Leczenie czy zwodzenie?

Przymusowe programy terapii uzależnień dla nastolatków zamiast ich leczyć, robią z nich rasowych ćpunów.

Tagi

Źródło

The Slate, Maia Szalavitz

Tłumaczenie

agquarx

Odsłony

8787
Ameryka uwielbia doraźne załatwianie spraw. Masz wrażenie, że twoje dziecko bierze narkotyki? Poddaj je testom! Myślisz, że szkoła twojego dziecka jest pełna uzależnionych? Poddajmy ich wszystkich testom! Wprowadźmy polityke "zero tolerancji": wystarczy jeden błąd i zostanie ono przymusowo skierowane do programu odwykowego. Wytnijmy tę zrakowaciałą tkankę ze zdrowego miąszu systemu edukacyjnego zanim nastąpią przerzuty do reszty organów!

W zeszłym roku Sąd Najwyższy USA zdecydował w sprawie Rada Edukacji kontra państwo Earl - zezwolił na masowe stosowanie i rozszerzenie zakresu testów na narkotyki w szkołach. Oczywiście zwiększenie ilości testów spowodowało, że pojawiło się więcej młodocianych przestępców, w wyniku czego szkoły i sądy zajmujące się sprawami nieletnich coraz częściej zaczynają stosować jednocześnie politykę zerowej tolerancji jak i "leczenie zamiast więzienia" w celu zaradzenia problemowi. Według Substance Abuse and Mental Health Services Administration (Biuro d/s Narkomanii i Zdrowia Psychicznego) należacego do U.S. Department of Health and Human Services (Departament Zdrowia i Opieki Społecznej), liczba nastolatków biorących udział w programach leczenia uzależnień w wyniku wyroków sądowych i szkolnych skierowań wzrosła o niemal 50 procent pomiedzy rokiem 1993 a rokiem 1998, a ogólna liczba nastolatków zapisywanych do programów pomocy wzrosła z 95.000 w 1993 do 135.000 w 1999. A co, jeśli "leczenie" uzależnień nie działa dobrze w przypadku nastolatków? Co jeśli zamiast zmniejszać użycie narkotyków wśród młodzieży, terapie antynarkotykowe zachecają ich do brania poprzez przylepienie eksperymentującemu dziecku etykietki narkomana na całe życie? Co jeśli tworzą się w ten sposób najgorszego rodzaju grupy terapeutyczne, bo w ich skład wchodzą zarówno dzieciaki z lekkimi problemami jak i zaawansowani narkomani, którzy zwarci i gotowi tylko czekają by nauczyć te dzieciaki czegoś nowego? Co jeśli łatwo poddające się sugestii małolaty zareagują w nie przewidziany przez terapeutów sposób na metody, które uczyniły spotkania Anonimowych Alkoholików i Anonimowych Narkomanów tak skutecznymi dla wielu dorosłych osób? Wtedy mielibyśmy doczynienia z zamienianiem zwyłych nastolatków w sprawiających problemy ćpunów.

I dokładnie to własnie ma miejsce. W 1998 roku badanie przeprowadzone na ponad 150. nastolatkach leczonych w setkach centrów w całym USA wykazało, że po przejściu terapii pojawia się 202 procent więcej przypadków uzależnienia od cracku oraz 13 procent więcej przypadków uzależnienia od alkoholu. Innymi słowy, najnowsze badania sugerują, że rodzice i szkoły wysyłają okazjonalnie pijących lub palących czasem na imprezach marihuanę nastolatków na leczenie i dostają z powrotem doskonałej jakości wielbicieli cracku, którzy integrują się ponownie ze społecznością.

Przypadek Michaela ilustruje niektóre z zagrożeń wynikających z wysyłania młodocianych na programy terapii uzależnień. Michael, 18. letni użytkownik marihuany i kokainy, z którym przeprowadziłam wywiad na temat terapii, został niedawno wysłany przez swoich rodziców na leczenie narkomanii w szanowanym Caron Foundation. Jego kosztujący 11.000 dolarów program terapeutyczny przemienił się jednak w nonsensowny spór gdy jego terapeuta stwierdził, że chce by przyznał, że jest "bezsilny" wobec narkotyków. Michael, który dotąd nigdy nie używał narkotyków codziennie, odmówił. Widzieliście kiedyś nastolatka, który przyznał by się, że jest bezsilny wobec czegokolwiek? Michel zaczął się ponownie narkotyzować już w cztery godziny po wyrzuceniu z terapii.

Możliwe, że sposób reakcji Michaela jest reguła, a nie wyjątkiem wśród u nastolatków. Dla dorosłego, który stracił żonę, pracę, zdrowie, dom, przyznanie się do utraty kontroli nad nałogiem jest czymś co może pomóc w uświadomieniu sobie, że zaprzestanie brania substancji psychoaktywnych jest jedynym rozwiązaniem jego problemów. U nastolatka jednak, mówienie, że "ma to pod kontrolą" nie musi oznaczać, że "wszystkiemu zaprzecza". Większość nastolatków jest w stanie kontrolować swoje spożycie. A zatem, jeśli zmusimy nastolatka do przyjęcia do wiadomości, że nie jest w stanie odstawić kiedy zechce możemy uczynić więcej złego niż dobrego. Przecież nastolatek ten mógł jedynie eksperymentować z narkotykami, a zostaje przekonany, poprzez umieszczenie w ośrodku, że jest głęboko uzależniony.

Jeżeli przekonamy nastolatkę, że jest bezsilna wobec mocy nałogu i ma 90 procent szans na nawrót choroby, mamy mniejsze prawdopodobieństwo na to, że podejmie próbę opanowania się gdy podsunięty zostanie jej drink lub porcja narkotyku. W samej rzeczy, w badaniu opublikowanym w 1996 roku przez Billa Millera, profesora psychologii na University of New Mexico czytamy, że ci dorośli, którzy najszczerzej zaakceptowali swoją bezradność mieli najcięższe i najbardziej niebezpieczne nawroty. Osobowość nastolatków jest na dodatek plastyczna, a co za tym idzie, przekonywanie ich, że są pozbawionymi woli narkomanami może utwardzic postawę antyspołeczną, którą nastolatek tylko wypróbowywał.

Jądrem problemu leczenia uzależnień u nastolatków w programach dla dorosłych jest to, że większość nastoletnich użytkowników narkotyków czy alkoholu nie jest pozbawionymi kontroli nad swoim życiem ćpunami. Ponad jedna szósta nastolatków na przymusowym leczeniu nie spełnia w ogóle kryteriów diagnostycznych "zaburzenia na tle zależności od substancji (Substance Abuse Disorder)" (lżejszy przypadek uzależnienia), większość także w ogóle nie kwalifikuje się do "zależności od substancji" ("substance dependence" - termin psychiatryczny) (w/g SAMHSA). Jeszcze bardziej niepokojące jest to, że, jak pokazują statystyki SAMHSA, mniej więcej trzy czwarte nastolatków w USA wysyłanych aktualnie na terapię jest tam kierowanych przez sądy lub szkoły (przymusowo - agquarx), zamiast pojawić się tam w wyniku diagnozy specjalisty. Innymi słowy, wielu z nich ma problemy niewiele bardziej poważne niż ich koledzy, którym udało się uniknąć testów.

Na domiar złego, oprócz przylepienia dzieciakom etykietki ćpuna, programy terapii uzależnień mogą także wprowadzić je do otoczenia mogącego mieć na nich najgorszy z możliwych wpływ. Badania udowodniły, że nastolatki są bardziej podatne na nacisk społeczności niż dorośli, są także bardziej podatne na nacisk rówieśników. Programy terapeutyczne dla nastolatków wyrywają ich ze zdrowej grupy rówieśniczej i otaczają dziećmi sprawiającymi problemy wychowawcze, praktycznie gwarantując, że wzorce osobowe jakie będą dla nich dostępne będą wzorcami negatywnymi.

Jednym ze stałych elementów tego typu terapii grupowej jest dyskusja na temat doświadczeń z narkotykami, co przedstawia użytkowników ciężkich narkotyków jako "spoko ziomali", bo ich opowieści są o wiele bardziej ekcytujące, niż własne doświadczenia "niedzielnego palacza trawki". Jest nawet gorzej - oprócz uświadomienia stosunkowo niewinnym dzieciakom różnych nowych sposobów na odlot i zdobycie narkotyków, programy te często dostarczają im sposobności nawiązania nowych kontaktów (ze światem przestępczym - agquarx). Pewna 17. letnia dziewczyna ze stanu Floryda opowiedziała mi, że nie używała kokainy przed umieszczeniem na terapii - po wyjściu jej nowy najlepszy kumpel poznany na odwyku zdobył dla niej pierwszą działke.

Istnieją programy terapeutyczne dla młodzieży, które nie wymuszają etykietkowania i pozbawione są problemu "niewłaściwego otoczenia", którymi obarczone jest większość standardowych programów antynarkotykowych. Badania przedstawione na odbywającej się wiosną konferencji prowadzonej przez National Institute on Drug Abuse (NIDA, Narodowy Instytut d/s Uzależnień) porównały nastolatków, którzy zostali wysłani na tradycyjne terapeutyczne sesje grupowe z rówieśnikami do nastolatków, których przechodzili terapię rodzinną oraz trzecią grupę, u których zastosowano terapię mieszaną. Dzieci po leczeniu w grupie z rówieśnikami zaczeły używać o 50 procent więcej marihuany, dzieci po terapii mieszanej 11 procent więcej. Nastolatki leczone razem z rodzicami natomiast zmniejszyły swoje spożycie o 71 procent.

Zabawne jest, że aktualne, pełen "dobrych intencji" próby leczenia ignorują nowo poznane czynniki, co do których wiemy, że są skuteczne w pomaganiu nastolatkom w zaprzestaniu poszukiwania sposobu na odlot, bo większość z nich kończy właśnie naukę szkolna. Im ktoś jest lepiej wykształcony, tym mniejsze szanse na to, że się uzależni lub pozostanie uzależniony przez dłuższy okres, jeśli się to mu przydarzy; a zatem wyrwanie dzieci ze środowiska szkolnego i umieszczenie wśród zwichrowanych rówieśników, dla poddania terapii, której działania nie dowiedziono to szaleństwo, niewiele mniejsze niż wyrzucenie ich ze szkoły i zostawienie samym sobie na ulicy. Nauka w ośrodkach dla uzależnionych jest kiepskiej jakości w porównaniu z tą jaką dostarcza normalna szkoła, a narkotyczna plama w papierach rozwiewa szanse na przyjęcia do dobrego liceum.

Jest zatem jasne, że ogromna większość nastolatków (nawet tych z naprawdę poważnym problemem) po prostu "wyrasta" z narkotyków. Ten naturalny proces naprawczy jest dostrzegalny w statystykach otrzymanych z okresowej ankiety przeprowadzanej przez administrację federalną USA na temat użycia narkotyków. Pokazuje ona, na przykład, że pomimo tego, że 18,4 procenta ludności w wieku 18-24 lat podpadła w 2001 roku pod diagnozę "uzależnienie lub zależność od alkoholu lub innych narkotyków", tylko 5,4 procenta osób w wieku ponad 26 lat spełnia te kryteria diagnostyczne. Ponieważ mniej niż 2 procent ogółu populacji otrzymuje pomoc terapeutyczną (włączając w to samoleczenie), większość z tych młodych ludzi najwyraźniej wychodzi z nałogu o własnych siłach.

Czemu zatem z uporem maniaka nalegamy na wtłaczanie nastolatków w nieprzystosowane dla nich programy terapeutyczne, kiedy pozwolenie im na ukończenie szkoły działa znacznie lepiej? Czy rodzice naprawdę chcą, by ich palące trawkę lub pijące od czasu do czasu alkohol w dużych ilościach dzieci (które zresztą wykazują zwykle większy umiar od rodziców) wrzucone zostały do jednego worka "terapii" z szprycującymi się heroiną ćpunami i by wmawiano im, że nie są w stanie się przeciwstawić narkotycznemu głodowi?

Badania dowodzą, że terapia rodzinna i behawioralne wsparcie indywidualne działają lepiej na nastolatki niż programy przystosowane dla dorosłych narkomanów. Tego typu terapia może pomóc nawet dzieciom silnie uzależnionym i powinna ona zostać wprowadzona powszechnie już dawno, zamiast stanowić przedmiot dyskusji wśród uczonych. U dzieci z lekkim problemem narkotykowym, które często po prostu zachowują się "jak dzieci", paradygmat powinien brzmieć "Po Pierwsze, Nie Szkodzić". Mimo, że idea ta może nam się bardzo nie podobać, zostawienie dzieci w spokoju i pozwolenie im na wyrośnięcie ze złych nawyków jest daleko bardziej sensowne niż przymusowe testy, kary i "leczenie" poprzez pogarszanie ich stanu zdrowia.

Oceń treść:

0
Brak głosów

Komentarze

wtk (niezweryfikowany)

a bush na to: niemozliwe

basia (niezweryfikowany)

a w polszczy to nie inaczyj, też po pójściu do "monaru " jedyne tematy jakie porusza się w ośrodku to ćpanieeeeee i tylko ćpanieeeee i wszystko co z tym związane

ASheh (niezweryfikowany)

a w polszczy to nie inaczyj, też po pójściu do "monaru " jedyne tematy jakie porusza się w ośrodku to ćpanieeeeee i tylko ćpanieeeee i wszystko co z tym związane

gandziaro (niezweryfikowany)

wszystko to świeta prawda - no nic nie da sie zrobic? smutne...dzieci dalej bedą cierpieć przez debilizm dorosłych, a czy to coś złego napic sie piwa czy zajarać trawki?

Doman (niezweryfikowany)

wszystko to świeta prawda - no nic nie da sie zrobic? smutne...dzieci dalej bedą cierpieć przez debilizm dorosłych, a czy to coś złego napic sie piwa czy zajarać trawki?

rsk (niezweryfikowany)

Bo niema nic w tym złego. Bo to tylko dla sportu...

Zajawki z NeuroGroove
  • LSD-25

Nazwa substancji: LSD

Poziom doświadczenia użytkownika: kilka razy wczesniej

Dawka, metoda zażycia: 1 i 3/4 papiera zazytego doustnie

"Set & setting": pozytywnie nastawiony, to miala byc "slaba jazda", hehe...

Efekty (duchowe jak i rekreacyjne): glebokie przemyslenia

Czy dane doświadczenie zmieniło Cię w jakiś sposob: nabralem szacunku dla LSD, hehe... :)

  • Heroina

Każdy młodociany pseudo-ćpun (w tym i ja dawniej) wyobraża sobie heroinę jako nieosiągalną, przepotężną i boską substancję, rzeczywistość jednak jest odmienna od domniemań.

Każdy opiat/opioid ma w sobie to "coś", co go wyróżnia i czyni jednym z lepszych. Przykładowo kodeina daje uczucie ciepła, lekkiej euforii, a na twarzy zagaszcza uśmiech - przecież dzisiaj to nic! Lepiej wziąć DXM czy Benzydaminę, przynajmniej są jakieś doznania... no właśnie, więc po kiego tureckiego ludzie ją biorą?

  • LSD-25
  • Tripraport

Las. Dom. Najbliższa okolica.

Jak wiemy 19 kwiecień 2013 to dzień, od którego minęło równe 70 lat, gdy Albert Hofmann wykonał swój pierwszy LSD trip na rowerze. Nasz wspaniały mądry wujek...
Doszłam do wniosku, że trzeba ten dzień nazwany przez użytkowników LSD ' Bicycle Day' uczcić.

20 kwiecień 2013.

  • Szałwia Wieszcza


nie wiem czemu ale odczuwam wielka chec opisania tego, co zrobila ze

mna Lady Salvia poprzedniego wieczoru.


randomness