To nie „Mocarz” zabija

Pewnie nikt nie może spokojnie słuchać o spustoszeniach, jakie robi „Mocarz”. Ja też. Ci, którzy go produkują i sprzedają, powinni odpowiadać jak za próbę wielokrotnego zabójstwa. Bo muszą brać pod uwagę, że taki może być skutek ich działania. Tu nie ma miejsca na wyrozumiałość, łagodność itp. Ale nawet jeżeli ich wszystkich złapiemy i ukarzemy choćby najsurowiej – tylko niewielka część winy zostanie poniesiona.

Tagi

Źródło

blog Jacka Źakowskiego

Odsłony

12362

Pewnie nikt nie może spokojnie słuchać o spustoszeniach, jakie robi „Mocarz”. Ja też. Ci, którzy go produkują i sprzedają, powinni odpowiadać jak za próbę wielokrotnego zabójstwa. Bo muszą brać pod uwagę, że taki może być skutek ich działania. Tu nie ma miejsca na wyrozumiałość, łagodność itp.
 
Ale nawet jeżeli ich wszystkich złapiemy i ukarzemy choćby najsurowiej – tylko niewielka część winy zostanie poniesiona.

Ci, którzy „Mocarza” produkują, sprzedają, kupują i biorą, nieświadomie ryzykując życie, nie wzięli się przecież znikąd. Są wytworem sytuacji stworzonej przez państwo. Konkretnie: politycznej obsesji przerażonych wpływami kontrkultury amerykańskich konserwatystów, która doprowadziła USA do wojny z narkotykami i zaraziła nią cały świat – w tym Polskę.

Wojna z narkotykami wypowiedziana przez prezydenta Nixona w 1971 r. została dawno przegrana. Zasadniczo nie ma co do tego sporu. Spożycie narkotyków nigdzie pod wpływem tej wojny nie zmalało, a w bardzo wielu krajach biorących w niej udział – wzrosło. Wojna stworzyła potęgę karteli narkotykowych, które dziś dysponują większymi budżetami niż niejeden rząd, zdeprawowała całe państwa z Kolumbią i Meksykiem na czele, doprowadziła do rozprzestrzeniania się twardych, coraz groźniejszych narkotyków, we wszystkich krajach Zachodu spowodowała powstanie wielkich podziemnych struktur. Czyli rozwaliła sporą część światowego ładu i oddaliła nas od celu, jakim są w miarę przytomne i zdrowe psychicznie społeczeństwa. Dokumenty Komisji Sorosa i ONZ pokazują to przekonująco.

Taki wynik wojny z narkotykami nikogo nie powinien dziwić. Podobny był skutek amerykańskiej prohibicji alkoholowej. W obu przypadkach zakaz może nieznacznie ograniczać spożycie w niektórych grupach, ale tworzy agresywną podaż wciągającą w patologię kolejne grupy społeczne i powoduje wprowadzenia do obrotu niebezpieczniejszych substancji, które także w przypadku alkoholu bywały śmiertelne. A z narkotykami jest trudniej walczyć niż z alkoholem. Bo żeby się dobrze napić, trzeba kupić butelkę, a żeby się upalić czy naspidować – wystarczy pastylka albo szczypta proszku czy suszu.

Problem jest w gruncie rzeczy prosty. Kto się choć trochę interesuje, ten wie, że wojna z narkotykami z natury musiała być przegrana, ale bardzo niewielu czynnych polityków gotowych jest to przyznać. Jedni, bo – jak prof Zembala – nie mają pojęcia o wojnie z narkotykami, więc bredzą, że to wina singielskiego modelu życia. Inni z tchórzostwa, bo wyborcy chcą usłyszeć, jak problem będzie rozwiązany, a nie chcą słyszeć, dlaczego nie da się go rozwiązać. Jeszcze inni – jak Stefan Niesiołowski – wolą moralizować („nigdy nie poprę narkotyków”), niż przeczytać choćby kilka raportów o tym, jakie działanie państwa stymuluje problem, a jakie faktycznie go ogranicza.

Bardzo nieliczni politycy są gotowi powiedzieć społeczeństwu, jakie wnioski wynikają z przegranej wojny z narkotykami. Bo są one trudne do przyjęcia po latach wmawiania światu, że rządy wypalą narkotyki czerwonym żelazem. A brzmią one tak, że chcąc uniknąć większego nieszczęścia, trzeba niestety zgodzić się na mniejsze. Czyli trzeba pozwolić ludziom legalnie kupować przynajmniej miękkie, w miarę bezpieczne narkotyki sprawdzonej jakości, żeby nie brali świństw, które mordują lub okaleczają, a nie podlegają jakiejkolwiek kontroli. Ci, którzy rządzą, wolą jednak prężyć muskuły niż przyznać, że wobec narkomanii państwo jest bezradne i może tylko mniej lub bardziej skutecznie ograniczać szkody. A ci, którzy są w opozycji, wolą oskarżać władzę o nieudolność, niż pomóc jej w przyjęciu racjonalnej strategii.

To fatalnie, że rząd nie umie kontrolować czarnego rynku. Oczywiście najlepiej by było, gdyby jakiś rząd wymyślił jakiś skuteczny sposób wdrażania zakazu produkcji, sprzedaży i używania narkotyków. A dopalaczy zwłaszcza. Ale żaden rząd demokratycznego świata tego nie umie. Mądre rządy to wiedzą, więc albo legalizują, albo zwalczają z umiarem, koncentrując się na wielkich organizacjach przestępczych. Prawidłowość jest prosta. Im bardziej populistyczna jest polityka jakiegoś kraju, im bardziej jest moralizatorska, kaznodziejska, wiecowa, represyjna, brutalna, a mniej racjonalna, tym narkotyki przynoszą większe szkody. Chyba że za posiadanie wprowadza się karę śmierci, na co nikt w Europie raczej się nie zdecyduje.

Narkotyki są złe. Ale wojna z narkotykami jest gorsza. 

Podobnie z dopalaczami. Państwo prowadzi wojnę z marihuaną, więc zamiast czystej marihuany z ogródka, doniczki czy sklepu, dzieciaki palą kupioną pokątnie pryskaną nie wiadomo czym trawę, która robi im dziury w mózgach. Rząd zaczął wojnę z dopalaczami, zakazał iluś psychoaktywnych substancji i zepchnął rynek do podziemia, więc ludzie łykają nie wiadomo co, robione nie wiadomo z czego i powodujące nie wiadomo jakie spustoszenia. Tak ten świat się kręci. I na to się nie poradzi. A, co więcej, wiadomo to od dawna.

Teraz, kiedy „Mocarz” zabija, państwo i media doznają antydopalaczowego wzmożenia. Kolejne substancje zostaną przy społecznym aplauzie zakazane, ktoś pewnie zostanie ukarany, ileś osób weźmie honoraria za pogadanki w szkołach, jakaś agencja zgarnie kasę za antynarkotykową i antydopalaczową kampanię. A za kilka lub kilkanaście miesięcy pojawi się jakaś nowa tabletka – może jeszcze gorsza. Wtedy przeżyjemy kolejne wzmożenie, będziemy współczuli kolejnym ofiarom, potępimy (może ukarzemy) kolejnych handlarzy itp.

Nie chcę brać udziału w tej morderczej grze pozorów. I nie godzę się, by minister zdrowia, minister spraw wewnętrznych, liderzy opozycji robili polityczny biznes na oburzaniu się, prężeniu muskułów, wzajemnych oskarżeniach, moralnym unoszeniu się i pozorowaniu, że rozwiązują problem. Bo go nie rozwiązują, ale pogarszają przez kolejne zakazy, o których nieskuteczności wiedzą od początku, i przez represje, które spychają zjawisko do coraz głębszego podziemia. To oni, prowadząc politykę, która jest przeciwskuteczna, ale populistycznie wydajna i wzywając do kolejnych przeciwskutecznych działań – ponoszą odpowiedzialność za los coraz liczniejszych ofiar.

Przy takiej polityce „Mocarz” jest tylko drobnym incydentem bez większego znaczenia. Okaleczy może kilkadziesiąt, kilkaset lub kilka tysięcy osób. Tego oczywiście bagatelizować nie wolno. Ale politycy są od „Mocarza” groźniejsi, bo swoim upartym trwaniem przy zakazach i represjach okaleczają całe społeczeństwa.

Oceń treść:

Average: 9.9 (17 votes)

Komentarze

Anonim (niezweryfikowany)

czekam na ten dzien az PIS i PO pozegnaja sie z wladza a nadejda jacyc normalni,zdroworozsadkow myslacy ludzie a nie mentalne-sredniowiecze.Tylko chyba sie niedoczekam,niestety :(

;) (niezweryfikowany)

Ja naprawdę nie rozumiem.
Czy to takie trudne zorganizować pozew zbiorowy przeciwko państwu/ministrom??

Zajawki z NeuroGroove
  • Grzyby halucynogenne
  • Przeżycie mistyczne

Obudziłem sie rano około godziny 9 u mojej byłej już(ufff) dziewczyny C, ogarnelismy mieszkanko, zjedlismy po jednej kanapce z twarogiem, popiłem około pół litrem soku porzeczkowego (inhibitor Mao<3) i czekalismy na naszego ziomeczka (B.) po niedlugiej chwili zapukał do drzwi i wszedł do nas z podekscytowanie i nastawieniem na przyjemny trip ( nigdy w zyciu nie brał zadnych narkotyków oprócz THC) spakowalismy wczoraj nazbierane kapelusze wolnosci i ruszylismy w strone przystanku autobusowego

Po około 5 minutach od wyjścia z autobusu od razu zajęliśmy się konsumpcją moich ulubionych łysic <3 Jakos inaczej zapamiętałem ich smak, był raczej łagodny i neutralny, teraz aplikacja kapeluszy wolności sprawiła mi lekki trud, lecz cała porcja zniknęła praktycznie na raz, zapita wodą (Jedynie mojej dziewczynie C.) sprawiło to delikatny trud, wypluła wszystko, lecz namówiłem ją do po prostu szybkiego połknięcia (hehehe). zaczynamy przechadzkę po lesie, mój ziomeczek (nazwijmy go B.) bardzo dobrze zna ten las, wiec idziemy w pewnym kierunku, czyli miejscem pogrzebu mojej i C.

  • Grzyby Psylocybinowe
  • Przeżycie mistyczne

Byłem przez około 4 miesiące w stanach depresyjnych spowodowanych brakiem celu i prokrastynacją po rozwiązaniu wcześniejszych pewnych problemów z życia prywatnego, do tego dochodziło uzależnienie od marihuany, które z perspektywy czasu bardzo mocno wzmacniało prokrastynacje. Moi rodzice wyjechali na wakacje i zostawili mi wolne mieszkanie na tydzień, już wcześniej miałem ogarnięte grzyby, które tylko czekały na swój moment. Bardzo się stresowałem (jak przed każdym tripem, z tym że dochodził tu aspekt, że nigdy nie brałem tak dużej dawki). Moje oczekiwania były bardzo jasne, lecz jednak starałem się ich nie przekłuwać w wymagania, dlatego że zawsze gdy miałem zbyt duże oczekiwania to nie mogłem doznać prawdziwego oświecenia. Chciałem przemyśleć swoje uzależnienie od marihuany, to co chce w przyszłości robić w życiu, prokrastynacje i kilka prywatnych spraw.

Był wieczór około godziny 18, pogryzłem gorzki pokarm bogów i po około godzinie się zaczęło. Wszystko zaczęło się powoli kręcić, lampy na suficie były bardzo wyraźnie roztrojone, jednak byłem finalnie zdziwiony, że wizualizacje były słabsze niż na moim najmocniejszym tripie (2.8g), później okazało się, że odbiło się to na myślach, bo w mojej głowie był taki meksyk jakbym zjadł co najmniej 8g.

a

  • JWH-210
  • Metoksetamina
  • Tripraport

  • Dekstrometorfan
  • Katastrofa
  • Odrzucone TR

nastawienie bardzo pozytywne, oczekiwanie na nowe przeżycie w towarzystwie super ludzi, wolny dzień i urodziny najlepszego kumpla

T: 0+

Po przejściu 6 aptek w których '' nie było '' acodinu zdesperowani postanowiliśmy odwiedzić ostatnią aptekę, jeśli sprzeda to biorę jeśli nie to nie, sprzedała! W tym czasie szliśmy na nasze ulubione miejsce do takich '' zabaw '' tak zwany '' jebak '' Rozpoczynam konsumpcję 20 tabletek Acodinu, są ze mną:

MŻ ~ jego urodziny, najlepszy kumpel, w życiu próbował jedynie nikotyny, thc ale preferuje alkohol

M ~ koleżanka, preferuje alkohol

P  ~ koleżanka, również alkohol

randomness