REKLAMA




Legalizacja marihuany w Kanadzie to fiasko? Wielu wciąż kupuje ją od dilerów

Po prawie dwóch latach od legalizacji rekreacyjnej marihuany w Kanadzie likwidowane są szklarnie, zyski z legalnej sprzedaży są niższe niż zakładano, a dilerzy handlujący na czarno wciąż mają się nieźle – do regularnych zakupów u nich przyznaje się bowiem prawie połowa obywateli. - Działanie kanadyjskiego rządu jest dla mnie rozczarowaniem – mówi Jakub Gajewski, wiceprezes stowarzyszenia Wolne Konopie.

Tagi

Źródło

Noizz.pl
Patryk Kempiński

Komentarz [H]yperreala

Tekst stanowi przedruk z podanego źródła.Pozdrawiamy!

Odsłony

781

Po prawie dwóch latach od legalizacji rekreacyjnej marihuany w Kanadzie likwidowane są szklarnie, zyski z legalnej sprzedaży są niższe niż zakładano, a dilerzy handlujący na czarno wciąż mają się nieźle – do regularnych zakupów u nich przyznaje się bowiem prawie połowa obywateli. - Działanie kanadyjskiego rządu jest dla mnie rozczarowaniem – mówi Jakub Gajewski, wiceprezes stowarzyszenia Wolne Konopie.

Legalizacja marihuany była postulatem, z którym na ustach do wyborów w 2015 roku szedł obecny premier Kanady Justin Trudeau. Plusy takiego rozwiązania miały być oczywiste: likwidacja czarnego rynku, dodatkowe wpływy ze sprzedaży do budżetu, stworzenie nowych miejsc pracy. Trudeau obietnicy dotrzymał, a stosowną ustawę przegłosowano w tamtejszym parlamencie już w 2018 roku. Tym samym Kanada została pierwszym członkiem grupy G7, który zalegalizował marihuanę w całym kraju.

Liść marihuany zamiast liścia klonowego

Wieść o wynikach głosowania w kanadyjskim senacie szybko rozeszła się po mediach na całym świecie. Było to wielkie wydarzenie, bo wcześniej na legalizację marihuany rekreacyjnej zdecydował się tylko Urugwaj - rządzony wówczas przez dosyć ekscentrycznego prezydenta Jose Mujicę. "Nie twierdzę, że marihuana jest dobra, ale alkohol też najlepszy nie jest. Kluczowa jest ilość: jeśli wypiję szklaneczkę whisky raz na jakiś czas, nic mi nie będzie, a jeśli codziennie wypiję flaszkę, to jestem alkoholikiem. Musiałbym być wariatem, żeby ścigać jakiegoś chłopaka za wypalenie jointa" - mówił dziennikarzom "Dużego Formatu". Wydarzenie to, choć znalazło się w międzynarodowych mediach, traktowane było bardziej jako egzotyczna ciekawostka niż głos w dyskusji o legalizacji narkotyków. Inaczej natomiast wyglądała decyzja podjęta przez duży, bogaty i rozwinięty kraj. Kanada miała wyznaczyć drogę także dla innych krajów, które rozważały podjęcie takiej decyzji.

Wiadomość o legalizacji z entuzjazmem przyjęta została także przez samych obywateli Kanady, których większość otwarcie opowiadała się za legalizacją. W dniu uruchomienia oficjalnych sklepów oferujących zioło na ulice wyszły tysiące ludzi, aby wspólnie świętować. Na flagach, które dumnie trzepotały nad głowami maszerujących, zamiast tradycyjnego klonowego listka widniał charakterystyczny listek marihuany. Kanada stała się symbolem dla osób opowiadających się za legalizacją i ruchów, które przekonują, że to jedyna skuteczna metoda walki z dilerami narkotykowymi. Na Twitterze premiera Trudeau pojawił się wpis: „Do tej pory młodzi ludzie zbyt łatwo mogli nabyć nielegalne substancje, a zyski z tego czerpali przestępcy. Dziś to zmieniliśmy” – ogłosił.

Niestety - po dwóch latach od wprowadzenia w życie nowych przepisów wydaje się, że celów ogłoszonych przez premiera na Twitterze nie udało się zrealizować. Firmy zajmujące się produkcją konopi zamykają właśnie kolejne plantacje i liczą straty, które sięgają już miliardów dolarów, a prawie połowa (42%) obywateli wciąż sięga po marihuanę z nielegalnych źródeł. Dlaczego?

Co poszło nie tak?

Kanadyjscy politycy „chcieli dobrze”, więc aby upewnić się, że legalizacja pójdzie zgodnie z założeniami, konsumenci będą w 100 procentach bezpieczni, a oferowany im produkt najwyższej jakości, wprowadzono odpowiednie regulacje i ścisły nadzór nad wszystkimi firmami, które zdecydowały się wejść na rynek. Rząd szczegółowo określił także sam proces produkcji, dystrybucji czy reklamy. Zasady dokładnie opisano w ustawach i rozporządzeniach.

I tak np. marihuana nie mogła być kierowana do młodych ludzi, reklamowana za pomocą sponsoringów, wytworów kultury czy z udziałem celebrytów, hodowla odbywać się mogła jedynie w szklarniach, a sprzedaż samej używki mogła być prowadzona tylko w specjalnych punktach, które otrzymały stosowną licencję.

- Biznesmeni i kanadyjscy prominenci nie spodziewali się, że nałożone ograniczenia tak negatywnie wpłyną na rozwój tego rynku i podniosą koszty obsługi – tłumaczy Jakub Gajewski, wiceprezes stowarzyszenia Wolne Konopie, które stara się o legalizację marihuany w Polsce. - Rząd w Kanadzie monopolizuje dystrybucję w 9 z 10 prowincji i ma monopol na sprzedaż detaliczną w 5 z 10 prowincji. Niestety, przez zbyt małą liczbę sklepów oferujących marihuanę występują problemy z podażą, tworzą się długie kolejki, brakuje towaru, a często do takiego miejsca trzeba jechać bardzo daleko. To zniechęca klientów do zakupu – dodaje.

Sytuację doskonale widać na przykładzie Ontario. W stanie, w którym mieszka ponad 13 mln ludzi, znajduje się zaledwie 40 sklepów oferujących legalny zakup marihuany. Porównując to do polskich realiów, to tak, jakby w całym kraju funkcjonowało jedynie 100 miejsc, gdzie kupić można legalnie marihuanę. Dla pokazania skali warto dodać, że mamy prawie 3.000 Biedronek i około 120 tysięcy miejsc, gdzie możemy zaopatrzyć się w alkohol.

Zdaniem samych użytkowników nie tylko dostępność, ale także jakość i cena samego produktu pozostawiają sporo do życzenia, o czym świadczą liczne niezbyt pochlebne recenzje użytkowników reddita. Wielu z nich wskazuje, że przez rozmaite podatki i akcyzy konopie w sklepach mogą być nawet dwa razy droższe niż te nabyte poza legalnym obrotem.

- Naturalne wydaje się, że użytkownicy wolą zaopatrzyć się u kolegi plantatora, który może legalnie wyhodować parę krzaczków (ale nie może ich legalnie sprzedać - przyp. red.) niż robić zakupy w przygotowanych przez rząd sklepach – stwierdza Jakub Gajewski. – Robi to oczywiście nielegalnie, bo obecny model w Kanadzie preferuje rozwiązania korporacyjne, co utrudnia mniejszym przedsiębiorcom i prawdziwym pasjonatom zajęcie się tym biznesem. Nie mogą oni po prostu zalegalizować swojej działalności, bo nie pozwala na to prawo, które dopuszcza do interesu jedynie wielkie firmy – kwituje wiceprezes stowarzyszenia Wolne Konopie.

Korporacje nie zyskują

Legalizacja marihuany miała być jednak nie tylko uciechą dla amatorów palenia. Była to również wspaniała wiadomość dla dużych koncernów zajmujących się jej produkcją. Choć do tej pory w Kanadzie funkcjonowała jedynie marihuana przeznaczona do celów medycznych, to przed producentami właśnie otwierał się rynek do tej pory operujący w podziemiu, a wart nawet 7 mld dolarów rocznie. Sondaże pokazywały bowiem, że jeszcze przed wprowadzeniem odpowiednich przepisów Kanadyjczycy wydawali na zioło mniej więcej tyle samo, co na zakup wina.

To, jak duże były oczekiwania wobec legalizacji marihuany w Kanadzie, pokazuje doskonale sytuacja firm działających w branży. Wartość największej firmy w sektorze - Canopy Growth Corporation – po legalizacji na giełdzie poszybowała w górę, rozpoczęto nowe inwestycje i zapowiadano szybki rozwój całego sektora. Rzeczywistość dość szybko zrewidowała te plany. Wartość spółki spadła bowiem z 24 mld dolarów w kwietniu ubiegłego roku do nieco ponad 6 mld w marcu tego roku.

Firma zapowiedziała ostatnio, że w najbliższym czasie zamknie kolejne dwie szklarnie na terenie Kanady i zwolni około 500 pracowników. Póki co wstrzymuje się także z planowanymi wcześniej inwestycjami. Swoje decyzje zarząd tłumaczył, mówiąc, że „rynek rekreacyjnej marihuany w Kanadzie rozwija się wolniej niż przewidywano”.

Problemy firm związanych z produkcją marihuany to także spory kłopot dla rządu, który liczył, że legalizacja przyczyni się znacznie do zwiększenia dochodów w budżecie państwa. W pierwszym roku sprzedaży do kanadyjskiego budżetu miało wpłynąć ponad 35 mln dolarów z akcyzy. Udało się zebrać jedynie połowę (18 mln). W tym roku spodziewano się już kwoty bliższej 100 mln, ale specjaliści szacują, że będzie to około 66 mln.

Czy legalizacja ma więc sens?

- Tak. – odpowiada krótko rzecznik Wolnych Konopi. – Dalej będziemy walczyć o legalizację marihuany. Będziemy proponować jednak rozwiązania korzystne przede wszystkim dla użytkowników konopi oraz pacjentów – te grupy interesantów będą zawsze dla nas priorytetem. Przykład Kanady tylko utwierdza nas w naszych przekonaniach. Tam, gdzie władze tworzą prawo w porozumieniu z mieszkańcami, np. w niektórych stanach USA, sytuacja wygląda o wiele lepiej niż tam, gdzie władza działa dla korzyści własnych lub dla interesu korporacji – rozwija myśl Jakub Gajewski.

Jak mówi analogiczna sytuacja ma miejsce w Polsce: - Doskonałym przykładem jest obecna ustawa o medycznej marihuanie. Apelowaliśmy o to od dłuższego czasu, a przygotowany przez nas projekt brał pod uwagę interesy pacjentów i państwa. Niestety przedstawiona przez nas ustawa została odrzucona przez Sejm. Propozycja zrealizowana przez Prawo i Sprawiedliwości bierze pod uwagę głównie interes Ministerstwa Zdrowia i wielkich międzynarodowych firm – opowiada Gajewski. – W naszych propozycjach przygotowaliśmy kompleksowe rozwiązania, braliśmy pod uwagę monitoring działań i badania nad wpływem marihuany na organizm człowieka, czy jej wpływu na poszczególne schorzenia. Chcieliśmy tu, w kraju, tworzyć infrastrukturę zarówno do badania, jak i produkcji leków. Obecne rozwiązania prawne jednak stworzone zostały w sposób nieprzemyślany. Leki są drogie, trudno dostępne, ściągane z zagranicy, a pacjenci nie mają odpowiedniego zabezpieczenia przed odpowiedzialnością karną – przekonuje Gajewski i tłumaczy, że z przykładu Kanady możemy także wyciągnąć pozytywne wnioski.

Wbrew głosom przeciwników legalizacji młodzi nie zaczęli masowo sięgać po konopie. Wręcz przeciwnie - wśród osób w wieku od 15 do 17 lat spadło niemal dwukrotnie (z 19,8% do 10,4%). Nie zauważono też zwiększenia liczby osób kierujących pod wpływem czy liczby wypadków na drogach. Marihuana nie została także „furtką” do twardych narkotyków, bo zdecydowana większość osób przeciwna jest legalizacji innych używek.

Badania pokazały także jedną dość nieoczywistą korzyść z legalizacji – ma ona bardzo pozytywny wpływ na wzrost konsumpcji. Jak wynika z danych Kanadyjczycy po paleniu uwielbiają robić zakupy online i wpompowali już w gospodarkę ponad miliard dolarów zamawiając na „haju” jedzenie, ciuchy i inne mniej lub bardziej potrzebne towary.

Oceń treść:

Average: 7.6 (5 votes)

Komentarze

nut (niezweryfikowany)

Ciekawa analiza przypadku, jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach ;)

Zajawki z NeuroGroove
  • Gałka muszkatołowa
  • Przeżycie mistyczne

Wolna chata, jak zwykle optymistyczne nastawienie. Znałem już mniej więcej gałkę i wiedziałem, czego oczekiwać, a więc się nie bałem.

7:30- Łykam tabletkę Thermo Speed. Codziennie od tygodnia brałem 1-2 sztuki. Zjadam małą kanapkę.

8:20- Skonsumowałem jako prawdziwe śniadanie 70 gram gotowanej kaszy gryczanej. Nie chciało mi się kombinować.

  • Benzydamina

To nasze drugie spotkanie z Benzydamina,mamy po 2 saszetki

Tantum Rosa na glowe(czyli po 1.gramie)
zakupione wczoraj w

aptece :P Obie wazymy po okolo 60kg. Raport Piszemy na

biezaco.Do Tantum zakupilysmy cole bo z nia smak jest troszke

mniej obrzydliwy ale ogolnie to najgorsze co w zyciu

probowalysmy.Ogolnie smak nie do wytrzymania,przy pierwszym

lyku mozna sie zniechecic.

randomness