REKLAMA




Narkomani przepustkowi

Utrwaliła się fama, że narkotyki zadomowiły się już w wojsku na dobre...

Anonim

Kategorie

Źródło

Polska Zbrojna nr 31/2003
TADEUSZ MITEK

Odsłony

2907
Krążą opowieści o zaćpanych żołnierzach pełniących warty i o dealerach swobodnie poruszających się po koszarach. W prasie można nawet przeczytać, że w niektórych jednostkach wojskowych wręcz rządzą narkotykowe gangi.

Płk Mariusz Jędrzejko, asystent komendanta głównego Żandarmerii Wojskowej, stanowczo temu zaprzecza. - Nie stwierdziliśmy istnienia w koszarach żadnych gangów. Szeroko prowadzone działania operacyjne i dochodzeniowe wykluczają taką możliwość. To ewidentna bzdura, nieuprawniona dziennikarska konfabulacja - mówi oburzony.

Czy oznacza to, że w polskim wojsku nie ma problemów z narkotykami? Otóż nikt z zajmujących się tą patologią tak nie powie. Próby rozprowadzania narkotyków wśród żołnierzy są, niestety, faktem.

Co mówi prawo
"Żołnierz, który po wyznaczeniu do służby lub będąc w służbie wprawia się w stan nietrzeźwości lub odurzenia innym środkiem, podlega karze ograniczenia wolności, aresztu wojskowego albo pozbawienia wolności do lat 2". (Kodeks karny, art. 357. § 1)

"Kto, wbrew przepisom ustawy, posiada środki odurzające lub substancje psychotropowe, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3". (Ustawa o przeciwdziałaniu narkomanii, art. 48. 1.)


Alarm w wojsku

Do końca lat 90. w analizach dyscypliny wojskowej nie traktowano narkomanii jako wyraźnego zagrożenia. Dopiero w 2000 r., kiedy zarekwirowano żołnierzom ponad 28 tys. porcji różnych środków psychoaktywnych, sprawa stała się oczywista i coraz bardziej niebezpieczna. W kolejnym roku tych porcji przejęto już 55 tys. Z doświadczeń policyjnych wiadomo, że udaje się przejąć zaledwie 20 proc. narkotyków wprowadzanych na dany rynek. Oznaczało to, że liczba narkotyków rzeczywiście wprowadzonych do środowisk wojskowych mogła przekroczyć 200 tys. porcji.

Obawy potwierdzały badania ankietowe przeprowadzane zarówno przez organy ścigania, jak i Wojskowe Biuro Badań Socjologicznych. Z raportu biura, ogłoszonego w lipcu 2000 r., wynikało, że dla ponad połowy żołnierzy dostęp do narkotyków nie stanowił większego problemu. A prawie 40 proc. przyznało, że zdarzyło im się zażywać środki odurzające. Uderzono wówczas na alarm. Wojskowe organy ścigania, służby wychowawcze, a także dowódcy postawieni zostali w stan antynarkotykowej gotowości.

Działania te zaczęły przynosić efekty. W 2002 r. bezpośrednio w wojsku zarekwirowano już tylko niespełna 9 500 porcji. - W wyniku akcji opercyjno-rozpoznawczych narkobiznes zaczął się wycofywać z samych koszar - mówi gen. dyw. Jerzy Słowiński, komendant główny ŻW. - Nie oznacza to jednak, że dealerzy zrezygnowali z penetracji środowiska wojskowego. Nasiliła się ich obecność na terenach wokół jednostek, w miejscach zabaw i osiedlach wojskowych, gdzie starają się dotrzeć także do rodzin kadry.

Efektem powstania nowej taktyki dealerów było powstanie "narkomanii weekendowej". Jej istnienia dowodzą przeprowadzane w jednostkach swoiste testy na obecność śladów różnych używek w organizmie. Najwięcej pozytywnych wskazań jest w poniedziałki, gdy żołnierze wracają z urlopów i przepustek.

Naganiacze czekają

Skąd żołnierze biorą narkotyki? Najwięcej ich rozprowadzanych jest dziś w lokalach rozrywkowych znajdujących się na terenie garnizonu, przede wszystkim w dyskotekach. Ale także na dworcach, z których żołnierze wyjeżdżają do domów. Tam też najczęściej można spotkać "naganiaczy", którzy przekazują informacje o miejscach sprzedaży narkotyków. Z rozpoznań operacyjnych żandarmerii wynika, że w tej roli często występują także żołnierze z lokalnego poboru, którzy przed wcieleniem do wojska mieli kontakt ze środowiskami przestępczymi. W języku dochodzeniowym określa się ich jako subdealerów.

Nowym zjawiskiem są podejmowane przez świat przestępczy próby działań wokół dużych poligonów wojskowych. Ma to związek z coraz większą liczbą żołnierzy armii sojuszniczych ćwiczących na terenie naszego kraju. Dotarcie do nich oznaczałoby zwielokrotnienie zysków, gdyż prawdopodobnie byliby w stanie płacić za "działki" większe kwoty niż Polacy.

Nie ulega wątpliwości, że branża narkotykowa chce zatem zarabiać na armii. - Nie oznacza to jednak, że powstały w Polsce grupy przestępcze specjalizujące się w "rynku wojskowym". Jest to tylko jeden z wielu rynków zbytu. O tyle nęcący, że w koszarach czy na poligonach skupia się duża grupa młodych ludzi. A właśnie młodzież jest środowiskiem na narkomanię najbardziej podatnym - podkreślają w KG ŻW.

"Edy" w akcji

Co robi armia, by stawić czoło tym nowym zagrożeniom? Najskuteczniejsze okazało się wprowadzenie do akcji ambulansów, w których można przeprowadzać testy na obecność narkotyków. Tzw. słynne już "edy" (od imienia płk. Edwarda Jaroszuka, szefa oddziału dochodzeniowo-śledczego Komendy Głównej ŻW) stały się prawdziwym postrachem zarówno dealerów, jak i ich klientów. Przy ich obsłudze zaangażowanych jest codziennie od 100 do 120 specjalnie przeszkolonych osób - żandarmów, psychoprofilaktyków, lekarzy.

Żołnierze a narkotyki
Zażywali narkotyki przed rozpoczęciem służby wojskowej - 29,6 proc. ogółu żołnierzy

Spotkali się z narkotykami na terenie jednostki - 13,3 proc.

Zadeklarowali zażywanie narkotyków w trakcie służby - 6,9 proc.

Zródło: Komenda Główna Żandarmerii Wojskowej

Liczba sprawców przestępstw narkotykowych w Polsce:

1999 r. - 15 628

2000 r. - 19 650

2001 r. - 29 230

2002 r. - 34 300

Zródło: MSWiA.


- Jedziemy tam, gdzie mamy sygnały o zagrożeniach od policji czy dowódców. Zdarza się, że sami dowódcy wnioskują, by skontrolować jakichś żołnierzy przed pójściem na wartę lub służbę. Jeżeli testy wykażą ślady narkotyków w organizmie, konsekwencje mogą być poważne i ciągnąć się za żołnierzem jeszcze długo po wyjściu z wojska - mówi płk Jaroszuk. Ogółem w pierwszym półroczu br. na 643 wykonane testy, obecność narkotyków w organizmie stwierdzono u 123 żołnierzy służby zasadniczej, czyli niemal u co piątego.

Obok działań śledczych bardzo szeroko rozwinięto w wojsku cały system informacyjny. Z inicjatywy Departamentu Wychowania i Promocji Obronności MON ukazało się wiele publikacji i materiałów poglądowych do profilaktyki narkotykowej. - Są to opracowania naprawdę nowoczesne. Zredagowane przystępnie i atrakcyjne graficznie. Przeznaczone zarówno do prezentacji na ekranach za pomocą rzutników, jak i w formie komputerowej. Chcemy, by w przyszłości pakiet takich materiałów, opracowany wspólnie z Komendą Główną ŻW, dotarł do każdego dowódcy pododdziału - mówi Krzysztof Sikora, dyrektor departamentu.

Zdaniem pracowników departamentu ważne jest także, że przełamana została pewna bariera, jaką było unikanie tego tematu w jednostkach. Dziś dowódcy bez kamuflowania i obaw sygnalizują praktycznie wszystkie zaobserwowane przypadki posiadania narkotyków przez żołnierzy, czy też podejrzenia o ich zażywanie.

Coraz twardsze

Jakie są zatem rokowania na przyszłość? Niełatwo o odpowiedź. Najpierw szczypta optymizmu. Wbrew alarmistycznym głosom, ostatnie statystyki są dla wojska korzystne. W pierwszym półroczu br. żołnierze popełnili 119 przestępstw związanych z narkotykami. Czyli o 14 mniej niż w roku 2002. Bardzo wyraźnie zmniejszyła się także liczba porcji narkotyków przejętych przez Żandarmerię Wojskową na terenie koszar oraz w ich otoczeniu - z 6 839 do 2 411. W tym samym okresie w skali kraju przestępczość narkotykowa dynamicznie rosła - o 50 proc. rocznie.

Sądząc po dotychczasowych doświadczeniach, można się raczej nie obawiać, że narkotyki w istotny sposób podniosą przestępczość w wojsku. Według danych Naczelnej Prokuratury Wojskowej to nadal margines spraw karnych, zaledwie ok. 2,5 proc. ogółu przestępstw popełnionych w wojsku. - Nie widać też wyraźnych relacji między narkomanią a subkulturą żołnierską. Nic nie wskazuje na to, by narkotyki wiązały się z "falą" - podkreśla płk Jędrzejko.

I tyle na pocieszenie. Ta obserwacja w żaden sposób nie powinna bowiem uspokajać. Przeciwnie, należy sądzić, że w wojsku nasilać się będą tendencje, które można zaobserwować w całym kraju i wśród ogółu młodzieży. Już dziś narasta zjawisko zażywania przez żołnierzy narkotyków coraz twardszych i czyniących w mózgu większe spustoszenia, takich jak amfetamina i halucynogeny. W środowisku ludzi, którzy mają do czynienia z bronią, zajmują się obsługą techniki bojowej, prowadzą wojskowe pojazdy, jest to szczególnie groźne.

Można się liczyć także z rozpowszechnianiem w armii środków syntetycznych (np. acetofenonu), które dziś są poza ustawowym wykazem narkotyków. Trzeba również wziąć pod uwagę przenikanie narkotyków udoskonalonych technologicznie, w postaci rozpuszczonej, np. w alkoholu. Poza tym, wobec doskonalenia metod pracy organów ścigania nasilać się będzie zapewne konspiracja towarzysząca obrotowi środkami odurzającymi.

Dodajmy, że zapowiedziane wprowadzenie w przyszłości 9-miesięcznej służby (według nieoficjalnych informacji ze Sztabu Generalnego WP nastąpi to jednak prawdopodobnie dopiero w 2005 r.) spowoduje zwiększenie liczby poborowych wcielanych do armii. Trzeba więc założyć, że więcej będzie żołnierzy, którzy mieli już kontakt z narkotykami.

Utrzymać w ryzach

W opracowaniach ŻW mówi się także o wysokim ryzyku zażywania narkotyków przez żołnierzy uczestniczących w operacjach i misjach pokojowych za granicą. Dotyczy to zwłaszcza terenów objętych działaniami zbrojnymi, gdzie powoływane formacje mają skład międzynarodowy. Może to utrudniać zgranie antynarkotykowych działań operacyjnych i rozpoznawczych.

Nie można też wykluczyć rozszerzenia się zagrożeń narkotykowych wśród młodej kadry, szczególnie mieszkającej w internatach i narażonej na stresy adaptacji do zawodowej służby. Podobnie jest z możliwością pojawienia się środków psychoaktywnych w szkołach wojskowych - przede wszystkim w okresie sesji egzaminacyjnych.

W uczelniach cywilnych to dzisiaj zjawisko powszechne. Jego pojawienie się w armii jest tylko kwestią czasu.

Analitycy z MSWiA zakładają, że przestępczość narkotykowa w Polsce będzie się nasilać jeszcze przez najbliższe trzy-cztery lata. Potem nastąpi stabilizacja. Sytuacja zacznie się stopniowo poprawiać dopiero pod koniec dekady. Jest to cykl charakterystyczny dla rozwiniętych krajów Europy Zachodniej, tyle że u nas występujący z pewnym opóźnieniem. Trend taki przenosił się będzie zapewne w jakimś stopniu na wojsko.

Otwarta pozostaje kwestia, czy działania operacyjne i karne organów ścigania oraz funkcjonujący w wojsku system wychowawczy stanie się dla tych zjawisk skuteczną barierą. Ludzie zaangażowani w pracę antynarkotykową prowadzoną w armii nie mają złudzeń. Mówią, że będzie dobrze, jeśli tę najgroźniejszą we współ-czesnej cywilizacji patologię zdołamy ograniczyć i utrzymać w jakichś kontrolowanych ryzach.

Oceń treść:

0
Brak głosów

Komentarze

podszum (niezweryfikowany)
a mozeby tak, profilaktycznie, rozwiazac armie????????
gombka (niezweryfikowany)
Oj jak ja bym chciala zeby w wojsku faktycznie zamiast pic wode to zaczeli np.palic..bo spida to lepiej im nie dawac. <br>Mam dosc jezdzenia pociagiem ze stadem bydlat zionacych wszelkimi rodzajami alkoholi i wyjacymi do znudzenia :Kiedy pobudka zagrala &quot;.Zawsze wtedy mysle ze gdyby ich tak skopcic zamiast pozwalac pic wode to siedzieli by lagodni jak baranki i zamiast wrzaskow i konskich zalotow co najwyzej by chichotali a potem poszli spac.
Armageddon (niezweryfikowany)
&quot;Można się liczyć także z rozpowszechnianiem w armii środków syntetycznych (np. acetofenonu), które dziś są poza ustawowym wykazem narkotyków &quot; <br> <br>no pewnie - bardzo uzależniające jest także picie benzyny. Bardzo dziwne, że nie ma jej w wykazie narkotyków. <br> <br>Acetofenon to lotna substancja żrąca. Są mniej bolesne sposoby (na szczęście) aby się przyjemnie nawalić. ehhh
Half (niezweryfikowany)
heheh a w takej ameryce to im daja spida reguralnie i legalnie, czasm sie zdaza ze człowiek złapie jakąs <br>krzywa akcje i zacznie strzela z F-16 do wszystkiego co sie rusza,(to ylko tam przecierz jakies Awgany )ale pozatym to nezły sposób na zachete do armi
randomness