REKLAMA




Medyczna marihuana: nowela ustawy tylko po to, żeby uspokoić opinię publiczną?

31 lipca wprowadzono przepisy zezwalające na stosowanie medycznej marihuany. Obowiązują od 1 listopada 2017 roku. Do tej pory nie można jej jednak legalnie kupić.

=

31 lipca wprowadzono przepisy zezwalające na stosowanie medycznej marihuany. Obowiązują od 1 listopada 2017 roku. Do tej pory nie można jej jednak legalnie kupić.

Pacjenci podejrzewają, że ustawę o przeciwdziałaniu narkomanii znowelizowano tylko po to, żeby uspokoić opinię publiczną, domagającą się dopuszczenia na rynek leków z konopi.

Dorota Gudaniec, fundator i prezes Fundacji Krok Po Kroku, nazywa to posunięcie rządzących "marketingiem politycznym". Ma prawo do kategorycznych ocen. Jej syn miał nawet 200 ataków padaczkowych dziennie. Lekarze nie byli w stanie ich powstrzymać. Pomogła dopiero terapia konopna w postaci naparów. Pani Dorota złamała prawo, ale liczbę napadów padaczkowych udało się zredukować do kilku w miesiącu.

- Nikt nie chce być przestępcą. To niehumanitarne, że państwo zmusza ludzi, którzy chcą ratować swoją godność, godność umierania, do popełniania przestępstw - mówi z goryczą Dorota Gudaniec, która pod wpływem osobistych doświadczeń poszerzyła działalność założonej 6 lat temu Fundacji o kwestie związane z legalizacją medycznej marihuany.

Brała udział w konsultowaniu nowych przepisów. Zorganizowała pięć międzynarodowych spotkań z udziałem specjalistów z Izraela, Stanów Zjednoczonych, Słowenii, Czech, Holandii, podczas których omawiano światowe doświadczenia związane ze stosowaniem leków na bazie konopi.

Papierowe prawo

Obawy chorych i ich najbliższych, że prawo legalizujące apteczną sprzedaż i stosowanie medycznej marihuany pozostanie martwe wzmacnia oficjalne stanowisko Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych (URPL).

Na pytanie, czy jakieś firmy złożyły wnioski dot. sprowadzenia do Polski konopi (nie padło pytanie o ich nazwy), padła odpowiedź, że ''wniosek w sprawie indywidualnej, jaką jest postępowanie ws. wydania pozwolenia na dopuszczenie do obrotu jest dokumentem prywatnym i nie stanowi informacji publicznej (…). W związku z powyższym nie jest możliwe udzielenie informacji dotyczącej podmiotów odpowiedzialnych, które wystąpiły z wnioskiem o rejestrację, ilości wniosków, które wpłynęły do Urzędu, czy też wskazania skąd sprowadzany jest surowiec''.

- 12 czerwca 2018 r. złożyliśmy wniosek do URPL - informuje Tomasz Witkowski ze Spektrum Cannabis, kanadyjskiej firmy działającej także w Europie (Hiszpania, Niemcy, Dania, Czechy), która chce sprowadzać do Polski susz z Kanady.

- Musieliśmy wynająć zewnętrzną firmę, specjalizującą się w opracowywaniu wniosków dotyczących rejestracji produktów medycznych, surowców i leków. Skompletowanie dokumentów nie było proste. Przygotowanie dokumentacji trwało 4 miesiące. Ale i tak dostaliśmy URPL prośbę o uzupełnienie wniosku - opowiada.

Z czasem nie wygrasz

''Zgodnie z art. 18 ust. 1 ustawy z dnia 6 września 2001 r. Prawo farmaceutyczne (Dz. U. z 2017 r. poz. 2211, ze zm.) postępowanie w sprawie dopuszczenia do obrotu trwa 210 dni, nie wliczając w to okresów zawieszeń biegu terminu postępowania, koniecznych do przygotowania i złożenia przez podmiot odpowiedzialny uzupełnień do dokumentacji'' - informuje Wojciech Łuszczyna, rzecznik URPL.

Zwraca uwagę, że bieg terminu postępowania administracyjnego liczy się od dnia złożenia wniosku o dopuszczenie do obrotu zawierającego kompletne informacje z dołączoną wymaganą przepisami prawa dokumentacją.

Wynika z tego, że URPL formalnie rozpocznie postępowanie dopiero, gdy uzna, że ma pełną dokumentację.

- W przypadku uzyskania zgody, co może nastąpić np. za miesiąc albo za 7 miesięcy, jesteśmy w stanie dostarczyć pierwszą partię w ciągu półtora miesiąca. Ten czas jest nam potrzebny, żeby wystąpić do ministerstwa zdrowia w Kanadzie o zgodę na eksport przez Niemcy do Polski - wyjaśnia Witkowski.

Być może wniosek złoży także inna kanadyjska spółka, która próbuje rozwijać biznes również w Europie. Tak przynajmniej twierdzi Gudaniec, która jest z nią w kontakcie.

Jak robią to Niemcy?

Zdaniem Doroty Gudaniec, w Polsce warto skorzystać z wzorców i prawnych rozwiązań stosowanych w Kandzie, Urugwaju czy w Niemczech.

Od 2017 r. obowiązuje w RFN ustawa, która zezwala lekarzom na przepisywanie haszyszu i medycznej marihuany. Przyjrzyjmy się niemieckim doświadczeniom, własnych przecież nie mamy.

Tam pacjent może otrzymać medyczną marihuanę na receptę w każdej aptece (w Polsce też tak ma być). Specyfiku zaczyna jednak ostatnio brakować (gwałtownie wzrasta liczba wystawianych recept), mimo że Niemcy - w odróżnieniu od naszych rozwiązań - zdecydowali się na uruchomienie dwóch kanałów dostaw - z importu i z własnych upraw.

- Niemcy wprowadzając ustawę zabezpieczyli sobie import, jednakże równolegle tworzą infrastrukturę potrzebną do własnej produkcji. Na poziomie ustawodawczym zrobili to, co myśmy proponowali, a więc żeby najpierw zapewnić import, ale jednocześnie umożliwić rozwój rynku krajowego. To mogłaby być dochodowa gałąź gospodarki - przekonuje Gudaniec.

Przypomina, że w Niemczech ustawa działa niespełna dwa lata. - A już mają własne uprawy, z tym, że jest cykl wegetatywny roślin, nie da się tego przyspieszyć. Myślę, że popyt uda im się zabezpieczyć w przyszłym sezonie; wtedy będą już mieli własne komponenty medyczne - twierdzi.

Oceń treść:

Brak głosów