REKLAMA




Sens i bezsens prohibicji

Prawo karne wobec narkotyków i narkomanii. Czytaj koniecznie bo to rodzynek: właściwe słowa w ustach właściwej osoby.

Tagi

Źródło

CTN MONAR-Kraków
Krzysztof Krajewski

Odsłony

7162

Terminy "prohibicja" i "polityka prohibicji" najczęściej kojarzą się z polityką wobec alkoholu i problemów alkoholowych, w szczególności zaś z okresem lat 1920-1932 w Stanach Zjednoczonych, kiedy to w kraju tym produkcja, eksport oraz sprzedaż napojów alkoholowych były objęte całkowitym zakazem oraz obwarowane sankcjami karnymi. Bilans polityki prohibicji w stosunku do alkoholu i posługiwania się zakazami oraz sankcjami karnymi w rozwiązywaniu problemów alkoholowych uznaje się dzisiaj najczęściej za jednoznacznie ujemny. Prohibicja północnoamerykańska nie przyczyniła się najwyraźniej w istotny sposób do zmniejszenia się dostępności alkoholu, a tym samym okazała się być podejściem wysoce nieefektywnym w rozwiązywaniu problemów indywidualnych i społecznych, jakie może wywoływać ta substancja psychoaktywna. Równocześnie polityka prohibicji stała się pożywką dla powstania w Stanach Zjednoczonych wielu niezwykle negatywnych zjawisk, z którymi kraj ten w jakimś sensie boryka się do dzisiaj. Chodzi tu przede wszystkim o stworzenie niepowtarzalnych warunków rozwoju zjawiska zorganizowanej przestępczości i towarzyszących mu korupcji, przemocy, legalizacji na masową skalę zysków z działalności przestępczej itp. To właśnie ów ujemny bilans leżał u podłoża odstąpienia od polityki prohibicji w roku 1932.

Nieefektywność i negatywne konsekwencje polityki prohibicji wobec alkoholu w Stanach Zjednoczonych, ale także negatywne doświadczenia w tym zakresie w innych krajach, w których w XIX czy XX wieku próbowano w takim czy innym zakresie problemy alkoholowe rozwiązywać za pomocą zakazów, spowodowały, iż prohibicja nigdzie chyba na świecie nie jest dzisiaj traktowana jako poważna opcja w tym zakresie. Jedynymi krajami, które odwołują się do takich rozwiązań w odniesieniu do alkoholu, są niektóre kraje muzułmańskie, gdzie zakaz ten ma jednak podłoże przede wszystkim religijne. Równocześnie jednak wielu ludzi niekoniecznie zdaje sobie sprawę z tego, iż negatywne doświadczenia i odstąpienie od polityki prohibicji wobec alkoholu nie oznaczało wcale rezygnacji z tej polityki w innych obszarach. Wręcz przeciwnie, okres, w którym Stany Zjednoczone, a także niektóre inne kraje, wycofywały się z tego typu rozwiązań w odniesieniu do alkoholu, był okresem powolnego rozwijania i nasilania polityki prohibicji w stosunku do innej grupy substancji psychoaktywnych, a mianowicie narkotyków. W ten sposób polityka prohibicji, która doznała całkowitego bankructwa w jednym obszarze, stała się podejściem dominującym w innym, przyjmując przy tym rozmiary i intensywność, jakich nie osiągnęła ona nigdy w odniesieniu do alkoholu. O ile bowiem w obszarze polityki wobec alkoholu rozwiązania prohibicyjne o mniejszej lub większej intensywności stanowiły krótsze lub dłuższe, ale jedynie epizody w historii kilku bądź kilkunastu zaledwie krajów, to w obszarze polityki wobec narkotyków prohibicja stała się w wieku XX podejściem o niejako globalnym charakterze. Polityka prohibicji jest dzisiaj na świecie jedynym praktycznie rzecz biorąc sposobem społecznej reakcji na problemy stwarzane przez narkotyki, rozwiązaniem nie tylko stosowanym przez wszystkie kraje świata w ich prawie wewnętrznym, ale także ?obowiązującym? w świetle regulacji prawnomiędzynarodowych.

Taki stan rzeczy rodzi pytanie o to, w jaki sposób podejście, które wykazało się jednoznaczną nieefektywnością i szkodliwością w jednym obszarze, w stosunku do substancji pewnego rodzaju, stało się podejściem dominującym w innym obszarze, w stosunku do innej grupy substancji. Pytanie to jest tym bardziej zasadne, że wykazać można bez większego trudu, iż w przypadku prohibicji dotyczącej narkotyków historia niejako się powtarza. Wszystkie objawy nieefektywności tej polityki oraz jej negatywne konsekwencje uboczne, które ze szczególną ostrością obserwować można było w okresie międzywojennym w USA, występują bowiem dzisiaj masowo także w odniesieniu do polityki prohibicji wobec narkotyków. Przede wszystkim stwierdzić wypadnie, iż polityka ta nie zdołała do dzisiaj w jakimkolwiek zakresie rozwiązać problemów wywoływanych we współczesnych społeczeństwach przez używanie narkotyków. Wręcz przeciwnie, twierdzić można zasadnie, iż nasilaniu i intensyfikacji podejścia prohibicyjnego do tych substancji wszędzie na świecie towarzyszy narastanie związanych z nimi problemów. Równocześnie narastają rozmaite negatywne konsekwencje uboczne podejścia prohibicyjnego. Dotyczy to przede wszystkim nasilania się działań zorganizowanych grup przestępczych, dla których prohibicja stwarza wymarzone warunki działania, narastania szeregu negatywnych zjawisk w obszarze prawa karnego i wymiaru sprawiedliwości, które to instytucje najwyraźniej płacą niezwykle wysoką cenę za zaangażowanie w egzekwowanie polityki prohibicji, oraz pogłębiania się problemów zdrowotnych, psychicznych i socjalnych, jakie represja karna stwarza dla różnych kategorii użytkowników narkotyków.

W takiej sytuacji zasadnie postawić można pytanie, jaki jest sens utrzymywania, kontynuowania polityki prohibicji wobec narkotyków; polityki, która wykazała swój bezsens w innych obszarach, i która nie jest w stanie poszczycić się żadnymi jednoznacznymi sukcesami w obszarze narkotyków i narkomanii? Dla wielu wnioski, jakie należy wyciągnąć z dotychczasowych doświadczeń z polityką prohibicji, są jednoznaczne: "wojna z narkotykami" została przez współczesne społeczeństwa dawno przegrana i dalsza "obrona Okopów Świętej Trójcy" pozbawiona jest sensu. Oznacza to konieczność odstąpienia od polityki prohibicji i takiej czy innej formy legalizacji narkotyków. Dla tych, którzy reprezentują takie stanowisko, polityka prohibicji pozbawiona jest więc wszelkiego sensu. Piszący te słowa nie ukrywa, iż większość argumentów "antyprohibicyjnych" ma dlań niezwykle racjonalny i przekonujący charakter. W tym sensie polityka prohibicji i angażowanie na szeroką skalę do rozwiązywania problemu narkotyków i narkomanii prawa karnego stanowi niewątpliwie podejście zdecydowanie ułomne. Taki stan rzeczy nie zmienia jednak nic w zasadności pytania o to, jakimi alternatywami w tym zakresie dysponują współczesne społeczeństwa. Nie ulega wątpliwości, iż w tym zakresie pojawiają się liczne problemy. Całkowita legalizacja czy też jakaś forma reglamentacji, powszechnie przyjmowane dzisiaj w stosunku do alkoholu, wydają się nie tylko mało realistycznym podejściem w stosunku do narkotyków. Mimo wszystko byłoby to podejście zbyt ryzykowne, albowiem alkohol i narkotyki (a przynajmniej większość spośród nich), to jednak, pomimo wszystkich podobieństw, nie to samo. W związku z tym możliwe negatywne skutki społeczne odwołania się dzisiaj do radykalnej legalizacji narkotyków są, w przeciwieństwie do konsekwencji legalnego statusu alkoholu, po prostu całkowicie nieprzewidywalne.

Czy w takim razie polityka prohibicji swój sens czerpie jedynie z braku realistycznych alternatyw? W pewnym sensie tak, aczkolwiek nie tylko. Jedną z istotnych lekcji, jakie wypływają z dorobku współczesnej kryminologii, jest przekonanie o ograniczonej zdolności prawa karnego do rozwiązywania problemów społecznych. Wbrew skrajnym tezom abolicjonistycznym nie oznacza to jednak postulatu rezygnacji z prawa karnego jako instrumentu polityki społecznej. Z wielu powodów prawo karne jest instytucją w społeczeństwie konieczną. Równocześnie jednak represja karna nie może być traktowana jako panaceum na wszelkie bolączki społeczne. Intensyfikacja działań represyjnych, jako sposób reakcji na określone negatywne zjawiska społeczne, może oczywiście niejednokrotnie w określonych warunkach i na krótką metę dawać spektakularne nawet efekty. Rzecz w tym, że prawo karne i najsurowsza nawet represja same przez się stanowią zawsze formy "leczenia" jedynie objawowego. Nie są one natomiast w stanie rozwiązać żadnego problemu społecznego. Mogą one jedynie owe problemy stłumić, zepchnąć do podziemia, uczynić mniej widocznymi, mniej dokuczliwymi. W tym sensie, abstrahując od ewentualnych negatywnych konsekwencji ubocznych nadużywania represji karnej, traktowanie jej jako "cudownego środka" na wszelkie problemy społeczne oznacza w gruncie rzeczy przysłowiowe "chodzenie na skróty": koncentracja na represji być może pozwala czasami zyskać społeczny poklask, ale równocześnie prowadzi do odwracania uwagi od rzeczywistych źródeł problemów i zaniedbywania - fakt, że często żmudnych i kosztownych - działań skierowanych na usuwanie przyczyn problemów, a nie jedynie ich objawów. Rzecz w tym, że represja karna stanowi tzw. destruktywną strategię zwalczania problemów społecznych, polegającą na niszczeniu niepożądanych zjawisk społecznych, likwidacji bezpośrednich zagrożeń. Jej przeciwieństwo stanowią strategie konstruktywne, polegające na tworzeniu takich warunków życia społecznego, które przeciwdziałają powstawaniu zjawisk niepożądanych, szkodliwych. Strategie konstruktywne, aczkolwiek dające z reguły mniej spektakularne efekty, szczególnie w krótkich odcinkach czasu, prowadzą jednak najczęściej do bardziej trwałych efektów.

Wydaje się, iż prawdy te ze szczególną wyrazistością spełniają się w przypadku problemu narkotyków i narkomanii. Współczesna narkomania jest niewątpliwie palącym problemem społecznym. Nie można jednak zapominać, że rozmaite substancje psychoaktywne towarzyszą ludzkości od zarania jej dziejów, a wizja "społeczeństwa wolnego od narkotyków" jest po prostu utopią. Jeśli chciałoby się ją realizować konsekwentnie, to należałoby zacząć od "społeczeństwa wolnego od alkoholu", czego nikt nie traktowałby jednak dzisiaj poważnie. Dlatego współczesne społeczeństwa muszą się z obecnością narkotyków pogodzić, co nie oznacza kapitulacji wobec problemu, ale próbę jego niejako "oswojenia". Podstawowym zadaniem w tym obszarze powinno być w związku z tym nie tylko ograniczanie w najdalszy możliwy sposób rozmiarów używania narkotyków do celów pozamedycznych (co jest celem jak najbardziej słusznym), ale także ograniczania wszelkich negatywnych konsekwencji zdrowotnych, psychicznych i socjalnych wywoływanych tak w skali indywidualnej, jak i społecznej, z jednej strony przez te substancje, z drugiej zaś przez skrajne wersje polityki prohibicji i nadużywanie represji karnej. To zaś oznacza, że narkotyki i narkomania powinny być przede wszystkim problemem polityki zdrowotnej i socjalnej, i dopiero w dalszym rzędzie problemem kryminalnopolitycznym. Tak więc i w tym obszarze interwencja prawnokarna powinna stanowić ultima ratio wszelkiej polityki i reakcji społecznej.

Jednym z istotnych problemów związanych z trwaniem i eskalacją polityki prohibicji wobec narkotyków i narkomanii jest kwestia emocji społecznych, jakie budzą te zjawiska, emocji przybierających niejednokrotnie postać tego, co w socjologii zachowań dewiacyjnych określa się mianem "paniki moralnej". W konsekwencji wiele przemawia za tym, iż polityka prohibicji stanowi klasyczny przejaw tzw. kryminalizacji emocjonalnej, która często służy nie tyle efektywnemu rozwiązywaniu problemu narkomanii, co symbolicznemu rozładowywaniu emocji społecznych, jakie budzi to zjawisko. Autor jest głęboko przekonany, iż podstawowym warunkiem nadania polityce prohibicji określonego sensu jest dążenie do deeskalacji społecznych emocji towarzyszących temu zjawisku i racjonalizacji społecznej nań reakcji. Całkowita rezygnacja z polityki prohibicji wobec wszystkich środków odurzających i substancji psychotropowych jest dzisiaj nierealistyczna i niemożliwa. Polityce represjonowania nielegalnej podaży narkotyków powinno jednak towarzyszyć uznanie, iż użytkownicy tych substancji powinni być przede wszystkim przedmiotem oddziaływań profilaktycznych, zdrowotnych, socjalnych itp. To zaś jest możliwe pod warunkiem pewnego przynajmniej zakresu dekryminalizacji użytkowników narkotyków, którego to rozwiązania nie można utożsamiać i mylić z legalizacją samych substancji. Inaczej mówiąc w ramach samej zasady prohibicji jest jednak miejsce na swoistą "miękką" wersję tego podejścia, traktowanie prawa karnego jako ultima ratio polityki społecznej i przyznawanie w pewnych przynajmniej obszarach prymatu środkom innym niż represja karna. W związku z tym praca niniejsza poświęcona będzie nie tylko krytyce podejścia prohibicyjnego do narkotyków i narkomanii mającej wykazać jego bezsens. Będzie ona także poświęcona zarysowaniu koncepcji roli prawa karnego w polityce wobec narkotyków i narkomanii, zdobywającej w wielu krajach europejskich coraz to więcej zwolenników, która właśnie odchodząc od tak charakterystycznego dla amerykańskiej "wojny z narkotykami" przyznawania prymatu represji karnej, stara się nadać podejściu prohibicyjnemu więcej racjonalności, a tym samym więcej sensu.

Podsumowanie

Podsumowując wcześniejsze rozważania na temat polityki prohibicji oraz roli, jaką w jej ramach odgrywa prawo karne i instrumenty polityki karnej, zwrócić należy uwagę na kilka podstawowych zagadnień.

Przede wszystkim podkreślić należy, iż postulat "społeczeństwa wolnego od narkotyków" jest ułudą. Rozmaite substancje psychoaktywne towarzyszyły ludzkości od zarania jej dziejów jako substancje o mniej lub bardziej kulturowo zintegrowanym charakterze. W tym sensie można twierdzić, że każda kultura ma "swoje" narkotyki. Właśnie element kulturowej integracji, asymilacji, prowadzi do ograniczania negatywnych konsekwencji i szkód tak indywidualnych, jak i społecznych, jakie zawsze mogą wywoływać te substancje. Prawdą jest, że taka nieformalna kontrola jest o wiele łatwiejsza i efektywniejsza w odniesieniu do rozmaitych substancji o charakterze naturalnym, co potwierdzają liczne przykłady dawnych kultur na kontynencie azjatyckim, afrykańskim czy amerykańskim. Dotyczy to jednak także w znacznym stopniu kultury europejskiej i amerykańskiej, gdzie pojawienie się w XIX wieku rozmaitych, o wiele groźniejszych narkotyków o półsyntetycznym charakterze nie doprowadziło wcale do natychmiastowego wprowadzenia instrumentów kontroli formalnej, prawnej.

Geneza podejścia prohibicyjnego do narkotyków i narkomanii ma niewątpliwie złożony charakter i wiąże się raczej z rozwojem wypadków na kontynencie Północnoamerykańskim, a nie w Europie. Wiele przemawia za tym, iż za oficjalnie deklarowanymi racjami i celami zakazu i kryminalizacji narkotyków, a mianowicie przekonaniem o szkodliwości tych substancji i chęcią ochrony społeczeństwa przed ich negatywnymi konsekwencjami, kryło się wiele innych, znacznie bardziej prozaicznych powodów. Należały tu tak rozmaite uprzedzenia o charakterze etnicznym oraz przekonanie o kulturowej obcości opiatów, kokainy czy konopi, jak i konkretne interesy polityczne USA na arenie międzynarodowej oraz rola, jaką problem narkotyków i alkoholu odgrywał w amerykańskiej polityce wewnętrznej, w ścieraniu się w jej ramach różnych ideologii i interesów grupowych, a także instytucjonalnych. W tym sensie kryminalizacja narkotyków może być uznana za rozwiązanie funkcjonalne z punktu widzenia interesów grup sprawujących władzę. Może ona być również uznana w znacznym stopniu za przejaw kryminalizacji emocjonalnej, spełniającej od początku istotną rolę symboliczną w ramach kultury amerykańskiej, a później także europejskiej.

Można sobie oczywiście zadawać pytanie, czy prohibicja i kryminalizacja stanowiły nieuchronne rozwiązania odnośnie do problemu narkotyków i narkomanii. Jednoznaczna odpowiedź na tak postawione pytanie jest oczywiście dzisiaj niemożliwa. Pamiętać jednak warto, iż w Europie mieliśmy w okresie międzywojennym do czynienia z próbami kształtowania takiego podejścia do problemu narkomanii, które opierało się na przyznaniu jednoznacznego prymatu środkom polityki zdrowotnej, i które pozostawiało użytkowników narkotyków w wyłącznej "kompetencji" służby zdrowia. Różne są powody, dla których "system brytyjski" nie stał się dominującym podejściem do problemu uzależnień. Można jednak zakładać, iż rola i znaczenie Stanów Zjednoczonych na arenie międzynarodowej, jakie kraj ten uzyskał w XX stuleciu, były jednym z istotnych czynników zdominowania polityki wobec narkotyków przez środki o charakterze represyjnym.

Teza o wyraźnie emocjonalnych elementach leżących u podłoża polityki prohibicji i kryminalizacji narkotyków nie oznacza oczywiście, iż mamy tu do czynienia z kryminalizacją o wyłącznie emocjonalnym i symbolicznym charakterze. Współcześnie przed polityką prohibicji stawia się bowiem cele o jednoznacznie racjonalnym, wręcz pragmatycznym charakterze. Przekonaniu o szkodliwości narkotyków, szkodliwości znacznie większej niż w przypadku alkoholu czy nawet tytoniu, towarzyszy bowiem założenie, iż są to substancje kulturowo obce we współczesnej cywilizacji, która nie posiada - tak jak posiadały dawne kultury - dostatecznie silnych nieformalnych mechanizmów ich kontroli. Dlatego wszelkie czynności, których przedmiotem są te substancje, jeśli ich celem nie są uznane zastosowania medyczne lub naukowe, muszą być przedmiotem kontroli formalnej, tj. zakazu prawnokarnego i związanych z nim sankcji karnych. Podstawowym celem, jaki polityka prohibicji chce osiągnąć w ten sposób, jest maksymalna redukcja rozmiarów używania środków odurzających i substancji psychotropowych dla celów pozamedycznych, a tym samym maksymalne możliwe ograniczenie immanentnie związanych z rekreacyjnym ich używaniem szkód indywidualnych i społecznych. Dla realizacji tego celu polityka prohibicji chce wpływać tak na popyt, jak i na podaż narkotyków, przy czym podstawowymi instrumentami, jakimi może się ona w tym celu posłużyć, są klasyczne instrumenty oddziaływania prawnokarnego, tj. prewencja generalna oraz indywidualna. Oznacza to zresztą, iż w tym zakresie jakiekolwiek racjonalizacje kary o charakterze absolutnym nie wchodzą w grę, a prawo karne dotyczące narkotyków ma czysto prewencyjny i celowy charakter.

W zakresie oddziaływania na popyt na narkotyki polityka prohibicji chce wywierać wpływ tak na porzucanie używania tych substancji przez osoby, które stały się już ich konsumentami, jak i zapobiegać rekrutacji nowych konsumentów. W tym zakresie prohibicja bazuje przede wszystkim na różnych formach oddziaływania generalnoprewencyjnego: odstraszaniu w stosunku do konsumentów okazjonalnych i eksperymentujących oraz pozytywnej prewencji generalnej w stosunku do konsumentów potencjalnych. W stosunku do osób uzależnionych chce ona natomiast bazować na różnych formach oddziaływania indywidualnoprewencyjnego oraz wytwarzaniu specyficznego nacisku mającego skłonić te osoby do podjęcia leczenia. Powyższe mechanizmy nie stanowią jednak jedynego sposobu, w jaki prohibicja chce oddziaływać na popyt na narkotyki. Specyficzne mechanizmy funkcjonowania czarnego rynku narkotyków prowadzą bowiem także do znacznego wzrostu ceny tych nielegalnych substancji. Taka "prohibicyjna cena" narkotyków ma stanowić zasadniczą barierę ekonomiczną dla wzrostu konsumpcji tych substancji.

W zakresie polityki wobec podaży narkotyków polityka prohibicji opiera się przede wszystkim na mechanizmie odstraszania oraz uniemożliwiania. Pierwszy z nich ma równoważyć ewentualne zachęty do angażowania się w nielegalną produkcję czy handel narkotykami, jakie może stwarzać wysoka "taksa kryminalizacyjna" stwarzana przez czarny rynek. Inaczej mówiąc działania takie, ze względu na bardzo wysokie potencjalne koszty, mają stać się nieopłacalne. Uniemożliwianie ma natomiast po prostu eliminować z nielegalnej działalności tych, którzy okazali się niepodatni na oddziaływanie odstraszające. W ten sposób polityka prohibicji chce generalnie zmniejszyć nielegalną podaż narkotyków we współczesnych społeczeństwach, tj. zmniejszyć ich dostępność, co z kolei musi odbić się na rozmiarach ich używania. Dodatkowym czynnikiem wpływającym na ową dostępność ma być także czysto fizyczna likwidacja podaży poprzez konfiskowanie nielegalnych substancji.

Tak rozumiana polityka prohibicji i jej cele mają oczywiście określony sens. Problem polega jednak na tym, na ile polityka ta jest w ogóle w stanie powyższe cele w jakikolwiek sensowny sposób realizować. Wiele przemawia za tym, iż polityka prohibicji celów tych nie jest w stanie osiągnąć. Pomimo nieustannej intensyfikacji polityki prohibicji problem narkotyków i narkomanii od lat w większości społeczeństw narasta, a substancje te pomimo swego nielegalnego charakteru są relatywnie łatwo dostępne. Inaczej mówiąc polityka prohibicji nie jest najwyraźniej w stanie wpłynąć w istotny sposób ani na popyt, ani na podaż narkotyków. Wynika to przede wszystkim ze specyfiki charakteru przestępstw narkotykowych mających charakter przestępstw bez ofiar. Konsekwencją tego jest nieprzydatność tradycyjnych technik reaktywnego działania policji w ujawnianiu tych przestępstw. Problemu tego nie jest także w stanie najwyraźniej rozwiązać coraz szersze odwoływanie się do technik proaktywnych. Problem polega nie tylko na wątpliwościach natury etycznej i prawnej, jakie rodzą te metody, ale przede wszystkim czysto ?fizycznych? barierach ich stosowania. Inaczej mówiąc rzeczywiste wyegzekwowanie prohibicji mogłoby nastąpić tylko w ramach społeczeństwa ?orwellowskiego?. W konsekwencji prawo karne dotyczące narkotyków cechuje olbrzymi "deficyt zdolności wykonawczych", który niweluje zdolność tej gałęzi prawa karnego do wywierania znaczącego oddziaływania generalnoprewencyjnego. Jeśli uwzględnić dodatkowo zasadnicze wątpliwości co do możliwości wywierania przez karę na osoby uzależnione jakiegokolwiek wpływu indywidualnoprewencyjnego oraz olbrzymie zachęty do zajmowania się stwarzaniem nielegalnej podaży, jakie stwarza mechanizm "taksy kryminalizacyjnej", lista przyczyn nieefektywności polityki prohibicji będzie kompletna.

Problem prohibicji nie jest jednak tylko problemem jej nieefektywności. Ostatecznie prawo karne generalnie nie jest w stanie zlikwidować, a najczęściej nawet ograniczyć w znaczny sposób, zjawiska przestępczości. W przypadku polityki prohibicji wskazać można jednak dodatkowo, iż polityka ta jest nie tylko nieskuteczna, ale powoduje także cały szereg ubocznych konsekwencji o negatywnym charakterze. W tym sensie "lekarstwo", tj. polityka prohibicji, okazuje się częstokroć o wiele większym problemem niż "choroba", którą miało ono zwalczać, a mianowicie problem narkotyków. Negatywne konsekwencje uboczne polityki prohibicji mają trojaki charakter. Przede wszystkim polityka prohibicji jest w gruncie rzeczy podstawowym źródłem zjawiska zorganizowanej przestępczości. Ta forma przestępczości jest bowiem immanentnie związana z istnieniem nielegalnych rynków dóbr i usług, a polityka prohibicji stwarza największy taki rynek: czarny rynek narkotyków. Dlatego można mówić, że z punktu widzenia zorganizowanych grup przestępczych, gdyby nie było polityki prohibicji, trzeba by ją czym prędzej wymyślić. Polityka prohibicji i potrzeby jej egzekwowania mają także szereg negatywnych konsekwencji dla prawa karnego i wymiaru sprawiedliwości. Prawo karne dotyczące narkotyków nie tylko ma wątpliwy przedmiot ochrony (zdrowie publiczne), ale opiera się w całości na przesunięciu odpowiedzialności karnej na dalekie przedpole spowodowania jakiejkolwiek konkretnej szkody dla owego dobra chronionego. Ekspansja czynów polegających na sprowadzeniu jedynie abstrakcyjnego niebezpieczeństwa dla dobra chronionego, aczkolwiek ułatwia pociąganie sprawców do odpowiedzialności karnej, prowadzi jednak równocześnie do zjawiska "psucia prawa karnego" polegającego na rozbijaniu jego systemowej spójności. To samo można powiedzieć o prawie karnym procesowym, gdzie wymogi egzekwowania zakazów karnych dotyczących przestępstw bez ofiar prowadzą do erozji czy wręcz demontażu wielu tradycyjnych gwarancji procesowych praw podejrzanego. Owe wyjątki, potrzebne w zasadzie tylko w sprawach o przestępstwa narkotykowe, mają jednak także tendencję do ekspansji na inne obszary procesu karnego. Wreszcie polityka prohibicji ma szereg negatywnych konsekwencji dla samych użytkowników narkotyków. Dotyczy to wszystkich ich kategorii. Stygmatyzacja i piętnowanie eksperymentujących czy okazjonalnych konsumentów tych substancji pociąga za sobą najczęściej więcej szkód niż pożytku, inicjując jedynie poważniejszą karierę dewiacyjną. Natomiast w odniesieniu do osób uzależnionych polityka ta spycha je do podziemia potęgując rozmaite negatywne konsekwencje uzależnienia i pogłębiając ich niezdolność do normalnego funkcjonowania społecznego. Można wręcz powiedzieć, iż tzw. syndrom ćpuna to w znacznym stopniu wynik nie tyle farmakologicznych właściwości narkotyków, co uboczna konsekwencja polityki prohibicji.

Powyższy, jednoznacznie negatywny bilans polityki prohibicji, może prowadzić do wniosku, iż jest to polityka całkowicie nonsensowna: nieefektywna i przynosząca więcej szkód niż pożytku. Prowadzi to współcześnie do debaty na temat rezygnacji z tej polityki i legalizacji narkotyków. Podkreślić jednak należy, iż rozwiązanie skrajne, tj. całkowita legalizacja narkotyków polegająca na dekryminalizacji ich podaży, wydaje się być we współczesnych warunkach rozwiązaniem zbyt ryzykownym. Nawet jeśli większość ludzi nie używa dzisiaj tych substancji z innych powodów niż istnienie zakazu prawnokarnego, nie można wykluczyć, iż całkowite zniesienie tego zakazu - zgodnie z klasycznymi tezami dotyczącymi niebezpieczeństw dekryminalizacji - może doprowadzić na dłuższą metę do erozji owych nieformalnych mechanizmów, a tym samym wzrostu rozmiarów używania narkotyków, co byłoby na pewno zjawiskiem niepożądanym. Po prostu skutków ewentualnej legalizacji nikt nie jest dzisiaj w stanie przewidzieć. Odrzucenie pełnej legalizacji nie oznacza jednak, iż jedynym wyjściem jest obstawanie przy rygorystycznej formie prohibicji. Należy się opowiedzieć za rozwiązaniami pośrednimi, znajdującymi się pomiędzy proponowaną przez "jastrzębie" wojną z narkotykami a proponowaną przez "gołębie" całkowitą legalizacją. Ta pośrednia droga wyznaczana przez postawę "sowy" opiera się na kilku zasadach. Przede wszystkim oznacza ona postulat jak najszerszej dekryminalizacji konsumentów narkotyków: czyny typowo konsumenckie powinny przestać być traktowane jako przestępstwa, co ma umożliwić traktowanie używania narkotyków przede wszystkim jako problemu polityki zdrowotnej i socjalnej, a nie polityki kryminalnej. Kryminalizacja powinna być utrzymana jedynie w odniesieniu do podaży narkotyków, co oznacza zresztą, iż dekryminalizacja konsumentów nie pociąga sama przez się legalizacji narkotyków. Wycofywanie prawa karnego z obszaru społecznej reakcji wobec użytkowników narkotyków powinno być także uzupełnione jak najszerszą dopuszczalnością stosowania alternatywnych środków o charakterze leczniczym w stosunku do tych ich użytkowników, którzy dopuszczają się przestępstw prohibicyjnych znajdujących się po stronie podaży, a także przestępstw pospolitych. Dekryminalizacja takich czynów jest oczywiście niemożliwa, ale leczenie powinno uzyskiwać tu priorytet przed represją. Powyższe środki powinny być wreszcie uzupełniane innymi elementami polityki redukcji szkód, takimi jak różne formy leczenia substytucyjnego, nie tylko za pomocą metadonu, ale także w szczególnych wypadkach poprzez umożliwienie osobom uzależnionym legalnego dostępu do ?prawdziwych? opiatów. Środki te powinny mieć na celu przede wszystkim zdrowotną i społeczną stabilizację osób uzależnionych w sytuacji, gdy osiągnięcie przez nie abstynencji wydaje się mało prawdopodobne. To samo dotyczy innych środków mających na celu poprawę stanu zdrowotnego uzależnionych, ochronę ich przed komplikacjami, powikłaniami, infekcjami itp., takimi jak programy wymiany igieł i strzykawek, pomieszczenia higieniczne itd. Jedynym wreszcie narkotykiem, co do którego można dzisiaj w odpowiedzialny sposób rozważać całkowitą jego legalizację, wydaje się być cannabis. Aczkolwiek konopi nie można w żadnym wypadku traktować jako substancji całkowicie nieszkodliwej, jej relatywnie niewielka szkodliwość i szerokie już dzisiaj rozpowszechnienie rekreacyjnego używania, stawia nad sensownością utrzymywania jej kryminalizacji szczególnie jednoznaczny znak zapytania. Jest już osobną kwestią, na ile we współczesnych społeczeństwach dojrzały warunki polityczne do dokonania takiego kroku, a tym samym na ile jest to krok realistyczny w dającej się przewidzieć przyszłości.

Istotne jest stwierdzenie, że powyższy program polityki "miękkiej" prohibicji, opierający się na postulacie możliwie szerokiego wycofania represji prawnokarnej w stosunku do użytkowników narkotyków, "flankowanej" różnymi elementami strategii redukcji szkód, połączonym z utrzymaniem kryminalizacji podaży, znajduje już dzisiaj odzwierciedlenie w rzeczywistości ustawodawstwa i polityki dotyczącej narkotyków w wielu krajach europejskich. Wydaje się, iż w wielu spośród nich widać w sposób mniej lub bardziej wyraźne dążenie do realizacji przynajmniej elementów takiej właśnie polityki, odchodzenie od bezwzględnego hołdowania paradygmatowi abstynencyjnemu, na rzecz paradygmatu akceptującego. Polegają one przede wszystkim na wprowadzaniu elementów permisywności, tj. rozmaitych form dekryminalizacji lub depenalizacji konsumentów, połączonej z elementami nastawienia na leczenie, realizowanego w ramach zasady "leczyć zamiast karać". Jedno-znaczne elementy takiej polityki zaobserwować można przede wszystkim w takich krajach, jak na przykład Austria, Dania, Hiszpania, Holandia, Niemcy, Szwajcaria czy Włochy. Polityka o wyraźnie restrykcyjnym charakterze realizowana jest w niewielu krajach europejskich. Należą do nich przede wszystkim Francja oraz Szwecja i inne kraje skandynawskie. Nawet tam jednak restrykcyjności towarzyszą wyraźne elementy podejścia leczniczego - fakt, że częściej operującego przymusem - w stosunku do użytkowników narkotyków. W tym sensie prawdziwym jest niewątpliwie twierdzenie, iż w Europie coraz to większe znaczenie przykłada się do redukcji rozmaitych szkód związanych z używaniem narkotyków, podczas gdy w USA nadal króluje wyłącznie filozofia redukcji rozmiarów konsumpcji i będąca tego wynikiem strategia "zerowej tolerancji" i "wojny z narkotykami".

Podkreślić przy tym należy, iż oparta na powyższych założeniach polityka wobec narkotyków i narkomanii w pewnym przynajmniej zakresie mieści się w ramach wyznaczanych przez akty prawa międzynarodowego dotyczące tej problematyki. Aczkolwiek konwencje międzynarodowe dotyczące środków odurzających i substancji psychotropowych wyrastają z jednoznacznie prohibicyjnego "ducha", to jednak tak jednolita konwencja o środkach odurzających z roku 1961, jak i konwencja o substancjach psychotropowych z roku 1971 nie wykluczają dekryminalizacji konsumentów, a elementy nastawienia na leczenie i stosowania wobec osób uzależnionych środków alternatywnych o charakterze leczniczym jednoznacznie preferują. Z tego punktu widzenia pewną zmianę podejścia, o niejednoznacznej zresztą genezie i charakterze, reprezentuje najnowsza konwencja ONZ o zwalczaniu nielegalnego obrotu środkami odurzającymi i substancjami psychotropowymi z roku 1988. Nawet jednak w ramach tej restrykcyjnej konwencji istnieją pewne możliwości elastycznej wykładni dopuszczającej realizację pewnych form podejścia permisywnego. Nie budzi natomiast wątpliwości w jej ramach dopuszczalność odmiennego traktowania przez prawo karne osób uzależnionych i preferowanie w ich przypadku środków leczniczych o charakterze alternatywnym.

Na tle powyższych rozważań podkreślić należy, iż polskie ustawodawstwo dotyczące narkotyków i narkomanii poczynając od ustawy o zapobieganiu narkomanii z roku 1985 realizowało z mniejszą lub większą konsekwencją elementy nowoczesnego modelu polityki wobec narkotyków i narkomanii realizując jednoznaczne elementy permisywizmu i nastawienia na leczenie. Rozwiązania takie udało się także utrzymać w ustawie o przeciwdziałaniu narkomanii z roku 1997, wprowadzając dodatkowo ustawowe podstawy leczenia substytucyjnego oraz utrzymując legalność większości programów redukcji szkód. Stało się tak pomimo coraz silniejszego nacisku ?paniki moralnej? wywoływanej przez narastanie poczynając od roku 1990 rozmaitych problemów związanych tak z nielegalną podażą narkotyków, jak i popytem na nie. Kompromisowe i racjonalne rozwiązania ustawy z 1997 r. zostały jednak unicestwione przez jej nowelizację dokonaną w październiku roku 2000. Nowelizacja ta, stanowiąca jednoznaczne zwycięstwo 'jastrzębi' polityki wobec narkotyków stanowi poważny regres w stosunku do stanu poprzedniego. Stanowi ona również wyraz działań o jednoznacznie emocjonalnym i symbolicznym charakterze opierających się na przyznawaniu - nie tylko w polityce wobec narkotyków i narkomanii - absolutnego prymatu represji karnej i wierze w jej omnipotencję w rozwiązywaniu problemów społecznych. Wierze, która - jak pokazują to dotychczasowe doświadczenia polityki prohibicji i "wojny z narkotykami" - jest wiarą całkowicie złudną.

źródło: http://www.monar.kki.pl/forum/kk.htm

Autor: Krzysztof Krajewski

Copyright by Krzysztof Krajewski

Copyright by CTN MONAR-Kraków

Oceń treść:

0
Brak głosów

Komentarze

Chochoł (niezweryfikowany)

Kocham Polskę ;)

osa (niezweryfikowany)

Wreszcie!!! Szczerze mowiac nie spodziewalema sie tego aod monaru

grzynben (niezweryfikowany)

I pomyśleć, że całe to prohibicyjne ścierwo wzięło się od jakiegoś socjol, któremu kiedy był dzieckiem mama powtarzała "uważaj jak chodzisz, bo się przewrócisz". Siadło w nim to tak mocno w psychice i tak głęboko, że nie wiedząc co zrobić przekierował swój lęk czy też ?zadrę swą? na dragi, a potem panoszerka zarazy jego teorii objęła cały świat. Wszystko przez jedną teorię. Gdyby nigdy dragi nie były prohibicjonowane, ludzie by się przewracali, ale o wiele wiele rzadziej niż za sprawą polityki. Dziwne jest francuszcyznowe zarażenie koncepcją, bo skontinont kontent potpowiada, że tam soc początkowo rozwijała się niezależnie od zarazy amerykańskiej global soc bakterii.

Doman (niezweryfikowany)

Podoba mi się to co przeczytałem....LEGALIZACJA LEGALIZACJA!!!

kipis (niezweryfikowany)

Brawo-Monar.Aż trudno uwierzyć ,że wreszcie znależli się odpowiedni ludzie na odpowiednim miejscu.Konopie skutecznie tłumią mój głód amfetaminowy(od kilku lat z nim walcze).Niestety za posiadanie niewielkiej ilości suszu ,czeka mnie sprawa karna.Kara się w naszym kraju ofiary a nie sprawców.Chyba policja nie umie się wykazać w inny sposób,więc idzie po najprostszej linii oporu.TYLKO LEGALIZACJA może dac jakąkolwiek kontrole nad handlem dragami.WALCZMY<PERSFADUJMY<NIE DAJMY SIĘ ZWARIOWAĆ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

jaracz (niezweryfikowany)

w koncu ktos pomyslal i chwala mu za to. :)

randomness