Raper zamordował człowieka na ulicy. Tłumaczył, że słyszał głos diabła

Tłumaczył, że przyczyną zbrodni był jego satanizm i uzależnienie od narkotyków.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Gazeta Wrocławska
Marcin Rybak

Komentarz [H]yperreala: 
Tekst stanowi przedruk z podanego źródła.

Odsłony

2043

Raper Marcin M. podpisał pakt z diabłem. Trzy lata później brutalnie zamordował człowieka. Skopał na śmierć przypadkowego przechodnia na środku ulicy. Gdy kopał swoją ofiarę, przypomniał sobie komputerową grę, której bohater kradnie auta i zabija ludzi.

Mówił potem w sądzie, że słyszał jak umierający mężczyzna powiedział „bij” i że to był głos szatana. Tłumaczył, że przyczyną zbrodni był jego satanizm i uzależnienie od narkotyków. W przyszłym tygodniu jego sprawą zajmie się wrocławski sąd apelacyjny. Będzie musiał ocenić, czy Marcin M. powinien zostać skazany na dożywocie czy może wyrok powinien być znacznie łagodniejszy.

Do zbrodni doszło w listopadzie 2017 roku w Legnicy. Kilka miesięcy temu tamtejszy sąd skazał Marcina M. na 25 lat więzienia dodając, że o przedterminowe zwolnienie może się ubiegać po odsiedzeniu 20 lat. Będzie miał wtedy 48 lat. Prokuratura przekonuje w swojej apelacji, że kara jest śmiesznie mała. Jedyna okoliczność łagodząca, o jakiej napisał sąd okręgowy w uzasadnieniu wyroku, to przyznanie się do winy. Ale oskarżenie uważa, że to zbyt mało. W końcu zamordował człowieka, nie mając żadnego racjonalnego motywu. W ogóle się nie znali.

Obrona uważa, że należałoby zająć się stanem zdrowia rapera. W śledztwie była prowadzona psychiatryczna obserwacja, a lekarze stwierdzili, że Marcin M. w chwili przestępstwa wiedział co robi i mógł właściwie kierować swoim postępowaniem. Ale obrońca, mecenas Błażej Gazda, jest zdania, że należałoby raz jeszcze przebadać jego klienta. Przez lata był uzależniony od narkotyków i to spowodowało u niego psychiczne zaburzenia.

Marcin M. ma dziś 30 lat. Jego ofiara, to 65 - letni Leszek N. z Legnicy. Człowiek niepełnosprawny intelektualnie, cichy spokojny. Codziennie o 5 rano pojawiał się na legnickim targowisku i kupował pieczywo. Krytycznego 18 listopada 2017 o 4.55 był już na ulicy Chojnowskiej i z reklamówką w ręku szedł na targ. Tam też pojawił się Marcin M. Na co dzień mieszkał w Świebodzicach ze swoją partnerką. Do Legnicy przyjechał dzień wcześniej wieczorem na towarzyskie spotkanie z kolegami – muzykami. Wypił trochę – mówił później w sądzie – i zażył kokainę.

Około 4 rano pojawił się na targowisku. Zachowywał się dziwnie. „Sapał i dyszał” - opowiadała sprzedawczyni, która szykowała się do pracy. Poprosiła żeby sobie poszedł. Zaczął kopać w skrzynki, więc ona zadzwoniła po policję. Uciekł w stronę ulicy Chojnowskiej. Była 4.55, gdy zobaczył Leszka N. Widzieli się pierwszy raz w życiu.

Raper rzucił się na starszego mężczyznę. Strasznie go katował. Kopał, odchodził na chwilę i kopał znowu. „Zachowywałem się jak automat” - mówił potem w sądzie. Gdy zobaczył że panu Leszkowi z kieszeni wyleciał policyjny „lizak”, wpadł w szał. Kopał i deptał butami po jego głowie. Po kilku minutach nadjechał radiowóz. Marcin M. jeszcze okładał swoją ofiarę nie zważając na policjantów. W końcu go zatrzymali. Skatowany człowiek zmarł na miejscu.

Marcin M. był ubrany cały na czarno. Zaleziono przy nim przedmiot, który policjanci opisali jako „korale z krzyżem”. Ale muzyk wyjaśnił, że to „satanistyczny różaniec”. Później sądowi bardzo dokładnie opowiedział o swoim życiu, o tym jak podpisał pakt z diabłem i co czuł kiedy katował bezbronnego człowieka.

Okultyzmem i duchami zainteresował się w 2011 roku. Pod wpływem książki pożyczonej od przyjaciela, który popełnił samobójstwo. W 2014 roku Marcin M. miał nagrywać płytę w warszawskiej wytwórni. Wtedy to podpisał pakt z szatanem. Obiecał swoją duszę w zamian za sukces na rynku muzycznym i sukces finansowy. Mówił potem znajomym, że jest szatanem. W aktach śledztwa są esemesy, jakie wysyłał do swojej siostry na ten temat. W swoich wyjaśnieniach na procesie oskarżony mówił, że nagrał płytę z satanistycznymi tekstami. Jeden z utworów, jaki napisał nosi tytuł: „Przykazania satanisty.”

Dlaczego rzucił się na Leszka N.? Bo skojarzył mu się ze zmarłym ojcem jego partnerki. Gdy kopał swoją ofiarę, przypomniał sobie komputerową grę, której bohater kradnie auta i zabija ludzi. „Masz swoje GTA” - zawołać miał na głos wspominając zmarłego w 2011 przyjaciela. Potem myślał o filmie, którego bohater ściągał dusze do piekła. Usłyszał jak konający człowiek powiedział "bij". "Co ty k.. powiedziałeś? - Zapytał. "Bij" - usłyszał z ust pana Leszka. Zrozumiał, że to szatan do niego przemawia. Wreszcie zauważył auto ze swoją partnerką za kierownicą. Zdziwił się, bo miało jej nie być w Legnicy. Zatrzymała się, wysiadła i... zamieniła się w policjanta, który krzyczał do niebo, żeby się położył na ulicy. Wykonał polecenie.

Eksperci, badający Marcina M., są pewni, że mężczyzna jest zdrowy psychicznie. W czasie psychiatrycznej obserwacji, podczas śledztwa, próbował symulować psychiczną chorobę. Mówił, że słyszy głosy. Ale lekarze są pewni, że tylko udawał. Mecenas Gazda będzie przekonywał wrocławskich sędziów, że ta opinia jest niepełna i niejasna. Chce, by zweryfikowali ją inni specjaliści. Bo inaczej jego klient nie będzie miał autentycznego prawa do obrony. Chce żeby przesłuchać terapeutów uzależnień. Marcin M. wiele lat zażywał metaamfetaminę. Próbował zerwać z nałogiem, ale mu się nie udało. Mecenas będzie przekonywał sąd, że to narkotyki doprowadziły go do takiego stanu.

A satanizm? To też efekt choroby psychicznej?
- To akurat jest autentyczne – mówi nam osoba świetnie znająca sprawę.

Oceń treść:

Average: 9 (1 vote)
Zajawki z NeuroGroove
  • Etanol (alkohol)

Czytam te wasze trip reporty... no ciekawe to jest, nawet bardzo zachęcające. Więc ja opowiem o moim kontakcie z legalnym narkotykiem zatwierdzonym przez nasze jedynie słuszne kapitalistyczne państwo.


  • Etanol (alkohol)
  • Kofeina
  • LSD-25
  • Retrospekcja

Wakacyjny, letni trip z dwoma kumplami, z którymi jakiś czas wcześniej odnowiłem znajomość - C i Sz. Przyjemny, słoneczny dzień, który przeszedł potem w noc przy ognisku. Ustronne miejsce pośród drzew, tuż za miastem. Pełen spokój w głowie, chęć na solidną i satysfakcjonującą, lecz niekoniecznie wywracającą mózg na lewą stronę podróż.

Wprowadzenie: Niniejszy raport został pomyślany jako pierwsza część psychodelicznego tryptyku. Pomysł polega na tym, że każdy z trójki osób uczestniczących w podróży, napisał na jej podstawie TR opisujący wydarzenia sprzed 2,5 roku. Nie narzucaliśmy sobie żadnej odgórnej formy ani nie dzieliliśmy się tym, kto z nas opisze konkretne wydarzenia a kto wstrzyma się od ich przytaczania pozostawiając je dla reszty. Na pewno część wątków będzie się więc powtarzała. Zamieszczam linki do pozostałych części tryptyku:

  • Etanol (alkohol)
  • Gałka muszkatołowa
  • Pierwszy raz

Ogromna ciekawość działania ze względu na dużo różnorodnych, sprzeciwiających się sobie nawzajem opinii na temat tripa po gałeczce, humorek niezły, lekki stres, ale raczej z podekscytowania nowym "psychodelikiem naturalnym". Miejscóweczka - mieszkanko, łóżko.

Niedziela, 9 czerwca 2013, godzina 00:32; 4 godzina trwania stanu otumanionej ekstazy i euforii po zażyciu gałki muszkatołowej, w ilości orzechów startych - 6 sztuk. Gałka przyjmowana (wypijana) była od godz. 16:55 do 17:26 dnia 8 czerwca, w sobotę. 

Recenzja poetyckiej fazy gałczanej z niby-marihuanowym tłem bez użycia THC.

Zjaraliście się kiedyś tak mocno, że byliście na krawędzi ogarnięcia świata i umysłu, o mało nie wpadając w przepaść przepalonej bani z czarnym tłem?

  • Etanol (alkohol)
  • MDMA (Ecstasy)
  • Pierwszy raz
  • Tytoń

Piątkowa impreza w domu kolegi. Od kilku dni wszyscy czekają na te imprezę, ja jestem zrelaksowany, lecz również delikatnie spięty - to w końcu mój pierwszy raz z MDMA.

Nigdy nie myślałem, że spróbuję MDMA. Do teraz nie mam pojęcia, co, a raczej kto, wpłynął na zmianę mojego zdania. Do samego końca wahałem się w swoim wyborze. Z drugiej strony, nie miałem nic do stracenia. Ludzie którzy byli zaproszeni, są mi bardzo dobrze znani - idealne otoczenie.