Więcej działek niż armat

Wojacy piją więcej alkoholu i częściej używają narkotyków.

Tagi

Źródło

Polityka 29/2001 18.07.2001
ALEKSANDER CHEĆKO

Odsłony

1525

Armia walczy z wódką, narkotyki rozpoznaje bojem

Porównanie wyników dwóch ankiet przeprowadzonych wśród żołnierzy zasadniczej służby wojskowej przez Wojskowe Biuro Badań Socjologicznych w 1998 r. oraz w ubiegłym wypada szokująco. Deklarowane, nieprawdopodobne wprost ilości wypijanego alkoholu na głowę w ciągu miesiąca wynosiły odpowiednio: wódki - 3,9 litra (poprzednio 2,5), wina - 6,3 (4,8), piwa 8,3 (10,2). Wprawdzie autorzy badań podkreślają niedoskonałość metody ankietowej, a także charakterystyczną dla młodych mężczyzn sportową skłonność do zawyżania ilości wypitych trunków (za sto kilkadziesiąt złotych żołdu nie stać by ich było na tyle), niemniej tendencja jest zatrważająca.

Niezmiennie ponad 65 proc. żołnierzy deklaruje, że "w jednostce, w której pełni służbę zaopatrzyć się w alkohol jest raczej łatwo, lub bardzo łatwo", a co czwarte pijaństwo odbywa się "z kolegami, na terenie koszar". Dziw bierze, że nasze wojsko samo się dotychczas nie powystrzelało. Z danych Ministerstwa Obrony Narodowej wynika ścisły związek popełnionych przez żołnierzy przestępstw z wypitym wcześniej alkoholem. W 2000 r. zwiększyła się o 40 proc. liczba sprawców będących pod wpływem alkoholu. Odsetek podejrzanych o niektóre przestępstwa, a będących w stanie nietrzeźwości, był znaczny: np. wśród naruszających zasady pełnienia służby - ok. 70 proc., wśród dokonujących napaści na przełożonych - 67 proc., wśród gnębiących młodszych żołnierzy - 37 proc.

Pijak mundurowy i cywilny

Z danych Komendy Głównej Żandarmerii Wojskowej wynika, że w 2000 r. na 6857 sprawców wszystkich przestępstw popełnionych przez żołnierzy 14,2 proc. było nietrzeźwych lub po użyciu alkoholu. Nie jest to odsetek większy niż w przypadku cywilów, niemniej w armii, gdzie dostępność do sprzętu i broni jest naturalna, powinny obowiązywać obostrzenia szczególne. Wśród niemal 3 tys. sprawców wykroczeń w wojsku pijanych było jeszcze więcej - niemal połowa. Zakwalifikowanie prowadzenia pojazdu po alkoholu jako przestępstwa, a nie jak dotychczas - wykroczenia, natychmiast ujawniło się w danych statystycznych. W ciągu czterech pierwszych miesięcy 2001 r. na 226 sprawców przestępstw przeciwko bezpieczeństwu w komunikacji żandarmeria zatrzymała 175 będących w stanie nietrzeźwości. Marna to pociecha, że w tym samym czasie policja zatrzymała ponad 100 tys. nietrzeźwych kierowców w cywilu. Choć równie niebezpieczni dla otoczenia, nie mają oni jednak żadnych szans, by kierować czołgiem.

Jest w kodeksie karnym część wojskowa, a w niej przepis wprost odnoszący się do żołnierzy, którzy "po wyznaczeniu do służby lub będąc w służbie, wprawiają się w stan nietrzeźwości lub odurzenia innym środkiem". Grozi za to ograniczenie wolności (orzekane przez sądy najczęściej, a odbywane w Wojskowym Ośrodku Wychowawczym w Ciechanowie, dawniej - w Orzyszu), areszt wojskowy albo nawet pozbawienie wolności do lat 2, z tym że ściganie następuje na wniosek dowódcy jednostki. Ta specyfika armii powoduje, że - być może - nie mamy pełnego, statystycznego obrazu zjawiska. W ubiegłym roku dowódcy złożyli 321 takich wniosków o ściganie 291 żołnierzy (co oznacza, że niektórych dotyczyło to ponad jeden raz).

A co z żołnierzem, który wprawdzie nie jest na służbie ani nie został do niej na najbliższe godziny wyznaczony, ale znajduje się na terenie jednostki po alkoholu? Tu - jak się zdaje - występuje największa dowolność, niekonsekwencja w polskiej armii, na co wpływ mają przepisy i realia. Otóż sprzedaż i spożywanie alkoholu na terenie jednostki jest wykroczeniem. Ale dowódca nie może sam wymierzyć kary, zareagować natychmiast. Prawo nakazuje mu przekazać sprawę prokuraturze wojskowej, która wprawdzie może skierować ją z aktem oskarżenia do sądu, ale najczęściej... przekazuje z powrotem do dowódcy celem rozpatrzenia. Jak długo to trwa i jaki ma walor wychowawczy, przemilczmy.

Z materiałów MON wynika, iż część kadry wręcz upiera się przy cichej sprzedaży alkoholu w kantynach dla żołnierzy (najprawdopodobniej obawiając się ich niezadowolenia). Przypomnijmy, że ustawa o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi arbitralnie tego zakazuje. Problemem kompletnie dziś nierozwiązywalnym jest zaś sytuacja, kiedy żołnierz wprawdzie nie jest na służbie i nie wypił w koszarach, ale znaczne ilości trunku wniósł na teren jednostki "w sobie". Teoretycznie, jeśli pójdzie grzecznie spać, nie narusza prawa. Gorzej, jeśli ma prowadzić pojazd mechaniczny nazajutrz lub w nocy zostanie ogłoszony alarm. Faktem jest, że w warunkach zawodowych przeważnie armii natowskich, gdzie większość kadry i żołnierzy opuszcza koszary po służbie, problem ten nie kłuje w oczy także dlatego, iż większa jest tam samodyscyplina jednych i drugich.

Z działań służb wychowawczych Wojska Polskiego wynika niezbicie, że problemom alkoholowym od pewnego czasu wydano wojnę. - Wojskowi zdali sobie sprawę, jak wielki to problem i zaczęli o nim myśleć poważnie, a wcześniej to my za nimi chodziliśmy proponując wspólne przedsięwzięcia i badania - komentuje prof. Jerzy Mellibruda, dyrektor Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. Z dotychczasowych obserwacji naukowych wiemy m.in., że:

  • w wojsku, które jest tak dla kadry jak i dla rekruta specyficznym zgrupowaniem młodych, dorosłych mężczyzn w dalekich od cywilnej normalności warunkach - pije się, piło i niewykluczone, że pić się będzie.
  • Apogeum spożycia, rozpoczętego u męskiej młodzieży w wieku 14-15 lat, przypada na 20 rok życia bez względu na to, czy chłopak trafił do wojska, czy też nie.
  • W życiorysach pacjentów mających problemy alkoholowe okres służby w wojsku oceniany jest jako "znaczące doświadczenie".

Kot na haju

Właśnie trwają zakrojone na wielką skalę badania porównawcze zachowań młodych mężczyzn w armii i cywilu. Szkolą się też wojskowi psychologowie i dowódcy. Powinni się też powoli szykować na odparcie ofensywy narkotykowej. Gdy porównać pierwszych pięć miesięcy ubiegłego i obecnego roku, okaże się, że o 38 proc. wzrosła dynamika postępowań karnych w sprawach narkotykowych, czego nie da się wytłumaczyć wyłącznie zmianami prawa (od grudnia 2000 r. ścigane jest posiadanie nawet niewielkiej ilości narkotyku). Działki odzyskiwane przez żandarmerię wojskową od żołnierzy wynosiły bowiem: w 1998 r. - niespełna 600 porcji, w 1999 r. - 3500, w 2000 r. - 29 tys., w pierwszej połowie tego roku - już ponad 30 tys.! Teoretycznie wystarczyłoby po działce dla co szóstego żołnierza, ale ile porcji niewykrytych było rzeczywiście w koszarowym i pozakoszarowym obiegu, tego - jak bezradnie wciąż przyznają dowódcy - nie wiadomo.

System profilaktyki antynarkotykowej jest w polskiej armii w powijakach, terapeutów mało, choć być może - także ze względu na bardzo słabą kondycję psychofizyczną wcielanego dziś do armii rekruta - jest to jedna z najpotrzebniejszych wojskowych specjalności (zatrudnianie psychologów w jednostkach wojskowych rozpoczęto w lipcu 1997 r., jest ich zaledwie stu kilkudziesięciu). Dziś do wojska przede wszystkim trafiają proste chłopaki z zabitych deskami wsi oraz nieskończeni absolwenci zawodówek z okręgów wielkoprzemysłowych, których nie stać - pod każdym względem - na dalsze kształcenie, co oznaczałoby odroczenie. Coraz częściej trafiają się też całe kompanie zdominowane przez młodych przestępców - recydywistów. Są groźni nie tylko dla młodych kotów, ale stanowią realne zagrożenie dla dowódców. Problemy kadry zaś, tej redukowanej, zestresowanej, zasługiwałyby na odrębne potraktowanie.

Z badań wojskowych socjologów wiemy, że aż 40 proc. (12 proc. więcej niż w 1998 r.) ankietowanych przyznało się, że zdarzyło im się zażywać środki odurzające (zatelefonować do dealera z jednostki i zamówić towar z dostawą przy parkanie w koszarach - to dziś żaden problem). Zatem na pytanie o dostępność narkotyku w wojsku dwie trzecie twierdziła, że jest "łatwa, lub bardzo łatwa".

Oceń treść:

0
Brak głosów
Zajawki z NeuroGroove
  • Marihuana
  • Odrzucone TR
  • Pierwszy raz

Miejsce : las , domek na drzewie Osoby : jedna osoba oprócz mnie Nastrój : wesoła Myśli : moj chłopak nie był by zadowolony jak by sie dowiedział co robię Oczekiwania : chce być po tym wyluzowana i chce sie śmiać

Mój pierwszy raz z marihuaną według mnie był to bad trip. 12.00 rano poszłam z koleżanka nazwijmy ją litera P do lasu na taki domek na drzewie. Miałyśmy ze sobą 2 piwa i zielone. Nie wiem skąd ono było (zielone) bo to było P. Mojej koleżanki to nie był pierwszy raz mówiła,że jest fajnie , że jest sie wyluzowanym i sie ze wszystkiego śmieje. Stwierdziłam ze czemu nie można spróbować. 12.30 byłyśmy na miejscu. Siedzimy juz w domu na drzewie otworzyłyśmy piwa. P nabiła fifke i dała mi ją. Powiedziała, że mam palić pierwsza.

  • Alkohol
  • Golden Teacher
  • Grzyby halucynogenne
  • Klonazepam
  • Pierwszy raz
  • Tytoń

Do samego tripa nastawiony byłem bardzo pozytywnie, przed zjedzeniem popytałem wielu znajomych, którzy wcześniej mieli kontakt z psychodelikami — szczególnie grzybami — o m.in. czas działania, przebieg, możliwe problemy, dawkowanie itd. Wszystkie informacje pokrywały się ze sobą, więc czułem się pewnie i zdecydowanie. Grzybki miały zostać zjedzone na terenie bardzo spokojnej dzielnicy na obrzeżach dużego miasta — kilka bloków, w większości szerokie ulice i domki jednorodzinne. Znajduje się tam niewielki park, wieczorem i w nocy praktycznie zawsze pusty, w którym często przesiadujemy paląc ziółko i nigdy nie było tam żadnego przypału, a więc idealne miejsce na początek tripa. Tamta noc była w miarę chłodna - około 10 stopni na plusie, ale byłem ciepło ubrany, miałem również plecak a w nim 3 litry wody, chusteczki do nosa i trochę jedzenia. Ulice w tej okolicy po zmroku są cały czas puste, rzadko spotyka się nawet pojedynczy samochód, a co dopiero pieszego. Jest to w miarę zielona okolica, przy prawie wszystkich ulicach rosną drzewa i krzaki, jest też kilka parków i skwerów.

Czekałem na tę chwilę od dobrych kilku dni, od kiedy kolega (dalej będzie nazywany B.), który swoją drogą zawsze bał się psychodelików, nigdy nie brał i unikał ich, po raz pierwszy przyjął u znajomego łącznie około 4 gramów nieznanego gatunku grzybów — najpierw 1,5g, a po wejściu fazy kolejno 1,5 i 1 na dorzutkę. Po tamtym wieczorze skontaktował się ze mną i oznajmił, że nigdy w życiu nie przeżył czegoś tak niezwykłego — że jest to stan nieporównywalny do MDMA, amfetaminy, koksu, zioła ani niczego innego co kiedykolwiek próbowałem.

  • Katastrofa
  • Pentedron

Na zewnątrz, chęć ostrej jazdy

Witam, dziś postaram wam sie opisać przeżycie osoby chorej na politoksykomanie, z której już wyszedłem, po donosowym zaaplikowaniu 2 gramów pewnego euforycznego proszku...

13:00

Odbieram z paczkomatu paczke z 3gramami N-etylonorpentedronu. Idę do najbliższej klatki. wysypuje na oko 2 gramy proszku. Wciągam zwiniętym banknotem.Wychodzę, piję wodę, palę papierosa. Nie czuć efektów prawdopodobnie przez zjechane błony śluzówe po może tygodniowym ciągu na cmc`kach.

13:30

  • Muchomor czerwony

randomness