Poppersy są używane powszechnie przez bywalców dyskotek. Klubowicze stosują ten afrodyzjak jak narkotyk. Ale już niedługo. Od dziś działa rozporządzenie ministra gospodarki, dzięki któremu handel poppersami ma zostać ukrócony - pisze "Dziennik". Poppersa można kupić w sex shopie oraz internecie. Kosztuje od 30 do 50 złotych za 30-mililitrową buteleczkę. - Sprowadzamy je ze Stanów Zjednoczonych oraz Wielkiej Brytanii. To jeden z naszych najpopularniejszych towarów. Tygodniowo sprzedajemy nawet po kilkanaście buteleczek z afrodyzjakiem - mówi "Dz" sprzedawca w jednym z łódzkich sex shopów. Dla młodzieży to zwykły narkotyk. Przystawiają sobie buteleczkę do nosa i wdychają opary. Policja przyznała, że o popularności poppersów dowiedziała się od dziennikarzy. Nie mogła jednak nic zrobić. Sprawdziliśmy, że substancja jest rozprowadzana legalnie, nie ma jej w wykazie środków zakazanych. W tej sytuacji nic nie możemy zrobić - mówi gazecie Mirosław Micor, rzecznik prasowy łódzkiej policji. Sposobem ma być rozporządzenie ministra gospodarki, które dzisiaj wchodzi w życie. Resort zbadał skład preparatu i uznał, że główny składnik afrodyzjaków - azotan izobutylu - musi zostać wycofany z rynku. Powód? - Badania wykazały, że azotan jest rakotwórczy. Nadano mu drugi stopień rakotwórczości. Poza tym jest silnie żrący. Rozporządzenie zakazuje rozprowadzania wśród konsumentów jakichkolwiek preparatów zawierających ten azotan - tłumaczy "Dziennikowi" Wioletta Witczak z Ministerstwa Gospodarki. Sanepid skontroluje sex shopy. - Jeśli znajdziemy preparaty, w których będzie się znajdował azotan izobutylu, będziemy wydawać zakaz handlowania nimi. Krnąbrnych sprzedawców będziemy karać - przestrzega Artur Wnuk z białostockiego sanepidu. Policjanci boją się, że rozporządzenie sprawi, iż poppersy pojawią się na czarnym rynku. - Wtedy przestaną być traktowane jak afrodyzjak, a zaczną jak zwykłe narkotyki. Będziemy z nimi walczyć - mówi gazecie jeden z łódzkich policjantów.
Komentarze