REKLAMA




Paco – kokainowy śmieć

Paco to skrót od zwrotu „pasta de cocaina”, co w języku hiszpańskim oznacza dosłownie pastę kokainową. Jest to używka o konsystencji papki, zawierająca śladowe ilości narkotyku bazowego oraz wiele substancji toksycznych...

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Spliff nr 40
BBR

Odsłony

3600

Na światowym rynku kokainowym liczą się trzej czołowi producenci. Do ich grona zalicza się Kolumbia, Boliwia i Peru. Fakt ten nie powinien dziwić, ponieważ krasnodrzew, z liści którego wytwarza się narkotyk, pierwotnie porastał stoki Andów.

Z tego też powodu wszystkie kraje Ameryki Południowej, położone wzdłuż wschodniego pasma gór, przodują w wyrobie kokainy. Narkotyk w czystej formie eksportowany jest w całości do Europy i U.S.A. Natomiast to, co pozostaje w trakcie wieloetapowego procesu produkcji, trafia na rynki lokalne. Miejscowi nazywają ten specyfik paco.

Paco to skrót od zwrotu „pasta de cocaina”, co w języku hiszpańskim oznacza dosłownie pastę kokainową. Jest to używka o konsystencji papki, zawierająca śladowe ilości narkotyku bazowego oraz wiele substancji trujących. Pasta składa się z odpadów powstających w poszczególnych etapach produkcji „białego proszku”. Analizy chemiczne, przeprowadzone przez ONZ, nie określiły jednoznacznie ani czynników bazowych, ani konkretnego składu tego środka odurzającego. Problem wynika głównie z różnorodności sposobów ekstrahowania kokainy i jej derywatów z liści koki. Jedynym, powtarzalnym składnikiem aktywnym jest zawsze sam narkotyk. Aby zrozumieć dlaczego tak trudno określić co zawiera w sobie paco, należy przyjrzeć się każdemu z etapów produkcji. Zanim kokaina osiągnie bowiem swoją finalną formę, poddawana jest kilku reakcjom chemicznym.

W celu wyekstrahowania narkotyku liście koki poddaje się procesowi macerowania, czyli zmiękczania. Dolewa się do nich wodę i rozpuszczalnik, na przykład w postaci nafty czy benzyny. Z mikstury tworzy się gęsty, ciemnozielony płyn, który należy dokładnie oddzielić od odpadów. Do przefiltrowanej cieczy dodaje się następnie stężony kwas siarkowy, który powoduje odseparowanie się alkaloidu. Powstaje substancja o konsystencji papki, w kolorze szarym lub brązowym. Jest to siarczan kokainy, zawierający jeszcze wiele zanieczyszczeń, które należy usunąć. W tym celu dodaje się kolejno: kwas siarkowy, nadmanganian potasu i amoniak. Otrzymuje się skrystalizowany produkt zwany bazą (freebase). Aby dokończyć proces produkcji, należy rozpuścić siarczan kokainy w acetonie lub eterze, a następnie połączyć otrzymany roztwór z kwasem solnym i alkoholem. Po paru dniach wytrąca się osad w formie kryształków chlorowodorku kokainy, będącego najpopularniejszą i najczystszą odmianą narkotyku. Związek ten można przetwarzać jeszcze w zasadę kokainową, stosując sodę oczyszczoną lub amoniak. W ten sposób otrzymuje się równie popularny crack. Proces produkcji narkotyku jest długi, skomplikowany i wymaga zastosowana wielu substancji chemicznych. Z tego powodu farmerzy często sprzedają półprodukty w postaci pasty lub bazy, przetwarzając kokainę tylko do pewnego stopnia. Choć narkotyk w finalnej postaci zalicza się do najdroższych, farmerzy za jednego sprzedanego na ulicy grama proszku, otrzymują około 5 centów.

Podsumowując, paco jest mieszaniną zanieczyszczonego siarczanu kokainy i resztek roślinnych, występującą w formie pasty. Z chemicznego punktu widzenia ma ona postać zasadową. Oznacza to, że nie jest substancją rozpuszczalną w wodzie. Nie można jej więc wypić, ani wstrzyknąć, gdyż w tej formie nie przyniosłaby upragnionego odurzenia. Z tego powodu paco zażywa się w formie inhalacji. Pastę zmieszaną z tytoniem można palić w formie skręta lub bezpośrednio z fajki. W tym celu umieszcza się ją na kawałku metalu, po czym podgrzewa i wdycha opary przez słomkę. Aby narkotyk się nie przypalił i nie przykleił do metalowych ścianek, pastę uprzednio pokrywa się popiołem lub wełną stalową. Jako narzędzie do palenia służą fajki domowej produkcji, zrobione z łatwo dostępnych przedmiotów. Zwolennicy paco używają wszystkiego, co znajdzie się pod ręką: puszek po napojach, inhalatorów dla astmatyków, folii aluminiowej, rurek prysznicowych czy anten telewizyjnych.

Dlaczego używka cieszy się aż tak ogromną popularnością w Ameryce Łacińskiej? Być może dlatego, że pasta kokainowa oddziałuje na organizm ludzki błyskawicznie. Po trzydziestu sekundach od pierwszego zaciągnięcia skutkuje szybkim i intensywnym odurzeniem. Powoduje wzrost ciśnienia, co palący odczuwa jako ciepło rozchodzące się po całym ciele. Osoba zażywająca popada w euforię, przestaje odczuwać smutki i żale. Każdy kto zapali paco czuje się Bogiem, ale niestety zaledwie przez pięć minut. High opuszcza niemal natychmiast, pozostawiając nieprzyjemne odczucie przygnębienia i apatii. Nagły spadek nastroju jest nie do zniesienia. Aby pozbyć się tego stanu, palacze próbują od razu zdobyć następną dawkę. Koszty są niewielkie, ponieważ jeden mach, zwany tam „petardą”, to równowartość polskiej złotówki. Niestety przeciętny użytkownik wypala od dwudziestu do pięćdziesięciu skrętów dziennie, co znacznie tę kwotę zwiększa.

Skupionych na wiecznym poszukiwaniu kolejnej działki uzależnionych, nazywa się w Ameryce Południowej muertos vivientes, czyli żywe trupy. Dzieje się tak dlatego, że używka blokuje poczucie głodu, a chemia w niej zawarta wysusza ciało od środka. Uzależnieni są wychudzeni, bladzi i pozbawieni życia. Paqueros, bo tak również określa się zwolenników paco, często po prostu nie jedzą, nie piją i nie śpią. Podczas gdy większość środków odurzających wywołuje długoterminowe efekty, ten powoduje zmiany niemal natychmiast. Narkotyk jest silnie toksyczny dla organizmu, gdyż składa się głównie z rozpuszczalników i innych trujących związków chemicznych, a czystej kokainy zawiera jedynie namiastkę. Paco wyniszcza kompletnie organizm ludzki, w terminie sześciu miesięcy od rozpoczęcia zażywania. Wyrządza szkody porównywalne do palenia osiemdziesięciu papierosów dziennie przez dwadzieścia lat. Największe spustoszenie sieje tam, gdzie nie widać. Dym wdychany podczas inhalacji, błyskawicznie niszczy błonę śluzową płuc. Amatorzy kryształków charczą, plują, mają problemy z oddychaniem. Zdarza się również, że wymiotują krwią. Związki chemiczne zawarte w narkotyku atakują serce, wątrobę i inne organy wewnętrzne. Uzależnieni cierpią na nadciśnienie, arytmię, przedwczesne zawały, żółtaczkę i rozedmę. Paco uśmierca również najważniejszy ludzki organ – mózg. Niestety te zmiany są nieodwracalne, gdyż używka trwale uszkadza neurony. Zwolennicy narkotyku przechodzą różne stadia emocjonalne, od nadpobudliwości i wzmożonej agresji, po całkowite otępienie. U wielu z nich rozwija się także psychoza. Wszystko zależy od tego z jaką intensywnością przyjmują kolejne dawki. Z powodu braku witamin i złego odżywiania, osoby uzależnione posiadają liczne rany na ciele, a ich wargi są popękane. Nie odczuwają zmęczenia, głodu ani bólu, są obojętni.

Pasta znana jest we wszystkich częściach Ameryki Południowej, lecz w każdym kraju pod inną nazwą. W Argentynie jest to paco, w Kolumbii basuco, a w Ekwadorze – baserolo. Peru zna je pod postacią kete, a Boliwia jako pitillo. Chilijska ludność wymyśliła najwięcej określeń i odmian. Wyróżniamy między innymi: angustia, co oznacza cierpienie i cocaina de los pobres, czyli kokaina ludzi biednych. Palo rosa to pasta mieszana z heroiną lub opium, mono połączone jest z tytoniem i wreszcie marciano to używka z domieszką marihuany.

Narkotyk obecny jest na terenie całego kontynentu, ale zdecydowanie najwięcej jest go w Argentynie. W kraju tym odnotowuje się bowiem największy odsetek osób uzależnionych. W samej tylko stolicy – Buenos Aires jest ich od 300 do 700 tysięcy. Eksperci oceniają, że w niektórych dzielnicach nędzy, zwanych villas miserias, nawet pięćdziesiąt procent młodych ludzi pali pastę. Co ciekawe, po narkotyk sięgają również reprezentanci klasy średniej i wyższej. Paco używają wszyscy, niezależnie od wieku czy płci. Według Organizacji Narodów Zjednoczonych użycie pasty kokainowej w roku 2007 wzrosło w samej tylko Argentynie o 200 procent.

Zanim jednak paco dotarło do Argentyny i Urugwaju, znane było już od przeszło dwudziestu lat w Kolumbii, Peru i Boliwii. Pojawienie się narkotyku w nowych krajach było powiązane z transformacją produkcji, rozprowadzania i handlowania chlorowodorkiem kokainy. W roku 1988 Ameryka Łacińska przeszła istotne zmiany, kiedy to ONZ ogłosiło konwencję o zwalczaniu nielegalnego obrotu środkami odurzającymi. W jej następstwie państwa gdzie hoduje się liście koki, zaczęły ograniczać dostęp do substancji chemicznych, niezbędnych do wytworzenia kokainy. Kartele szybko doszły do wniosku, że bezpieczniej będzie przemycać same rośliny, a narkotyk produkować tam, gdzie łatwiej można dostać niezbędne składniki. Spowodowało to, że kraje produkujące kokainę przeniosły finalną fazę produkcji do Argentyny, a później Urugwaju. Panują tam nie tylko lepsze warunki do chemicznego przetwarzania, ale również dla eksportu, zarówno drogą morską jak i powietrzną. Pasta transportowana jest z obu krajów za pomocą tak zwanych „mułów”. Są to osoby, którym płaci się za przemycanie kapsułek wypełnionych proszkiem. Jednorazowo przewożą ich od 60 do 100, jeśli są połykane, gdy mocuje się je do ciała, można ukryć naraz nawet 300. Wynagrodzenie dla muła wynosi pomiędzy 15 a 80 tysięcy peso, co jest równowartością od 400 do 800 dolarów amerykańskich.

Argentyna służy jako główny kanał przerzutowy dla kokainy. Radary wykrywające samoloty pokrywają zaledwie dziesięć procent państwowej powierzchni. Granica z Boliwią jest wyjątkowo nieszczelna, więc w północnej części kraju znajduje się wiele nielegalnych lądowisk. Startują z nich samoloty przemycające narkotyk w stronę wybrzeża, skąd trafia do Afryki Zachodniej w kontenerowcach. Następnie towar przerzucany jest do Hiszpanii i stamtąd dalej rozprowadzany do reszty Europy. Za zaistniałą sytuację na granicy argetyńsko-boliwskiej obwinia się prezydenta Boliwii – Evo Moralesa. Jest on liderem ruchu hodowców koki, zwanych Cocaleros. Polityka przywódcy pobłażliwie podchodzi do uprawy i produkcji kokainy. Morales jest bowiem jednym z pierwszych farmerów uprawiających narkotyk. Zachęca on wręcz swój kraj do produkcji, w celu naturalnej konsumpcji. Popiera to argumentem, że żucie liści koki jest w ich kraju tradycją od setek lat. Pod rządami tego prezydenta handlarze narkotyków praktycznie nie mają żadnego problemu, by przetransportować liście za granicę.

Argentyńczycy, jako najbardziej uzależniony naród, za zaistniałą sytuację obwiniają kryzys z 2001 roku. Według nich, pasta wciąż byłaby tylko bezużytecznym odpadem, gdyby nie załamanie ekonomiczne kraju, które było przyczyną bankructwa. Spowodowało to znaczny wzrost bezrobocia i biedy. Rząd zamroził wypłaty pensji i emerytur. Z bankomatów nie można było wyciągać pieniędzy. Wiele rodzin z dnia na dzień straciło oszczędności życia. W Argentynie nastała bieda, która jest pierwszym i głównym powodem rozprzestrzeniana się plagi paco. Dochodzi do tego brak zainteresowań, edukacji i przede wszystkim możliwości tamtejszej ludności.

Rozwiązanie problemu paco niestety nie będzie proste. Kokaina jest bowiem obecna w Ameryce Południowej od wieków i jest częścią tamtejszej kultury. W końcu to właśnie Indianie peruwiańscy odkryli jako pierwsi cudowne właściwości psychoaktywne zawarte w liściach. Krasnodrzew porastał tereny Andów na długo zanim odkryliśmy jego działanie. Uprawa tej rośliny nie jest i pewnie nie będzie zakazana na kontynencie. Hiszpanie już w XVI wieku, pierwszy raz próbowali znieść hodowlę i spożycie koki. Nałożone restrykcje oczywiście nie były i nie są respektowane i do dnia dzisiejszego. Żaden przepis nie był w stanie tego zmienić. Dopóki tradycja uprawy będzie kultywowana, kokaina nie zniknie z rynku. A jeśli proces przetwarzania będzie wciąż miał miejsce, nie ubędzie również szkodliwych odpadów w formie paco.

Oceń treść:

Average: 9.4 (10 votes)
randomness