Kartel łódzki

W ręce policjantów wpadło siedem osób podejrzanych o udział w gangu handlującym masowo narkotykami, bronią i materiałami wybuchowymi.

syncro

Kategorie

Źródło

Gazeta.pl

Odsłony

1314
W ręce policjantów wpadło siedem osób podejrzanych o udział w gangu handlującym masowo narkotykami, bronią i materiałami wybuchowymi. To kolejne zatrzymania w sprawie tzw. kartelu łódzkiego, czyli grupy, która zdaniem policji ma na koncie rozprowadzenie 33 kg narkotyków wartych ponad dwa miliony złotych. Oprócz tego gangsterzy utrzymywali kontakty z innymi grupami przestępczymi w kraju, którym na zlecenie mieli załatwiać broń i materiały wybuchowe. Wczoraj policjanci zatrzymali w mieszkaniach przy ul. Podhalańskiej dwóch mężczyzn: 22-latka i rok młodszego o pseudonimie Fabek. Ten ostatni zabarykadował się w domu i policjanci musieli wybić szybę balkonową, żeby się do niego dostać. Jego rówieśnik ukrywał się w spalonym mieszkaniu przy ul. Paderewskiego i tam został zatrzymany. Z wolnością pożegnali się także 28-latek o pseudonimie Jogi oraz jego o rok młodsza żona. Odpowiedzą za handel narkotykami i uprawę konopi indyjskich - mówi Mirosława Kraszewska z Komendy Wojewódzkiej Policji. We wrześniu było pierwsze uderzenie w gang - w akcji wzięło wtedy udział kilkudziesięciu policjantów i celników z psami tropiącymi. W Łodzi i Kutnie wpadło 16 gangsterów, m.in. szef gangu, 35-letni Ormianin, oraz jego współpracownicy. Wiadomo, że grupa działała co najmniej od marca ubiegłego roku. Na zamówienie gangsterzy załatwiali granaty, pistolety na ostrą amunicję, mieli też w ofercie bombę z opóźnionym zapłonem. Bombę można było kupić za 3 tys. zł, granat kosztował 400 zł, a pistolet 500 zł. W sumie zatrzymano już 29 członków "kartelu łódzkiego" - grozi im do dziesięciu lat więzienia. W planach - kolejne zatrzymania.

Oceń treść:

Brak głosów
Zajawki z NeuroGroove
  • Bad trip
  • Marihuana

D

Witam! w tym raporcie chciałem opowiedzieć o moim pierwszym i dotychczas najgorszym razie z marihuana. Byłem zawsze raczej grzecznym chłopcem który nie bawił sie w żadne substancje odurzające. Do czasu kiedy pierwszy raz zapalilem... no właśnie, po dziś dzień zadaje sobie pytanie co to kurwa było, ale do rzeczy. Bylem z ziomkami na nocce, okolo 8 osob nagle 2 moich ziomkow (na potrzeby raportu nazwijmy ich X i Y) doszło do wniosku ze trzeba sie zjarac. Bardzo chciałem spróbować zielska więc dołożyłem sie z nimi do weedu. 

21:00

  • Heroina
  • Pierwszy raz

Kac po ostrej imprezie dnia poprzedniego. Chec zabicia moralniaka przez zaspanie na wyklady.

Swansea. Mala uniwersytecka miejscowosc w Anglii. Jak to na mala miejscowosc bywa, uliczni dilerzy sprzedaja drogi, mocno parchany towar. Zafascynowany niedawnym odkryciem sieci ToR postanowilem skorzystac z mozliwosci jaka daje anonimowosc i czarne markety. Wlasnie kiedy opierdalalem siebie w myslach za moja nieodpowiedzialnosc i zaspanie na wyklady, paczuszka zostala wsunieta pod drzwi mojego pokoju w akademiku. Podekscytowany szybko wyciagnalem zawartosc i 5min pozniej juz przygotowywalem dawke. Byl to moj pierwszy raz z heroina.

  • 4-HO-MET
  • Pierwszy raz

Otoczenie: Początek - mieszkanie brata, dobrze znane dające poczucie bezpieczeństwa, nie licząc ciemnych zakamarków. Mieszkanie duże, w starej kamienicy. W trackie: podróż do świata zewnętrznego - nocny spacer. Później powrót na wspomniane mieszkanie i tam już do końca tripu w jednym największym rozległym pokoju. Pokój dający wiele bodźców wzrokowych, dużo kolorów, kształtów, stare meble, obrazy. Trip 4- osobowy z zaufanymi ludźmi. Całkowity brak lęku przed nimi, bardziej lekki lęk o nich, spora wzajemna empatia. Nastawienie: lekki lęk ale chce spróbować, próba oczyszczenia z oczekiwań co do substancji, w głowie teksty z książek o psychodelikach i szamanizmie. Chęć doświadczenia i rozwoju.

Siedzimy w kuchni na mieszkaniu u brata. Przed nami 4 kielony wypełnione wodą i białym proszkiem. Jestem Ja, "A" czyli mój brat, "K" czyli jego dziewczyna i "M" czyli mój dobry kumpel. Jestem w tym dobrym położeniu, że wszystkich znam bardzo dobrze. "M" z "K" znają się dosyć słabo, "M" z moim bartem już lepiej. Chociaż wszyscy się bardzo lubią. Piszę o tym dlatego, że będzie to miało wpływ na późniejsze postrzeganie siebie nawzajem. Godzina około 18:00 - ładujemy.