REKLAMA




Dowiedz się, czemu Greg Kasarik konsekwentnie wrzuca LSD na schodach parlamentu stanu Wiktoria

Tagi

Źródło

VICE Australia
Mahmood Fazal

Tłumaczenie

pokolenie Ł.K.

Odsłony

2207

W styczniu Greg Kasarik przyznał się w sądzie magistrackim w Melbourne do zarzutów posiadania LSD, informując przy tym sędziego, że ma w tym momencie w kieszeni jeszcze kilka blotterów. Natychmiast został odeskortowany z sądu, aresztowany i ponownie oskarżony. Na początku tego tygodnia pojawił się w sądzie ponownie.

Może brzmieć to, jak obrót wydarzeń dość niezwykły dla faceta, który 10 lat spędził w wojsku. Choć może nie aż tak, jeśli wziąć pod uwagę, że opuścił siły zbrojne, aby zrobić kurs psychologii. I tak oto, zbliżając się do czterdziestki, Greg skończył na imprezie z ludźmi wrzucającymi grzybki. Nigdy wcześniej nie próbował psychodelików. Postanowił się jednak przyłączyć, co stało się pierwszym krokiem duchowej odysei, po którym nie oglądał się już za siebie.

Z czasem Greg Kasarik stał się publicznym orędownikiem legalizacji wszystkich „związków transcendentalnych”. Jego działania na rzecz tej sprawy objęła również branie LSD na schodach Parlamentu i przypadek 28-dniowego strajku głodowego. Teraz wypowiedział wojnę władzom stanu Wiktoria, argumentując, że zakaz posiadania i przyjmowania LSD jest sprzeczny z obowiązującą w Wiktorii Kartą Praw i Obowiązków Człowieka z roku 2006, ponieważ narusza jego prawo do wolności oraz swobody wyznania.

VICE zdecydowało zatem, że warto porozmawiać z Gregiem Kasarikiem, i zapytać go, dlaczego poświęcił swoje życie otwieraniu „drzwi percepcji” dla jak najszerszej australijskiej populacji.

VICE: Cześć Greg, czy mógłbyś wrócić do momentu swojego pierwszego eksperymentu z psychodelikami?

Greg Kasarik: Zacząłem od grzybków, ale w przeciwieństwie do większości ludzi, którzy rozpoczynają jako dwudziesto-dwudziestoparolatkowie, nie przeżyłem pierwszej podróży do czasu, gdy byłem dobrze po trzydziestce. Dorastałem w czasach, kiedy heroina i LSD były tymi złymi narkotykami, a ja paliłem tylko trochę zioła, trzymając się z dala od LSD czy grzybów w przekonaniu, że rozpuściłyby mi mózg.

Poszedłem na tę imprezę, gdzie był ktoś częstował grzybami, powiedziałem więc: „Dlaczego nie?” Wziąłem dawkę progową, to było coś około czterech grzybów i bardzo mi się spodobało. Zrozumiałem w końcu, czym są środki psychodeliczne, słuchając Pink Floyd. Psychodelia to nie Austin Powers czy moda z lat 70. - psychodelia to doświadczenie.

Czyli w sumie zdecydowałeś, że psychodeliki są wspaniałe, właśnie tam i wtedy?

Cóż, ludzie muszą wiedzieć, że substancje te wymagają dużo szacunku. Jeden z gości na imprezie poprosił o szamańską dawkę 14 czy 15 grzybów. Nie miał dobrej podróży. Najważniejsze sprawy to dawka, nastawienie i otoczenie. Ilość substancji, sposób myślenia i nastrój, w jakim jesteś, kiedy ją przyjmujesz oraz lokalizacja, w jakiej zdecydujesz się to zrobić. Impreza nie jest najlepszym miejscem na pierwszy raz.

Są to substancje bardzo silnie zmieniające świadomość. Traktowane z szacunkiem mogą przenieść Cię przez bramy nieba, ku czystej rozkoszy. Całkowicie z dala od czegokolwiek negatywnego, do przestrzeni, którą ludzie określają jako „oświecenie”.

Czy patrzysz na psychodeliki jako coś gwarantującego otwarcie drzwi do doświadczenia religijnego?

Nie. Wszystko, czego oświadczam, może być wpływem narkotyku na mój mózg. Jedna rzecz, której jednakże jestem pewny, to fakt, że miałem kilka naturalnych doświadczeń mistycznych. Jednocześnie jestem całkowicie świadomy, że może być i tak, że gówno wiem. Chodzi mi o to, że ostatecznie może okazać się, że to Richard Dawkins miał rację. Kiedy umrę, to może być mój koniec, zakopią mnie i tyle. Mam przynajmniej tyle pokory, by to przyznać.

Czy nie sądzisz, że określając tripy jako „doświadczenia mistyczne” możesz tym sporo osób zniechęcać?

Tak, to dość niefortunne, że większość ludzi patrzy wtedy na mnie jak na pieprzonego idiotę. Właśnie dlatego, że określam siebie jako mistyka. Kilka lat temu, kiedy protestowałem w mieście, podszedł do mnie jakiś facet i zaczął opowiadać o zjawiskach parapsychologicznych i telekinezie, aż musiałem mu przerwać i powiedzieć: „Przykro mi, ale nie wierzę w takie rzeczy”. Rzeczywistość jest wg mnie taka, że jestem podłączony do nieskończoności, w której istnieje nieskończona liczba wszechświatów, które są prawdziwe, ale istnieje w niej też nieskończona liczba wszechświatów nieprawdziwych.

W jaki sposób przeszedłeś od tripowania a do protestów przed Magistratem?

W 2010 roku pracowałem w sektorze uniwersyteckim jako doradca i z czasem coraz bardziej robiło mi się niedobrze od zakłamania, bo jestem człowiekiem z gruntu uczciwym. Kiedy więc pewnego dnie przyszedłem do pracy i ktoś zapytał, co robiłem podczas weekendu, powiedziałem, że udałem się na wycieczkę.

W przyszłym roku australijski rząd federalny zamierza zdelegalizować w zasadzie każdą roślinę, która zawiera jakaś substancję psychoaktywną. Problem polega na tym, że DMT występuje w ogromnej ilości australijskich roślin. Grzyby psylocybinowe występują endemicznie w Wiktorii. Znaczna ilość ozdobnych kaktusów zawiera meskalinę. Musieliby wykarczować połowę Treasury Gardens, gdyby zakaz został wdrożony.

Przeszedłem zatem od pisania listów do lobbowania u władz. Mówię im, że używam narkotyków i że powinni mnie aresztować. Przy czterech różnych okazjach zjadłem LSD na schodach parlamentu i za każdym razem byłem ignorowany. Zrobiłem w Melbourne 28-dniową głodówkę, a ludzie pytali mnie, kogo i jaką religię reprezentuję. To religia post-dogmatyczna. Nazywam to religią niezorganizowaną (disorganised), co jest zresztą początkiem wszelkiej duchowości.

Jak skończyłeś w sądzie, skoro policja Cię ignoruje?

Wziąłem LSD na schodach siedziby parlamentu i zostałem aresztowany. W poprzednich latach deklarowałem i robiłem to samo, a funkcjonariusz służby publicznej po prostu odchodził. W zeszłym roku zdecydowali się jednak mnie aresztować. Chodzi mi o to, by trafić do Sądu Najwyższego. Mam zamiar trzymać się tego i dawać się aresztować tak długo, aż tak się stanie.

Kiedy poszedłem do sądu w dniu 10 stycznia, Magistrat nie był przekonany co do mojej argumentacji... W sprawie z 4 maja przeforsowałem argumenty, który pierwszy sędzia uznał za nieprzekonujące. Ostatecznie sędzia wyraźnie powiedział: „Zgadzam się z panem”. Powiedział też jednak, że nie widzi żadnych uchybień sądu w związku z argumentacją, którą przedstawiłem. Głównym powodem, dla którego nie skierował sprawy do rozpatrzenia przez Sąd Najwyższy, było to, że uznał, że nie zostałoby to wzięte na serio.

Była to jednak dla mnie wielka wygrana. Potwierdzono ważny argument, argument odwołujący się do praw człowieka, który mówi, że prowadzenie wojny przeciw użytkownikom narkotyków jest naruszeniem podstawowych praw człowieka.

Powiedz mi coś o logice, jaka za tym stoi.

To całkiem proste, ponieważ, jak na ironię, możemy tu podziękować scjentologom. W roku 1983 sąd odrzucił wniosek scjentologów w sprawie różnych ulg podatkowych ze strony rządu stanu Wiktoria na podstawie przesłanki, że scjentologia nie jest religią. Wnieśli więc sprawę do Sądu Najwyższego, a Sądu Najwyższego powiedział w zasadzie tyle, że nie jest władny, aby orzekać, czy czyjaś wiara religijna jest prawdziwa oraz czy coś jest w ogóle wiarą religijną.

Powiedzieli jednak tyle, że należy przyjrzeć się dwóm podstawowym kwestiom. Pierwszą z nich jest wiara w nadprzyrodzone, jako zasada, a drugą idący za nią kanon postępowania. W tym konkretnym przypadku mogę zatem powiedzieć, że wierzę w boskość i że spożywanie substancji psychodelicznych może być postrzegane jako [związany z tym] kanon postępowania.

Zatrzymajmy się tutaj, bo chyba nie nadążam. Co to ma wspólnego z religią?

Zasadniczo mówię, że stosowanie przeze mnie substancji psychoaktywnych ma charakter religijny. Nie znam nikogo, kto, przyjmując wysokie dawki LSD i grzybów, nie opisuje swoich doświadczeń terminami w jakimś stopniu związanymi z duchowością. Mnóstwo ludzi potrzebuje pomocy w zakresie dostępu do tego duchowego aspektu.

Duchowy aspekt życia jest dziś martwy. Żyjemy w kulturze materialistycznej. Podążamy za nadrzędnymi dogmatami, jakie nam narzucają. Myślę, że wiele osób czegoś szuka i że te substancje mogą przyczyniać się do demokratyzacji duchowości, pozwalając na indywidualne, osobiste uczestnictwo w doświadczaniu boskości.

Perswazja tego rodzaju nie do każdego jednak przemówi. Do Richarda Dawkinsa w szczególności. Jeśli więc ktoś zapyta Cię „Jakie są przykładowe korzyści płynące ze stosowania LSD?” - co byś mu odpowiedział, by nie zabrzmieć jak uliczny kaznodzieja?

To moment, w którym powinniśmy zwrócić się ku badaniom naukowym. Jeden z moich przyjaciół, Terry Krebs, który jest norweskim naukowcem, przeprowadził badania na próbie 20.000 osób, które używały psychodelików. Okazało się, że ludzie, którzy korzystali psychodelików w pewnym okresie swojego życia, byli pod wieloma względami znacznie zdrowsi psychicznie.

Chodzi o to, że nawet jeśli pominąć element duchowy, LSD otwiera Cię na siebie samego. To pozwala zobaczyć świat i rzeczywistość w zupełnie nowym świetle. Mam wielu znajomych, którzy nie określają swoich doświadczeń jako „duchowe”, ale kiedy z nimi porozmawiasz staje się jasne, że to tylko kwestia definicji tego, co uważamy za „duchowe”. W moim odczuciu ich doświadczenia są bardzo duchowe, bo mają wiele wspólnego z sensem, celem i tak dalej.

Jak myślisz, dlaczego LSD zostało swego czasu tak bardzo napiętnowane?

Czysta polityka. Rzeczywistość wygląda tak, że delegalizacja tej substancji była reakcją obronną przeciw rewolucji kulturalnej lat 60. Pojawili się ludzie tacy jak Timothy Leary, którzy próbowali zmienić świat. Myśleli, że popularyzując LSD uczynią świat lepszym miejscem. To jednak nie działa w ten sposób. LSD wprowadza człowieka w samego siebie, co wielu ludziom się nie podoba, bo nie są na to przygotowani.

Jak ci, którzy są przygotowani, mogą pomóc w Twoich zmaganiach?

Rzecz w tym, że mnóstwo osób pyta mnie, co mogą zrobić, aby pomóc, a to jest bardzo proste. Napisz do lokalnego polityka. Uświadommy im naszą rosnącą liczbę, liczbę tych, którzy korzystają obecnie z duchowych aspektów tych transcendentalnych związków. Im bardziej będziemy ich niepokoić, tym większe szanse, że jest zdadzą sobie sprawę, że jest to problem, który będzie ich uwierał, jest inie zostanie rozwiązany. Im więcej ludzi lobbujących i wspierających swoim głosem to, co robię, tym prawdopodobniejsze, że rząd zainteresuje się tą kwestią.

Oceń treść:

Average: 8.8 (12 votes)
randomness