Niewolnicy "Białej Damy"

Jeżdżą wygodnymi samochodami, a do piekielnie drogich ciuchów, co jakiś czas dobierają odpowiednie dziewczyny. Ponoć istnieje nikła nadzieja, że doczekają pierwszej trzydziestki.

Tagi

Źródło

Dlaczego

Odsłony

5629

Mają po 26 lat. Wychowali się na jednym ze szczecińskich podwórek. Byli w jednym liceum. Studiowali w różnych miastach, ale przyjaźń przetrwała. Już na studiach rozkwitły ich biznesy. Teraz spotykają się w kilku ulubionych miejscach w Polsce. Należy do nich także pałacyk w Maciejewie niedaleko Szczecina. I to jest właśnie jedno z takich spotkań. A ja jestem przypadkowym czwartym do brydża.

Haracz za wirusa

Nelson poznał się z narkotykami jeszcze w podstawówce. Ojciec zawsze pływał na kontraktach, to syn miał zawsze forsę na trawkę. W średniej szkole zaczął gustować w amfetaminie. Ale trenował również judo i dzięki temu utrzymał się w szkole. Po maturze złożył rodzicom propozycję nie do odrzucenia. Albo dostanie na rozkręcenie interesu pięćset tysięcy albo doniesie gdzie trzeba o lewych interesach ojca. I dostał. Zainwestował w biznes papierosowy. Pakował polski tytoń w produkowane na miejscu opakowania cameli, marlboro, prince’ów. Szły w kraju i w Rosji, jak świeże bułeczki.

- Studia mnie dołowały. Zawężały przestrzeń. Non stop miałem poczucie straconego czasu i szmalu. Płaciłem ludziom, którzy źle doglądali biznesu. Ale rysowałem i projektowałem dla jareckich. Skończyłem Polibudę dla nich. W końcu rozkręciłem się na ich kasie.

Ale o interesach Nelson nie ma zamiaru opowiadać. Z wewnętrznej kieszeni szkockiej marynarki wyciąga złotą rurkę. Potem płaską platynową kasetkę, wypełnioną kokainą za kilka tysięcy złotych.

- Powyżej pewnej granicy koka wymyka się spod kontroli - kontynuuje Nelson, układając na blacie stolika dwa małe stożki Białej Damy. - Jak nie masz zabezpieczonej dużej forsy, celem życiowym staje się podtrzymywanie wpieprzającego cię wirusa narkomanii. Ale mnie stać, żeby paszę dla niego nosić zawsze przy sobie. Ten biały pyłek uspokaja moje nerwy. Wyostrzają mi się zmysły. Sypię pomysłami. Bez takiego kolorowego filtra, co może rajcować w życiu? Jak masz wszystko za forsę, to nie chce ci się nawet uruchomić własnej wyobraźni. Koka robi to za ciebie. Fakt, że pewnie wyciągnę nogi prędzej, niż moi kolesie, co jarają tylko fajki. Tyle że ja nigdy nie planowałem długiego życia.

Rodzice Nelsona zginęli rok temu w katastrofie samolotu. Nie zamierza zakładać rodziny. Do łóżka wybiera tylko nieskomplikowane dziewczyny. Na ścianach jego siłowni wiszą obrazy polskich mistrzów malarstwa z początku ubiegłego wieku.

Przezroczyści

Marian nie rozstaje się ze swoim ulubionym rewolwerem typu Cobra. Jeszcze nie zdążył załatwić pozwolenia na broń ostrą, ale interesy nie mogły czekać. Interesy dotyczą eksportu samochodów na wschód. Potrzebny jest do tego również wygodny samochód i coś, żeby zapomnieć o samotności i działać z fantazją. Np. Biała Dama.

Marian miał kiedyś dziewczynę. Ela ćpała polską heroinę. Postanowił zawieźć ją na odwyk do ośrodka Marka Kotańskiego, ale musiał wpierw zarobić trochę forsy. Przerwał ogólniak i zaczął kręcić się przy nadgranicznym bazarze w Lubieszynie. Potem załatwiał jakieś małe skoki na sklepy we Frankfurcie na Odrą. Wreszcie przerzucił się na samochody i kradł na zamówienie w głębi RFN. Zamiast oddać Elę na leczenie, uległ jej namowom i dostarczał regularnie lepszej jakości narkotyki.

- Kiedyś przedawkowała - zamyśla się Marian. - Przesiedziałem przy niej całą noc. Rano Ela stała się zupełnie przezroczysta. Pod skórą widać było wszystkie żyłki, kości i pełno plam po nakłuciach. Nie żyła. Powiedziałem sobie wtedy, że w życiu nie wejdę w żadne prochy. Ale wszedłem. I też mam złotą rurkę do zasysania koki.

Chociaż niczego mu już nie brakuje, nie może po prostu wycofać się z interesu. Tak już jest, że wspólnikom w takich przypadkach przychodzi do głowy tylko zdrada. A on chce jeszcze chwilkę pożyć. Bez nerwów, koki i fałszywych przyjaciół. Pośród swoich białych kruków poezji renesansowej.

W sprawie odwyku dla siebie był nawet u lekarza. Dowiedział się, że koka uzależnia trwale już po trzech razach. Powiedział, że bierze tyle i tyle już od kilku lat. Lekarz nie uwierzył. A potem zamierzał go wysłać na badania do szpitala. Nie zdziwił się, gdy Marian odmówił. Chciał, żeby przynajmniej zapisywał nietypowe reakcje podczas rozmaitych codziennych czynności oraz bezpośrednio po zażyciu narkotyku. Ale dla Mariana to strata czasu. Pogodził się z tym, że robi się przezroczysty.

Oceń treść:

0
Brak głosów

Komentarze

milosnik_konopi (niezweryfikowany)

i co ma oznaczac ten artykul? nie legalizujmy marihuany??

QrA (niezweryfikowany)

i co ma oznaczac ten artykul? nie legalizujmy marihuany??

kokos (niezweryfikowany)

taaaaaaa, czytajcie dalej dlaczego

deathlef (niezweryfikowany)

artykuł moim zdaniem jest wypasiony...ma swój klimat...i ogólnie ponury charakter....zajebiscie mi się go czytało....szkoda,ze taki krótki...:(

Not To Touch (niezweryfikowany)

Wolę krótko i intensywnie niż długo, długo, długo i bez ciekawszych emocji

Stalker (niezweryfikowany)

Nie chcę psuć nastroju... ale moim zdaniem to jakaś niezbyt udana wprawka początkującego dziennikarza ;)

Później będzie taki pisał o "złych narkotykach", a sam pewnie przypala od czasu do czasu i pewnie ten artykuł też pisał na zbaku ;)

Persona non grata (niezweryfikowany)

Ciekawy artykuł.Czytało mi się go podobnie jak deathlefowi czyli zajebiście.

Zajawki z NeuroGroove
  • Bad trip
  • CBD
  • Marihuana

Nie najlepszy nastrój, wcześniej agresja być może z padaczki (aura). Setting też nie najlepszy, na chwilę nie było domowników ale wrócili.

Będzie to ocena walorów smakowych i opis wrażeń (raczej badtripu) po wypiciu 10ml specyfiku - hempshot Miami Haze firmy Cannabis Boys. 

Set&setting
Zimowy już raczej dzień 19.11.2022. Niby spokojna, wolna sobota, ale jest trochę stresu przed wtorkiem (dyskusja przed forum klasy). Miałam napad chwilowej agresji (co czasem się zdarza - aura padaczkowa). Na chwilę mama z ciocią wybyły i mogłam zająć się hempshotem. Tolerancja niska, ponieważ ostatnio waporyzowałam mj we wrześniu. 

  • Kodeina
  • Pozytywne przeżycie

Sierpniowy spokojny wieczór w mieszkaniu. Nie odczuwam zbytnio zmęczenia fizycznego po całym dniu, psychiczne czuje się znakomicie. Jak zwykle jestem podekscytowany i ciekawy doświadczenia.

Witam cię w moim trip raporcie. 

 

Godzina 12:10

Wstałem. Załatwiłem wszystko, co miałem do załatwienia i postanowiłem, że ten dzień będzie doskonały na to, aby przebyć wieczorną podróż na kodeinie. 

 

15:10

Od tej godziny nie jadłem już kompletnie nic, zacząłem przygotowywać żołądek na wieczór. 

 

18:40

Wróciłem z kilku aptek. Kupiłem, co trzeba. Zrobiłem ekstrakcje poprzez przesączenie przez bibułkę filtracyjną i jak zawsze czekałem aż się przesączy powolutku całość. 

  • 4-HO-MET
  • Pozytywne przeżycie

Trip planowany od jakiegoś czasu. Nastawienie pozytywne, otwartość na nowe doświadczenia. Pierwsza część tripa - podwarszawski las przy ładnej pogodzie, druga część - moje mieszkanie, obecność siostry i mamy, które wiedziały o moim stanie.

Wydaje mi się, że powinnam to napisać w pierwszym raporcie, ale jakoś wtedy nie przyszło mi to do głowy. Dopiero przez ostatni tydzień zaczęłam myśleć o tym, co w jakimś większym czy mniejszym stopniu wpływa na moje oczekiwania wobec psychodelików i interpretację tych moich pierwszych doświadczeń.

  • 4-HO-MET
  • Pierwszy raz

Otoczenie: Początek - mieszkanie brata, dobrze znane dające poczucie bezpieczeństwa, nie licząc ciemnych zakamarków. Mieszkanie duże, w starej kamienicy. W trackie: podróż do świata zewnętrznego - nocny spacer. Później powrót na wspomniane mieszkanie i tam już do końca tripu w jednym największym rozległym pokoju. Pokój dający wiele bodźców wzrokowych, dużo kolorów, kształtów, stare meble, obrazy. Trip 4- osobowy z zaufanymi ludźmi. Całkowity brak lęku przed nimi, bardziej lekki lęk o nich, spora wzajemna empatia. Nastawienie: lekki lęk ale chce spróbować, próba oczyszczenia z oczekiwań co do substancji, w głowie teksty z książek o psychodelikach i szamanizmie. Chęć doświadczenia i rozwoju.

Siedzimy w kuchni na mieszkaniu u brata. Przed nami 4 kielony wypełnione wodą i białym proszkiem. Jestem Ja, "A" czyli mój brat, "K" czyli jego dziewczyna i "M" czyli mój dobry kumpel. Jestem w tym dobrym położeniu, że wszystkich znam bardzo dobrze. "M" z "K" znają się dosyć słabo, "M" z moim bartem już lepiej. Chociaż wszyscy się bardzo lubią. Piszę o tym dlatego, że będzie to miało wpływ na późniejsze postrzeganie siebie nawzajem. Godzina około 18:00 - ładujemy.