REKLAMA




Uwolnić marihunaen*?

(od Redakcji [H]: tak, kolejny raz pomożemy wetknąć kij w mrowisko. Ale obiektywizm jednak zobowiązuje.)

(od Redakcji [H]: tak, kolejny raz pomożemy wetknąć kij w mrowisko. Ale obiektywizm jednak zobowiązuje.)

 

To notka trzyczęściowa. Najpierw będzie o oszołomstwie kwitnącym ze wsparciem mediów. Potem będzie o nauce weryfikującej oszołomstwo. Na koniec będzie trochę o nauce wyjaśniającej, czemu na oszołomstwo nie warto się nabierać.


To zarazem trzecia notka o marihuanie (pono) leczniczej na tym blogu. Jeśli nie czytaliście dwóch poprzednich, to warto nadrobić zaległości przed przeczytaniem tej (zacznijcie od Oleje i leki, z przyczyn technicznych notki w zajawce wyświetlają się w odwrotnej kolejności):

http://slwstr.net/pk3/2015/4/oleje-i-leki

http://slwstr.net/pk3/2015/5/marihuana-wciaz-nie-leczy-raka

 

I

Za wolność skręta naszą i waszą


W poprzednich notkach pisałem, że jestem gorącym zwolennikiem legalizacji marihuany, więc nie będę tutaj powtarzał argumentów stojących za tym poglądem. Nie ukrywam, że od kiedy zacząłem więcej czytać o ruchu legalizacji tak zwanej leczniczej marihuany i zobaczyłem, co wyprawiają propagandziści tego ruchu (przy współudziale kilku mainstreamowych mediów), to troszkę, tak na poziomie czysto emocjonalnym, schłodziła się moja sympatia dla całej idei.


Albo jeszcze inaczej: światła idea dekryminalizacji zażywania marihuany złączyła się z etycznie podejrzaną akcją motywowania jej względami rzekomo zdrowotnymi, pomimo tego, że medycyna póki co nie za bardzo znalazła zastosowania dla marihuany, poza kilkoma ciekawymi, ale też nie szokująco przełomowymi przypadkami.


Propaganda Wolnych Konopi jest pełna kłamstw i pseudonaukowych nonsensów

 

By dać wam pewne wyobrażenie o jakim poziomie oszołomstwa tu mowa, pozwólcie, że pokażę wam niektóre memy z fanpage'ów Wolnych Konopii:

1, 2, 3, 4

 

Abstrahując już od tego, że na przykład mem o zabijaniu chemioterapią cieszył się niemałą popularnością (ponad tysiąc szerów, więc miał zasięg obejmujący dziesiątki lub setki tysięcy osób na Facebooku), to Wolne Konopie nie ograniczają się do memów. Ich członkowie, o czym już pisałem w poprzednich notkach, nieustannie powtarzają i rozsiewają informacje o rzekomym leczeniu raka marihuaną (co jest zwykłym kłamstwem), albo o tym, że lepiej nie tykać się tradycyjnych metod leczniczych (co jest zwykłą niegodziwością).


Mają też poparcie dużych mediów


Niedawno odbyła się konferencja o leczniczej marihuanie. Na kanale YouTube Krytyki politycznej możecie zobaczyć kilka godzin nagrań z tej konferencji, tutaj pierwsza część.


Jeśli komuś ruch wyzwolenia konopi wydaje się ruchem upalonych nastolaktów, to może czas zmienić wyobrażenia. Konferencja znajdowała się pod patronatem Krytyki Politycznej, Tok.fm i Gazety Wyborczej. Panele na niej prowadzili tacy dziennikarze jak Jacek Żakowski czy Piotr Pacewicz.


Nie zrozumcie mnie źle. Nie mam nic przeciwko takim konferencjom co do zasady. Nawet jeśli mało na nich nauki, a dużo świadectw, niczym na jakimś parareligijnym spędzie, którego uczestnicy opowiadają, jak dotyk Jezusa uleczył ich z paraliżu.


Świadectwa, czyli po prostu dowody anegdotyczne, są tym czym są, opowieściami ludzi, które skażone są zbiasowaną perspektywą, efektem placebo, selektywnym doborem faktów i obserwacji. Jeśli robisz konferencję o leczniczej marihuanie i polega to na opowiastkach ludzi szprycujących swoje dzieci jakimiś destylatami z ziół, to znaczy, że nie masz do zaoferowania zbyt wiele rzeczy, które mają coś wspólnego z medycyną czy leczeniem.

 

Zaś wpuszczanie szarlatanów z Wolnych Konopi zupełnie dyskredytuje całe przedsięwzięcie. Mnie nie obchodzi, że jacyś lekarze testują takie czy inne terapie. Ja bym się chciał spytać tych lekarzy, czy naprawdę chcą się bawić w tej samej drużynie, co ludzie opowiadający, że palenie skrętów leczy raka, a chemioterapia to ludobójstwo prowadzone przez onkologów przy współudziale Big Pharmy.

 

II

Co i jak da się leczyć marihuaną?


W drugiej części niniejszego wpisu zechcę was zapoznać z bardzo ciekawą pracą naukową:

 

Whiting, P. F., Wolff, R. F., Deshpande, S., Di Nisio, M., Duffy, S., Hernandez, A. V., et al. (2015). Cannabinoids for Medical Use: A Systematic Review and Meta-analysis. Jama, 313 (24), 2456–2473. http://doi.org/10.1001/jama.2015.6358

 

Metaanalizy pozwalają nam zorientować się o stanie nauki w danej dziedzinie


Najpierw słowo wyjaśnienia czym są w ogóle metaanalizy. To prace naukowe, które powstają nie w wyniku prowadzenia nowych badań eksperymentalnych, ale z analiz statystycznych wyników już opublikowanych w różnych pracach. Ich celem jest wyciągnięcie wniosków, do jakich prowadzi całość dostępnej literatury naukowej na dany temat.


Wbrew pozorom to trudniejsze, niż się może na pierwszy rzut oka wydawać. Różne prace naukowe, nawet jeśli dotyczą mniej więcej tego samego tematu, mogą być prowadzone według niekompatybilnej metodologii. Uzyskane dane analizowane są za pomocą różnych technik.


Dobrze przeprowadzona metaanaliza musi:


-zidentyfikować prace dotyczące interesującego nas zagadnienia

-ocenić ich jakość i metodykę

-sprowadzić uzyskane dane i statystykę do formy, która umożliwia porównania między wynikami zawartymi w poszczególnych publikacjach

 

Autorzy metaanalizy o zastosowaniu marihuany w leczeniu chorób u ludzi chcieli wyselekcjonować prace dotyczące randomizowanych kontrolowanych testów na pacjentach (RCT, randomized controlled trials). Stanowią one złoty wzorzec badań medycznych nad skutecznością danej terapii (po więcej info odsyłam na Wikipedię).

 

Nie ma zbyt wielu badań nad skutecznością marihuany w leczeniu chorób


Jednym z najbardziej bezwstydnych kłamstw jest to o tysiącach badań pokazujących skuteczność marihuany w leczeniu nieprzeliczonych chorób. Jest to kłamstwo, bo nazywanie na przykład testów na komórkach badaniami nad leczeniem chorób jest nieprawidłowe.


To są badania wstępne, które prawie zawsze nie prowadzą do testów na ludziach, które by faktycznie można nazwać badaniami nad wykorzystaniem substancji w leczeniu chorób. Ponieważ pisałem już o tym w notce Oleje i leki, nie będę się tutaj powtarzał.

 

Autorzy metaanalizy o roli marihuany w leczeniu znaleźli 79 (słownie siedemdziesiąt dziewięć) prac, w których próbowano na serio zbadać użyteczność marihuany w leczeniu jakichś schorzeń przy pomocy kontrolowanych, zrandomizowanych  testów na pacjentach.

ILUSTRACJA


Konkluzje z badań nad leczniczym wykorzystaniem marihuany i jej pochodnych są takie, że nie mamy raczej do czynienia z super skutecznym lekiem na Bóg wie ile chorób


Jeśli chodzi o konkluzje, to zasadniczo stwierdzono, że w przeprowadzonych badaniach kannabinoidy wykazywał lepsze działanie, niż placebo. Efekt ten często nie osiągał jednak statystycznej istotności. Inaczej mówiąc, wyniki wielu badań nie pozwalają wykluczyć, że pozytywny wpływ kannabinoidów, który zamanifestował się w wynikach, nie jest po prostu wynikiem przypadku, a nie faktycznie pozytywnego działania.

 

Dobrze zaprojektowane badania kliniczne są tak pomyślane, żeby właśnie wyniki takich fluktuacji wykluczyć – to dlatego testy kliniczne są zrandomizowane, że ani pacjenci, ani lekarze w nich uczestniczący nie wiedzą kto dostaje placebo, a kto badaną substancję leczniczą.

 

Co do stwierdzonych wpływów marihuany, to pozwolę sobie zacytować fragment konkluzji z metaanalizy (tłumaczenie moje):

...uzyskano umiarkowanej jakości wyniki sugerujące, że kannabinoidy mogą być przydatne w leczeniu chronicznych neuropatii lub bólu nowotworowego (palone THC i nabiximols) i spastyczności wywołanej stwardnieniem rozsianym (nabiximols, nbailon, kapsułki z THC/CBD i dronabinol). Uzyskano niskiej jakości wyniki sugerujące, że kannabinoidy mogą zmniejszać mdłości i wymioty wywołane chemioterapią (dronabinol i nabiximols), poprawiać przybieranie na wadzę u pacjentów z HIV (dronabinol), zmniejszać zaburzenia snu (nabilone, nabiximols) i objawy syndromu Tourette'a  (kapsułki z THC); uzyskano bardzo niskiej jakości wyniki sugerujące poprawę u cierpiących na zaburzenia lękowe, co ewaluowano testem publicznego mówienia (cannabidiol). Niskiej jakości dowody wskazywały, że nie wpływają negatywnie na psychozę (cannabidiol) i depresję (nabiximols). Stwierdzono zwiększone ryzyko krótkoterminowych efektów ubocznych powiązanych z użyciem kannabinoidów, w tym poważne efekty uboczne. Popularne efekty uboczne obejmowały: osłabienie, zaburzenia równowagi, oszołomienie, zawroty głowy, dezorientację, biegunkę, euforię, senność, suchość w ustach, zmęczenie, halucynacje, nudności i wymioty.

 

Pozwólcie, że wyjaśnię raz jeszcze: to konkluzje z faktycznych badań nad zastosowaniami kannabinoidów w leczeniu chorób, które przeprowadzano na ludziach, a nie na przykład na komórkach hodowanych na szalkach.

 

 

Porównajcie te umiarkowane oceny, oraz sporą kolekcję efektów ubocznych, z radosnymi opowiastkami aktywistów twierdzących, jak to zażywanie marihuany w sposób jednoznaczny leczy masę chorób, zasadniczo bez istotnych efektów ubocznych.

 

Przesadzone opowieści o leczniczym potencjale marihuany są prawdopodobnie narzędziem propagandy mającej na celu depenalizację rekreacyjnego zażywania tej używki


Strony i ugrupowania walczące o wolność marihuanen, oczywiście z troski o pacjentów, lubią opowiadać, jak to polskie prawo jest nieludzkie, a nawet nieludzko nieczułe na siłę dowodu naukowego, który w bardziej cywilizowanych krajach doprowadził do legalizacji leczniczej marihuany.

 

Problem w tym, że tam gdzie zalegalizowano leczniczą marihuanę, często robiono to w sposób urągający medycznym standardom. Rodzi to słuszne podejrzenia, że i tam lecznicza marihuana to często wygodny sposób na neutralizację dogmatów polityki antynarkotykowej stojącej na drodze do swobodnego rekreacyjnego palenia skrętów.

 

Komentując opisaną wyżej metanalizę, serwis New Scientist zauważa (tłumaczenie moje):

 

Whiting [jedna z autorek metanalizy] wyjaśnia, że kannabinoidy zwykle były dopuszczane do medycznych zastosowań bez konieczności przejścia restrykcyjnych testów skuteczności, których używa się do oceniania innych lekarstw.


"Sądzę, że kannabinoidy powinny być oceniane w taki sam sposób jak inne metody lecznicze" mówi. "To ważne, by wszystkie działania były oceniane za pomocą tych samych procedur, tak by potencjalne korzyści i efekty uboczne stosowania kannabinoidów rozważać w kontekście rzeczywistych dowodów." 


Wezwanie do właściwych działań, poprzez testy, jest powtarzane przez Deepaka Cyrila D'Souza'e i Mohini Ranganathan z Yale University School of Medicine w New Haven, Connecticut w towarzyszącym komentarzu. Zwracają oni uwagę na porażkę w testowaniu tych leków tak samo jak innych, przez US Food and Drug Administration, co jest jak stawianiem wozu przed koniem.


"Jeśli stanowe inicjatywy legalizacji leczniczej marihuany są tylko ledwo zawoalowaną próbą umożliwienia dostępu do rekreacyjnej marihuany, wtedy społeczność medyczna powinna być wyłączona z tego procesu" mówi D'Souza. "Jeśli zaś celem jest uczynienie marihuany dostępną dla medycznych zastosowań, wtedy niejasnym jest czemu proces aprobowania do takiego użycia powinien być inny, niż ten używany w przypadku innych lekarstw".


Jako dodatkowy cios dla medycznej marihuany, badanie opublikowane w tym samym numerze JAMA ukazało, że zażywane doustnie tabletki z kannabinoidami zwykle zawierały nieprawidłowo opisane dawki. Z 75 kupionych produktów tylko 17% było prawidłowo opisanych, 60% zawierało więcej substancji czynnej, niż mówiła etykieta, a 23% zawierało mniej.

 


III

Rak i kannabinoidy


Gdy moje poprzednie notki dotarły do czeluści internetu, w których gnieżdżą się fani marihuanenowego znachorstwa, powtarzającym się motywem w ich komentarzach było wyśmiewanie mojej osoby za nie zrozumienie kluczowej roli jaką pełnie układ endokannabinoidowy w ludzkim organizmie. Rola ta ma wyjaśniać czemu marihuana, w której znajdują się substancje wpływające na działanie układu endokannabinoidowego, jest cudownym lekiem na tak wiele chorób.

 

Komórki to skomplikowane maszyny biochemiczne, w których DNA i zapisane w nim geny pełnią rolę systemu operacyjnego

 

ILUSTRACJA

 

Wrzucam obrazek powyżej nie po to, by wam przypominać czasy licealnej biologii, ale pokazać skrajnie uproszczony obraz wewnętrznego skomplikowania przeciętnej komórki eukariotycznej (czyli zawierającej jądro komórkowe, przechowujące DNA w postaci chromosomów).

 

W organizmie ludzkim występuje wiele różnych komórek, które mają odmienną strukturę i funkcję. Komórki te nie tylko działają same w sobie jako skoordynowane całości, ale też potrafią się ze sobą porozumiewać, dzięki czemu tworzą skoordynowaną całość wyższego rzędu.

 

Nasz organizm zbudowany jest hierarchicznie. Komórki koordynują się w tkanki, które koordynują się w narządy, które razem współtworzą zintegrowaną całość, czyli organizm właśnie.

 

Mechanizmy tej koordynacji są zapisane w genach. Choć nie rozumiemy ich szczegółów, rozumiemy już niektóre z nich w ogólnych zarysach.

 

Komórki używają receptorów do odbierania sygnałów ze środowiska oraz cząsteczek sygnałowych do wysyłania sygnałów do środowiska


Komórki w naszym organizmie cały czas ze sobą rozmawiają. Ilustracja poniżej pokazuje skrajnie uproszczony schemat fragmentu takiej rozmowy.

 

ILUSTRACJA

 

Pierwsze pytanie, które może się pojawić, to skąd pierwsza komórka wie co powiedzieć? Cóż, komórki działają jak małe komputery. Programy genetyczne zapisane w ich genomach nieustannie analizują informacje przychodzące ze środowiska i reaguję do nich adekwatnie.

 

Genomy komórek to systemy operacyjne, wyselekcjonowane i zaprojektowane przez miliardy lat ewolucji. W pewnym sensie znają one cel każdej komórki i wiedzą jak go realizować, odpowiednio dostosowując jej zachowanie do sygnałów płynących z otoczenia (zasadniczo tworzonego przez inne komórki w organizmie).

 

Gdy więc komórka otrzymuje sygnały od innych komórek, wie co na nie odpowiedzieć. Statystycznie rzecz biorąc komórki są tak zaprogramowane, by reagować w sposób, który pozwala im harmonijnie współpracować z innymi komórkami.

 

Jednym z najważniejszych mechanizmów kontroli zachowania komórek jest ten regulujący ich podziały i wzrost


Jest to o tyle ważne, że niekontrolowany rozrost jednej grupy komórek stanowi zagrożenie dla innych komórek, a w dalszej perspektywie dla integralności całego organizmu.

 

Zakładam, że domyślacie się co się stanie, gdy komórki nie są w stanie kontrolować swojego wzrostu. Powstaje nowotwór. Jak wspomniałem, statystycznie rzecz biorąc komórki wiedzą jak się zachowywać – ich geny przetrwały dosłownie miliony, a nawet miliardy lat, wiedząc co robić. Te, które na przykład nie wiedziały kiedy przestać się dzielić, zabijały organizmy, w których żyły. Proces ten eliminował dość skutecznie geny odpowiedzialne za takie błędne zachowania komórek.

 

Ale nie całkiem skutecznie.

 

Nowotwory rozwijają się, gdy w komórce dojdzie do uszkodzenia mechanizmów kontrolujących jej wzrost


Takie jest ogólne wyjaśnienie genezy każdego nowotworu – komórka zaczyna się dzielić w sposób niekontrolowany. Ale co dokładnie powoduje taką zmianę? Odpowiedź jest taka, że nie ma jednej odpowiedzi. Każdy typ nowotworu jest wywoływany przez inne zmiany w komórkach.

 

Jedną z przyczyn tych różnic są różnice w komórkach, z których powstają nowotwory. Gdy w naszym organizmie, w trakcie rozwoju zarodkowego i płodowego, różnicują się organy, z pierwotnie jednorodnych komórek zarodkowych powstają różne rodzaje komórek budujących poszczególne tkanki.

 

Komórki poszczególnych tkanek mogą się znacząco od siebie różnić, ale przecież wszystkie mają te same geny. Skąd biorą się różnice? Z selektywnego włączania i wyłączania genów. Ma to znaczenie przy powstawaniu nowotworów.

 

 

Nowotwory to efekty mutacji


Uszkodzenie mechanizmów kontrolujących wzrost komórek to, na podstawowym poziomie, jakiś rodzaj mutacji. Ponieważ jednak każdy typ komórek ma uruchomione inne rodzaje genetycznych podprogramów, ta sama mutacja w jednej komórce może nic nie wywołać, w innej zaś może zacząć stymulować nieograniczone podziały.

 

Mutacje, które zachodząc w komórkach krwi prowadzą do rozwoju białaczki, mogą nie wywoływać żadnego efektu w komórkach mięśni czy gruczołowych.

 

Jak to możliwe? Może być tak, że dana mutacja spowoduje produkcję białka regulatorowego, przekazującego sygnały wewnątrz komórek, które w sieciach sygnałowych obecnych w komórkach krwi spowoduje, że włączy je w tryb nieograniczonych podziałów.

 

Z kolei inne sieci sygnałowe, w komórkach dajmy na to mięśniowych, pozostaną na obecność tego zmienionego białka nieczułe.

 

Złożoność przyczyn nowotworów wyklucza także użycie jednego lekarstwa na raka. Nawet jeśli coś działa na białaczkę, nie ma zwykle powodu oczekiwać, że będzie działać na mięsaka czy czerniaka, chyba, że mechanizm rozwoju danej białaczki jest akurat podobny do mechanizmu czynnego w rozwoju innego nowotworu (czasami może mieć to miejsce).

 

Tym bardziej podejrzana jest idea, że coś co rzekomo leczy raka, miałoby też leczyć na przykład padaczkę, której etiologia jest zupełnie inna. Ludzie, nawet wierzący w zupełne brednie, z natury szukają jednak racjonalizacji. U zwolenników leczniczej marihuany racjonalizacją jest układ endokannabinoidowy.

 

Układ endokannabinoidowy reguluje wiele procesów w kilku różnych częściach organizmu

 

Nazwy tej używamy dla współdziałających ze sobą cząsteczek sygnałowych, enzymów, które je produkują i degradują oraz specyficznych receptorów rozrzuconych po różnych tkankach:

ILUSTRACJA

 

Badania nad układem endokannabinoidowym dowiodły, że pełni on rolę w takich procesach jak kształtowanie pamięci motorycznej, modulowanie plastyczności synaptycznej (czyli zdolności komórek nerwowych do tworzenia i zmieniani połączeń między sobą), apetyt czy tolerancja na ból.

 

Marihuana zawiera substancje pobudzające receptory endokanabinoidowe

 

Zażywanie tej używki ma efekty, jakie ma, gdyż marihuana zawiera substancje (fitokannabinoidy), które też mogą się łączyć z receptorami układu endokannabinoidowego. Wśród nich dwie najbardziej znane to THC i CNB.


Wiemy, że fitokannabinoidy wpływają na metbolizm naszych komórek. Działanie psychogenne marihuany jest bezpośrednim skutkiem tegoż. Ponieważ receptory endokannbinoidowe są rozrzucone po całym organizmie i zaangażowane w modulowanie różnych procesów, jest rozsądnym przyjęcie, że fitokannabinoidy mogą jakoś oddziaływać na te procesy.


Kluczem jest słowo jakoś. Ponieważ endokannabinoidy zdają się grać jakąś rolę w kształtowaniu pamięci motorycznej czy funkcjonowaniu układu nerwowego, prowadzi się badana nad działaniem fitokannabinoidów takich jak THC w kontekście chorób neurodegeneracyjnych wpływających na motorykę (na przykład stwardnienie rozsiane). 


Jeśli jednak ktoś sądzi, że mądra matka natura po prostu wsadziła do pewnego zielska naturalne lekarstwa, które w cudowny sposób są w stanie cofnąć objawy specyficznych, ludzkich chorób, cóż, ma mierne pojęcie o działaniu natury.


Jeśli stwierdzimy, że jakiś fitokannabinoid w warunkach laboratoryjnych przedłuża życie komórek glejowych (stanowią one rodzaj rusztowania dla neuronów) pod nieobecność czynników wzrostowych, to znaczy to dokładnie to, a nie, że leczy stwardnienie rozsiane.


Glej w naszym mózgu nie jest hodowany w postaci czystej kolonii komórek, w podłożu o starannie dobranym i kontrolowanym składzie. Badania nad zbawiennym wpływem fitokanabinoidów na wzrost komórek glejowych na szalkach wykonano prawie piętnaście lat temu. Z tego co wiem, nie wynikła z tego żadna przełomowa terapia stwardnienia rozsianego.


Choć na stronach walczących o wolne marihuanen dalej możecie przeczytać, że to wręcz cudowne lekarstwo na stwardnienie rozsiane.


Tak samo laboratoryjne testy wskazujące, że wzrost komórek niektórych nowotworów trochę spowalnia, gdy potraktować je kannabinoidami. Znaczą one dokładnie to, że w kontrolowanych, uproszczonych warunkach pewne komórki zdają się rosnąć trochę wolniej po podaniu kannabinoidów. Nie, że badana substancja leczy raka.


Jak dotąd nikt nie podał mechanizmu zabijania komórek jakiegokolwiek raka przez oddziaływanie z receptorami endokannabinoidowymi. Spowolnienie wzrostu to nie to samo co zabicie (choć nawet gdyby coś zabijało na szalkach, to daleka droga zostaje do pokazania, że zabija też w ludzkich trzewiach). Niby jak receptory endokannabinoidowe miałyby selektywnie wywoływać apoptozę komórek rakowych? Ich czynność może trochę modyfikować wzrost komórek, ale jak miałaby wywoływać śmierć? Tego nikt nie wie.


Gdy robimy testy na ludziach skuteczności endokannabinoidów w leczeniu różnych objawów chorób, to wychodzi to, co w opisanej metaanalizie: niewielkie różnice, często nawet pozbawione statystycznej istotności.

 

Żadnych pozytywnych wyników wskazujących, by marihuana leczyła raka.

 

Nieodpowiedzialnie jest mówić, że marihuana nie ma efektów ubocznych


To prawda, że marihuana jest względnie bezpieczną używką, ale jedną z przyczyn tegoż jest niezbyt wysokie stężenie związków psychoaktywnych w suszu. Tymczasem wiele podejrzanych pseudoterapii, w tym te korzystające z oleju RSO – stężonego destylatu z konopii – prowadzi się z użyciem dużych stężeń THC.


W opisanej wcześniej metaanalizie zwrócono uwagę, że wiele osób właśnie doświadcza negatywnych efektów stosowania kannabinoidów w terapii. Ba, jedną z przyczyn powtarzającej się niskiej jakości badań nad użyciem substancji z marihuany jest, że znaczna część pacjentów rezygnuje z uczestnictwa w trakcie testu. Często z powodu doświadczania negatywnych skutków.


Gdyby jednak czytać tylko entuzjastyczne świadectwa drukowane w Wyborczej, albo androny wrzucane na fanpejdże stowarzyszeń walczących o wolne marihunaen, można by odnieść wrażenie, że to cudowne lekarstwo, które działa świetnie, albo co najmniej dobrze, a nikomu nigdy nie szkodzi.


Jeśli chodzi o mieszanie w układzie endokannabinoidowym, to na zakończenie wspomnę tylko o pewnym leku, który miał wspomóc walkę z otyłością. Nazywał się rimonabant i był antagonistą receptora CB1 (to znaczy blokował ten receptor).


Swego czasu dopuszczony był do użytku na terenie Unii Europejskiej. Gdy jednak producent aplikował o dopuszczenie na terenie USA, tamtejsza agenda od kontroli leków odrzuciła wniosek, ustalając w postępowaniu, że nie udało się ponad wszelką wątpliwość potwierdzić bezpieczeństwo specyfiku.


Okazało się, że substancja, która blokując receptory CB1 hamowała apetyty i ułatwiała chudnięcie, u zaskakująco dużej liczby pacjentów, większej niż wykazały to testy producenta, wywoływała depresję i myśli samobójcze.


W 2008 rimonabant roku wycofano z użycia na terenie UE. Był to lek, który modyfikował działanie receptorów CB1, wpływając na funkcjonowanie układu endokanabinoidowego.


Wojownicy o wolne marihuanen, na podstawie wiedzy jaką są anegdotyczne dowody, chcą nam wmówić, że substancje silnie stymulujące układ endokanabinoidowy są absolutnie bezpieczne a domaganie się normalnych badań, jak w przypadku innych leków, to nieludzki, okrutny przesąd. To wszystko pomimo istnienia dość już dobrze udokumentowanego negatywnego wpływu na rozwój młodocianych mózgów przez użytkowników naturalnej marihuany, nie tej wydestylowanej do zatężonej formy, podawanej jako olej RSO.


 

A wy jak myślicie, też nie macie żadnych wątpliwości co do bezpieczeństwa?


 




Oceń treść:

Brak głosów

Komentarze

Anonim (niezweryfikowany)

Szkoda, że nie można tu komentować, może wzbudziłbym dyskusję.

pokolenie Ł.K.

W jakim sensie nie można?

Anonim (niezweryfikowany)

Co to jest.. xD

 

"Jeśli jednak ktoś sądzi, że mądra matka natura po prostu wsadziła do pewnego zielska naturalne lekarstwa, które w cudowny sposób są w stanie cofnąć objawy specyficznych, ludzkich chorób, cóż, ma mierne pojęcie o działaniunatury."

Ta linijka mnie już odepcheła od czytania tych bzdur dalej..

Anonim (niezweryfikowany)

"Genomy komórek to systemy operacyjne, wyselekcjonowane i zaprojektowane przez miliardy lat ewolucji. W pewnym sensie znają one cel każdej komórki i wiedzą jak go realizować,[...]".

 

Oj, do takiego poziomu bełkotu to tylko tefałen i polsrat z wybiórczą mogą przygotować.

A że nie oglądam i nie czytam, doznałem ciężkiego szoku poznawczego :-/

 

Anonim (niezweryfikowany)

Akurat w większości koleś ma rację i też uważam, że WK robią więcej złego niż dobrego. trochę wstyd mi i wielu moim znajomym, że jako nastolatkowie bawiliśmy się w aktywistów, a to co oni odpierdalają z tą leczniczą marihuaną to już w ogóle, w chuj nieścisłości widać w ich tekstach. Walczą o uregulowanie jakiegoś zachowania czy chuj tam nawet metody leczniczej, zapominając, że chodzi po prostu o to, by państwo się odpierdoliło. Polecieli na politykę, na rozgłos, że niby to najlepsza droga do celu, ale i tak najważniejsze odcinać kupony z reklam i innych ciekawych akcji. I to krytykowanie autora za kilka nieścisłości, kiedy uważając się za znawcę takie pierdoły się produkuje jest po prostu dziecinne. WK skończyły się wraz z sojuszem z Palikotem.

Anonim (niezweryfikowany)

Takich bzdur to nie czytałem już dawno...

 

"miliardy lat ewolucji" - ziemia ma 4 mld lat, a zycie na ziemi jest od ok. 500 mln lat...

 

Choć tekst zawiera istotne fakty oraz rzetelne fakty, to moim zdaniem autor nie wie o czym pisze.

 

Nie polecam Magda Gesler.

pokolenie Ł.K.

Powinieneś w takim razie spieszyć poprawiać polską (i nie tylko) Wikipedię, bo tam piszą:

 

Historia życia na Ziemi obejmuje kilka miliardów lat, od powstania pierwszych organizmów do gatunków jakie istniały i istnieją dzisiaj. Z wyjątkiem ostatnich kilku tysięcy lat, historia życia na Ziemi jest rekonstruowana metodami pośrednimi.


Najstarsza znana ziemska materia pochodzenia biogenicznego datowana jest na 3,7 mld lat (grafit w przeobrażonych skałach osadowych z zachodniej Grenlandii, 2014)[1] i 3,48 mld lat (piaskowiec znaleziony w Australii Zachodniej, 2013)

Anonim (niezweryfikowany)

Dokładnie tak to widzę. Dobrze, że ktoś w końcu odpowiednio ubrał temat w słowa. 
Co nie zmienia faktu, że i tak znajdą się "znafcy", którzy obrzucą autora szlamem, bo miał czelność obnażyć bzdurne podejście ludzi do walki o wolność zielska. Brnijcie w to dalej. Efekt odwrotny od zamierzonego gwarantowany. Zniechęcajcie ludzi myślących samodzielnie i zabetonujcie obecny stan rzeczy jeszcze bardziej.

Wszystkie substancje psychoaktywne powinny być produkowane, dystrybuowane i opodatkowane w ramach prawa, które wymaga zmian. 
A to, czy ktoś sięgnie po te substancje, to już jest indywidualna sprawa każdego z nas. Jedynie tak da się kontrolować cały ten bajzel.

Wszyscy, którzy widzą w tym tekście samo zło, są idealnym dowodem na to, że nieprędko cokolwiek zmieni się na lepsze.

Wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną. To człowiek ustala dawkę.

...heh... Marihuanen

Anonim (niezweryfikowany)

Przeczytałem wszystko, musze sie nad tym zastanowić i przeanalizować ale... Ten lek na R blokuje receptory cb1 a thc je pobudza, logicznym wydaje się więc że działa przeciwnie do niego.

randomness