REKLAMA




Narkofobia górą. Do pudła za łodygę

Marihuaną nie będą już - jak do tej pory - "kwiatowe lub owocujące wierzchołki konopi", lecz "każda naziemna część rośliny". To trochę tak, jakby ważyć jabłka razem z pniami i gałęziami!

Tagi

Źródło

Gazeta Wyborcza
Piotr Pacewicz

Komentarz [H]yperreala

Publikujemy tekst jako przyczynek do obserwacji socjologicznej, bo że jest pełen błędów merytorycznych (od leadu poczynając) i po chamsku upolityczniony, to chyba widać?

Odsłony

1179

Marihuaną nie będą już - jak do tej pory - "kwiatowe lub owocujące wierzchołki konopi", lecz "każda naziemna część rośliny". To trochę tak, jakby ważyć jabłka razem z pniami i gałęziami!

 

Pisałem niedawno, że polska polityka narkotykowa to "sprawiedliwość na haju". Wygląda na to, że politycy biorą coraz więcej. Zamiast łagodzić absurdalną wojnę z marihuaną, chcą zaostrzyć prawo. Zamiast śladem wielu krajów dopuścić leczenie konopiami, wciskają ludziom kit: "Niech decydują lekarze".

Definicja zamiast tabeli

Wszędzie na świecie prawo definiuje marihuanę, środek psychoaktywny, jako kwiatostan, bo tylko w nim są substancje psychoaktywne. Rząd wyskoczył jak filip z - nomen omen - konopi i postanowił, że u nas będzie inaczej.

Marihuaną nie będą już - jak do tej pory - "kwiatowe lub owocujące wierzchołki konopi", lecz "każda naziemna część rośliny". To trochę tak, jakby ważyć jabłka razem z pniami i gałęziami!

Rząd uzasadniał, że dotychczasowa definicja "rodziła wiele wątpliwości natury interpretacyjnej". Jasne, pytanie, gdzie zaczyna się kwiatostan, prowadziło do rozterek tysięcy funkcjonariuszy. Weźcie taki dylemat: czym właściwie zadławił się w marcu na śmierć nastolatek z Legionowa, który zatrzymany z działką gandzi połknął "ślady zbrodni"?

Lobby prokuratorsko-policyjnemu nowa definicja zapewni kolejny sukces. Zatrzymani, np. drobni hodowcy, będą mieli - z definicji - dużo więcej "narkotyku". Statystyki pójdą w górę. Za "znaczną ilość" można dostać nawet osiem lat, więc wyroki też się poprawią.

Szefowa Polskiej Sieci Polityki Narkotykowej Agnieszka Sieniawska prosiła posłów i posłanki sejmowej komisji zdrowia, by się opamiętali i chociaż powołali ekspertów. Argumentowała, że nie można karać za posiadanie czegoś, co nie ma substancji psychoaktywnej, czyli narkotykiem nie jest. Przekonywała, że będzie więcej ludzkiej krzywdy.

20 tys. zatrzymanych

Na stronie Sieci non stop cyka licznik zatrzymanych za posiadanie "niewielkiej ilości". Stan na niedzielę wyborczą - 11 401 osób, do końca roku będzie ponad 20 tys., może nawet 30 tys. w większości bardzo młodych ludzi z wyrokiem (zwykle w zawieszeniu) 1,5 roku. Czyli bez prawa pracy w instytucjach publicznych (np. w szkole) i europejskich, bez prawa do wizy m.in. do USA.

Od czterech lat ustawa dopuszcza umorzenie postępowania wobec zatrzymanych z "nieznaczną ilością środków psychoaktywnych przeznaczonych na własny użytek". Twórcy tego słynnego art. 62a, na czele z prof. Krzysztofem Krajewskim z UJ, chcieli, by nie wrzucać do jednego worka handlarzy i dzieciaków, które zapalą na imprezie skręta. Prokuratorzy nie korzystają jednak z tego przepisu. Boją się zarzutu, że tolerują narkomanię. Zwłaszcza że nie ma u nas prawnej definicji "niewielkiej ilości".

To tym właśnie powinny się pilnie zająć rząd i Sejm. Zastępuje je organizacja pozarządowa. Sieć rozesłała właśnie do wszystkich prokuratur wytyczne prof. Krajewskiego, w tym tabelę wartości granicznych. Dla marihuany - 10 g suszu.

Zero litości i tyle samo wiedzy

Trybunał Konstytucyjny wezwał parlament do naprawienia ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, orzekając "brak uzasadnienia dla zakazu posiadania marihuany, gdy jest to uzasadnione względami medycznymi, np. leczenia w stanach terminalnych".

Trzeźwy polityk pomyślałby, że w tej sytuacji warto dać szansę leczenia marihuaną, a przy okazji usunąć sprzeczność w prawie. Bo ustawa antynarkotykowa jednocześnie dopuszcza do leczenia konopiami (w załączniku I-N) i tego zabrania (w załączniku IV-N).

Naszym politykom sprzeczności nie przeszkadzają. Nie widać też, by rządzący mieli choćby "nieznaczną ilość" miłosierdzia wobec chorych, którym konopie mogłyby pomóc.

Owszem, prezydent Bronisław Komorowski wykazał się pewną poczciwością. W programie Kuby Wojewódzkiego mówił, że "nie ma z tym żadnego problemu, żeby zastosować także narkotyki w produkcji leków".

Redaktorom portalu naTemat odpowiedział: "Moja opinia jest prosta - politycy w tej sprawie powinni siedzieć cicho, to jest problem lekarzy i specjalistów od medycyny. To, co ma służyć człowiekowi, pacjentowi, żadnych moich obaw nie wzbudza". Ale to "lekarze, a nie znachorzy polityczni czy obyczajowo zaangażowani" powinni decydować o leczeniu.

A to dobre! Czy prezydent nie wie, że podpisał ustawę, która pozwala lekarzom stosować np. morfinę, ale zabrania marihuany? Boją się ją podać, nawet gdy pacjent uzyskał ministerialne pozwolenie.

Trudniej uwierzyć, że ignorantem jest także minister zdrowia. Sławomir Neumann przekonywał niedawno w TOK FM, że problemu nie ma. "Tego typu specyfiki są stosowane, m.in. w Centrum Zdrowia Dziecka w leczeniu padaczki lekoopornej u dzieci". To prawda, dr Marek Bachański, odznaczony właśnie medalem "Wyjątkowy lekarz", leczy z doskonałymi rezultatami dziewięcioro dzieci. Dziewięcioro!

"Część takich leków jest w normalnej sprzedaży, inne są ściągane do Polski na specjalne zamówienia lekarzy" - mówił minister. Rzeczywiście, w sprzedaży jest - trochę nie wiadomo, na jakiej zasadzie - jeden nierefundowany lek - Sativex, na stwardnienie rozsiane. Miesięczny koszt leczenia nim wynosi 2,5-5 tys. zł!

Ile osób sprowadziło medyczną marihuanę, przechodząc drogę przez biurokratyczną mękę zwaną importem docelowym? Ministerstwo podawało niedawno, że pozwoleń było 13 (z czego pięć dla słynnego Maksa, syna Doroty Gudaniec).

Zamiast opowiadać dyrdymały, minister powinien zajrzeć do doniesień medycznych o efektach leczenia konopiami tak strasznych chorób, jak astma, jaskra, lekooporna padaczka, autoimmunologiczne choroby jelita grubego, liczne zaburzenia neurologiczne, nie mówiąc już o zwalczaniu chronicznego bólu czy przynoszeniu ulgi chorym terminalnie.

Ale minister zdrowia - w odróżnieniu od Trybunału Konstytucyjnego - nie skupia się na chorych. Jako polityk woli grać na nucie narkofobii: zwolennicy medycznej marihuany "opowiadają niestworzone rzeczy", by doprowadzić do liberalizacji ustawy.

Czy to wina cierpiących ludzi, że ich leczenie reguluje ustawa, której głównym celem jest kryminalizacja używania środków psychoaktywnych z życzliwym pominięciem tytoniu i alkoholu?

***



Przykre to bardzo, jak każdy przypadek niepotrzebnych krzywd i cierpień. Trudno liczyć na to, że Senat ustawę poprawi, bo tam rządzi czysta polityka, która straszy "narkotykami" i pręży muskuły, by pokazać, jak nas przed nimi broni. Pozostaje wątła nadzieja, że prezydent Bronisław Komorowski zbada sprawę, nim podpisze nowelizację. Ta nadzieja zgaśnie, jeśli wybory wygra Andrzej Duda, bo środowisko PiS jest narkofobią zaślepione.

PS Co napisawszy, idę oddać swój głos. Czytając ten tekst, Państwo już wiedzą, czego się możemy spodziewać także w sprawach konopnych... 


Oceń treść:

Brak głosów

Komentarze

Anonim (niezweryfikowany)

Jak myslicie kiedy w PL bedzie mozna zasadzic legalnie swojego krzaka ? Ja obstawiam, ze za okolo 10 lat.

patrykkutkiewicz

Calkowita legalizacja.
Feta tez zalegalizowac ,lub zrobic rynek legalnych i malo szkodliwych uzywek( alkohol jest bardzo szkodliwy zakazac a jak nie dac ludziom cos by mogli wybrac)