REKLAMA




Kiedy alkohol nie szkodzi?

Majowe weekendy kojarzą się w Polsce z grillowaniem i piwem. Ale modne stały się też śniadania przy Prosecco. W jakich okolicznościach przyrody alkohol nie szkodzi?

Tagi

Źródło

Polityka
Paweł Walewski

Odsłony

1327

Majowe weekendy kojarzą się w Polsce z grillowaniem i piwem. Ale modne stały się też śniadania przy Prosecco. W jakich okolicznościach przyrody alkohol nie szkodzi?

Wino najchętniej piją Włosi, Grecy i Francuzi. Piwo – Polacy, Estończycy i Finowie. Wódkę – Bułgarzy, Litwini, Estończycy i znów Polacy. Ci ostatni również, obok Brytyjczyków, są największymi konsumentami whisky. Polacy piją rzadko, np. raz w tygodniu, ale jednorazowo dużo – choćby ćwiartkę wódki. 13 proc. z nich to abstynenci. Za to 60 proc. (najwięcej w UE) uważa alkohol za „towar jak każdy inny, który nie wymaga żadnych ograniczeń”.

Informacje te pochodzą z właśnie opublikowanego raportu z pierwszego Europejskiego Badania Ankietowego nad Alkoholem. Krzysztof Brzózka, dyrektor Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, z satysfakcją mówi, że dzięki sondażowi można wreszcie dokonać wiarygodnych porównań, i konstatuje: Model picia kultywowany przez Polaków jest szkodliwy i od lat się nie zmienia. 40 proc. przyznaje się do picia ryzykownego przynajmniej raz w ciągu minionych 12 miesięcy. Już jednorazowy wyskok może przynieść poważne konsekwencje zdrowotne.

Wino dla serca?

Ludzie napełniają kieliszki, kufle i szklanki, aby się odprężyć, świętować w towarzystwie, przybywa również takich, którzy – jak twierdzą – piją dla zdrowia. – Ten argument jest dla mnie obłudny, bo nie ma badań, które potwierdzałyby tego rodzaju korzyści – kategorycznie stwierdza Brzózka. – Ludzie powołują się np. na ustalenia, że zdrowotne znaczenie ma lampka wina, ale nikt nie przytacza drugiej części tego zdania: u mężczyzn powyżej 60 lat i całkowicie zdrowych.

Podczas gdy dyrektor rządowej agencji widzi same niekorzystne skutki sięgania po napoje wyskokowe, część lekarzy ma na ten temat już mniej radykalne poglądy. Podczas ostatniego Kongresu Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego sesja zatytułowana „Wino, kobiety i śpiew” (z dopiskiem, aby nie było zbyt dwuznacznie: „Możliwości i wyzwania współczesnej kardiologii”) przyciągnęła tłumy. W kuluarach była promowana książka prof. Władysława Sinkiewicza, kierownika Kliniki Kardiologii Collegium Medicum w Bydgoszczy, pod znamiennym tytułem „Wino jest dobre dla serca” (Wyd. Via Medica), która jest pierwszą polską monografią poświęconą wpływowi wina na układ krążenia. I choć żaden ekspert nie zachęci osoby niepijącej, aby zaczęła przyjmować alkohol dla zdrowia, to nie jest tak, że zwyczaju umiarkowanego spożywania czerwonego wina (choć i białe ma swoje interesujące właściwości) nie należy wspierać. Pozostaje rozstrzygnąć problem, co oznacza umiarkowane spożycie?

Według polskiej normy tzw. standardowa porcja zawiera 10 g czystego alkoholu, co odpowiada ok. 200 ml 5-proc. piwa, 100 ml 10-proc. wina lub 25 ml 40-proc. wódki, ale w Wielkiej Brytanii za standard uważa się 8 g alkoholu, w Niemczech – 12 g, w USA – 14 g, a w Austrii nawet 20 g. Różne przyjmuje się limity dzienne i tygodniowe, odmienne kryteria stosuje się także dla tzw. ryzykownego picia (w Polsce jest to 60 g czystego etanolu, czyli ok. 150–200 ml wódki dziennie u mężczyzn, a 40 g u kobiet).

W większości krajów podawane limity są różne w zależności od płci, choć Brytyjczycy niedawno je zrównali, wychodząc z założenia, że mężczyznom nie należą się żadne fory. W Polsce kardiolodzy zezwalają zdrowym kobietom na 150 ml wina dziennie (czyli kieliszek), a mężczyznom – już na dwa kieliszki (300 ml), gdyż mają większą masę ciała i więcej enzymów przekształcających alkohol w aldehyd oraz kwas octowy, a następnie w dwutlenek węgla i wodę. Anglicy zwracają jednak uwagę, że choć u kobiet stężenie alkoholu we krwi jest wyższe po spożyciu tej samej ilości, to szybciej trzeźwieją i generalnie piją rzadziej. „Dlatego nie mamy podstaw, by mężczyznom pozwalać na więcej” – orzekła Petra Meier z Uniwersytetu w Sheffield, której badania dotyczące spożywania alkoholu w Wielkiej Brytanii stały się podstawą do wprowadzenia nowych regulacji.

W Polsce wciąż zgodnie z normami WHO bezpieczną granicą picia, a więc niezwiązaną ze zbyt dużym ryzykiem wystąpienia szkód zdrowotnych, są dla mężczyzn 3–4 porcje, a dla kobiet 2 porcje alkoholu dziennie, wypijane przez pięć dni w tygodniu (sugeruje się dwa dni przerwy). – To nie są żadne zalecenia, a bardziej normy ustalone z myślą o badaczach zwyczajów picia – podkreśla dyrektor Brzózka. Jego zdaniem bezpieczna porcja alkoholu to iluzja, jednorazowe wypicie tygodniowej normy (tj. np. 10–15 porcji) zwiększa ryzyko wystąpienia niekorzystnych dla organizmu zmian.

Przechylić butelkę

Od tych wszystkich ostrzeżeń można się upić na smutno. Tymczasem… „W świetle badań naukowych z ostatnich kilkunastu lat, zarówno eksperymentalnych, jak i obserwacyjnych, wynika, że alkohol – poza dobrze znanymi zagrożeniami – może mieć działanie korzystne dla organizmu, przede wszystkim w zapobieganiu chorobie niedokrwiennej serca oraz innym chorobom naczyniowym, a polifenole zawarte w winach zwiększają korzystny efekt w zmniejszaniu śmiertelności” – czytamy w książce prof. Sinkiewicza.

Różnica między tym stwierdzeniem a nieprzejednaną opinią szefa PARPA przypomina niezgodność, którą zaobserwowano między Francją a ZSRR na przełomie lat 80 i 90. XX w. Michaił Gorbaczow prowadził wtedy w swoim kraju kampanię mającą obniżyć spożycie alkoholu, której szybko przypisano sukces: średnia długość życia Rosjan wzrosła o dwa lata, gdyż spadła liczba zgonów z powodu chorób układu krążenia. I gdy już wydawało się, że wszystko jasne, zauważono, że wypijający równie dużo alkoholu Francuzi mają serca zdrowsze, a choroby sercowo-naczyniowe nie są w tym kraju plagą. Przyczyny nie były trudne do wyjaśnienia: we Francji od lat spożywano wino regularnie do posiłków, podczas gdy Rosjanie woleli pić czysty alkohol i tradycyjnie upijali się w weekendy. Kiedy tę różnicę wzięto pod uwagę, stało się oczywiste, co ma szkodliwy wpływ na zdrowie.

Wszystko z umiarem

Dlaczego wino działa inaczej niż wódka albo whisky? Prof. Sinkiewicz w swojej książce udziela odpowiedzi: „Oprócz specyficznych właściwości wina nie bez znaczenia pozostaje fakt, że gdy jest spożywane w trakcie posiłków, trafia do organizmu we właściwym momencie, czyli wtedy, gdy nasycone kwasy tłuszczowe wywołują największy stres oksydacyjny. A ponieważ wino wchłaniane jest stosunkowo wolno, jego ochronne działanie trwa dłużej”. Dochodzą do tego także inne cechy kuchni francuskiej (zamiast tłuszczu wołowego i wieprzowego używa się tam częściej tłuszczów gęsich zawierających mniej cholesterolu) oraz styl życia smakoszy: nie stronią od aktywności fizycznej, jedzą dużo warzyw i owoców, mają wyższy status społeczny, lubią spędzać czas w towarzystwie i przyzwoicie się wysypiają. To wszystko poprawia kondycję serca.

Jak jednak sprawdzić doświadczalnie przewagę jednego czynnika nad pozostałymi? Przecież podczas takich badań – które trzeba by przeprowadzić w sposób kontrolowany – należałoby nakazać ludziom pić dokładnie odmierzoną ilość alkoholu przez wiele lat, co jest niewykonalne. Nawyki (np. palenie tytoniu) i styl picia oraz dietę też należałoby wziąć pod uwagę, gdyż są to czynniki wpływające na ryzyko chorób serca i mogą zniekształcać wnioski. Na badaczy chcących raz na zawsze rozwikłać problem korzyści ze spożywania alkoholu czeka mnóstwo pułapek.

Nawet prof. Władysław Sinkiewicz w swojej książce zauważa: „Wciąż istnieje zbyt mało dowodów naukowych, by rozstrzygnąć o wyższości któregoś z napojów alkoholowych pod względem pozytywnych skutków zdrowotnych. Brakuje badań, których uczestnicy byliby kwalifikowani losowo do podgrup przyjmujących standardowe ilości określonego trunku. Niestety, przeprowadzenie takiego badania jest niemożliwe, nie tylko ze względów etycznych, ale także dlatego, że ludzie w różnym czasie mają odmienne preferencje alkoholowe”.

Biologia i medycyna jakoś sobie jednak z tym radzą. Przeprowadzono wiele badań, także na zwierzętach, które wykazały, że spożywanie alkoholu w umiarkowanych ilościach może podwyższać poziom korzystnego cholesterolu HDL, wpływa przeciwzakrzepowo, zapobiega demencji, a nawet poprawia wrażliwość na insulinę, co wzmacnia ochronę przed wystąpieniem cukrzycy typu 2.

Były to jednak – jeżeli chodzi o ludzi – badania obserwacyjne, a one opierają się głównie na danych z kwestionariuszy, za których pomocą – co przyznaje prof. Sinkiewicz – uczestnicy samodzielnie oceniają ilość i częstotliwość spożywanych trunków (i zazwyczaj jej nie doszacowują). Niełatwo więc interpretować wyniki.

Toteż sceptycy nie złożyli broni – według nich jakikolwiek entuzjazm wobec zdrowotnych korzyści picia wina opiera się na błędach w danych. I przypominają, co złego może spotkać organizm pod wpływem alkoholu: nadciśnienie, nowotwory w siedmiu narządach, choroby wątroby i trzustki, udary mózgu (nie wymieniając klasycznych objawów upicia ze wszystkimi konsekwencjami). Większość tych groźnych skutków wynika jednak zazwyczaj z konsumpcji napojów wysokoprocentowych w dawkach przekraczających dozwolone normy (np. 35 jednostek alkoholu tygodniowo).

Kluczem do zdrowia pozostaje więc umiar. I zdrowy rozsądek. W Polsce istnieje całkowicie nieuzasadnione przekonanie, że alkohol w piwie lub winie to nie ten sam etanol, co w czystej wódce. I niejednokrotnie kobiety w ciąży nie widzą niebezpieczeństwa w kieliszku czerwonego wina (a powinny wystrzegać się alkoholu w każdej postaci), zaś w kawiarnianych ogródkach trudno znaleźć klienta, który gaszenie pragnienia zakończyłby na jednym kuflu. – Mam pełną świadomość, że pisanie o dobroczynnych właściwościach wina to duża odpowiedzialność i jednocześnie wyzwanie medyczne, etyczne i moralne – zauważa prof. Sinkiewicz. – O smutnych i często tragicznych skutkach nadużycia można dowiedzieć się codziennie z różnych mediów, a statystyki są nieubłagane.

Jak mówi autor, tytuł „Wino jest dobre dla serca” to tylko skrót myślowy. – W treści rozważam różne aspekty sięgania po alkohol i przytaczam, podpierając się fachową literaturą, rozmaite wyniki badań. Poza wszystkim to wskazówka dla czytelników, by nauczyli się po prostu zdrowego stylu życia. Czas bowiem zerwać z polskim upodobaniem do skrajności: albo wszystko, albo nic.

Oceń treść:

Average: 7.2 (5 votes)
randomness