REKLAMA




Ten moment, kiedy twoje miejsce pracy okazuje się przykrywką dla narkobiznesu

Czy zdarzyło Ci się żywić niejakie podejrzenia względem szefa, którego właściwie nigdy nie widziałeś przy wykonywaniu jakiejkolwiek konkretnej pracy?

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Vice UK
Samantha Howard

Odsłony

1208

Czy Twój szef zawsze nosi saszetkę biodrówkę, dres Adidasa i dopasowane kolorystycznie klapki? To niektóre z symptomów, na jakie warto zwrócić uwagę.

Czy zdarzyło Ci się żywić niejakie podejrzenia względem szefa, którego właściwie nigdy nie widziałeś przy wykonywaniu jakiejkolwiek konkretnej pracy? A może jacyś ludzie ciągle przychodzą, nigdy niczego nie dostarczając i wychodzą — wydawałoby się — również z pustymi rękami? Być może zauważyłeś też, że menadżer Twojej zmiany w sklepie na rogu od dłuższego czasu nie robi nic w kierunku uzupełniania towaru na półkach, a wiesz przecież, że pieniądze muszą skądś się brać.

A może właśnie nic nie wygląda podejrzanie, co samo w sobie sprawia, że zastanawiasz się, czy budka z lodami na rogu naprawdę zajmuje się tylko sprzedażą lodów? Rozmawialiśmy z kilkoma osobami, które w pewnym momencie odkryły, że znalazły się w lokalnym Los Pollos Hermanos, a ich miejsce pracy było w rzeczywistości przykrywką dla dyskretnego biznesu narkotykowego.

Maddie, kawiarnia/restauracja

Patrząc wstecz, myślę, że od początku powinnam rozumieć, że w całym tym interesie chodziło o narkotyki. Właścicielami kawiarni była para osobliwych 30-latków, którzy w wolnym czasie nie ruszali się nigdzie inaczej, jak w dresach Adidasa, klapkach i z saszetkami-biodrówkami. Przenieśli się do małego miasteczka, gdzie mieszkałam i kupili miejsce, gdzie pracowałem, przekształcając je w klasową kawiarnię otwartą rano i restaurację oraz bar działające w nocy.

Pod koniec zmiany, gdy polerowałam szklanki i sztućce, mój nowy szef zawsze zadawał mi pytania w rodzaju gdzie była ostatnio impreza, jak bawią się ludzie z miasta, w jakich klubach. Zawsze musiał "podskoczyć gdzieś z dostawą" mimo że prowadził firmę, która zasadniczo niczego nie dostarczała.

Około sześciu miesięcy po otwarciu nowego biznesu, jedna z moich współpracownic kupiła samochód od naszego szefa. Było to podrasowany wóz sportowy. Kiedy pojechała nim na stację benzynową, by nadać wnętrzu trochę połysku, znalazła w bagażniku wagę i grubaśny pakiet woreczków strunowych. Powiedziała mi o tym niemal od razu, ale nic z tym nie zrobiłyśmy.

Z czasem właściciele załatwiali kolejne "dostawy" i kontynuowali zadawanie dziwnych pytań, aż pewnego dnia zwołali nas wszystkich i oświadczyli, że wyjeżdżają. Nie zadawaliśmy zbyt wielu pytań, toteż i niczego więcej się nie dowiedzieliśmy. Sprzedali franczyzę mojemu wujkowi i ciotce i gdy wydawało się już, że wszystko skończyło się pomyślnie, cała historia wyszła na jaw w dniu, kiedy mieli ostatnią zmianę.

Właściciele stali przy barze, gdy wpadła do niego rozdygotana ciotka. Przybiegła wprost ze swojego domu, który został przewrócony do góry nogami przez policję. Okazało się, że celem istnienia firmy było pranie pieniędzy kuzyna, który od pół roku siedział w więzieniu za handel narkotykami.

Później okazało się, że zgarniali też do własnej kieszeni wszystkie nasze podatki i składki. Nie wiem, co się z nimi potem stało, zniknęli. Rzuciłam pracę, przeniosłam się do miasta i nigdy nie widziałem ich ponownie.

Dave, kawiarnia

Nietrudno było stwierdzić, że moja menedżerka jest palaczem. Zawsze wyglądała, jakby była trochę ujarana. W swoim biurze sprzedawała zielsko kupie ludzi. Mieliśmy lokal, małą kawiarnię, w ogromnym budynku, gdzie pracowało ponad 2000 osób.

Sprzedawała zielsko pracownikom położonych nad nami biur przez kilka lat. Skończyło się na tym, że wpadła, sprzedając je siostrzeńcowi jednego z wielkich korporacyjnych bossów. Została wezwana na spotkanie z CEO i następnego dnia zniknęła. Jak się okazało, CEO odkrył jej biznes, podsłuchując telefoniczną rozmowę siostrzeńca, który wspominał w niej, że towar kupuje od dziewczyny z pracy.

Kiedy CEO odkrył, że chodziło o kogoś z kawiarni, zorganizował spotkania z dziesiątkami ludzi, aby dowiedzieć się, kto palił tam trawkę. Tak doszedł do mojej szefowej i została wylana. Od tamtej pory jej nie widziałem.

Alex, restauracja

To nie moja szefowa zdradziła się ze swoim prowadzonym nocami narkobiznesem, ale kucharz, który zwykł brać długie zmiany, podczas których jego poziom wydajności wzrastał, zamiast spadać, co skłoniło mnie do zadania kilku pytań.

Od jakichś dwóch miesięcy pracowałem jako kelner w popularnej restauracji. Kucharz zawsze skarżył się na swoją pracę, na długie zmiany i frustrację związaną z tym, że szefowej nigdy nie było na miejscu. Widywaliśmy ją tylko w przelocie, gdy prowadziła jakichś ludzi na zaplecze do swojego biura.

Kucharz był przepracowany, zestresowany i zły na szefową, która ani nie doceniała jego ciężkiej pracy, ani nie proponowała zatrudnienia kogoś do pomocy. Pewnej nocy poszedł zatem do jej biura, aby złożyć wymówienie. Niespodziewanie trafił w sam środek finalizowania dużej narkotykowej transakcji. Nasza szefowa odbierała właśnie zwitki gotówki od klienta, któremu przekazywała w zamian sporą torbę kokainy.

Szefowa była okropnie wystraszona i kucharz zaproponował nowy układ: zachowa milczenie pod warunkiem, że szefowa będzie dostarczać mu tyle koksu, by wystarczyło mu na cały czas odbębniania długich zmian. Wkrótce zauważyłem u niego znaczące zwiększenie wydajności i ogólnego zadowolenia z pracy. Nie rozgryzłem tego, dopiero sam kucharz wtajemniczył mnie w niuanse sytuacji, którą można chyba uznać za klasyczne wszyscy wygrywają.

Oceń treść:

Average: 9 (4 votes)
randomness