REKLAMA




Alkohol. Milion małpek przed południem

Trzy miliony zakupów mocnych alkoholi w małych butelkach rejestrują co dzień sklepy. Badaczy niepokoi, że milion transakcji dokonuje się... rano.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Rzeczpospolita
Aleksandra Ptak-Iglewska
Komentarz [H]yperreala: 
Tekst stanowi przedruk z podanego źródła.

Odsłony

398

Trzy miliony zakupów mocnych alkoholi w małych butelkach rejestrują co dzień sklepy. Badaczy niepokoi, że milion transakcji dokonuje się... rano.

Małe buteleczki z kolorową wódką są niekwestionowanym przebojem wartego 11 mld zł rynku wódki. To jedyna kategoria, która naprawdę szybko rośnie. Co cieszy producentów, zaczyna niepokoić badaczy z firmy Synergion, którzy zauważyli, że rzesza klientów sięga po mocny alkohol w godzinach, kiedy lepiej być trzeźwym, a co trzecia butelka z trzech milionów kupowanych dzień w dzień sprzedawana jest przed południem.

KUPIĆ SKORO ŚWIT

– Nasze szacunki to trzy miliony klientów, które dziennie kupują te małe butelki, a ponad milion transakcji ma miejsce przed godziną dwunastą – mówi Michał Kociankowski, prezes firmy badawczej Synergion. Trzy miliony osób dorosłych to w Polsce blisko jedna piąta rynku pracy lub populacja kilku dużych miast. – Widzimy, że te zakupy dzieją się w bardzo różnych porach, kupują niemal wszystkie grupy społeczne, a zakup odbywa się w przekonaniu, że jest to sprawa błaha, drobna, niespecjalnie znacząca – mówi Kociankowski. Temat go zainteresował, bo – jak mówi – małe wódki bardzo intensywnie się rozwijają, mimo że nie mają specjalnego wsparcia czy promocji. A to oznacza, że trafiły na jakąś istotną motywację konsumentów. Badanie „Dokąd płynie mała wódka" przeprowadzili w ramach badania rynku alkoholowego, prowadzonego na zlecenie Związku Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego. Badania, ankiety oraz wywiady ze sprzedawcami przynoszą odmienne wytłumaczenie nagłej popularności małych butelek, niż te przedstawiane przez producentów wódek.

Pierwsza fala zakupów rusza rano, to 28 proc. transakcji, popołudnie przynosi kolejne 36 proc. i po godzinie 18 – ostatnie 36 proc. Badacze szacują, że ok. 600 tys. klientów odwiedza sklep dwa razy w ciągu dnia. Klienci się nie zastanawiają – 94 proc. kupujących dokładnie wie, którą wódkę chce kupić, a na 75 proc. paragonów jest tylko wódka, ewentualnie z napojem lub zakąską.

KAŻDY LUBI MAŁPKI

Półtorej setki sprzedawców z małych sklepów przepytanych przez Synergion ocenia, że nawet milion osób liczy największa grupa klientów – osoby mające problem z alkoholem to pracownicy fizyczni. Następne grupy są już mniej oczywiste – klienci młodzi (20–25 lat), panowie na spacerze z psem, emeryci i młode kobiety.

Kociankowski zauważa, że ten alkohol jest spożywany w sposób zwykle uznawany społecznie jako niebezpieczny: konsumenci piją samotnie, z butelki, bez okazji, na ulicy, krótko po zakupie, podczas spaceru, powrotu do domu czy przerwy w pracy. – Mały format butelek stwarza warunki do marginalizowania spożywania alkoholu przed sobą i przed społeczeństwem – mówi Kociankowski i tłumaczy, że gdyby ten sam klient kupił butelkę półlitrową i usiadł z nią w parku, poczułby się alkoholikiem. Ale alkohol słodki, kolorowy i w małej butelce daje konsumentowi poczucie, że kontroluje własne granice związane z alkoholem.

RYZYKOWNA ŁATWOŚĆ

– Nie chcemy podnosić niepokoju, że mamy miliony Polaków zmierzających prostą drogą do alkoholizmu – mówi Kociankowski i zastrzega, że badacz może jedynie potwierdzić, że zjawisko jest na tyle częste, że trzeba spytać o jego bezpieczeństwo.

Krzysztof Brzózka, szef Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, jest zaniepokojony poranną falą zakupów, bo to może oznaczać, że codziennie do pracy idzie około miliona osób pod wpływem alkoholu. – Takie małe formaty ułatwiają picie ciągłe – mówi Brzózka i ostrzega, że z powodu łatwej dostępności małpek człowiek łatwo może przejść na funkcjonowanie na nieustającym rauszu, za to bez przekroczenia granicy nietrzeźwości, czyli 0,5 promila we krwi. Przypomina porzucony pomysł Ministerstwa Zdrowia, by zabronić butelek o objętości poniżej 0,2 litra.
– Zakazanie małych formatów jest ważne, dostępność ekonomiczna dużych butelek jest zupełnie inna, więcej kosztują i trudniej je ukryć – mówi Brzózka. Na koniec przypomina, że każda ilość alkoholu jest niezdrowa, a na stronie PARPA znajduje się lista placówek leczniczych w każdym regionie.

Na popularność małpek ma wpływ także niska cena, ok. 5 zł za 100 ml i ok. 10 zł za 200 ml. – Często małpka jest jedynym zakupem klienta, taka sytuacja dotyczy 35 proc. wszystkich paragonów z zakupem małych wódek smakowych – mówi Hubert Hozyasz, analityk Centrum Monitorowania Rynku CMR.

Według Nielsena małpki zwiększyły swoją sprzedaż w 2018 r. o prawie 10 proc., powiększając udział w kategorii wódek do ponad 17 proc., w tym czasie rynek wódki wzrósł jedynie o 0,9 proc. i miał wartość 11 mld zł.

OPINIA DLA „RZ"

<strong>Krzysztof Kouyoumdjian, dyrektor ds. relacji zewnętrznych CEDC</strong>

Popularność małych formatów jest w dużym stopniu pochodną bardzo szybkiego tempa rozwoju segmentu alkoholi smakowych. Konsumenci, którzy chcą poznać nieznany wcześniej trunek, przed podjęciem decyzji o zakupie butelki o dużej pojemności chętnie sięgają „na próbę" po jego mniejszą porcję. Jednym z miejsc, gdzie można to zrobić, jest kanał HoReCa, gdzie można degustować nowości w kieliszkach, innym – małe formaty opakowań w sklepach.

MAŁO PROHIBICJI W MIASTACH

Przed rokiem jednym z tematów debaty publicznej była możliwość wprowadzenia nocnej prohibicji. Takie rozwiązanie dawała nowelizacja ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Włodarze miast się cieszyli, podobnie jak niektórzy mieszkańcy, wiele gmin zapowiadało daleko idące zmiany. Dziennikarze zastanawiali się, jak z zakazem nocnej sprzedaży poradzą sobie na przykład stacje benzynowe położone w dzielnicach, które zdecydowały się zamknąć sklepy z alkoholem w godzinach nocnych.

A jednak gdy pojawiła się taka realna możliwość, samorządowcy z obawy przed niezadowoleniem mieszkańców nader powściągliwie skorzystali z nowych regulacji. Przed zmianą przepisów trwały intensywne konsultacje z mieszkańcami, przedsiębiorcami, policją oraz strażą miejską, w wyniku czego – jak informowaliśmy w marcu – prohibicja całkowicie ominęła Gdańsk, Łódź, Białystok czy Świnoujście, natomiast różne ograniczenia wprowadziły Olsztyn, Sopot czy Katowice. Sopot zakazał sprzedaży alkoholu przed świtem, między 2 i 6 rano, Katowice – przez osiem godzin ciszy nocnej, od godz. 22, za to jedynie w śródmieściu. Warszawa była najbardziej powściągliwa, alkoholu nie wolno sprzedawać jedynie nad Jeziorkiem Czerniakowskim, i to jedynie od maja do września. Kraków nadal walczy w sądzie o wprowadzenie prohibicji na Starym Mieście.

Miasta świetnie na sprzedaży piwa i wina zarabiają – w 2017 r. dzięki koncesjom na handel alkoholem Warszawa zarobiła 52 mln zł, Kraków 22,5 mln, Wrocław 16,8 mln zł, a Opole i Zielona Góra po 3 mln zł. Rynek alkoholi jest wart łącznie ok. 50 mld zł. ?

Oceń treść:

Brak głosów

Komentarze

Miszmasz (niezweryfikowany)
Każda ustawa wprowadzająca prohibicję jest ustawą alkoholową. Jeśli chcesz zwiększyć sprzedaż alkoholu wprowadź ograniczenia czasowe jego sprzedaży, klienci bardzo szybko się nauczą, że muszą kupić trochę więcej niż normalnie są w stanie wypić, bo nie będą mogli kupić, a to więcej wypiją bo mają. Naprawdę to jest takie proste, stracą oczywiście knajpy, ale sprzedaż i użycie wzrośnie, ale chyba nie o to chodzi, a może się mylę. Ideał zakazać sprzedaży poza knajpami i dbamy o zdrowie narodu, nóż się sam w kieszeni otwiera i na myśl przychodzi bajka o o-żesz-ku.