Sąd nad holenderską marihuaną

Właściciel największego holenderskiego coffee shopu zapłaci prawie 10 mln euro kary za to, że kpił sobie z holenderskiej polityki tolerancji. To może być początek wojny przeciw marihuanowemu biznesowi w Holandii.

Tagi

Źródło

Jacek Pawlicki / Gazeta Wyborcza

Odsłony

9846

Właściciel największego holenderskiego coffee shopu zapłaci prawie 10 mln euro kary za to, że kpił sobie z holenderskiej polityki tolerancji. To może być początek wojny przeciw marihuanowemu biznesowi w Holandii.

Precedensowy wyrok wydali w czwartek sędziowie w Middelburgu. Na ławie oskarżonych siedział nie tylko Meddie Willemsen, szef coffee shopu Checkpoint z leżącego przy granicy z Belgią Terneuzenu, ale także jego kilkunastu pracowników. Pod pręgierzem znalazło się właściwie całe miasto. Bo przy okazji śledztwa wyszło na jaw, że coffee shop działał pod parasolem lokalnych władz, policji, a nawet prokuratorów.

Od ponad 30 lat sprzedaż niewielkiej ilości miękkich narkotyków jest w Holandii dozwolona w koncesjonowanych kafejkach nazywanych popularnie coffee shopami. Jest ich ok. 700, każda z nich musi mieć licencję od lokalnych władz podobną do naszej koncesji na sprzedaż alkoholu. Każdy klient ma prawo kupić do 5 g marihuany i wypalić skręta w kafejce.

Obowiązująca od lat 70. ubiegłego wieku polityka tolerancji wobec narkotyków miękkich była chyba najsłynniejszym holenderskim eksperymentem. Opierała się na prostym założeniu: skoro nie możemy czemuś zapobiec, to przynajmniej postarajmy się to kontrolować.

Coffee shop Checkpoint ewidentnie wymknął się spod tej kontroli, a politykę tolerancji doprowadził do absurdu. W 2008 roku w czasach swej największej świetności do Checkpointu przychodziło 3 tys. klientów dziennie. Na zapleczu kafejki kontrolerzy znajdowali nieraz dużo więcej niż dozwolone prawem 500 g marihuany - w czasie jednego z nalotów policja odkryła w magazynie aż 200 kg tego narkotyku. Willemsen został oskarżony o prowadzenie organizacji przestępczej zajmującej się pozyskiwaniem i handlem marihuaną na wielką skalę. Jak tłumaczył prokurator, "dobrze naoliwiona maszyneria była gotowa do obrotu wielkimi ilościami narkotyków na zapleczu". Według oskarżycieli mogły to być nawet dziesiątki kilogramów dziennie. Działał odrębny departament zakupów, transportu i przetwarzania marihuany. Większość klientów kafejki przyjeżdżała z Francji czy Belgii. Obsługa kafejki nie robiła nic, by choćby ostrzec ich, że jest to sprzeczne z prawem.

Prokurator domagał się znacznie surowszej kary, bo aż 28 mln euro. Kwotę tę określono na podstawie szacowanych dochodów właściciela lokalu. Skończyło się na 9,7 mln euro tylko dlatego, że sędziowie uznali, iż marihuanowy boss nie rozwinąłby tak skrzydeł, gdyby nie miał poparcia miasta Terneuzen. Choć reklamowanie coffee shopów jest niezgodne z prawem, władze lokalne umieściły drogowskazy prowadzące klientów do Checkpointu. Lokalne centra dla bezrobotnych wysyłały tam do pracy młodych szukających zatrudnienia.

- Bez pomocy władz miejskich Willemsen nie odniósłby takich korzyści - mówili sędziowie.

Niezależnie od kary finansowej szef kafejki został skazany na 16 miesięcy więzienia. Jako że odsiedział już je wcześniej w areszcie, czekając na proces, nie pójdzie za kratki.

Zdaniem ekspertów zamknięcie Checkpointu i surowa kara dla właściciela to ostrzeżenie dla innych coffee shopów. Nie brak też głosów, że może to być początek końca holenderskiej polityki tolerancji krytykowanej coraz głośniej przez część ekspertów i polityków.

- Wyrok może mieć poważne konsekwencje dla dużych lokali sprzedających miękkie narkotyki, a nie jest ich tak mało - tłumaczy holenderskim mediom prawnik Peter Tak. - Prokuratura może użyć wyroku do kampanii przeciw nim - dodaje.

Kłopoty coffee shopów dowodzą, że w Holandii następuje odwrót od polityki tolerancji. Stereotyp holenderskiej krainy swobód chwieje się już od kilku lat w posadach. Dwa lata temu policja usunęła z centrum Rotterdamu prostytutki legalnie świadczące swe usługi, kurczy się słynna dzielnica czerwonych latarni w Amsterdamie. Ze sklepów ze zdrową żywnością zniknęły grzybki halucynogenne.

Latem 2009 roku namaszczona przez rząd komisja ekspertów orzekła, że narkotykowe coffee shopy powinny się stać zamkniętymi klubami palaczy marihuany, i to wyłącznie dla Holendrów. W zamian za przekształcenie coffee shopów w zamknięte kluby ich właściciele mieliby prawo do utrzymywania większych zapasów miękkich narkotyków niż dotychczas - czyli ponad 500 g.

- Choć polityka wobec miękkich narkotyków jest zaostrzana przez władze centralne i lokalne, od kilku lat nie sądzę, aby się skończyła - mówi "Gazecie Wyborczej" holenderski politolog Alfred Pijpers. Przyznaje jednak, że "nie ma szybkiego rozwiązania problemów, jakie sprawia".

Zdaniem Pijpersa największym problemem jest kwestia dostaw miękkich narkotyków. O ile sprzedaż małych ilości marihuany jest legalna, o tyle uprawa - nie. I siłą rzeczy tę część rynku zagospodarowały przestępcze gangi.

Oceń treść:

Brak głosów

Komentarze

Anonim (niezweryfikowany)

<cite> O ile sprzedaż małych ilości marihuany jest legalna, o tyle uprawa - nie.</cite>

No i skąd sie one tam biorą w tych coffe shop -ach hmm.... przedziwne. Jak widać prawo jest używane (a nie przestrzegane) raz za a raz przeciw zależnie w którą stronę akurat w tym malutkim kraju zawieje polityczny wiatr.

Anonim (niezweryfikowany)

Przecież tak wyglądało tamtejsze prawo już od lat. Dobrze, że je egzekwują, ale już na pierwszy rzut oka widać w nim brak konsekwencji, czy może nawet sprzeczność. Uniemożliwia to czerpanie korzyści, jakie dałaby pełna legalizacja - w obecnej sytuacji przecież jedyną korzyścią jest nietykalność użytkowników, co na pewno jest rzeczą dobrą, ale nie eliminuje źródła zysków dla organizacji przestępczych.

Anonim (niezweryfikowany)

tytul i z reszta caly artykul to scierwo jakich malo

Anonim (niezweryfikowany)

"I siłą rzeczy tę część rynku zagospodarowały przestępcze gangi."

 

Przynajmniej u nas w Polsce nie ma przestępczości narkotykowej, ćpunów, a nawet narkotyków w ogóle! Wódka na zawsze!

Anonim (niezweryfikowany)

no nie ma

Anonim (niezweryfikowany)

Tak, pij swoja Wódke kochana, zobaczymy kto pierwszy sie wywinie... Powodzenia...

Anonim (niezweryfikowany)

Niestety nie każdy rozumie ironię

Anonim (niezweryfikowany)

ja chcę do takiej pracy!!!! gdzie muszę się zarejestrować? jestem gotowy od zaraz:)

Anonim (niezweryfikowany)

bylem w holandii 2 dni temu i grzyby normalnie sprzedaja bo kumpel żarł to co oni piepsza XD ogolnie to wcale nie taka fajna ta holandia jak dla mnie, mino wszystko wole polske i jej pojebane zasady :) no tylko palenie mogliby zlegalizowac, ale puki co mamy nasza polska marihuane czyli dopalacze :) chociaz do orginalu sie nie umywa, to mozna se chociaz palic w lokalach na plazy itp bez przypalu, ahhh ide odpakowac moja smart shive, troche sie stesknilem za tym scierwem palac ta marną white widow w holandi ;) :P

 

Anonim (niezweryfikowany)

Komercja go zniszczyła

Anonim (niezweryfikowany)

Rzeczywiście to trochę niekonsekwentne. Nie można uprawiać, ale w coffieshopach można trzymać zapas 500g. Hmmm?

Wygląda na to że więcej sensu mają czeskie i szwajcarskie przepisy. Tam można legalnie uprawiać "na własny użytek" więc nikt nie zadaje głupich pytań w stylu skąd to się bierze w coffieshopach. A samych coffieshopów nie ma bo skoro "na własny użytek" to ewidentnie nie "na sprzedaż".

Zajawki z NeuroGroove
  • LSD-25
  • Marihuana
  • Miks

Nastawienie pozytywne. Lekka euforia, która mieszała się z obawą, bo biorę dzisiaj sam pierwszy raz. Ostatnimi czasy oglądałem filmy Lokator, Psycho, miałem to w podświadomości pewnie. Zastanawiałem się, czy mogę wziąć, czy nie mam czegoś na głowie, co może się ujawnić, jakiś problem. Uznałem że biorę.

 

  Mój trip odbył się na stancji, to miała być moja ostatnia jazda przed wakacjiami. Nie udało mi się namówić lokatora z pokoju na wspólną degustacje. Tak więc zostałem sam na opustoszałej stancj. Po ostatnim egzaminie w oczekiwaniu na wyniki trzy dni niemiłosiernie się nudziłem, oglądałem filmy i buszowałem w internecie. Wtedy to wpadłem na pomysł, że  będzie to ten dzień. Pełen entuzjazmu zarzucam kwasa, jeden karton.  Jest godzina 18. Jestem podekscytowany i czekam, aż  spojrze na obrazy i posłucham muzyki w innym stanie percepcji.

  • 2C-P
  • Tripraport

Byłem zmęczony i sztucznie się stymulowałem amfetaminą od 24h. Nastrój ogólnie pzytywny, wręcz nieadekwatnie do sytuacji. Warszawa złote tarasy. Chęć przerzycia łagodnego stanu psychodelicznego który pozwoliłby mi na wyciągnięcie wniosków z aktualnej sytuacji.

Otóż po pewnej nieciekawej sytuacji z sąsiadami nie miałem gdzie się udać przez parę dni. Jako że był maj roku pańskiego 2014, a noce nie aż tak zimne spędziłem ten czas w plenerze. Gdy już nie starczało mi naturalnych sił, by kontynuować są wojaż, raczyliśmy się z dziewczyną amfetaminą. Następnego dnia w godzinach popołudniowych wpadliśmy na pomysł, by odwiedzić nam już dobrze znaną i niezmiernie przyjazną (przynajmniej dla mnie) krainę psychodelii. Do dilera nie był daleko dwie stacje metrem.

  • Katastrofa
  • Marihuana

Przyjemny, słoneczny dzień, wśród znajomych w parku.

W moim krótkim życiu dałem trzy szansę marihuanie. O jedną za dużo.Pierwszy raz wszystko było w porządku, ale za drugim razem miałem bad tripa w takim stopniu że trafiłem na kardiologię.

 

Przez następne sześć miesięcy brzydziłem się marihuaną.

Pewnego dnia mój kolega T zadzwonił do mnie czy nie mam załatwić czegoś zielonego. Oczywiście będąc dobrym kolegom szybko uruchomiłem znajomości i po 30 minutach miałem materiał w kieszeni. Oczywiście mój dostawca się zmienił od mojej drugiej przygody z marihuaną, pomyślałem że to była jakaś maczanka.

  • LSD-25

tripowałem sam i chwycił mnie mały BADtRIP z przemyśleniami czego efektem jest późniejszy wiersz



randomness