REKLAMA




O tym, dlaczego niektórzy zostają policyjnymi kablami

Policjant z Filadelfii wyjaśnia, jak rekrutuje poufnych informatorów, w jakim celu i w jaki sposób korzysta z ich usług oraz dlaczego w razie czego powinniście zostać jego kapusiami.

Tagi

Źródło

Vice US
Michael Goldberg

Tłumaczenie

pokolenie Ł.K.

Komentarz [H]yperreala

Na wypadek, gdyby komuś zakręciła się w oku łezka ze wzruszenia na myśl tym, jak to policjant dba o swoich informatorów, przypominamy tekst o paskudniejszej stronie tego zjawiska: https://hyperreal.info/news/obrzydliwa-praktyka-wykorzystywania-mlodych-...

Odsłony

2046

Jeśli zostaniesz złapany na przestępstwie narkotykowym niskiego lub średniego szczebla, istnieje zawsze szansa, że śledczy zaproponuje ci zostanie poufnym informatorem (confidential informant - CI). Może to oznaczać twój udział w zakupie kontrolowanym, w zamian za odstąpienie od części lub nawet całości zarzutów. Być może pomoże ci to zachować pracę, utrzymać kredyt studencki, tudzież uniknąć oddania oszczędności życia kosztownemu adwokatowi. Może to jednak również oznaczać, że zostaniesz uznany za „szczura” lub „kapusia” i nawet jeśli nikt tak za tobą nie krzyknie (i nie dosięgnie cię odwet w innej formie), będziesz musiał jakoś z tym żyć.

Jak zatem naprawdę wygląda życie po dokonaniu tego wyboru i jak przebiega proces rekrutacji? Mieliśmy okazję porozmawiać z zajmującym się narkotykami detektywem z wydziału policji w podmiejskiej strefie Filadelfii, który postawił wymóg zachowania anonimowości ze względu na bieżące tajne operacje, koncentrujące się przede wszystkim na heroinie i dilerach opioidów — o tym, jak pozyskuje i współpracuje z poufnymi informatorami oraz co tak naprawdę myśli o tej praktyce.

VICE: Jakie są twoje pierwsze kroki, jeśli chodzi o pozyskanie CI?

Zawsze musimy spotkać się twarzą w twarz, nie ma mowy o telefonie. Musimy być w stanie sobie wzajemnie zaufać. Muszą być w stanie zaufać mi, że będę ich wspierał, a i ja muszę być w stanie zaufać im na tyle, by móc powiedzieć im pewne rzeczy, jak np. kogo dotyczy w tym momencie moje śledztwo. Pierwsza rzecz, o, jaka pytam, to: Czy jesteście [z dilerem] przyjaciółmi ? Bo nie można poprosić kogoś o wystawienie swojego przyjaciela. Załóżmy, że CI i ten facet byli przyjaciółmi od dziesięciu lat; mnie dopiero co spotkał. Nie mogę mu zaufać, jeśli chodzi o moje działania operacyjne przeciwko jego kumplowi. Ponadto, jeśli kupujesz narkotyki od kogoś, kto ma raptem pięciu klientów, również nic z tego. Szybko zorientuje się, kto jest prawdopodobną wtyką. Miałem też do czynienia z ludźmi, którzy siedzieli tutaj jak kłębki nerwów, a ja musiałem im powiedzieć: Jeśli jesteś zbyt nerwowy, żeby teraz mną rozmawiać, nie mogę wysłać cię, żebyś kupił dla mnie narkotyki.

Jeśli masz CI, który kupuje zioło, nie możesz wysłać go, by poszedł kupić heroinę. Do heroiny dociera się stopniowo. Jeśli kupuje zwykle góra dwie torebki, nie możesz nagle poprosić go o większą ilość. A jeśli chodzi o kogoś, kto przeszedł terapię — czy mogę zakładać, że mając w garści heroinę nie będziesz chciał jej użyć? Jeśli doprowadzę cię do powrotu do heroiny, będzie to złe. Gdy rozmawiam z potencjalnym CI, ważna jest dla mnie uczciwość. Bardzo ciąży mi myśl o ewentualnej wpadce mojego informatora. Nigdy dotąd mi się to nie zdarzyło i mówię o tym ludziom. Nie mógłbym namawiać kogoś, by w gruncie rzeczy powierzył mi swoje życie, gdybym tracił ludzi. Zwykle mówię im: Miałem przypadki, gdy ktoś otarł się o wpadkę, ale działo się dlatego, że rozmawiali o tym z kimś postronnym. To była ich wina, nie moja.

O co pytają, gdy proponujesz im zostanie CI?

Pierwsza rzecz, jaką chcą wiedzieć, to Czy użyjecie mojego nazwiska? Czy moje nazwisko będzie na nakazie przeszukania? Nie. Nigdy nie zostaną zidentyfikowani. Nigdy nie miałem przypadku, by mój CI musiał zeznawać. Jednocześnie nie przypominam sobie, by pierwsze pytanie nie dotyczyło właśnie tego.

Pytają również: Ty byś to zrobił?

Zrobiłbyś?

Myślę, że to zależy. Jeden z nich [potencjalnych CI] miał 22 lata, a jego tata siedział z nami w pokoju, gdy o tym rozmawialiśmy i to właśnie on zapytał mnie, czy na jego miejscu bym to zrobił. Powiedziałem mu: Gdybym był 22-letnim mną? Nie, nie zrobiłbym tego.

Dlaczego nie?

Ponieważ jako 22-latek nie miałem żony i dzieci. Czy mogłem sobie wtedy pozwolić, by moja pomyłka była przyczyną pewnych problemów innych osób? Teraz mam żonę i dzieci. Czy mogę sobie pozwolić na to, by pójść do więzienia na dziesięć lat? 22-letni ja mógłby iść do więzienia na dziesięć lat. Powiedziałem: Słuchaj, mam brata w twoim wieku i jeśli powiedziałby mi: "Yo, wywinąłem coś i teraz policja chce, żebym coś dla nich zrobił" odpowiedziałbym mu, żeby tego nie robił. Jestem w tej kwestii brutalnie szczery.

Jak zazwyczaj przekonujesz CI, by ostatecznie zgodzili się nimi zostać?

Nie mogę ich do tego zmusić. Jeśli chcą, mogą otworzyć drzwi i wyjść. Zwykle jednak mówię im dwie rzeczy. Mówię: Czy jesteś gotów pozwolić, by te zarzuty zaważyły na twojej przyszłości? Jeśli tak, to nie musisz ze mną rozmawiać ani tego robić. Drugą rzeczą, którą im mówię, jest jednak: Pomyśl, on [diler] i tak zostanie aresztowany. To może stać się za trzy miesiące, ale mamy go już na oku. Aresztujemy go i tak – pytanie, czy chcesz coś z tego mieć? Mówię im: Nie mówię, że musisz cokolwiek zrobić, ale weź pod uwagę, że wkrótce przeczytasz o jego aresztowaniu i powiesz sobie „Cholera, a mogłem pójść na ten deal”.

To zwykle trafia ludziom do przekonania.

Jeśli zatem zgadzam się zostać CI, ile razy miałbym to [wziąć udział w działaniach operacyjnych] zrobić?

To zależy. Staram się nie podawać im konkretnej liczby. Jeśli powiem: Będziemy potrzebować cię pięć razy, wtedy za piątym razem mogą dać cynk dilerowi. Zwykle określam to ramowo. Jeśli mamy czerwiec, powiem: Prawdopodobnie załatwimy to do sierpnia.

Czy płacisz swoim CI?

Niezbyt wiele. Zwykle staramy się pokryć koszty paliwa, jeśli nie jesteś z okolicy. Dobrze płaci DEA, ale nie lokalna policja.

Co mówisz CI w ramach przygotowania do kontrolowanego zakupu?

Staram się nie robić żadnego specjalnego przygotowania, naprawdę. Mówię im: To ma być interes taki jak zwykle. Udawaj, że nie dałem ci tych pieniędzy. Załatwiaj sprawę tak długo, jak robisz to zazwyczaj. Jeśli zwykle spędzasz tam pięć minut, bądź tam pięć minut. Jeśli dziesięć, to dziesięć. Rób wszystko tak, jak normalnie, chyba ze zwykle bierzesz na miejscu narkotyki. Nie mogę dopuścić do sytuacji, w której siadają za kółko po użyciu heroiny, więc moim CI musi być ktoś, kto po prostu kupuje i wychodzi. Ewentualnie mogą powiedzieć (dilerowi), że martwią się o popadnięcie pod DUI. [Driving Under the Influence, ogólny termin na przestępstwo prowadzenia pojazdów pod wpływem środków odurzających – przyp. tłum.]

Każesz CI nosić podsłuch?

Niee. Jeśli naprawdę byśmy tego potrzebowali, myślę, że wolelibyśmy użyć miniaturowej ukrytej kamerki – choć nigdy tego nie robiliśmy – ale nie podsłuchu. Są zapewne wydziały policji, gdzie robią to chętniej, ale my po prostu nie jesteśmy jednym z nich. Wolałbym raczej przeprowadzić operacje zakupu samemu — tylko przedstaw mnie swojemu dilerowi — zamiast stawiać na szali bezpieczeństwo kogoś, kto mógłby zostać złapany z podsłuchem czy kamerą.

Jak chronicie swoich CI?

Cóż, przede wszystkim właściwie nie robimy akcji z aresztowaniem przy zakupie (buy-busts). Niektóre wydziały policji to robią, my nie. Nie lubię tego robić. Kiedy robisz coś takiego, jest oczywiste, że ktoś kogoś wystawił, a jeśli na miejscu jesteś tylko ty i diler, to nieważne jak dobry jesteś - diler będzie wiedział, że jeden z was za to odpowiada i że na pewno nie jest to on. Nie wydaję nakazów przeszukania zaraz po zakupie dokonanym przez CI. Staram się, aby w międzyczasie przewinęli się tam inni klienci, wtedy wygląda to dla CI lepiej. Nie będziemy robić kontrolowanego zakupu poza naszym [policji] polem widzenia, jeśli dilerem jest ktoś skłonny do przemocy. Jeśli jest uzbrojony, raczej nie możemy tego zrobić. Wysłaliśmy co prawda informatorów do domów w sytuacjach, gdy wiedzieliśmy, że facet ma broń, ale w takich wypadkach ci goście znali się od dłuższego czasu. Jeden CI kupował od takiego dilera od dziesięciu lat. Jeśli zwykle przebywasz tam pięć minut, a jesteś tam już od 20, wjedziemy z drzwiami. Jeśli CI napisze do mnie, że diler nagle zmienił ustalone miejsce zakupu, zadzwonię od razu i zapytam, czy robił tak kiedykolwiek wcześniej. Jeśli nie, akcja odwołana. Nie poślę kogoś w sytuację, która źle wygląda. Nie mogę tego zrobić. Byłoby inaczej, gdybym to ja miał tam jechać, ale nie mogę wysłać tam ciebie. To zły interes.

Nie chcę zabrzmieć zarozumiale, ale myślę, że jestem na tyle ostrożny, by nie stawiać informatorów w złym położeniu. Nie mogę jednak mówić w tym momencie za każdego policjanta, który się tym zajmuje. Słyszałem od ludzi: Taki a taki policjant właśnie stracił informatora. Cóż, cieszę się, że to nie mój wydział.

Czy podczas spotkania po zakupie informatorzy mówią ci czasem, że sądzą, że diler ich rozgryzł?

Nie. Zwykle mówią: To było o wiele łatwiejsze niż myślałem. Diler nie zgodzi się sprzedać ci towaru, jeśli będzie sądził, że pracujesz dla nas. O tym jednak CI musi przekonać się osobiście. Naprawdę dobrze ich chronimy.

Oprócz strachu przed byciem przyłapanym, informatorzy muszą też czuć często wyrzuty sumienia z powodu tego, co robią, prawda?

Mmhmm, w większości przypadków. Jeśli handlarz ich nie oszukiwał, czują się jak kapusie.

Jakie są twoje uczucia w związku z nimi? Czy uważasz, że to kapusie?

Jeśli zostali złapani, a teraz donoszą? Tak, są kapusiami. Łatwo jest powiedzieć: Ten facet to kapuś. Jeśli facet ma małe dziecko i zarabia 85 kawałków na rok, to łatwo powiedzieć, że ten facet to kapuś i prawdę powiedziawszy pewnie nim jest, ale czy nie kapuje po to, by uratować swoją rodzinę? To nie jest po prostu 18-letni dzieciak, które nie chce mieć kłopotów. Niektórzy z tych ludzi, to czterdziestolatkowie z rodzinami, mają dużo do stracenia. Konkludując – czy technicznie rzecz biorąc nadal są kapusiami? Tak.

Można skutecznie dokonywać aresztowań w sprawach narkotykowych bez konieczności używania CI?

Tak, ale byłoby to wiele trudniejsze. Nie mam problemu z osobistym kupowaniem. Jeśli mam być z wami całkowicie szczery, to nawet wolałbym tak robić, ale mój wydział nie patrzy na to aż tak przychylnie. Nie mam problemu z pójściem do domu dilera, naprawdę. Potrzebuję jednak wtedy kogoś, kto mnie wprowadzi, to wszystko. Dla CI jest to dużo łatwiejsze. Gdy dokonasz zakupu kontrolowanego za pośrednictwem informatora, dowody są niepodważalne, powie ci to każdy prawnik. Gdy uda ci się kupić towar, to świetnie. A [przed aresztowaniem] robimy kilka takich zakupów. Gdy kupimy narkotyki, a potem odzyskami pieniądze – jak można to podważyć?

Jeden [diler] przeczytał nakaz przeszukania i powiedział [swoim dwóm współpracownikom] w drodze do aresztu Bierzcie cokolwiek zaproponują, mają nas, zrobili zakup kontrolowany. Dilerzy to wiedzą.

Więc w zasadzie po prostu staracie się ułatwić sobie zadanie.

Owszem.

Ktoś mógłby powiedzieć, że to śmierdząca sprawa, że policjanci powinni po prostu lepiej wykonywać swoją pracę, zamiast stawiać ludzi w sytuacji, gdy muszą zostać CI.

Mogą mieć rację. Nie mówię, że są w błędzie. Potrzebuję lepszego materiału dowodowego, a zakup kontrolowany dostarcza mi lepszego materiału dowodowego. Zawsze daję ludziom czas, sposobność do namysłu. Wiele razy mówiłem komuś: Nie musisz dla mnie pracować, możesz teraz wyjść, a my i tak doprowadzimy tę sprawę do końca. I doprowadzamy. Jednak w niektórych przypadkach możemy potrzebować twojej pomocy, a w dłuższej perspektywie będzie dla ciebie o wiele lepiej, jeśli się zgodzisz.

Oceń treść:

Average: 5.7 (6 votes)
randomness