Projekt ws. medycznej marihuany do drugiego czytania. "Marketing polityczny w najgorszym stylu"

"Ta ustawa niczego nie zmienia. Każdy rodzic będzie sięgał na czarny rynek" - tak o projekcie, który opuścił komisję zdrowia, mówiła Dorota Gudaniec, matka walcząca o dostęp do preparatów z konopi dla swojego syna.

Projekt, który ma zagwarantować chorym dostęp do preparatów z konopi, trafi do drugiego czytania - zdecydowali posłowie z sejmowej komisji zdrowia. Rozpatrywała ona sprawozdanie podkomisji ws. projektu, który zakłada, że preparaty z konopi byłyby wytwarzane w aptekach, na receptę, z surowca sprowadzonego z zagranicy. Na posiedzeniu po raz kolejny wróciła dyskusja m.in. o celowości prowadzenia krajowych upraw. Jak podkreślała matka dziecka leczonego medyczną marihuaną: projekt niczego nie zmienia, a rodzice będą sięgać na czarny rynek.

Dobrym wyjściem jest, by cofnąć to do podkomisji i zacząć pracować nad pewnymi zapisami. (...) Jeżeli to przejdzie w takiej formie, to ja bardzo poważnie zastanawiam się nad wycofaniem się z projektu ustawy - oświadczył Piotr Liroy-Marzec (Kukiz'15), który jest jednym z wnioskodawców projektu.

Propozycja cofnięcia projektu do prac w podkomisji nie zyskała jednak akceptacji większości komisji.

Przewodniczący podkomisji poseł Grzegorz Raczak (PiS) wskazywał, że "w życiu należy kierować się pewnym pragmatyzmem", a "jeśli chce się coś osiągnąć, nie zawsze jest to spektakularne zwycięstwo". Projekt to - jak mówił - "krok we właściwą stronę", a wycofanie go oznaczałoby utrzymanie obecnej sytuacji, w której możliwa jest jedynie wydawana na wniosek pacjenta zgoda na refundację leku sprowadzanego w ramach tzw. importu docelowego.

Wiceminister zdrowia Krzysztof Łanda ocenił, że projekt otwiera nowe możliwości i poszerza dostęp do produktów z konopi.

Jego resort ma przyglądać się temu, jakie jest zapotrzebowanie na susz, bo obecnie trudno to oszacować.

Jak oświadczył Krzysztof Łanda, jeśli nie będzie możliwości sprowadzenia wystarczającej ilości suszu, rozpatrywany może być wariant krajowych upraw. Jeśli popyt byłby bardzo duży, zapotrzebowanie byłoby bardzo duże i import nie byłby w stanie zapewnić odpowiedniej podaży pochodnych kanabinoidów na rynku, to wtedy oczywiście rozważymy uprawę odpowiednich roślin w Polsce - pod kontrolą - powiedział wiceminister.

Podkreślił również, że nie można uruchomić uprawy bez sprawdzenia tego, jakie jest zapotrzebowanie, ponieważ koszty nadzoru nad uprawą mogłyby okazać się wyższe niż koszty wynikające z importu.

Łanda podał także, że obecnie 70 procent aptek, czyli około 13 tysięcy, zajmuje się obrotem środkami odurzającymi i ma pomieszczenia do wytwarzania leków recepturowych.

Pierwotnie projekt przewidywał, że chorzy będą mogli sami uprawiać konopie

Początkowo projekt noweli ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, przygotowany przez Kukiz’15, przewidywał, że pacjent będzie mógł sam uprawiać konopie i sporządzać przetwory na potrzeby terapii: uprawa i zbiór ziela i żywicy konopi innych niż włókniste na potrzeby terapii miały być dozwolone po uzyskaniu zezwolenia. Planowano, że otrzymywaliby je pacjenci lub ich opiekunowie prawni, a także np. organizacje społeczne.

Obecnie, po zmianach zgłoszonych podczas prac w podkomisji, projekt przewiduje, że konopie będą mogły być wykorzystywane do wytwarzania preparatów farmaceutycznych - tak by lekarze mogli przepisać sporządzenie leku recepturowego w aptece. Surowiec ma być sprowadzany z zagranicy - np. z Czech, Holandii i Włoch.

Preparaty, przynajmniej początkowo, nie będą refundowane.

Przewodniczący podkomisji Grzegorz Raczak (PiS) podkreślał we wtorek, że rozwiązanie, by ziele konopi innych niż włókniste oraz wyciągi, nalewki farmaceutyczne i żywica mogły stanowić surowiec farmaceutyczny, jest istotne i celowe. Uznanie tego za surowiec farmaceutyczny umożliwia przeznaczenie go do sporządzania leków recepturowych - po uzyskaniu pozwolenia na dopuszczenie do obrotu - wyjaśnił. Rozwiązanie to sprawi, że środek dostępny w aptekach będzie podlegał nadzorowi inspekcji farmaceutycznej i będzie bezpieczny dla pacjentów, a w związku z uproszczoną rejestracją zapewni dostępność w szybkim tempie.

Liroy-Marzec: Z resortu zdrowia płynie mocny sygnał, by lekarze nie stosowali preparatów z marihuany

Podczas wtorkowego posiedzenia nie zabrakło - podobnie jak na wcześniejszych posiedzeniach ws. dostępu do produktów z konopi - ożywionych dyskusji.

W pierwotnym zapisie napisaliśmy, że polski instytut naukowy uprawia, polski instytut naukowy produkuje, państwo nad tym sprawuje kontrolę i dostarcza pacjentom - a dziś mówimy, że ktoś może sobie sprowadzić susz, jak złoży odpowiedni wniosek, a aptekarz sobie zrobi lek. To nie jest dobra intencja - przekonywał przewodniczący komisji zdrowia Bartosz Arłukowicz (PO).

Piotr Liroy-Marzec (Kukiz’15) stwierdził zaś, że "były świetne pomysły, wydawało się, że wypracowano kompromis, ale komuś ten kompromis się nie spodobał". Jego zdaniem, z resortu zdrowia płynie mocny sygnał, by lekarze nie stosowali preparatów z marihuany.

Ewa Kopacz (PO) oceniła natomiast, że czytając sprawozdanie komisji po czterech miesiącach prac podkomisji, ma wrażenie, że "góra urodziła mysz". Czy będziecie mieli odwagę powiedzieć, że ten projekt niczego nie wnosi, że nie pomaga ludziom, którym pomoc zadeklarowano? - pytała.

Matka dziecka leczonego medyczną marihuaną: To marketing polityczny w najgorszym stylu

Ta ustawa niczego nie zmienia. Każdy rodzic będzie sięgał na czarny rynek - tak o projekcie, który opuścił komisję zdrowia, mówiła Dorota Gudaniec, matka walcząca o dostęp do preparatów z konopi dla swojego syna.

Czy jesteście w stanie zagwarantować polskiemu dziecku, polskiemu umierającemu pacjentowi dostęp do leku w standardzie, który będzie dobry? Standardzie, który będzie przede wszystkim szybki? Standardzie, gdzie będzie dostępność? Czy jesteście w stanie wziąć odpowiedzialność za ustawę, która spowoduje, że to jest tylko i wyłącznie fasada? To jest marketing polityczny w najgorszym stylu. Czy macie sumienie wziąć na siebie odpowiedzialność za kolejne śmierci pacjentów? - pytała posłów Dorota Gudaniec.

Oceń treść:

Average: 5 (2 votes)

Komentarze

major Wojciech ... (niezweryfikowany)

Ogółem nie wtym kraju. I nie z kurwami z PiS i PO.
Zajawki z NeuroGroove
  • Marihuana

  • Marihuana
  • Marihuana
  • Pierwszy raz

Dobre nastawienie, brak jakiegokolwiek stresu przed próbą. Spotkanie przebiegało u kolegi w mieszkaniu niedaleko szkoły, gdzie bywaliśmy po lekcjach. Spotkaliśmy się naszą paczką z gimnazjum, żeby zajarać.

Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że jestem informatykiem i nie mam duszy pisarza, ale podzielę się z wami przeżyciami z mojego pierwszego spotkania z Marry Jane. Całe zajście miało miejsce w gimnazjum, alę było to na tyle przełomowe, że pamiętam wszystko, jakby to było wczoraj. Jako introwertyk z paroma kolegami na krzyż nigdy nie ciągnęło mnie na imprezy i większość czasu spędzałem w domu. Zanim zapaliłem pierwszego skręta, raz w życiu miałem alkohol ustach. Od zawsze do wszystkiego w moim życiu podchodziłem od naukowej strony.

  • 4-HO-MET
  • Odrzucone TR
  • Przeżycie mistyczne

urodziny kolegi, przyjemne miejsce, las, jezioro

 

  • Dekstrometorfan

S&S : Droga na peron, Most.

Doświadczenie : Kofeina, Tytoń, Alkohol, THC.

Dawkowanie : Tussidex, 360 mg.

Chciałbym zaznaczyć, że jest to mój pierwszy raz z czymś mocniejszym, wypadło na DXM.

Stoję z kumplem (nazwijmy go L.) w mało widocznym miejscu i połykamy. Najpierw on, 18 małych tabletek ląduje w żołądku, potem ja, popijamy sokiem i idziemy gdzieś usiąść.

Dzwonimy po następnego znajomego (a tego nazwijmy G.), przychodzi i razem wyruszamy w Dexową podróż.