Suszą tabletki na grzejniku, kruszą i wciągają.
Część dostali od pielęgniarek w ramach leczenia, ale wystarczyło ukryć je pod językiem, żeby stworzyć potem mieszankę z innymi lekami, które zdobyli. Kilka substancji odurzających - do wyboru, do koloru. Takie czasy - żeby się naćpać, wystarczą dwa telefony.
Nawet jeśli jesteś w szpitalu psychiatrycznym.
Zawsze znajdzie się uczynny lekarz, który przepisze środki odurzające. I ktoś, kto je dostarczy za 50 zł. Dlatego 11 kwietnia 2025 r. pięciu pacjentów, trzech mężczyzn i dwie kobiety, odurza się w Szpitalu Nowowiejskim, w samym centrum Warszawy.
Wśród nich jest 38-letni Maciek Bubel. Uzależnienie mieszane, zespół abstynencyjny (odstawienny). Przyjechał na oddział po połknięciu 15 tabletek leku przeciwpsychotycznego popitych litrem wódki. Najpierw trafił na SOR w Międzylesiu. Krótko po powrocie do domu źle się poczuł, miał lęki. Brat zadzwonił po pogotowie. Ojciec z ratownikiem odprowadzili go do karetki.
Maciek chce wyjść z nałogu, ale akurat nie tego wieczoru.
Razem z innymi pacjentami ogląda TV w pokoju socjalnym, aż pielęgniarki rozganiają ich ze względu na ciszę nocną. "Impreza" przenosi się wtedy do sali. Jeden z pacjentów, Adam, ma zapas leków, m.in. morfinę. Chętnie się podzieli. Sam też się odurza. Tabletki dostał od swojej dziewczyny, Moniki, którą poznał na oddziale.
Koło północy "impreza" się kończy, pacjenci idą spać.
Nad ranem ratownicy będą reanimować Adama i Maćka w tym samym czasie. Nagłe zatrzymanie krążenia.
Adam trafi z oddziału na komisariat policji. Maciek na sekcję zwłok.
Szklane drzwi
Tamtej nocy Iwona, matka Maćka, prawie nie spała. Obudziła się koło pierwszej, poczuła niepokój. Tłumaczy roztrzęsionym głosem, że matki już tak mają. I jak mantrę powtarza, że jej syn trafił na Nowowiejską tylko ustawić leki. - Miał plany, chciał otworzyć z bratem restaurację. Chciał żyć - mówi Leszek, ojciec.
Jego ze snu wyrwał telefon. Dzwoniła pacjentka ze Szpitala Nowowiejskiego. - Powiedziała, że trwa reanimacja innego pacjenta, a na drugim łóżku leży mój martwy syn.
Leszek nie pamięta z tamtej rozmowy nic więcej. Po chwili byli już z żoną w szpitalu. Przez szklane drzwi oddziału trzeciego widzieli pacjentów, lekarzy i policję. Nikt im nie mówił, co się stało.
"Chcę wiedzieć, co z moim dzieckiem!" - krzyczał Leszek. Iwona tylko chowała twarz w dłoniach. W końcu ojciec wdarł się na oddział, ale czterech mężczyzn wypchnęło go za drzwi. - Aż ktoś przyszedł i powiedział, że mój syn rzeczywiście nie żyje.
Bublowie nadal nie mieli jednak pojęcia, co wydarzyło się na oddziale.
Jak wynika z późniejszych ustaleń, o 5:00 pielęgniarz usłyszał, że Maciek dziwnie charczy. Oddech ledwo wyczuwalny, puls słaby. Ciśnieniomierz nie pokazał wyniku, tak samo jak pulsoksymetr. Pielęgniarz wezwał lekarza dyżurnego i rozpoczął reanimację. Po chwili krzyk: pacjent z innej sali też się "zatrzymał". Pojawiła się jedna karetka, potem druga. U Adama reanimacja się udała. Maciej Bubel nie miał tyle szczęścia.
Czas zgonu: 5:52.
Sekcja zwłok wykaże obecność metadonu, morfiny i benzodiazepin.
O śmierci po "imprezie" w szpitalu Nowowiejskim robi się głośno. Media cytują lakoniczny komunikat prokuratury, że dwoje podejrzanych o rozprowadzanie leków w szpitalu trafiło do aresztu. Temat jest gorący m.in. ze względu na ojca Maćka.
Leszek Bubel to były polityk, znany w latach 90. Trafił wtedy do Sejmu z listy Polskiej Partii Przyjaciół Piwa. Kandydował nawet na prezydenta. Zebrał 0,04 procent głosów. Zasłynął z radykalnych wypowiedzi. Zarzucano mu nacjonalizm i antysemityzm. W związku z różnymi śledztwami zatrzymywała go policja, a także ABW.
Radykalnie Bubel wypowiada się także o tragedii w Szpitalu Nowowiejskim. Nagrywa filmiki na YouTube. Twierdzi, że doszło do zaniedbań personelu. Zgłasza podejrzenie zabójstwa. Ale nikt nie traktuje go poważnie. Sprawa szybko cichnie. Media tracą zainteresowanie.
Tak jest do października 2025 r. Po publikacji kilku tekstów Wirtualnej Polski o nieprawidłowościach w polskiej psychiatrii dostajemy telefon od anonimowego źródła:
- Polecam zbadać sprawę śmierci Macieja Bubla. Dziennikarze o niej pisali, ale do dziś nikt nie zna szczegółów zdarzeń z tamtej nocy. A są wstrząsające.
Policja kontra personel
Gdy do szpitala przyjechała policja, Maciej nie żył od kilku minut. Przed południem zaczęły się przesłuchania. Policjanci ocenili, że personel nie chce współpracować. Funkcjonariusze mieli od początku tłumaczyć, że niczego nie wolno ruszać do przyjazdu prokuratora. Personel nie słuchał - sprzątnął szafkę, poskładał rzeczy.
Z relacji osób, które tamtego dnia były w szpitalu, wiadomo też, że w drodze był już zakład pogrzebowy. Policja kazała go zawrócić. Zabroniła dotykać ciała, jednak znowu nic nie wskórała. Personel nie tylko przeniósł je z podłogi na łóżko, ale nawet przewiózł do innego pomieszczenia. Bez zgody policji do zmarłego weszli też rodzice.
Pytamy dyrekcję szpitala, jak to możliwe? Nie odpowiadają.
Pracownicy szpitala mieli się zasłaniać tajemnicą lekarską i procedurami wewnętrznymi. Jakie to procedury? Czy można na ich podstawie ignorować polecenia organów ścigania? Na to pytanie szpital też nam nie odpowiada, przesyłając jedynie ogólnikowe oświadczenie (pełne stanowisko placówki przedstawiamy na końcu tekstu).
Psychiatra z innego oddziału mówi, że w takich okolicznościach ciała nie wolno nawet dotknąć. Tym bardziej, że lekarka stwierdzająca zgon umieściła w dokumentacji adnotację: "nie można wykluczyć udziału osób trzecich". Nie oznaczało to, że podejrzewa zabójstwo: na ciele Bubla nie było śladów przemocy, ran. Lekarka napisała tak, bo jej zdaniem nagły zgon młodego człowieka należy dokładnie zbadać i nie wolno niczego z góry wykluczyć.
Policjanci byli zirytowani także z innego powodu. Chcieli pomocy w ustaleniu, którzy pacjenci mają największą wiedzę o wydarzeniach. Personel w ich odczuciu nie pomagał, a wręcz utrudniał zorientowanie się w sytuacji.
Ale nie to jest w całej historii najbardziej szokujące.
Doktor i taksówkarz
Jak to możliwe, że pacjenci szpitala psychiatrycznego mieli swobodny dostęp do leków odurzających? Nie mogli przecież nic wnieść na oddział. Byli sprawdzani podczas przyjęcia.
W pokoju nr 3 policjanci znaleźli pod materacem woreczek z tabletkami. Wszystkie o działaniu psychotycznym, różne kolory i wielkości. To zapas 39-letniej Moniki, która na oddziale przebywała od blisko dwóch tygodni. Ma doktorat z prawa, trójkę dzieci. Walczyła z uzależnieniem od leków i alkoholu. Miała już problemy z prawem. Prosto z oddziału trafiła do aresztu.
- Po oddziale rozniosła się wieść, że Monika ma leki - mówi jedna z pacjentek. Inna dodaje, że za tabletki można było płacić blikiem, choć tacy, których prawniczka szczególnie lubiła, dostawali za darmo. Monika nie brała udziału w wieczornej "imprezie" na oddziale, ale tabletki, którymi odurzali się jej uczestnicy, w dużej części pochodziły właśnie z jej zapasów. Tydzień wcześniej młoda dziewczyna na tym oddziale się pocięła. Miała głębokie rany na rękach, nogach i szyi. Twierdziła później, że "jej odbiło" po lekach od Moniki.
Jak psychotropy trafiały na oddział? Monika była w kontakcie z lekarzem Piotrem M. oraz zaprzyjaźnionym taksówkarzem. Tyle wystarczyło, by dostęp do leków odurzających miał cały szpital.
Doktora Piotra M. Monika zapisała w kontaktach telefonu jako "Pielęgniarka 4". Swoje usługi ogłaszał w popularnym portalu aukcyjnym. Kontakt był sprawny, a załatwianie opioidów nie wymagało żadnych formalności.
Monika: Doktorze, potrzebuję recepty.
Piotr M.: Na kogo?
Lekarz nie wymagał wizyty, nie przeprowadzał wywiadu lekarskiego. W korespondencji nie ma nawet pytania, co dolega kobiecie. M. pytał tylko, na jaki konkretnie lek ma być recepta. I wysyłał numer konta do przelewu. Zwykła recepta kosztowała 100 zł, na leki szczególnego przeznaczenia medycznego, np. morfinę, dwa razy drożej.
Niedługo przed śmiercią Macieja Bubla Monika przelewa lekarzowi 300 zł i dostaje kod e-recepty. Przesyła go taksówkarzowi. Ten realizuje receptę w pobliskiej aptece. Przychodzi do Moniki w odwiedziny, przedstawia się jako jej wujek. Siadają jak najdalej od personelu. Kurier podaje produkty spożywcze. Personel je sprawdza, ale nie podejrzewa, że paczka cukierków została otwarta, a potem na nowo zgrzana. W środku, zamiast słodyczy, są tabletki.
"Wujek" odwiedza Monikę dwa, trzy razy – za jeden kurs bierze 50 zł w gotówce. Leki ukryte w jedzeniu dostarcza Monice również koleżanka. Sama jest hospitalizowana w innym szpitalu psychiatrycznym, ale w weekend ma przepustkę.
Jak nazywali się taksówkarz i koleżanka? Nie wiadomo. Do czasu śmierci Macieja Bubla szpital nie prowadził ewidencji odwiedzających.
Lekarz Piotr M. wciąż ma aktualne prawo wykonywania zawodu. Zaczynamy go szukać. Podobnie jak izba lekarska, która chce mu postawić zarzuty dyscyplinarne. W lubelskiej przychodni, gdzie ma zarejestrowaną działalność, jest nieuchwytny. W końcu trafiamy na ślad, który prowadzi nas do prokuratury w Małopolsce. Okazuje się, że Piotr M. jest w areszcie. Ma zarzut udziału w zorganizowanej grupie przestępczej (niebawem w Wirtualnej Polsce opiszemy jego historię).
"Zgonów było kilka"
Jak to możliwe, że pacjent szpitala umiera przez leki, które zdobył na oddziale? - zadajemy to pytanie kilku lekarzom ze Szpitala Nowowiejskiego.
- A o który zgon pan pyta? Takich historii było u nas więcej - odpowiadają. Zgodzili się porozmawiać, zastrzegając anonimowość. Ich imiona zostały zmienione. Jak mówią, tylko w ich szpitalu nastąpiły w poprzednim roku przynajmniej cztery zgony mające najprawdopodobniej bezpośredni związek z lekami odurzającymi bądź narkotykami.
Karolina: - Na oddziale pierwszym pacjent wyszedł na przepustkę. Kupił narkotyki, wniósł dużą ilość na oddział i się zatruł. Zakończyło się to jego śmiercią.
Członkowie personelu opowiadają też inną historię. Na czwórce pacjentka sprzedawała amfetaminę. Jeden pacjent pod wpływem narkotyku najprawdopodobniej odebrał sobie życie. Obie te historie miały miejsce przed śmiercią Macieja Bubla.
Jak zaznaczają lekarze, tamtej kwietniowej nocy mogło dojść nie do jednej, lecz do trzech śmierci. Przypomnijmy: ratownicy reanimowali równocześnie Adama i Maćka. Po tym, jak Adam został odratowany, przewieziono go na komisariat policji, gdzie znów doszło do zatrzymania krążenia. Po raz kolejny udało się je przywrócić.
Tymczasem inna pacjentka uczestnicząca w imprezie w pokoju nr 9 pod wpływem środków odurzających próbowała odebrać sobie życie.
Karolina: - Następnego dnia było jedno wielkie przerażenie. To, że narkotyki wchodzą do szpitala, nie było nowością, ale pierwszy raz przedawkowania pojawiły się na taką skalę. Byliśmy przerażeni swoją bezradnością wobec tego procederu.
Beata: - Wiosną 2025 r., niedługo po śmierci Macieja Bubla, mieliśmy kolejny zgon z powodu substancji psychoaktywnych. Młody chłopak z depresją, który eksperymentował z narkotykami. Inny pacjent sprzedał mu morfinę i benzodiazepiny. Narkotyki wyłączyły mu ośrodek oddechowy. To tylko gdybanie, jednak dla mnie najtrudniejsza jest świadomość, że gdyby ten chłopak nie trafił do szpitala psychiatrycznego, być może by żył. To nie mój oddział, ale po tamtej śmierci usłyszałam od kolegów, że miarka się przebrała.
Jedna z lekarek napisała wówczas do Rzecznika Praw Pacjenta. Odmówiła rozmowy z nami, ale fakt istnienia pisma potwierdził sam rzecznik.
"Zwracamy się z uprzejmą, ale pilną prośbą o pomoc merytoryczną i formalną w związku z narastającym problemem posiadania i zażywania substancji psychoaktywnych (SPA) przez pacjentów podczas hospitalizacji psychiatrycznej.
W ciągu ostatnich dwóch miesięcy w naszej placówce miały miejsce: dwa zgony pacjentów, w których przyczynach zgonu podejrzewa się bezpośredni związek z użyciem SPA (ostatni dzisiaj rano), trzy przypadki nagłego zatrzymania krążenia (NZK) związane z podejrzeniem lub potwierdzoną intoksykacją SPA, kilka przypadków wypisów dyscyplinarnych z powodu posiadania SPA, dwa aresztowania pacjentów na oddziale z powodu posiadania znacznych ilości substancji i podejrzenia handlu narkotykami.
Zgodnie z zarządzeniem dyrektora medycznego, w takich przypadkach powinniśmy wezwać policję. W praktyce, wielokrotne próby współpracy z policją w zakresie zabezpieczenia substancji, przeszukań pacjentów lub wsparcia interwencji kończą się odmową realnych działań i pouczeniem pacjenta.
Zgodnie z aktualnym stanem prawnym, personel medyczny nie ma uprawnień do przeszukiwania pacjentów ani ich rzeczy osobistych – nawet w sytuacjach podejrzenia posiadania substancji nielegalnych. W rezultacie znajdujemy się w próżni kompetencyjnej".
Lekarka zaapelowała do RPP o "jednoznaczne stanowisko, jakie działania są dopuszczalne prawnie, wskazówki proceduralne, a także wystąpienie RPP do policji z wnioskiem o opracowanie standardów współpracy".
Rzecznik odpisał, że "problem ma szerszy kontekst", który dotyczy kompetencji Krajowego Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom oraz Policji. Jednocześnie zaznaczył, że "bezpieczne warunki hospitalizacji zobowiązany jest zapewnić podmiot leczniczy", który może np. wyznaczyć dodatkowe sale jako obserwacyjne czy dostosować liczbę członków personelu do potrzeb.
Rzecznik Praw Pacjenta zaleca też współpracę z policją.
Tysiąc w gotówce
W przypadku podejrzenia zażycia substancji psychoaktywnych przez pacjenta, personel może wykonać multitest narkotykowy. Najczęściej stosuje się testy paskowe z moczu wykrywające obecność kilku substancji, m.in. amfetaminy. Pacjent, który stwarza zagrożenie dla innych bądź łamie regulamin (np. biorąc narkotyki), może zostać przez szpital wypisany dyscyplinarnie, chyba że zagraża to bezpośrednio jego życiu lub zdrowiu.
Lekarze ze Szpitala Nowowiejskiego często wiedzą, kto rozprowadza na oddziale leki i narkotyki. W izbie przyjęć powstała nawet nieformalna lista z nazwiskami szczególnie trudnych pacjentów - większość jest uzależniona od różnych substancji i w przypadku ich hospitalizacji istnieje ogromne ryzyko, że będą sprzedawać psychotropy innym pacjentom.
Beata: - Dwóch pacjentów handlujących narkotykami, nazwijmy ich Nowak i Kowalski, ma stały sposób działania. Dzwonią na 112 i mówią, że się zabiją. Lądują u nas albo w innym szpitalu z powodu myśli samobójczych. Zrobili sobie w ten sposób rynek zbytu na oddziale psychiatrycznym. Nowak był hospitalizowany mniej więcej wtedy, gdy doszło do zatrucia lekami na trójce i śmierci Macieja Bubla. Przyszedł goły i wesoły, a gdy wychodził, miał tysiąc złotych w gotówce. Resztę proszę sobie dopowiedzieć.
- Bywa, że uzależnieni pacjenci stanowią jedną trzecią oddziału. Jeden z dilerów schował heroinę w keczupie. Innego złapaliśmy na gorącym uczynku. Zapłacił za pizzę 200 zł i nie dostał reszty. Zobaczył to jeden z lekarzy i otworzył pudełko. Pod pizzą były narkotyki.
Karolina: - Przy przyjęciu sprawdza się rzeczy osobiste pacjenta, ale pod kątem przedmiotów niebezpiecznych, którymi mógłby sobie zrobić krzywdę. Nie dokonujemy rewizji pod kątem posiadania substancji, nie możemy tego zrobić. Nie możemy też w żaden sposób rewidować odwiedzających.
Przemek: - Wchodzi pan z ulicy, mówi, że jest kuzynem pacjentki, i może pan jej swobodnie przekazać tabletki. Nie ma osoby nadzorującej odwiedziny.
Beata: - Uzależnieni stanowią rosnącą grupę pacjentów, więc ryzyko dystrybucji SPA/leków w oddziałach jest coraz wyższe. Wracają, bo nie mają gdzie iść. W szpitalu nie muszą sprzątać, dostają ubrania, jedzenie i bardzo często, gdy tylko im się coś nie spodoba, mówią o "prawach pacjenta". Są nietykalni.
Karolina: - Konieczne byłoby prawne zapewnienie nam możliwości przeszukania pacjentów, żebyśmy wiedzieli, że w razie podejrzeń możemy zgodnie z procedurami to zrobić i nie grozi nam skarga pacjenta czy pretensje rodziny. Drugą ważną kwestią do rozwiązania jest kontrola odwiedzających.
Lekarze podkreślają - to nie dyrekcja jest winna. Władze szpitala, podobnie jak personel, mają związane ręce.
06
Zdarzenie niepożądane
Kilkadziesiąt godzin po śmierci Macieja Bubla dyrekcja Szpitala Nowowiejskiego przesłała mediom swoje stanowisko.
Informowała o zgonie młodego mężczyzny, lekach na oddziale i zatrzymanych w tej sprawie. Pół roku później, gdy wysyłamy szczegółowe pytania, dyrekcja nie zamierza w ogóle odnosić się do sprawy śmierci na oddziale trzecim. Zasłania się tajemnicą lekarską oraz przepisami ustawy o prawach pacjenta. Przepisy te mają zastosowanie także po śmierci chorego.
Dostajemy jedynie oświadczenie, pod którym nikt się nie podpisał. Dyrekcja potwierdza problem, o którym mówili lekarze: zgodnie z obowiązującymi przepisami kontrolowanie pacjentów i odwiedzających jest praktycznie niemożliwe.
Nie dostajemy jednak odpowiedzi na żadne z 14 szczegółowych pytań dotyczących śmierci na oddziale trzecim.
"Personel medyczny reaguje na wszelkie sygnały mogące świadczyć o posiadaniu lub zażyciu przez pacjentów substancji niedozwolonych - pacjenci są objęci opieką i nadzorem również podczas dyżurów nocnych", zaznacza szpital w oświadczeniu
Tydzień przed śmiercią Macieja Bubla na oddziale próbę samobójczą podjęła wspomniana już 18-letnia Alicja, ta, której "odbiło" po lekach od Moniki. Pytamy więc szpital, czy wyjaśniano tamto zdarzenie i czy coś ustalono? Czy ktoś sprawdził, co brała wtedy młoda kobieta i skąd to miała? W stanowisku przesłanym Wirtualnej Polsce szpital nie odnosi się do tych kwestii.
Czy personel rzeczywiście reagował odpowiednio na sygnały od pacjentów? Ci mieli alarmować, że z Maciejem Bublem i Adamem dzieje się coś niedobrego. Pytamy szpital także o to – odpowiedzi brak.
Placówka nie komentuje też, czy faktycznie doszło do innych zgonów spowodowanych zażyciem substancji psychoaktywnych w 2025 roku. W sprawie błyskawicznego sprzątania sali, w której zmarł Maciej Bubel, też niczego się nie dowiemy. Z czego wynikał pośpiech? Kto kazał sprzątnąć salę, przenieść ciało? Nie wiadomo.
Szpita
Śledztwo prokuratury
Wiadomo za to, że 8. Wydział ds. Wojskowych Prokuratury Okręgowej w Warszawie prowadzi postępowanie przygotowawcze przeciwko dwóm podejrzanym, którym zarzucono przestępstwo polegające na udzielaniu, ułatwianiu lub umożliwianiu użycia narkotyków, substancji psychotropowych lub nowych substancji psychoaktywnych.
Jak podkreśla prokurator Piotr Skiba, do odrębnego postępowania wyłączono materiały w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci.
Śledczy badają, czy pracownicy szpitala nie narazili Macieja Bubla na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. W szczególności czy zachowano odpowiednie procedury medyczne, czy pomoc została mu udzielona bezpośrednio po wystąpieniu objawów oraz czy zachodzi związek przyczynowo-skutkowy między zachowaniem personelu a śmiercią Macieja.
Śledztwo jest w toku. Planowane są m.in. przesłuchania kolejnych członków personelu medycznego, a także uzyskanie opinii biegłych z Zakładu Medycyny Sądowej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.
Niewydolność, sinica, padaczka
Problem z dostępem pacjentów do leków odurzających i narkotyków ma nie tylko Szpital Nowowiejski.
Lekarka ze szpitala psychiatrycznego im. Babińskiego w Łodzi: - Czasami bierze jedna osoba, ale bywa, że jest na oddziale grupowe ćpanie. Miałam pacjentów po substancjach psychoaktywnych wywożonych z niewydolnością oddechową. Nieraz wskutek zażycia tych substancji występują też niewydolność krążeniowa albo padaczka.
Lekarz ze szpitala w okolicach Warszawy: - U jednego z pacjentów po przyjęciu substancji psychoaktywnych doszło do gwałtownego spadku saturacji i utraty przytomności. Wystąpiła sinica obwodowa. Realnie jako szpital nie mamy żadnych narzędzi, by z tym walczyć.
Psychiatra ze szpitala w Drewnicy:- U nas też narkotyki hulają po oddziałach. Niedawno, tak jak w Nowowiejskim, mieliśmy nocną imprezę narkotykową na oddziale. Pacjenci po prostu siedzieli w pokoju i się odurzali. Skończyło się na wezwaniu policji, skonfiskowaniu substancji i wstrzymaniu odwiedzin. Czy kiedyś coś się zmieni na lepsze? Widzę nadzieję w nowelizacji ustawy o ochronie zdrowia psychicznego.
W projekcie nowelizacji, przygotowanym przez rząd, kwestia przeszukania pacjentów ma zostać uregulowana. Planowane jest wprowadzenie kontroli osobistej i kontroli pobieżnej. Kontrola osobista - uzasadniona względami bezpieczeństwa - może objąć m.in. sprawdzanie odzieży, obuwia, przedmiotów na ciele, a w szczególnych przypadkach także jamy ustnej, nosa, uszu, włosów lub miejsc trudno dostępnych, także intymnych. Kontrola pobieżna ma natomiast polegać na powierzchownym przeszukaniu odzieży, obuwia czy przedmiotów na ciele.
Proponowane zmiany budzą kontrowersje. W zakresie przeszukania pacjentów sprzeciwia im się Rzecznik Praw Pacjenta Bartłomiej Chmielowiec.
"W mojej ocenie praktyka kontroli osobistej, rozumianej jako czynność polegająca na odsłanianiu ciała pacjenta, dotykaniu ciała lub przeszukiwaniu miejsc intymnych pacjenta, stoi w sprzeczności z zasadą poszanowania intymności i godności, która wynika z praw pacjenta i powinna być respektowana" - pisze RPP w oświadczeniu przesłanym Wirtualnej Polsce. I dodaje: "Obawiam się, że proponowane przepisy, których celem jest zwiększenie bezpieczeństwa zarówno personelu, jak i pacjentów, wprowadzają jednocześnie rozwiązania tworzące relację dominacji, przymusu i kontroli, w miejsce relacji terapeutycznej".
Wielu lekarzy uważa inaczej.
- Wiem, że trwa dyskusja, gdzie jest granica między bezpieczeństwem a naruszaniem autonomii pacjenta. Jestem jednak za zaostrzeniem przepisów - mówi cytowany już lekarz z Drewnicy. - Przeszukania przy zachowaniu szacunku i możliwie największego komfortu pacjenta są konieczne. Rozpoznań alkoholowych i narkotykowych jest coraz więcej. Prawo musi nadążać za czasami.
Izba Lekarska: sprawa jest bulwersująca
Narzędzia szpitali w walce z narkotykowym procederem to jedna kwestia. Odrębną jest kupowanie przez uzależnionych pacjentów recept na leki. Przypomnijmy: Monika korzystała z usług doktora Piotra M., który pytał ją jedynie, na kogo ma zostać wystawiona recepta. Ale skala problemu jest znacznie większa.
- Kolejny rok borykamy się z problemem sprzedaży recept bez weryfikacji. Sprawa jest tym bardziej bulwersująca, że mamy do czynienia z handlem opioidami, lekami nasennymi czy benzodiazepinami. Leki te, niewłaściwie stosowane, uzależniają i ich przedawkowanie może zakończyć się zgonem. Kolejny rok rozmawiamy o tym z Ministerstwem Zdrowia i nie możemy się doprosić rozwiązania - mówi Wirtualnej Polsce Jakub Kosikowski, rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej.
Jak dodaje, pion odpowiedzialności zawodowej NIL prowadzi postępowania w sprawie handlu receptami wobec ponad stu lekarzy.
- Są pierwsze wyroki, ale łatwiej by było walczyć z procederem zmianą przepisów, niż kazać nam wyłapać wszystkie czarne owce. Niestety, nasze prośby o zmianę prawa pozostają bez odpowiedzi. Jeśli ktoś handluje receptami na opioidy w centralnym systemie e-recept, MZ powinno to wyłapywać i blokować, następnie składać nam zawiadomienia. Dla takich lekarzy nie ma miejsca w zawodzie - kończy Kosikowski.
Zejście
Noc w jednym ze szpitali psychiatrycznych.
Na oddziale co najmniej kilku pacjentów uzależnionych od narkotyków. Robert znowu popłynął w heroinę po ośmiu latach abstynencji. Przyjęty po próbie samobójczej. Leżący obok Arek nie chciał odebrać sobie życia, ale kontakt jest z nim utrudniony. Cierpi na encefalopatię, czyli ogólne uszkodzenie mózgu. Poszatkowały go narkotyki. Teraz na każdym dyżurze próbuje wymusić na personelu leki. Nie potrafi bez nich żyć.
Nagle "odpalają". Krzyczą, są dziwnie pobudzeni, co chwilę wychodzą z łóżek, wyzywają pielęgniarki. Leki na uspokojenie niewiele pomagają. Dla personelu to kolejna tego typu noc.
Rano lekarka wchodzi na oddział i już wie. Pacjenci są na tzw. zejściu. Nieobecny wzrok, szkliste oczy, powolne ruchy, jak gdyby uciekało z nich życie. - Co wzięliście? Przecież widzę - pyta ostrym tonem, ale odpowiada jej cisza. Mężczyźni nie są już tak rozmowni jak w nocy. Na razie lekarka niczego się nie dowie.
Nie szkodzi. Wszystko wyjdzie w teście narkotykowym.
Ewentualnie na sekcji zwłok.
Dariusz Faron i Michał Janczura, dziennikarze Wirtualnej Polski
Zmieniliśmy imiona niektórych pacjentów i szczegóły pozwalające ich zidentyfikować.
Chcesz skontaktować się z autorami? Napisz! dariusz.faron@grupawp.pl; michal.janczura@grupawp.pl
***
Pełne oświadczenie Szpitala Nowowiejskiego w odpowiedzi na nasze pytania:
Dyrekcja w pierwszej kolejności informuje, że nie przekazuje do publicznej wiadomości informacji dotyczących procesu leczenia konkretnych pacjentów, co wynika z poszanowania prawnego obowiązku nieujawniania informacji związanych z procesem leczenia, który to obowiązek co do zasady utrzymuje się również po śmierci pacjenta – vide: art. 13 i 14 ust. 3 ustawy z dnia 6 listopada 2008 roku o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta zwanej dalej: "u.p.p.".
W przypadku zaistnienia zdarzenia niepożądanego, do którego zalicza się również nielegalne wniesienie na teren szpitala lub zażycie przez pacjenta substancji psychoaktywnych, wdrażane jest wewnętrzne postępowanie wyjaśniające mające na celu m.in. ustalenie okoliczności zdarzenia. W ramach tego rodzaju postępowań weryfikuje się również, czy personel medyczny nie dopuścił się ewentualnych zaniedbań lub zaniechań mogących przyczyniać się do zdarzenia oraz czy w obliczu jego wystąpienia podjęto należyte kroki celem wyeliminowania lub ograniczenia negatywnych skutków dla życia i zdrowia pacjentów.
W sytuacji podejrzenia popełnienia czynu zabronionego dodatkowo Szpital niezwłocznie zawiadamia organy ścigania. Podkreślenia przy tym wymaga, że każdy przypadek podejrzenia wniesienia na teren Szpitala substancji psychoaktywnych lub ich zażycia przez pacjenta jest natychmiastowo zgłaszany Policji. W takiej sytuacji organy ścigania prowadzą niezależnie od wewnętrznych postępowań wyjaśniających stosowne czynności zarówno na miejscu zdarzenia, jak i dalsze dochodzenie w sprawie.
Nie ulega przy tym wątpliwości, że w przypadku podejrzenia zażycia substancji psychoaktywnych Policja, czy też Prokuratura dysponuje szerszymi możliwościami prowadzenia postępowania dowodowego, w szczególności dostępem do wyników ewentualnego badania sekcyjnego, analiz biochemicznych podejrzanych substancji, możliwością przesłuchiwania świadków, zatrzymywania i przesłuchiwania podejrzanych.
W sytuacji podjęcia czynności przez organy ścigania personel Szpitala ściśle współpracuje z funkcjonariuszami prowadzącymi sprawę i pozostaje do ich dyspozycji zarówno na miejscu zdarzenia, które jest odpowiednio zabezpieczone do czasu zakończenia czynności, jak również w późniejszym etapie przekazywania wszelkich istotnych dla postępowania informacji.
W przypadku wystąpienia zdarzenia niepożądanego pracownicy medyczni Szpitala niezwłocznie podejmują działania mające na celu ochronę życia lub zdrowia pacjentów. W sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia w postaci niewydolności oddechowo-krążeniowej personel podejmuje się resuscytacji. Na wyposażeniu Szpitala jest dostępna aparatura do prowadzenia reanimacji, a personel jest odpowiednio przeszkolony do jej użycia. W przypadku konieczności zapewniania pacjentom kontynuacji leczenia w szpitalu wielospecjalistycznym lekarz może podjąć również decyzję o przewiezieniu pacjenta do innego podmiotu leczniczego, a w sytuacjach pilnych zawiadamia w tym celu Zespół Ratownictwa Medycznego.
Personel medyczny reaguje przy tym na wszelkie sygnały mogące świadczyć o posiadaniu lub zażyciu przez pacjentów substancji niedozwolonych - pacjenci są objęci opieką i nadzorem również podczas dyżurów nocnych.
Na zakończenie podkreślenia wymaga, że w Szpitalu nie stwierdzono żadnych zaniechań odnośnie realizacji ww. obowiązków – w szczególności w zakresie zapobiegania wnoszenia na teren oddziałów substancji niebezpiecznych, reakcji personelu w obliczu stwierdzenia nagłego pogorszenia się stanu zdrowia pacjentów – w tym wdrożenia adekwatnych działań medycznych oraz współpracy z zawiadomionymi o podejrzeniu popełnienia czynu zabronionego funkcjonariuszami organów ścigania.
Odnosząc się do samego problemu zażywania substancji psychoaktywnych – podkreślenia wymaga, że jest to problem zdecydowanie szerszej skali, który dotyczy między innymi szkół, placówek opiekuńczo-wychowawczych, czy szpitali. Dodać przy tym należy, że pacjenci szpitali psychiatrycznych, z uwagi na specyfikę chorób psychicznych, często borykają się z chorobami współistniejącymi w postaci uzależnień od alkoholu lub substancji psychoaktywnych. W związku z powyższym szpitale psychiatryczne są szczególnie narażone na próby przekazywania pacjentom tego rodzaju substancji, a przed personelem tych podmiotów spoczywa trudne zadanie zapewnienia pacjentom bezpieczeństwa.
W obliczu tego rodzaju zagrożeń w Szpitalu podejmuje się wszelkie dostępne organizacyjnie i prawnie działania mające na celu uniemożliwienie przekazywania pacjentom nielegalnych substancji. Przede wszystkim zgodnie z obowiązującymi w Szpitalu regulaminami wewnętrznymi obowiązuje całkowity zakaz wnoszenia na teren szpitala alkoholu i substancji psychoaktywnych. Rzeczy pacjentów przyjmowanych do Szpitala, które pacjent zabiera ze sobą na oddział, są poddawane kontroli, podobnie jak przekazywane pacjentom w czasie hospitalizacji paczki.
Możliwości kontrolne personelu Szpitala są jednak ograniczone – w tym Szpital nie ma prawa do przeszukiwania rzeczy osób odwiedzających pacjentów. Pamiętać przy tym należy, że pacjentom przysługuje prawo do tzw. odwiedzin. Zgodnie z art. 33 ust. 1 u.p.p. - pacjent podmiotu leczniczego wykonującego działalność leczniczą w rodzaju stacjonarne i całodobowe świadczenia zdrowotne w rozumieniu przepisów o działalności leczniczej ma prawo m.in. do kontaktu osobistego z innymi osobami. Powyższe prawo może zostać ograniczone wyłącznie w ustawowo przewidzianych przypadkach – zgodnie z art. 5 u.p.p może to mieć miejsce w sytuacji wystąpienia zagrożenia epidemicznego, ze względu na bezpieczeństwo zdrowotne pacjentów, a także ze względu na możliwości organizacyjne podmiotu. Przyjmuje się przy tym, że powyższe prawo może być czasowo ograniczane w uzasadnionych przypadkach, niedopuszczalne jest natomiast jego całkowite wyłączenie.
Pamiętać przy tym należy, że prawo do odwiedzin jest prawem fundamentalnym, a możliwość kontaktu ma dobroczynny wpływ na pacjentów, zwłaszcza długotrwale hospitalizowanych.
Jak wskazano powyżej wejście osób trzecich na teren Szpitala wiąże się jednak z ryzykiem prób wnoszenia na teren Szpitala substancji niedozwolonych, a personel Szpitala z uwagi na ograniczenia prawne nie ma możliwości skutecznego, całkowitego zapobieżenia tego rodzaju działaniom.
Zauważyć w tym miejscu należy, że kwestia wzmocnienia nadzoru nad bezpieczeństwem pacjentów została uwzględniona w projekcie nowelizacji ustawy o ochronie zdrowia psychicznego, w której wprowadzono podstawy prawne dla kontroli osobistej i pobieżnej pacjentów – czynności dotychczas wykonywanych wyłącznie na podstawie regulaminów wewnętrznych.