "zbijano" bilirubine w szpitalu noworodkom gdy mialy żółtaczke. I ja bylam jedym z tych noworodków. Przeżyłam. Mam sie dobrze. Jak przeczytasz ulotkę apapu również jest tam mnóstwo skutkow ubocznych. Owszem powód, że dziecko nie spi wiec dam mu luminal jest debilny, ale może mniej dramatyzowania? Ten lek to serio nie amfetamina.

Zajawki z NeuroGroove
  • LSD-25

Nazwa substancji - LSD


poziom doświadczenia użytkownika – kilkakrotnie wczesniej


dawka – miało być x2 wyszło x1,5


"set & setting" – hehe troszke podjarany bo dawno nie miałem okazji ale ogólnie sam pozitiv

  • Gałka muszkatołowa

Spróbuję streścić tę całą historię jak tylko się da. O gałce muszkatołowej wiedziałem tyle że trzeba zjeść tego dużo i że jest coś na kształt LSD tripu.


Tak więc było to na wyjeździe ze znajomymi do Czech (nie załatwiłem kwasu) i postanowiliśmy z kolesiem zarzucić gałę. Poprosiliśmy więc dziewczyny żeby kupiły nam 10 opakowań. Te spełniły naszą prośbę i kupiły 10 x 15 gram czeskiej gałki.


  • Etanol (alkohol)
  • Marihuana
  • Mefedron
  • Pozytywne przeżycie

Jako że była to moja druga przygoda z mefedronem i mniej więcej wiedziałem już jak dawkować i czego się spodziewać, to na imprezę poszedłem we wspaniałym humorze. Nastawienie odpowiadało działaniu specyfiku.

19:30 budzę się po przespaniu siedmiu godzin. Poprzednia noc na mefedronie położyła mnie do łóżka dopiero koło południa. Umówiłem się z M i A na imprezę, jednak M zaproponował wcześniej spalić jointa, bo przez dietę nie mógł pić alkoholu, a nie chciał iść do klubu z trzeźwym umysłem. Uznałem to za świetny pomysł i poleciłem mu stawić się o 22:00 na pętli tramwajowej niedaleko mojego domu.

  • Szałwia Wieszcza

Salvia divinorum – suszone liście – Pierwszy raz


Doświadczenie ogółem – mj,LSD, amfa, psylo, etanol(zaawansowany)


Sprzęt : własnej roboty faja wodna bez rurki – pionowa , palnik na propan-butan z butlą (do lutowania rur)

randomness