REKLAMA




Gdy ludzie słyszą: marihuana medyczna, to myślą, że to wybieg tych, co chcą się spalić. Stereotyp jest bardzo silny

Tagi

Źródło

Tokfm
Agnieszka Lichnerowicz

Komentarz [H]yperreala

Dużo się dzieje (i pisze) w tym temacie w kraju, zobaczmy jak to wygląda tam, gdzie mają to już w jakimś stopniu przepracowane.

Odsłony

407

- Jeżeli ktoś zarzuca, że medyczne wykorzystywanie marihuany nie zostało wystarczająco przebadane, to jest w błędzie - mówi w rozmowie z Agnieszką Lichnerowicz Josh Stanley, aktywista i hodowca medycznej marihuany. - Opublikowano ponad 2000 wyników badań nad efektami wykorzystywania medycznej marihuany. To, że nie przeprowadzono badań w USA lub w Polsce, nie znaczy, że nie ma ośrodków, które zajmowałyby się tym tematem - dodaje.

Agnieszka Lichnerowicz: Kim pan jest? Biznesmenem, który zarabia na legalnej w Kolorado marihuanie? Farmerem, który zamiast pomidorów uprawia konopie? Czy działaczem, który podróżuje po świecie, przełamuje ludzkie uprzedzenia i przekonuje ludzi do medycznych właściwości marihuany?

Josh Stanley: - Jestem wszystkimi trzema. Jestem farmerem, zacząłem uprawiać marihuanę dla celów medycznych 10 lat temu. Jestem aktywistą, edukatorem i właścicielem biznesu, który opiera się na sprzedaży medycznej marihuany. Ale przede wszystkim chcę edukować świat, czym jest marihuana medyczna.

Zwracam się do ludzi, którzy nie rozumieją, czym jest medyczna marihuana. Kiedy ludzie słyszą hasło marihuana medyczna, myślą, że to pretekst, żeby otworzyć drogę do legalizacji. Uważają, że to wybieg dla ludzi, którzy po prostu chcą się "spalić".

Dlatego tutaj jestem - aby opowiadać o skutkach leczenia pacjentów cierpiących na różnorakie choroby: dysfunkcje systemu autoimmunologicznego, raka, stwardnienie rozsiane, parkinsona, HIV i oczywiście epilepsję. Mówię o dzieciach, które bez tej terapii by umarły.

Ale czy medyczne stosowanie marihuany zostało odpowiednio zbadane? Nie znamy choćby długofalowych efektów stosowania marihuany w leczeniu.

- Ciągle to słyszę. Jeżeli ktoś zarzuca, że medyczne wykorzystywanie marihuany nie zostało wystarczająco przebadane, to jest w błędzie. Opublikowano ponad 2000 wyników badań nad efektami wykorzystywania medycznej marihuany. To, że nie przeprowadzono badań w Stanach Zjednoczonych lub Polsce, nie znaczy, że nie ma ośrodków, które zajmowałyby się tym tematem. Wręcz przeciwnie, są - głównie w Izraelu i Hiszpanii.

Określanie marihuany jako leku, który uzależnia lub nazywanie jej narkotykiem jest absurdalne. Spójrzmy na statystyki - nie ma ani jednego przypadku śmierci bezpośrednio spowodowanej stosowaniem konopi. Natomiast każdego roku w samych Stanach Zjednoczonych - najpopularniejszy narkotyk świata, czyli papierosy - zabija 480 tys. osób. Drugie miejsce zajmuje alkohol, od którego ginie 80 tys. Amerykanów. Trzecie to środki przeciwbólowe na receptę - od przedawkowania których co 90 minut ginie mieszkaniec Stanów Zjednoczonych.

"Newsweek" i "Time" opublikowały właśnie badania, z których wynika, że w amerykańskich stanach, w których zalegalizowano marihuanę medyczną, liczba śmierci spowodowanych przez opiaty spadła o 1/4. Marihuana praktycznie nie stwarza ryzyka uzależnienia i przedawkowania. Teraz stosujemy nawet marihuanę, żeby uwolnić ludzi od szkodliwych opiatów. Stworzyliśmy program nazwany "Programem zastąpienia opiatów". Stosują go terapeuci i - chociażby - weterani wojenni, którzy wracają do domów ciężko ranni i uzależnieni od leków przeciwbólowych. Dzięki marihuanie mogą porzucić tabletki i powoli wyleczyć uzależnienie. To pokazuje, jak efektywna jest marihuana.

Jednak na całym świecie, również w Polsce, nie nawołuje pan do legalizacji marihuany jako takiej, ale dopuszczenia jej medycznego stosowania. Jaka jest różnica? Czy to ta sama substancja? My w Polsce mamy w głowach obrazek Kalifornii - stanu, w którym nagle wzrosła liczba osób narzekających na ból pleców. Wszystko dlatego, że zalegalizowano tam medyczne stosowanie marihuany i ludzie wykorzystywali te przepisy, by mieć do niej dostęp również dla przyjemności.

- W Kalifornii zezwolenie na medyczną marihuanę było rzeczywiście sposobem na obejście przepisów i na legalizację. Oczywiście, tysiące ludzi dzięki tym przepisom leczy się z pomocą marihuany, ale Kalifornia i Kolorado nie są tu dobrymi przykładami. Tak jak pani mówi - system był nadużywany. Dużo lepsze rozwiązania wprowadzono w stanie Nowy Jork, co zresztą jest powodem, dla którego przeniosłem tam moją działalność. Władze tego stanu nie pozwalają na palenie, czy na stosowanie absurdalnych, doustnych sposobów przyjmowania marihuany jakciasteczka czy lizaki.

Nowy Jork podszedł do tego pragmatycznie i pozwolił jedynie na prawdziwie medyczne zastosowanie marihuany. Aby dostać receptę, trzeba spełniać konkretne kryteria. To pozwala na standaryzowanie i opracowanie konkretnych dawek. Bardzo mocno przypomina to farmakologię, pomimo że stosujemy organiczną i całkowicie naturalną substancję. Mamy tu do czynienia z największą medyczną anomalią - całkowicie naturalna substancja działa skuteczniej niż leki.

Chcemy zwrócić uwagę świata właśnie na medyczne właściwości konopi. Pokazać, jak ogromny jest potencjał marihuany w redukcji guzów, leczeniu raka, Parkinsona, Alzheimera czy stwardnienia zanikowego. To jest potencjał, który my obserwujemy każdego dnia w leczeniu padaczki! Nie uwierzyłaby pani ile widzimy dzieci, które po prostu się budzą. Pacjentowi leczonemu marihuaną naprawdę nie chodzi o to, żeby się odurzyć, ale wyzdrowieć.

Występujące w konopiach fitokannabinoidy są molekularnie identyczne z endokannabinoidami występującymi w naszym ciele. Dzięki temu niedobory substancji naturalnie występujących w naszym ciele możemy wypełniać właśnie fitokannabionoidami. Leczymy przyczynę, a nie efekty.

Skoro naukowcy zgadzają się z tym, to jak wytłumaczy pan opór, który wywołuje stosowanie marihuany na całym świecie? Dlaczego państwa zakazują stosowania leku, który jest tak skuteczny? Dlaczego korporacje nie spróbują skomercjalizować tej terapii, przecież - z tego co pan opowiada - wynika, że to wielki potencjał?

- Ten moment nadchodzi. Wielkie koncerny farmaceutyczne zaczynają się interesować tą metodą leczenia. To tylko kwestia czasu, kiedy ludzie tacy jak my zostaną odsunięci, a wielkie firmy przejmą rynek. To jednak nie znaczy, że przestaniemy robić, co słuszne. Pyta pani dlaczego ta metoda była do tej pory nielegalna? Przede wszystkim dlatego, że koncerny nie mogą jej opatentować.

Poza tym, nazywanie tej rośliny marihuaną od razu ją stygmatyzuje. Stereotyp jest bardzo silny, gdy ludzie słyszą "marihuana", od razu ją odrzucają jako lek. Ale to się zmieni, gdy odkryją, że dzięki niej dziecko może wyzdrowieć.

Uświadamianie tego to bardzo powolny proces. Kiedy ja zaczynałem 10 lat temu, musiałem mocno przekonywać lekarzy. Na dziesięciu, z którymi rozmawiałem, ośmiu powiedziało mi, że mam wyjść z ich gabinetu albo zadzwonią po policję. Dwóch pozostałych było na tyle miłych, że poprosili, żebym wyszedł. Zupełnie nie rozumieli, co robimy.

 

Nie rozumieli, bo nic na ten temat nie wiedzieli?

- W ich środowisku nie znano analiz i badań, na których ja się opieram. Byłem uzbrojony w badania z Izraela i Hiszpanii, w historie weteranów, których leczyłem z zespołu stresu pourazowego, pacjentów chorych na raka. Mimo wszystko nie mogłem znaleźć lekarzy, którzy działaliby razem ze mną. Dzisiaj na dziesięciu lekarzy, z którymi wtedy rozmawiałem, dziewięciu odsyła mi na co dzień pacjentów.

To przemiana, która wymaga czasu i edukacji, ale na pewno nie aktywizmu. Muszę tłumaczyć ludziom, że nie zrobią nic dobrego wychodząc i waląc ludziom w drzwi. To tylko uczyni te drzwi mocniejszymi i powoduje jeszcze większe niezrozumienie.

Musimy być cierpliwi. Mamy dowody, nauka jest po naszej stronie. To nowa rewolucja biotechnologiczna! Rozmawiałem o tym z dr. Sanjay'em Guptą z CNN. Jesteśmy przekonani, że za 5 do 10 lat ludzie będą stosowali kannabinoidy zastępcze. Jako profilaktyczną terapię.

I naprawdę nie mówię o haju, mówię o leczeniu. Większość ludzi, gdy myśli o marihuanie, to koncentruje się na THC, to ten związek, który daje te psychoaktywne efekty. Ale on nie zawsze występuje w terapiach opartych na konopiach. Ludzie tego nie rozumieją i może nawet wyobrażają sobie, że pozwalamy tym dzieciakom się "zjarać". Oczywiście - nie.

Wytłumaczmy więc. Pan pracował na tym, by zmniejszyć ilość THC, a zwiększyć obecność CBD.

- Wyruszyłem na misję, w odwrotnym kierunku niż hipisi. Wyhodowałem roślinę, która jest zaprzeczeniem ich marzeń. Zredukowałem THC, natomiast zwiększyłem obecność CBD. Gdy kilka lat temu w końcu wyhodowaliśmy tę roślinę, to nie mogliśmy jej nikomu sprzedać, bo nie wywoływała psychoaktywnych skutków. A tego chcą ludzie, którzy palą dla przyjemności albo - jak mówią - terapeutycznie.

Nazwaliśmy więc naszą roślinę: "rozczarowaniem hippisa", bo dla nich była nudna.

Musimy jednak podkreślić, że z badań wynika, że marihuana nie powinna być używana, bo jest szkodliwa dla nastolatków, których mózg jeszcze się rozwija. U starszych może też przy dużych dawkach powodować paranoje i ataki strachu. Nie chciałabym, żeby powstało wrażenie, że jest zupełnie nieszkodliwa.

- Oczywiście, zawsze jest ryzyko. Tyle że skutki uboczne używania marihuany są prawdopodobnie mniejsze niż przy jakimkolwiek leku na receptę. Nie można umrzeć od stosowania jej, nie da się jej śmiertelnie przedawkować. Ale oczywiście - jak wszystko inne - potrzebne są kolejne badania. Ale też dzieci, które leczymy, brały już nawet leki zatwierdzone do weterynaryjnego użycia. Bo to była ostatni szansa. Dziś odstawiły już wszystkie te leki i używają tylko marihuany.

W Stanach Zjednoczonych ważna dla debaty o medycznej marihuanie była historia Charlotte, 5-latce, która zmagała się nawet z setkami ataków epilepsji dziennie. Dopóki nie podaliście jej marihuany.

- Jeszcze raz podkreślę na wszelki wypadek, że nie rozmawiamy o paleniu marihuany dla przyjemności. W ogóle nie mówię o paleniu, czy wdychaniu marihuany. Mówię o tabletkach, które nie mają działania psychoaktywnego. Chodzi o to, by uzupełnić braki endokanabinoidów w naszym organizmie. To nowa nauka. Myślę, że to Artur Schopenhauer powiedział, że prawda przechodzi przez 3 fazy. W pierwszej jest wyśmiewana, w drugiej zaciekle atakowana, a w trzeciej jest uznawana za oczywistą. My jesteśmy gdzieś między drugą a trzecią fazą. W niektórych miejscach terapia marihuanowa jest uznawana za oczywistą, w innych krajach, jak w Polsce, jest atakowana. Ale tak musi być i dobrze, że o tym rozmawiamy.

W Stanach Zjednoczonych, jak wynika z konserwatywnego badania instytutu Gallupa, 88 procent ankietowanych popiera medyczne stosowanie konopi. Spodziewamy się, że do następnych wyborów w 2016 r. zalegalizuje już ją 41 stanów.

W Polsce podczas dyskusji nad złagodzeniem przepisów antynarkotykowych jednym z głównych argumentów przeciwników legalizacji marihuany był jakoby strach przed mafią, która będzie zarabiać pieniądze i nakręcać popyt na marihuanę. Obawy mogą tez budzić koncerny medyczne, które gdy zwietrzą w tym biznes, będą marihuanę reklamować i za nią lobbować.

- Po pierwsze, prohibicja nigdy nie przynosiła efektów. Gdy w USA obowiązywała prohibicja na alkohol - to kto na tym zarabiał? Gangsterzy. Podczas obowiązywania tej absurdalnej polityki narkotykowej - kto się wzbogacił? Kartele. Teraz stan Kansas jest wkurzony na Kolorado, bo gdy tam zalegalizowano marihuanę, gangsterzy przenieśli się właśnie do Kansas. W Kolorado obowiązują bardzo ścisłe regulacje dotyczące zakupu marihuany. Ten konserwatywny strach, o którym pani mówi, jest archaiczny i - z całym szacunkiem - bez sensu, bo jest na odwrót.

Myśli pan, że takie oddolne biznesy jak pana wytrzymają w konkurencji z dużymi koncernami farmaceutycznymi?

- Myślę, że w ciągu 5-10 lat wezmą swoją część rynku. Ale duże koncerny stawiają tylko na takie produkty, które mogą opatentować, a tu mamy do czynienia z rośliną i trudno opatentować wszystkie jej możliwości, zawsze więc zostanie miejsce dla małych producentów.

A ja sam uważam siebie za oddolnego działacza i producenta. Jeżdżę po świecie i przekonuję ludzi do potencjału konopi. Robiłem to w jednym z najbardziej konserwatywnych stanów; przekonaliśmy legislatorów, by pozwolili uprawiać je dla celów medycznych. Zwróciłem się wtedy do farmerów, którzy tracili swoje farmy z powodu rządowych subsydiów dla tytoniu, i zaproponowałem im uprawę konopi, które są przeznaczone dla terapii dzieciaków. Dołączyły do nas nawet najbardziej konserwatywni chrześcijanie.

Ilu macie małych pacjentów?

Około 500 dzieci korzysta w tej chwili z terapii organizowanych przeze mnie lub moich braci. Tysiące czekają na to, by ich rządy pozwoliły na tę naturalną, niepsychoaktywną terapię. 

 

Oceń treść:

Average: 4 (2 votes)
Zajawki z NeuroGroove
  • Bad trip
  • Marihuana

Dobre nastawienie, mieszkanie na wynajmem kolegi, parę ziomkow w tym najlepszy kolega. Ogólnie wszyscy pozytywni i nakreceni. Choć mieszkanie miało mało mebli co mi akurat przeszkadzało.

Przeszliśmy do kolegi, wszyscy w dobrym nastroju, zapalismy najpierw po lufie. Nikomu z nas nic nie było więc zaczęliśmy robić wiadro. Po okołu 40 minutach walnalem wiadro jako ostatni. Zdusiło mnie w płucach, strasznie bolało aczkolwiek po chwili ból ustał i zaczęło mi się bardzo chcieć sikać. Do kibla oczywiście była kolejka więc czekałem już mocno porobiony, zacząłem sobie wkręcać że zaraz się zesikam, wszystko było tak spowolnione że ledwo trzymałem się na nogach.

  • Benzydamina

Benzofilia...





Substancja: Benzydamina


Dawka: w sumie ok. 18 razy po 500mg w ciągu roku.


Doświadczenie: Ganja, Tramadol, Benzydamina, Efedryna, Pseudoefedryna, DXM, Extasy.


Set & Settings: Bywało różnie generalnie positiv.


Wiek: 19 lat


Waga 50 kg.





Więc tak ten T-R ma charakter ogólnego opisu fazy po benzydaminie oraz ostrzeżenia przed jej zażywaniem.

  • Tramadol




















  • Etanol (alkohol)
  • LSD-25
  • Tripraport

dobre nastawienie przychiczne, chęć przeżycia przygody na kwasie i sprzyjająca ku temu okazja z powodu wolnej chaty przyjaciela

Jakoś kilka tygodni temu zakupiłem cztery blotery LSD: po jednej dla mnie, dwóch przyjaciół i jednej przyjaciółki. Jeden z kumpli akurat wtedy miał na całą noc wolną chawirkę, więc szybko nadarzyła się okazja, żeby ten kwas przetestować. Początkowo kupujemy czteropak i idziemy do domu, gdzie połykamy blotery, które koło 20 wszystkim już się dobrze rozpuściły. Oglądamy Brickleberry i trochę się denerwujemy, bo upływa sporo czasu, a efektów nadal nie widać. Mija 40 minut i odczuwam potworny bodyload.

randomness