REKLAMA




Odór moczu i wymiocin, narkomani z nożami, czyli jak się mieszka koło dilerni dopalaczy

Na jednej z ulic wrocławskiego Nadodrza od roku działa sklep z dopalaczami. W kamienicy na klatce schodowej cały czas czuć smród moczu i wymiocin. Wszędzie małe foliowe opakowania po dopalaczach. Jednego z mieszkańców ktoś gonił z nożem.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Gazeta Wrocławska
Adam Szczygieł

Odsłony

1626

Na jednej z ulic wrocławskiego Nadodrza od roku działa sklep z dopalaczami. W kamienicy na klatce schodowej cały czas czuć smród moczu i wymiocin. Przy wejściu na podwórko ślady kału. Wszędzie małe foliowe opakowania po dopalaczach. Jednego z mieszkańców ktoś gonił z nożem.

Ulica na wrocławskim Śródmieściu. Stare kamienice. Na dole jednej z nich duże, metalowe drzwi. Przyspawana jakaś blacha. Przed drzwiami dwa schodki. Obok okna zasłonięte metalowymi żaluzjami. Kamery. Zamiast domofonu dwie rurki. Do tej na górze klient wrzuca pieniądze. Z dolnej wyciąga torebeczkę ze srebrnej folii. Na torebeczce różne rysunki i napisy informujące, że to pochłaniacz wilgoci czy środek do czyszczenia komputerów. Ale wszyscy wiedzą, że to bujda. Dopalacz działa jak narkotyk. Bywa, że jest groźniejszy od najbardziej znanych twardych narkotyków.

klepik jest czynny całą dobę. Ma stałych klientów. Niektórych już rozpoznaje. Jeden: dobrze zbudowany, ciemnej karnacji. Jakiś tatuaż na lewej ręce. Zawsze nosi markowe ubrania. Drugi: bardzo wysoki, zawsze w tej samej szarej bluzie z kapturem. Z tym samy sam zniszczonym plecakiem. - Oni nie są nawet dyskretni, wiedzą, że są bezkarni - mówi właścicielka sklepiku, z którego okien widać zaspawane drzwi dilerni dopalaczy.

Codziennie wieczorem zabieram tam psa na spacer. Będą? Nie będą? Są średnio trzy razy w tygodniu. Najwięcej spotkałem ich dziewięciu. Rozbawieni grali w butelkę na środku korytarza na parterze. - „Spier***! Nie ma przejścia!” - zakomenderował jeden. W ręku miał piwo. Wracam do mieszkania. Po godzinie ich już nie ma.

Inny wieczór. Znowu spacer z psem. Spotykam faceta około 30- stki. Rozbiegane, przekrwione oczy.
- Masz piątaka na piwo? Mówi bardzo szybko. Wykonuje gwałtowne ruchy rękami.
- Nie mam.
- To j... się k.... Nawet nie poratujesz. Ty ch...
Zaraz potem wyszedł. .

Czerwiec. Sobota nad ranem. Wracam z imprezy. Otwieram drzwi na klatkę schodową. Czuję, że kogoś uderzyły. Jest ich trzech albo czterech. Ten, którego niechcący uderzyłem drzwiami rzuca się na mnie i zaczyna szarpać. - Uważaj debilu co robisz – wykrzykuje.

Sąsiad, pan Krzysztof, starszy mężczyzna, kiedyś w ręku takiego mężczyzny zobaczył nóż. - Wychodziłem wieczorem do sklepu, on stał sobie jakby nigdy nic w bramie, to chciałem go pogonić. Kazał mi uciekać i wyciągnął nóż. – Odwróciłem się i wróciłem do domu, bo co miałem zrobić? Wezwanie policji nie miało sensu, bo i tak go nie złapią. Co mamy zrobić, jak nie możemy wyjść bezpiecznie z domu?

- Każdego wieczora słychać hałasy, śmiechy, kopanie w drzwi. Mąż kiedyś ich przeganiał. Teraz jest ich coraz więcej i strach wychodzić - mówi pani Kasia, sąsiadka z parteru. Ma dwójkę dzieci. Jedno ma kilka lat. - Kiedyś dojdzie do jakiejś tragedii, ktoś oberwie nożem czy butelką. Może wtedy postawią nową bramę, ale dla kogoś już będzie za późno.

Raz czy dwa ktoś wzywał policję. Wiele to nie dało, bo narkomani uciekli podwórkiem. Efekt był tylko taki, że zrobili się bardziej agresywni. Ostatnio stoją już nie tylko w bramie na parterze. Zaczynają wchodzić na piętro. Stamtąd nie ma dokąd uciec.

Oceń treść:

Average: 10 (2 votes)

Komentarze

wilk (niezweryfikowany)
na narkomanów jest prosty sposób, gaz paraliżujący, przez małą rurkę wypuszczasz na korytarz, czekasz aż się karakany powywracają, a później wkraczasz do akcji z metalowym prętem albo rurą i napierdalasz gdzie popadnie i z dużą siłą, walisz i zabierasz wszystko co mają na sobie. poźniej chlustasz na nich benzyną i bierzesz do ręki zapalniczkę. gwarantuję że więcej się nie pojawią to samo ze sklepem zakleić zamki, napuścić gazu, podlać benzyną i z bogiem.
przekum
Dopierdolcie im własnymi siłami.
Młoda Zielarka (niezweryfikowany)
Mieszkałam w tej dzielnicy, podejrzewam że przy tej samej ulicy. Często kręciłam się nocą, w różnych stanach, w różnych grupach lub samotnie. Nigdy nie przydarzyło mi się coś niepokojącego, jakkolwiek dziwni ludzie by nie przebywali w tej okolicy. Zero agresji.