REKLAMA




Biznes świetnie się kręci, walka to fikcja

Tematem media żyły przez kilka miesięcy. Potem dopalaczami zajęli się politycy, znowelizowano ustawę o narkomanii, Ministerstwo Zdrowia obiecywało, że substancje znikną z rynku.

Tagi

Źródło

Gazeta Wyborcza Łódź

Odsłony

5355

Tematem media żyły przez kilka miesięcy. Potem dopalaczami zajęli się politycy, znowelizowano ustawę o narkomanii, Ministerstwo Zdrowia obiecywało, że substancje znikną z rynku. Burza ucichła, a interes kwitnie. W Łodzi ma się doskonale - pisze w analizie Marcin Masłowski

Łódź ma lekką rękę do dopalaczy. To tu, przed ponad rokiem został otworzony pierwszy w Polsce sklep z tymi używkami, to w naszym mieście za chwilę znów wybuchnie wrzawa związana z dopalaczami. Tym razem - jak ustalił "Dziennik Łódzki" - menedżerowie firmy handlującej używkami chcą, by jego klienci kupowali towar w maszynach. Jak batonik czy colę. Chwalą się swoim pomysłem szczegółowo, co wygląda na chęć darmowej reklamy. - Chcemy zwiększyć dostępność naszych produktów, dlatego wychodzimy poza standardowe sklepy. W samoobsługowych automatach pojawi się część naszego asortymentu, między innymi mieszanki ziołowe. Ceny będą takie jak w sklepie - tłumaczył "DŁ" Dawid Bratko, manedżer firmy Smartshop.

Ale czy w ogóle muszą się reklamować? Chyba nie. Wygląda bowiem na to, że dopalacze "wypaliły"; biznes kręci się doskonale, wciąż otwierane są nowe sklepy. Najlepszym tego przykładem jest łódzka "ulica dopalaczy" - 6 Sierpnia. Skręcając w lewo z Piotrkowskiej, trafiamy na sklep BeSmart. Kilkadziesiąt metrów dalej jest już imperium Smartszop. Cała gigantyczna kamienica oblepiona reklamami, sklep i klub w jednym. Nie ma wieczora, by na ulicy lub w środku kilkudziesięciu młodych ludzi z zapałem nie paliło z fifek "lolków" udających marihuanę. Legalnie, niedrogo, i - co najważniejsze - bez ryzyka kontroli policji czy narkotestu.

Właścicieli Smartszopów stać na kosztowne reklamy, ulotki, taką jak choćby ta z okazji Dnia Kobiet: " Młoda czy stara zawsze jara!! Wszystkie kobiety 8 marca 40 procent zniżki".

A to nie tylko Łódź. Biznes Smartszopów kręci się już praktycznie w całej Polsce. W naszym regionie nowe sklepy otworzono w centrum Zgierza przy placu Kilińskiego, kolejny w Piotrkowie Trybunalskim. W całym kraju firma chce mieć docelowo 86 sklepów. Połowa jest jeszcze w budowie. Ale w Warszawie, Olsztynie, Trójmieście, na Śląsku i ścianie zachodniej kilkadziesiąt sklepów już działa.

A to przecież tylko jedna firma handlująca psychoaktywnymi substancjami...

Chyba musimy już pogodzić się z tym, że dopalacze na rynku zostaną (jak zresztą we wszystkich krajach Unii Europejskiej). Walka z nimi skończyła się niczym. A obietnice padały (w obecności mediów głównie) fantastyczne.

"Wszyscy jesteśmy z Łodzi, w Łodzi też powstał pierwszy sklep z dopalaczami" - mówił niecały rok temu Adam Fronczak, wiceminister zdrowia. - Prace nad ustawą trwały długo, ale zakończą się sukcesem. Od piątku dokument wchodzi w życie i z półek sklepowych będą musiały zniknąć towary zawierające niebezpieczne substancje. Wśród nich jest BZP, którego import będziemy ściśle monitorować".

I co z tego, że BZP (benzylopiperazyna) jest pod kontrolą państwa? Sto innych związków chemicznych nie jest, a nawet jak trafią na zakazaną listę, laboratoria w Anglii bez problemu je zmodyfikują, by wciąż dopalacze były legalne.

Łódzka policja rozkłada ręce. - My kontrolujemy sklepy i sprawdzamy produkty pod kątem obecności substancji zakazanych prawem. Nic więcej nie możemy zrobić - mówi Magdalena Zielińska z komendy wojewódzkiej policji.

Walczyć próbuje z dopalaczami Krajowe Biuro ds. Przeciwdziałania Narkomanii. Na razie efekty tej walki są mizerne. W ramach akcji edukacyjnej biuro stworzyło stronę o zagrożeniach płynących z dopalaczy (www.dopalaczeinfo.pl), ale strona jest bardzo uboga. Co gorsza, w jednym z linków (odsyłaczy) znajdziemy nawet instrukcję zachęcającą, by biorąc dopalacze, poczytać wcześniej o nich, mieć pod ręką kolegę lub wezwać pogotowie, jeśli się źle poczujemy po zażyciu "zioła" czy innego "tabsa".

A co z kierowcami, którzy po dopalaczach zdecydują się na jazdę samochodem? Teoretycznie da się ich ukarać. Bo kodeks wykroczeń pozwala ukarać zabraniem prawa jazdy i grzywną kierowcę, który jedzie samochodem "po użyciu alkoholu lub podobnie działającego środka".

Ale to teoria. Praktyka? Policjanci nie są w stanie sprawdzić, czy ktoś prowadzi auto po zażyciu dopalaczy. Razem z funkcjonariuszami łódzka "Gazeta" chciała przeprowadzić eksperyment. Sprawdzić, czy po przyjęciu dopalaczy policyjne narkotesty coś wykażą. Komenda Główna Policji odmówiła. Zgodziła się firma Medart 2000, która udostępniła nam narkotesty identyczne z tymi, które ma drogówka. Wystarczyło tylko kupić odpowiednie dopalacze. Po zażyciu poczucie jest koszmarne (senność, osłabienie, plamy przed oczami, przyspieszony puls). Co wykazały trzy policyjne narkotesty: na zawartość w organizmie konopi, amfetaminy i opiatów? Nic!

Pół roku po naszym eksperymencie policja nadal nie jest w stanie wyłapać kierowców po pseudonarkotykach. W statystykach ich nie ma. Nowych narkotestów także.

Dr Hanna Lewandowska-Stanek, specjalista ds. toksykologii, tłumaczyła blisko rok temu: - Jeśli zakażemy jednej substancji, to producent w odpowiedzi stworzy inną, o nieco zmienionym składzie chemicznym i nowej nazwie. Niestety, sprzedaż tzw. dopalaczy to dla niektórych osób zbyt dobry interes, by z niego rezygnować.

Pani doktor miała rację.

marcin.maslowski@lodz.agora.pl

Oceń treść:

Brak głosów

Komentarze

Anonim (niezweryfikowany)

Dobrze napisany artykuł, nie staje po stronie dopalaczy a zakazywaniu tych substancji. Pod koniec brakuje tylko części w stylu "Czy zamiast narażać sie na szkodliwość substancji, nie lepiej zalegalizować zakazanych, o których ma sie pojęcie?".          Nie będzie bandyctwa, nie będzie szachrajstwa nie będzie niczego. Niech będą otwarte dla młodzieży i dla ludzi.

Anonim (niezweryfikowany)
No nie wiem czy tak dobrze. Np tekst "Co gorsza, w jednym z linków (odsyłaczy) znajdziemy nawet instrukcję zachęcającą, by biorąc dopalacze, poczytać wcześniej o nich, mieć pod ręką kolegę lub wezwać pogotowie, jeśli się źle poczujemy po zażyciu "zioła" czy innego "tabsa"." jest pisany z tak świątobliwego punktu widzenia, że można się pociąć
Anonim (niezweryfikowany)

"Po zażyciu poczucie jest koszmarne" - wiec wszyscy wydaja po kilkadziesiat zlotych zeby poczuc sie koszmarnie :D Rozsmieszaja mnie takie teksty...

Anonim (niezweryfikowany)

Panie Marcinie Masłowski,

artykuł bardzo subiektywny, tendencyjny.

Widzę, że smartszopy zaszły Panu za skórę.

Anonim (niezweryfikowany)

Dopalacze to zawsze jakieś pocieszenie, dla absurdalnego prawa.

Miło popatrzeć jak męczą się, by ich pozbyć :)

Nie chcą zdepenalizować czy zalegalizować narkotyków, to niech się męczą z tymi podróbkami narkotyków.

Anonim (niezweryfikowany)

"Co wykazały trzy policyjne narkotesty: na zawartość w organizmie konopi, amfetaminy i opiatów? Nic!"

Bardzo zakakujące. Może trzeba było jeszcze spróbować alkomatem?

Anonim (niezweryfikowany)

a za zdrowe ziolko idziesz siedziec :/

Anonim (niezweryfikowany)

może to wreszcie doprowadzi do legalizacji zioła

Anonim (niezweryfikowany)

To prawda, artykuł jest nieco tendencyjny. Nie mniej jednak pomimo iż popalam te ich całe odpierdalacze, sam uważam całą firmę za jedną wielką szajkę. Może nawet europejską. 

Po 1. Nie ma takiej organizacji przestępczej, która by pozwoliła jakiemuś zwyczajnemu przedsiębiorcy ogarniać tak dochodowy biznes.

Po 2. Trzeba być nie lada wpływowym przedsiębiorcą ;) by załatwić sobie "ciszę" która rzeczywiście ostatnio zaistniała a mieszanki są bardziej "dopracowane" niż z przed wielkiej delegalizacji dopalaczy ;) No i oczywiście są jeszcze tańsze i łatwiej dostępne. Czy twój diler tak potrafi? :P

Po 3. Nie wiem kim trzeba być żeby załatwić sobie reklamę w panoramie na tvp2. To właśnie z niej dowiedziałem się o dopalaczach. Był obszerny reportaż o tym że już niedługo w sklepach naszych miast będzie można kupić bardzo groźne tzw. "dopalacze". Co robi każdy lubiący używki młodzieniec? oczywiście pyta sie google o dopalaze. Nie znajdując nic interesującego, szybko poprawia zapytanie na dopalacze i...  ;) chyba nie muszę dalej tłumaczyć.

 

Zaskakujące jest też jak niesprawnie poszła delegalizacja dopalaczy. Zakazane zostały rośliny takie jak blue lotos, calea zacatechichi [??!], salvia divinorum [Fuck u dopalacze!] a nie udało im się zakazać syntetycznych kanabinoli jako grupy zwizkow bez względu na to gdzie by sobie nie przekształcili danej cząsteczki. 

Chciał bym jeszcze podziękować firmie odpierdalacze.pl za toże poinformowała mnie o tym że mieszanki ziołowe są tak fajnie skonstrułowane, że połączenie kilku ziół daje takie synergiczne działanie i że przez to jest taka fajna faza jak po ganji prawie;)

 

 

NA KONIEC UWAGA... PALĘ MIESZANKI ZIOŁOWE BO SĄ LEGALNE 

Anonim (niezweryfikowany)

Chylę czoła dla tak "błyskotliwego" redaktorka. Rambo pomóż!

Anonim (niezweryfikowany)

"...po pseudonarkotykach. "

 

to w koncu narkotyki czy nie- narkotyki?

Anonim (niezweryfikowany)

A w Rosji praktycznie nie ma tych dopalaczy. Po pierwsze - rowniez rozszerza sie liste srodkow zakazanych, po drugie milicja robi rajdy na tego typu sklepy, po trzecie u nas toto kosztuje tyle samo co gram starej dobrej trawy wiec nikt sie nie pierdoli z tym syfem i jaraja ganje :D Zakazane przeciez jest przechowywanie znacznych ilosci i handel, a uzywanie nie. No i nikt sie z tym nie pierdoli, wszyscy jebia milicje i jaraja dalej :D

 

PS. U nas z pierwszego stycznia salvia divinorum rowniez trafila na liste substancji zakazanych :( A ja tak i nie zdazylem/zdecydowalem sie sprobowac a tak chcialem... Gdzie ja mam ja teraz dostac??? :/