Dramat w szpitalu psychiatrycznym. Pacjenci trafiają na OIOM z przedawkowania

Adam jest pacjentem szpitala psychiatrycznego w Lubiążu. – Możesz tu ćpać co chcesz. Musisz mieć tylko pieniądze – mówi.

Tagi

Źródło

WP Wiadomości
Magda Mieśnik

Komentarz [H]yperreala

Tekst stanowi przedruk z podanego źródła.

Odsłony

9564

Mężczyzna przerzuca przez wysokie ogrodzenie małą paczuszkę na długiej nitce. Kolejny wciąga ją przez okno na pierwsze piętro. W środku są metrowe sznurki. – Dla mnie jeden – mówi Adam. Musi zapłacić 500 zł. Po chwili wkłada kawałek sznurka do ust i ssie. Jest nasączony metamfetaminą. Adam jest pacjentem szpitala psychiatrycznego w Lubiążu. – Możesz tu ćpać co chcesz. Musisz mieć tylko pieniądze – mówi.

Trafiają tu chorzy z problemami psychicznymi, młodzież skierowana na odwyk, a nawet mordercy, których uznano za niepoczytalnych i nie mogą odsiadywać kary w więzieniu. Wielu z nich ma niemal nieograniczony dostęp do narkotyków.

- Tu można kupić wszystko. Metamfetamina, kokaina, wszelkie dopalacze. Wystarczy tylko mieć pieniądze – mówi Adam. Sam nie raz kupował środki odurzające. Mimo że do szpitala nie mają wstępu osoby postronne, a pacjenci nie mogą wychodzić poza jego teren, a czasem nawet z budynku, bez problemu zaopatrują się w narkotyki.

Sposobów jest kilka. Dilerzy przerzucają przez wysokie ogrodzenie paczki z towarem, do których przymocowana jest długa nitka. Potem przesyłka jest wciągana do budynku przez okna. – Niedawno spora partia trafiła do nas w przesyłce dla jednego z chorych. Można też dostać kartkę okolicznościową przewiązaną sznureczkami. Rzadko zdarza się, że nic nie można kupić. Dostęp jest niemal 24 godziny na dobę – mówi Darek.

Pocztówki z życzeniami

W zaklejonej kopercie pacjent otrzymuje pocztą kolorową kartkę z życzeniami. Jest przewiązana mniej więcej metrowej długości ozdobnym sznurkiem, nasączonym metamfetaminą. Wystarczy possać. – Kupiłem jeden. Włożyłem do ust. Bardzo źle się poczułem. Podali mi jakieś leki i po kilku godzinach wszystko wróciło do normy – mówi Adam.

Metamfetaminą są także nasączane kartki papieru czy pocztówki. Pacjenci dzielą je na mniejsze kawałki i ssą. Niedawno na jeden z oddziałów o zwiększonym zabezpieczeniu trafiły frotki do włosów. Nikogo nie zdziwiło, po co przesłano je na oddział męski.

Za gram metamfetaminy trzeba tu zapłacić kilka razy więcej niż na ulicy - około 500 zł. Tańsze są dopalacze. Na kokainę niemal nikogo nie stać. Płacić można gotówką, choć dilerzy wolą inne sposoby. – Można zrobić zwykły przelew. Inny sposób to kupienie jakiegoś przedmiotu na Allegro. Diler mówi, co chce, a ty kupujesz i wskazujesz do wysyłki jego adres – mówi Darek.

Kolejna metoda: za równowartość kupionych narkotyków robi się zakupy w szpitalnym sklepiku. – Dilerzy są wśród pacjentów, ale i wśród pracowników szpitala. Każdy ma swój ulubiony sposób płatności – mówi Adam.

Połowa chodzi naćpana

Ostatnia dostawa przyszła trzy dni temu - relacjonują pacjenci. - Wszyscy o tym wiedzieli. Nikt nic nie zrobił. Połowa pacjentów chodzi naćpana - mówi Łukasz. Pacjent szpitala od kilku lat. - Nie chcę tego brać, ale nie mam siły, by przestać. Po tym jak coś zaćpałem, prosiłem lekarzy, by zrobili mi test na obecnośc narktyków. Wtedy mógłbym trafić na oddział o większym rygorze, ale bez dostępu do ćpania. Zignorowali mnie - dodaje.

Są dwa momenty, gdy w szpitalu zaczyna się robić niebezpiecznie. To moment, gdy przychodzi dostawa narkotyków. – Zdarzają się wtedy przedawkowania. Ktoś zaczyna ssać sznurek i odpływa, bo został za mocno nasączony. Kilka osób trafiło z tego powodu na OIOM – mówią pacjenci.

Drugi moment: gdy zaczyna brakować narkotyków. Między pacjentami na głodzie dochodzi do sprzeczek, a nawet bójek. – Wtedy nawet papierosy są bardzo cenne. Dochodzi do kradzieży, napaści. Pracownicy, zamiast pomóc, ładują w nas środki usypiające i na jakiś czas mają spokój – mówi Adam.

Dyrektor wie

Dyrektor Wojewódzkiego Szpitala dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Lubiążu doskonale zna drogi, jakimi pacjenci pozyskują narkotyki. – Zdarza się, że pozyskują je. Zgłaszamy to na policję. Walczymy z tym, ale mamy związane ręce – mówi dyr. Jacek Kacalak.

- Ile takich przypadków było w tym roku? – pytamy. - Wiele. Nie mogę tego określić, ale wiele. - Czy to prawda, że kilku pacjentów trafiło na OIOM z powodu przedawkowania narkotyków? - Nie mogę o tym mówić, bo potem pacjenci podadzą mnie do sądu. Zdarzają się zapaści. Chorzy z naszej placówki trafiają do szpitala po zatruciu narkotykami, bo czasem nawet nie wiemy, z jakim środkiem mamy do czynienia. Boimy się, że w końcu dojdzie do jakiegoś nieszczęścia.

Dyrektor szpitala przyznaje, że szpital psychiatryczny to nie więzienie i nie ma możliwości kontrolowania korespondencji i paczek pacjentów. – Walczymy też z nitkami, które ktoś przerzuca przez ogrodzenie. Wszystko zgłaszamy na policję i do prokuratury – podkreśla Kacalak.

Łukasz zgłaszał do prokuratury problemy z narkotykami. - Chyba to umożyli, a jedyne, co zrobił dyrektor, to wzmógł kontrole. To z kolei sprawiło, że dilerzy znaleźli nowe sposoby, by przemycać narkotyki - mówi. Ostatni raz kupił metamfetaminę dwa dni temu.

Policja w Wołowie w tym roku wszczęła cztery postępowania w sprawie posiadania środków odurzających na terenie szpitala. W roku 2018 było ich osiem. - Z analizy zdarzeń wynika, że najczęściej środki odurzające ujawniano przy pacjentach przebywających w szpitalu, bądź w sytuacji próby przekazania paczki dla pacjenta, przez osoby najbliższe – mówi sierż. szt. Marzena Pawlik z Komendy Powiatowej Policji w Wołowie. Prokuratura Rejonowa w Wołowie nie prowadzi obecnie żadnego postępowania w tej sprawie.

imiona pacjentów na ich prośbę zostały zmienione

Oceń treść:

Average: 9.8 (18 votes)

Komentarze

Anonim (niezweryfikowany)

Jak może być coś nie legalnego co stworzył Bóg przecież to jest dla Ludzi chcesz to bierzesz ale w rozsądnych ilościach i nie zgłaszaj się do Takiego syfu jak Szpital Lubiąż

testowo (niezweryfikowany)

miałem okazje tam zawozic kogos na obswrwacę, było to parę lat temu. Sam szpital był w fatalnym stanie a zainteresowanie pacjentami było takie ze podawało sie faktycznie leki uspokajające, w sumie to można było sie wmieszać w pacjenów i nawet zostać jak miało by sie pidżamę i wolne łóżko ;). Bardzo zamulona i słaba atmosfera...
Potwierdzam pojawiali sie niebezpieczni ludzie którzy byli faszerowani czym trzeba było. Ogólnie taka przechowalnia lub miejsce gdzie oddaje sie ludzi w niewiadomym celu. Nic ciekawego nie polecam widok tylu zagubionych(zrobionych) robi warzenie. Lekarz kobieta z którym miałem kontakt, który przygotowywał wypis pacjenta wykonał swoją pracę ze tak powiem profesjonalnie wszystko jak trzeba. Jak chyba każde panstwo swiata nie radzimy sobie i nie mamy na to kasy byc moze celowo aby ten problem rozwiazywac bardziej humanitarnie.
pozdro

Zajawki z NeuroGroove
  • Grzyby halucynogenne


nazwa substancji: grzyby halucynogenne prosto z samiusieńkich gór.


poziom doswiadczenia: marihuana bardzo baaardzo czesto, połówka kwasu, kilka dropsów i jakieś próby z apteką. grzyby 1 raz.


dawkowanie: idealne dla mnie 35 dorodnych sztuk metoda żuchlania.


set&setting: maksymalne podniecenie poplatane z poddenerwowaniem.


miejsce: mieszkanie znajomych całe do dyspozycji.





  • 1P-LSD
  • Pozytywne przeżycie

Nastawienie jak najbardziej pozytywne. Dzień wolny od trosk, cały dla mnie. Piękna, słoneczna pogoda.

Ostatnimi czasy doszły mnie słuchy o microdosingu. Ponieważ chciałem się jakoś odblokować twórczo, to ta koncepcja wydała mi się zachęcająca i postanowiłem wcielić ją w życie. Zmagam się też trochę z lekką aspołecznością i lękami, więc liczyłem również na zerwanie więzów w tej kwestii (oczywiście podejmuję walkę ze swoimi problemami na różnych płaszczyznach, nie tylko karmiąc się pscyhodelikami, więc oczywiście jest to tylko element "terapii"). Cztery dni po tripie przy dawce 125 µg, uwzględniając tolerancję, wycelowałem w około 30 µg. Oto efekty:

  • Beta-ketony
  • Pozytywne przeżycie

dobre nastawienie wraz z miłą świąteczną aurą domową

skruszyłem przeźroczysty kryształ i wsypałem zważone 0.6g do chusteczki , po czym ją połknąłem popijając wodą . 

  • Dekstrometorfan
  • Etanol (alkohol)
  • Marihuana
  • Przeżycie mistyczne

Aco braliśmy w 3 osoby, ja z bratem 30 tabletek, kumpel 20; zażyliśmy w aucie - jedziemy w 4 osoby samochodem do kumpla(on tylko mj, tak że bez strachu o wypadek), zapijając piwkiem, nie jestem w stanie wskazać godziny(gdyż trip miał miejsce dość dawno), będę natomiast doliczał minuty do czasu zapodania. Po 20 min. jesteśmy na miejscu, chillout, muzyka(głównie minimal).

40 minut od wzięcia zaczyna się swędzenie głowy - znak, iż faza jest coraz bliżej. W tym momencie kumpel podaje mi nabite bongo - na moje (nie)szczęście aco chwyta dokładnie w momencie, gdy dym znajduje się w płucach. Faza bardzo intensywna, powiedziałbym porównywalna z 600-675 mg dxm w szczytowym momencie. Bratu zaczęła się parę minut później, od tego momentu było jakby inaczej niż zwykle...