Wojna z narkotykami - przełom w Meksyku?

Prezydent Felipe Calderón proponuje: Rozważmy legalizację narkotyków, bo tylko w ten sposób można osłabić gangi, które toczą z państwem wojnę domową.

Tagi

Źródło

Maciej Stasiński, Gazeta Wyborcza

Komentarz [H]yperreala

Przerzucenie wojny z narkotykami na teren jej amerykańskich autorów, wydaje się nam jedynym pomysłem na jej zakończenie. Amerykanie muszą poczuć problem bardziej realnie.

Odsłony

2423

Prezydent Felipe Calderón proponuje: Rozważmy legalizację narkotyków, bo tylko w ten sposób można osłabić gangi, które toczą z państwem wojnę domową. "Za" są dwaj byli prezydenci, intelektualiści, pisarze..

Sprawa dojrzewała w Meksyku od dawna, ale ostatecznie zaczęła się na całego cztery dni temu na konferencji w Mexico City poświęconej walce z przestępczością zorganizowaną. Konserwatywny prezydent Felipe Calderón oświadczył, że trzeba otworzyć narodową dyskusję o ewentualnej legalizacji narkotyków. Kilka godzin później jego rzecznik uściślał, że prezydent chce co prawda demokratycznej debaty, w której należy wysłuchać wszystkich argumentów, ale osobiście jest przeciwny legalizacji wszystkich narkotyków.

Głosy "za" i "przeciw" posypały się jak z rękawa. W niedzielę za legalizacją, i to radykalnie, opowiedział się poprzednik Calderóna, również konserwatywny prezydent Vicente Fox.

- To nie oznacza uznania, że narkotyki są dobre i nie szkodzą. To jest strategia, która umożliwi uderzyć i złamać strukturę ekonomiczną, która pozwala gangom czerpać gigantyczne zyski, siać powszechną korupcję i poszerzać władzę - oświadczył Fox. Dodał, że narkotyki muszą stać się problemem zdrowia publicznego, a nie bezpieczeństwa narodowego, o co od dawna zabiega wielu ekspertów i intelektualistów. Pieniądze na profilaktykę i zwalczanie skutków narkomanii państwo powinno łatwo pozyskiwać z opodatkowania produkcji narkotyków i handlu nimi.

Za legalizacją opowiedzieli się kolejno najwybitniejszy pisarz meksykański Carlos Fuentes, historyk i były minister spraw zagranicznych Jorge Castaneda, inny były prezydent Meksyku Ernesto Zedillo, a także poprzedni prezydent Brazylii Fernando Cardoso oraz Kolumbii César Gaviria. Przeciw jest Kościół Katolicki.

Powód do wzniecenia debaty jest jeden - Meksyk przejął w ostatnim dziesięcioleciu rolę głównego siedliska narkokarteli po Kolumbii. I od trzech lat państwo meksykańskie przegrywa potworną wojnę, którą z nimi toczy, zwłaszcza w stanach graniczących z USA. Jeszcze w 2006 r. w walkach z gangami zginęły 62 osoby, ale państwo wówczas na serio nie walczyło z narkobiznesem, który przeżerał lokalne władze w wielu stanach. Za to kiedy nowy prezydent Calderón postanowił wydać gangom walną wojnę, nastąpiła hekatomba.

W ciągu kolejnych lat ginęło coraz więcej ludzi - już w 2007 r. prawie 3 tys., dwa lata później - aż 9 tys. Przez trzy lata wojna domowa z narkogangami pochłonęła 28 tys. ofiar. W tym roku padnie na pewno kolejny tragiczny rekord.

Gangi mają nieograniczony budżet z kokainy, heroiny i marihuany szmuglowanej głównie do USA, ale także do Europy i Afryki. Ze Stanów Zjednoczonych sprowadzają dowolne ilości najnowocześniejszej broni, która pozwala im walczyć z armią meksykańską jak równy z równym. Kartele szantażują i kupują na pęczki oficerów policji, gubernatorów, burmistrzów, ministrów, prokuratorów oraz sędziów. Niepokornych polityków i dziennikarzy mordują. Przez swoich ludzi opanowują władze lokalne.

Gangsterzy dawno już przekroczyli wszelkie bariery bestialstwa. Ofiary mordów porzucają w publicznych miejscach bez głów, czasami zostawiają same głowy albo zwłoki na wpół rozpuszczone w pojemnikach z kwasem. Na murach zostawiają ku przestrodze graffiti - groźby kolejnych rzezi. Porywają dziennikarzy, by wymusić publikowanie lub nadawanie w mediach gróźb pomszczenia zabitych szefów i żołnierzy.

Mimo strasznej wojny armii przeciw gangom na ulicach miast nie spadają ani produkcja, ani szmugiel narkotyków do USA, ani ich cena, ani zyski gangów.

- Wojna okazała się nieskuteczna. Wizerunek kraju upada, kurczy się działalność gospodarcza, uciekają inwestycje zagraniczne, turyści. Państwo dalej nie może płacić takiej ceny za wojnę. Musi zacząć pilnować bezpieczeństwa swoich obywateli - uważa Vicente Fox.

Rok temu Meksyk, chcąc skupić się na walce z gangami, a nie drobnymi konsumentami, zalegalizował posiadanie niewielkich ilości narkotyków: od marihuany (5 g), przez kokainę (500 mg), po metamfetaminę (40 mg). Dopiero posiadanie większych dawek jest karane jako potencjalny handel. Ta legalizacja nie wpłynęła jednak na wielki narkobiznes.

Prezydent Calderón pojechał rok temu do USA, gdzie w Kongresie w Waszyngtonie wzywał Amerykanów do wzięcia na siebie odpowiedzialności za narkobiznes. Przekonywał, że narkotyki bierze ponad 22 mln Amerykanów, a tylko pół miliona Meksykanów. USA pomagają armii meksykańskiej, pilnują granicy, ale sami o legalizacji słyszeć nie chcą.

- Meksyk jest ośrodkiem narkobiznesu, bo ma granicę z USA. Narkotyki idą do USA, a broń z USA. Tylko martwi są nasi - mówi Carlos Fuentes, który ostatnią swoją książkę poświęcił problemowi narkobiznesu. - Jedynym rozwiązaniem jest stopniowa legalizacja. A przeciw bezlitosnym wrogom z karteli potrzebujemy bezlitosnej policji, najostrzejszej siły uderzeniowej. Niech to będzie francuska Sécurité, dawna enerdowska Stasi albo policja izraelska. Trzeba nająć fachowców. Są rozsiani po świecie. Mają tu misję do spełnienia: zwalczyć kryminalistów. Państwo ma prawo się bronić. Ja nie chcę, by państwo meksykańskie przepadło. Za dużo kosztowała nas jego budowa.

Jorge Castaneda, były szef MSZ i wybitny intelektualista, uważa, że skoro państwo musi zakazywać wszystkiego, co szkodzi, powinno zakazać alkoholu i tytoniu. - Czemu trzeba było aż czterech lat, żeby zacząć dyskusję narodową o legalizacji. Trzeba było 10 mld dolarów wydanych na wojnę i 28 tysięcy ofiar? - mówi.

Władze USA na razie nie skomentowały pomysłu legalizacji narkotyków w Meksyku.

Oceń treść:

Brak głosów

Komentarze

Anonim (niezweryfikowany)

[quote]Przeciw jest Kościół Katolicki.[/quote]

Widać, że korupcja dosięgnęła nawet kościół. Wtrącają się do wszystkiego.

Anonim (niezweryfikowany)

Tak w ogóle to co Kościół ma do gadania w tej sprawie? O ile dobrze pamiętam żadne przykazania, czy inne nakazy/wskazówki zawarte w Biblii nie mówią nic o rzekomym popełnianiu grzechu przez osobę zażywającą rekreacyjnie środki psychoaktywne. Za to jest sporo wzmianek o winie i przyzwoleniu na mord, czy gwałt (głównie Stary Testament). Wniosek z tego taki, że Kościół nie tyle jest przeciwko legalizacji, ale raczej za prowadzoną przez gangi wojną... Jak ja tych kur@# nienawidzę...

Anonim (niezweryfikowany)

niech sami pozdychają! selekcja naturalna musi być! zaoszczędzi się nie wypłacajac im emerytur! a kasa z rent ćpuńskich czy pijackich pójdzie na dokarmianie dzieci afrykańskich czy też leczenie raka u młodych anglosasó!

 

grzeszt ten co komuś czegoś zakazuje! nie wolno zabronic ludziom platnej miłości, prostytucju, aborcji i dostępu do broni palnej!

 

skoro policja narkotykowych mafii powstrzymac nie musi to trzeba zalegalizować narkotyki i opodatkowac a cebny spadną bo bedą refundowane one nawet!

Zajawki z NeuroGroove
  • Szałwia Wieszcza

Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że nie będzie to klasyczny TR, raczej opis dwóch prób z szałwią. Doświadczeni użytkownicy

SD zapewne nic ciekawego tu nie znajdą, natomiast początkujący mogą i owszem, choć niekoniecznie. Aha, jeszcze...

Wszystkich buraków, którzy czytają TR`s tylko po to, żeby je oceniać (pod względem literackim, czy oddania głębi

przeżyć), proszę, niech sobie odpuszczą. Nie będzie tu nic głębokiego, a i literacko niezbyt.




Okej, jedziemy.




  • Bad trip
  • Grzyby halucynogenne

Poddenerwowanie, niepewność co do chęci na tripa,strach,złe nastawienie psychiczne, złe przeczucia.

Był grudzień 2015, wieczór.. śnieg. Było zimno na zewnątrz. Siedziałam z chłopakiem *Tomkiem i naszym kumplem *Przemkiem w mieszkaniu tego pierwszego i kosztowaliśmy sobie właśnie oparów ganji z bongo, gdy nagle jeden z nich dostał sms-a. Koleś proponował nam ususzone grzybki . Byliśmy już dosyć mocno ujarani,ale postanowiliśmy pojechać po nazwijmy to..temat. Gdy już byliśmy spowrotem odliczylismy sobie po okolo 50 (oni po trochę więcej z racji tego ,ze ja jestem drobna i podatna,a oni..faceci) .

  • Bad trip
  • Kannabinoidy

Chill, piątek, moje 4x4

Preludium

Podróż z października ub. roku, więc całość nie jest idealna, odrobinę pisana na kolanie bez absolutnie żadnych zdolności do ładnego i zgrabnego ubierania tekstu. Piątek, popołudnie, ja i 2 kumpli, nazwijmy ich X i Y.

X jest zawodowym testerem trunków wysokoprocentowych, ma lekkie doświadczenie w ryciu sobie bani najróżniejszymi specyfikami z najgłębszych otchłani tego świata

Y, poszkodowany, zielony w temacie gość, który przyszedł na spotkanie po paru miechach, a wyszedł bogatszy o wspomnienia z innego świata

  • Marihuana
  • Pierwszy raz

Spontan, nastawienie jak najbardziej pozytywne, chęć spróbowania czegoś nowego razem ze znajomymi i dziewczyną. Centrum miasta, później plaża i las.

Koniec maja albo początek czerwca. Pierwsza klasa liceum, ostatnie tygodnie przed wakacjami, ciepło, chce się gdzieś wyjść i porobić coś ciekawego. Miasto średniej wielkości, ale atrakcji wcale nie tak dużo. Mieliśmy z dziewczyną i kumplem (M) jechać na plażę, nie planowaliśmy palić, ale spotkaliśmy znajomego (K), miał przy sobie grama i powiedział, że jak chcemy, to da nam spróbować. M już kilka razy jarał, ale ja byłem wtedy jeszcze kompletnie zielony (heh) w temacie, moja dziewczyna tak samo. Jednak  ciekawość zwyciężyła.

randomness