REKLAMA




„Ma kopa jak Tesla!” – jak modne brandy trafiły na pigułki ecstasy

Brandy, logosy, marki, symbole znane z tabletek ecstasy - skąd się biorą, dlaczego są akurat takie, jak wpływają na popularność danego towaru oraz wreszcie jaki stosunek mają do tego firmy, których znaki towarowe wykorzystują producenci... o tym wszystkim przeczytacie w artykule podesłanym nam z inicjatywy tłumacza, którego pozdrawiamy!

Tagi

Źródło

Forbes
Zara Stone

Tłumaczenie

Robert Kania dla SIN / hyperreal

Odsłony

16676

Z początkiem lata, Jenny* - dwudziestoletnia studentka z Los Angeles – szykowała się do wyjazdu na Coachellę. Miała już obowiązkowe zabawny kapelutek i klapki z frędzlami a w zestawie, oczywiście, dwie pomarańczowe „Tesle” skitrane w ukrytej kieszeni. Wybrała je, bo słynęły z mocy, w dodatku chciałaby kiedyś jeździć prawdziwą Teslą; do wyboru były jeszcze „zielone WhatsAppy” i „purpurowe Tomorrowlandy”

Ecstasy z logiem Tesli mogą wydawać się dziwne, jednak znawców tematu nie zaskoczą – koniec końców, wzory na pigułkach od dawna nawiązywały do trendów. Jedne z najwcześniejszych opisanych pigułek to „Różowe Pantery” i „007” – obydwie oznaczone odpowiednim logiem.

Dziś konsumentami ecstasy są głównie Europejczycy, amerykańscy raverzy wybierają „Molly”... które w gruncie rzeczy są jedną i tą samą substancją: ecstasy zawiera ściśniętą w pigułkę 3,4-metylenodioksymetamfetaminę (MDMA), podczas gdy Molly to po prostu MDMA w postaci sypkich kryształków.

„W latach dwutysięcznych [Amerykanie] zaczęli uświadamiać sobie, jak wiele domieszek zawierają pigułki, dlatego też [Molly] zdobyła popularność jako forma rzekomo czystsza. Ale i proszek łatwo chrzcić, dlatego w Stanach „Molly” to syf” – komentuje Joseph J. Palamar, asystent w Departamencie Zdrowia Publicznego Centrum Medycznego Langone Uniwersytetu Nowego Jorku.

Dziś w świecie nielegalnych używek prym wiodą marki techniczne – imprezowicze mogą raczyć się między innymi „TripAdvisorami”, „Skype’ami”, czy „Netflixami”. W pewnym sensie ten techniczny trend nie jest niczym zaskakującym – wzorem sukcesu są najlepsi inżynierowie czy programiści, a Dolina Krzemowa stanowi ich Mekkę, Hollywood dla ciężko pracujących. Dziś kuszeni wysokimi pensjami i rozmaitymi benefitami młodzi ludzie marzą raczej o pracy w Facebooku (darmowe jedzenie! darmowe wakacje!) albo w Google (zjeżdżalnie! rowery! lans!), niż w bardziej tradycyjnych korporacjach. Czołowe marki nowych mediów stały się cool, skojarzenie z przyjemnym spędzaniem czasu wyjaśnia popularność brandowych narkotyków.

Fakt, że loga korporacji kojarzonych z techniką stają się trendy w światku narkotykowym nie jest zaskoczeniem dla Mitchella Gomeza, dyrektora wykonawczego DanceSafe, organizacji non-profit promującej zdrowy tryb życia i bezpieczeństwo na scenie klubowej. „Fenomen tabletek i blotterów LSD oznaczanych logami firm i korporacji nie jest niczym nowym” – wyjaśnia w e-mailu. „Ma to związek [najprawdopodobniej] z marketingiem i rozpoznawalnością marki – ludzie doskonale znają logotypy wielkich korporacji, oznaczanie nimi pigułek ekstazy to z jednej strony rodzaj „jazdy na gapę” i załapania się na ich popularność, z drugiej – sposób na odróżnienie poszczególnych partii produktu.”

Jest również możliwe, że wspomniane loga stały się tak popularne za sprawą niechęci wytwórców do rekalibrowania ich pras do tabletek. Weźmy na przykład „Mitsubishi” – jedną z najpopularniejszych ekstazek w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Przez jakiś czas na rynku były dostępne tylko one – ale wcale nie oznacza to, że wszystkie powstały w jednym miejscu. „Być może za popularnością „Mitsubishi” stoi fakt, że stosunkowo łatwo uzyskać kształt tego konkretnego logo” – wyjaśnia Johnboy Davidson, rzecznik Pill Reports – bazy danych testującej tabletki ecstasy - „Prasy do pigułek są na czarnym rynku co najmniej tak trudne do zdobycia jak chemiczne prekursory do wytwarzania samego narkotyku”.

Przyjrzyjmy się wyłonieniu się niektórych z pigułkowych brandów. Według danych z Pill Reports, „Tesle” po raz pierwszy weszły na rynek w 2015, podwajając swoją popularność w następnym roku. „Facebooki” można znaleźć od 2014, „Snapchaty” od 2015”, podczas gdy „Macintoshe” są w obiegu od późnych lat dziewięćdziesiątych. Zwykle „marka” pigułek utrzymuje się na topie przez cały rok.

Niemniej, amatorzy tabletek powinni być czujni i nie łykać beztrosko każdej pigułki opatrzonej popularnym logiem. W zeszłym roku strony promujące bezpieczne korzystanie z narkotyków opublikowały raporty przestrzegające użytkowników przed niebezpiecznymi partiami tabletek. Ostrzegano już przed świecącymi w ciemności „Teslami”, zawierającymi niemal dwukrotność przeciętnej dawki MDMA – początkujący użytkownicy mogli zamiast połówki wziąć całą pigułkę i przypadkowo przedawkować. Tutaj problemem jest sama czystość narkotyku. Był także przypadek szemranych „MasterCardów”, które prawdopodobnie przyczyniły się do śmierci siedemnastolatki w zeszłym roku, Australia zaś borykała się z falą „niebieskich Snapchatów”, które posłały niektórych użytkowników do szpitala.

Skontaktowałam się z wycenianą obecnie na 48 miliardów dolarów Teslą, prosząc o komentarz w sprawie ewidentnego nadużycia brandu. Choć firma odmówiła komentarza, nietrudno domyślić się, że nie jest ona zadowolona z sytuacji.

„Pomimo odbywającej się na wielką skalę kradzieży własności intelektualnej i wykorzystania jej w chyba najbardziej kontrowersyjny z możliwych sposobów, wielkie marki rzadko reagują w jakikolwiek sposób” – komentuje Davidson, przyznając, że w ciągu dwudziestu lat działalności Pill Reports trafiło do niego tylko kilka żądań usunięcia treści (do których zresztą się nie zastosował, powołując się na przepisy regulujące dozwolony użytek i własność intelektualną). Tymczasem już rzut oka na stronę prowadzoną przez Davidsona pozwala dojrzeć symbole Bitcoina, WhatsApp, Tesli, Heinekena czy Rolexa.

„Pewna wyjątkowo paskudna korporacja wysłała do nas groźny list, domagając się usunięcia ze strony wszelkich obrazów i treści odsyłających do ich brandu” – wspomina Davidson. Tłumaczy, że usunięcie zdjęć tych pigułek mogło mieć katastroficzny efekt – ludzi mogli nie dotrzeć do informacji, która mogła uratować im życie. „Zaoferowałem, że zastąpię nazwę korporacji słowami >>Marka kawy znana ze skandalu z mlekiem dla niemowląt

Tabletki ecstasy nie są jedynym narkotykiem opatrywanym brandami: kiedyś modne były paczki heroiny z artystycznym dizajnem, z kolei LSD ma długą historię blotterów zdobionych psychedelicznymi, bądź odsyłającymi do popkultury obrazami.

„Branding zawsze był istotny” – twierdzi Palamar, wyjaśniając, że od pierwszej eksplozji popularności ecstasy, konsumenci poszukiwali konkretnych „marek”, łącząc je z pozytywnymi doświadczeniami. „Przez lata używano tysięcy różnych logotypów” – zauważa – „Myślę, że ma to duży związek z obowiązującą popkulturą. Ecstasy używają obecnie głównie millenialsi, którym łatwo złapać więź z brandami w rodzaju Snapchata”. Palamara martwi jednak moc niektórych pigułek, zwraca też uwagę, że pigułka pigułce nierówna – weźmy przykład takiego „Netflixa”: EcstasyData określiła zawartość MDMA w jednej sztuce na 220mg, w innej zaś wykryto a 270mg substancji czynnej. Dla porównania, przeciętna „bezpieczna” dawka określana jest na 100mg na osobę. „Nie wiem czy łatwo jest przepołowić te pigułki” – przyznaje ekspert. Jednakże, choć „Tesle” i im podobne mogą niepokoić, wkrótce mogą wyjść z mody. „Dzieciaki ciągle pragną nowości” – zauważa Palamar – „To dlatego [między innymi] wciąż pojawiają się nowe wzory pigułek.

Z opinią Palamara na temat popularności pewnych wzorów zgadza się Davidson. „Powab nowoczesnych marek technologicznych, które w dodatku wydały miliony dolarów na opracowanie identyfikacji wizualnej, jest naturalny. Może nie być cię stać na prawdziwą Teslę, ale czemu nie wziąć tabletki z jej logiemi nie poczuć się równie dobrze?” – zauważa. Wyjaśnia, że wiele pigułowych brandów ulegało przez lata swoistemu recyklingowi, zwracajac uwagę na tabletki z czarownicami, czy twarzami nerdów w okularach. Po „Chłopcu, który przeżył” nagle zaczęły być one sprzedawane jako „Harry Pottery”. „Doprowadziło to do pojawienia się w mediach idiotycznych opowieści, jakoby dilerzy używali tych tabletek, by sprzedawać swoje wyroby dzieciom – tak jakby 95% tych książek nie kupowali dorośli. Nie minęło jednak wiele czasu, aż na rynku pojawiły się „prawdziwe” „Harry Pottery” z wizerunkiem błyskawicy.”

Moje dochodzenie nauczyło mnie do tej pory, że „markowe” ecstasy od zawsze było w cenie – także dlatego, że ludzie lubią firmy z wyraźnymi aspiracjami i komunikatem oraz odniesienia popkulturowe. Trudno mi jednak dociec, co było pierwsze, mamy tu do czynienia z sytuacją „jajko czy kura”. Czy użytkownicy świadomie wybierali konkretne marki – na przykład raczej „Teslę”, niż „Tripadvisora” – czy może ich zakup determinuje przede wszystkim podaż. By zrozumieć to lepiej, sięgam po artykuł naukowy z Journal of Psychoactive Drugs z 2009: What’s in a Label? Ecstasy Sellers’ Perceptions of Pill Brands („Co kryje marka? Postrzeganie brandu pigułek przez handlarzy ecstasy”). W badaniach zespół naukowców przeprowadził wywiady z ośmioma dilerami ecstasy, którzy w ciągu ostatniego półrocza sprzedali przynajmniej pięć pigułek. Badano efekty zastosowania różnych brandów ecstasy.

Nigdy tak naprawdę nie potrafiłam zapamiętać nazw. Zawsze wydawały mi się one takie błahe... To znaczy – nigdy nie miałam sytuacji, by ktoś prosił o konkretną markę, albo mówił coś w rodzaju „Nie, tego akurat nie chcę”. – Lina, dwudziestoletnia biała dilerka ecstasy z San Francisco*

Badacze przyjrzeli się zarzutowi DEA [Drug Enforcement Administration – amerykańska agencja rządowa zajmująca się „walką z narkotykami” – przyp. tłum.], jakoby handlarze ecstasy na dużą skalę celowo używali „przyciągających uwagę logotypów, celem budowania zaufania do produktu i lojalności konsumenckiej, w efekcie promując zażywanie narkotyków jako nieszkodliwą zabawę.”

„Zrozumienie zjawiska brandingu ecstasy pozwoli nam wyciągać wnioski nie tylko na temat tego konkretnego segmentu rynku narkotykowego i związanej z nim subkultury, ale i na temat społeczeństwa świadomych konsumentów jako całości” – napisali badacze – „Czy dilerzy ecstasy przewidują trendy rynkowe w nadziei na trafienie z brandingiem swoich produktów w fundamentalne potrzeby konsumentów, czy może raczej sami ci dilerzy są produktem społeczeństwa, sięgając po prostu po dostępne na wyciągnięcie ręki symbole marek, które otaczają ich na co dzień?”

Kultura konsumencka jest wyraźnie widoczna w logotypach widocznych na niektórych tabletkach, można nawet twierdzić, że obserwujemy jej najbardziej klasistowskie i pozbawione różnorodności wydanie – mamy więc „Rolexy” i „Tesle” zamiast „Swatchów” i „Fiatów”. Badacze doszli do wniosku, że producenci ecstasy w pierwszym rzędzie stawiali na jakość produktu, dopiero w drugiej kolejności na branding, wielu ich rozmówców deklarowało wręcz niechęć do zbytniego przywiązania do jednej „marki”. Zauważyli jednak również, że magnetyzm niektórych marek był niezwykle silny.

Ludzie kupią różową pigułę w kształcie serca z jakimś fajnym logo prędzej niż zwykłą kapsułkę z białym proszkiem, która wygląda jak zwykła aspiryna. To po prostu nudne biała kapsułka – każdy mógł ją zrobić, podczas gdy tabletki ecstasy są na pierwszy rzut oka wytwarzane przez konkretny biznes. Gdybym kupował tabletę w klubie, wolałbym taką, z jakimś wzorkiem, który ludzie noszą na koszulkach, niż zwykłą białą tabletkę, którą mogłeś sobie zrobić u siebie w piwnicy. Tak więc tak – wzór zdecydowanie robi różnicę – John, dwudziestosześcioletni biały mężczyzna.

Koniec końców, jeśli zamierzasz wrzucić Molly, MDMA, ecstasy, czy jakkolwiek chcesz to nazwać, miej w pamięci radę Davidsona: “Zawsze testuj tabletki samodzielnie, a jeśli masz szczęście mieszkać w kraju przeprowadzającym testy laboratoryjne, skorzystaj z nich, by pozostać możliwie bezpiecznym.”

*imiona bohaterów oznaczone gwiazdką zmieniono.

Tłumaczył: Robert Kania

Oceń treść:

Average: 10 (7 votes)
randomness