REKLAMA




Jak skończyłem, produkując w latach 70. tysiące tabletek LSD

Poznaliście perspektywę pracującego pod przykrywką policjanta - spójrzcie teraz na tę samą historię oczami producenta...

Tagi

Źródło

Vice UK
Nick Chester

Tłumaczenie

pokolenie Ł.K.

Odsłony

2162

W ubiegłym miesiącu rozmawiałem z Stephenem Bentleyem, jednym z tajniaków zaangażowanych w największą w historii Wielkiej Brytanii akcję przejęcia LSD. Chciałem dowiedzieć się czegoś na temat tajników tej pracy i psychologicznych konsekwencji pracy pod przykrywką. Spodziewałem się, że spadnie na niego pewna ilość krytyki, biorąc pod uwagę ogólny trend potępiania nieudolnej wojny z narkotykami, ale i tak zaskoczył mnie poziom intensywności nienawiści, niemal buzującej komentarzach.

Jeden z postujących określił Bentleya jako "ludzkiego śmiecia", inny jako "chorego pierdolca." Szczerze mówiąc, choć nie zgadzam się z tym, że LSD powinno być nielegalne, Bentley wydał mi się całkiem przyzwoitym facetem, który po prostu wykonywał swoją pracę. Ostatecznie - jako policjant nie możesz sobie wybierać, których praw będziesz strzegł na co dzień, a których nie.

Bentley mówił w wywiadzie o tym, że czuł się wyniszczony poczuciem winy i wciąż zastanawiał się, czy ci, których wsadził za kraty, żywią do niego urazę. Po przeczytaniu komentarzy też byłem tego ciekaw. Czy byli hipisi, którzy w wyniku tej operacji otrzymali długie wyroki więzienia, są na niego tak wściekli, jak ludzie w komentarzach? Czy wybaczyli mu, pozostając wiernymi swojemu etosowi „pokoju i miłości"?

Skontaktowałem się Leafem Fieldingiem, jednym z głównych graczy, który napisał książkę o swojej działalności w strukturach gangu narkotykowego, aby się o tym przekonać. Zapytałem go też o jego rolę w sieci produkcji i dystrybucji LSD, nie chcąc przegapić szansy wglądu w funkcjonowanie największej brytyjskiej organizacji, jaka kiedykolwiek się tym zajmowała.

VICE: Cześć Leaf, możesz mi powiedzieć, jak doszło do tego, że w ogóle zaangażowałeś się w tą działalność?

Leaf Fielding: Miałem 18 lat, kiedy po raz pierwszy wziąłem LSD. Nigdy przedtem nie brałem żadnych narkotyków i nie miałem pojęcia, co robię. Kilka godzin później był przekonany, że znalazłam eliksir życia — substancję, które doprowadzi do odwilży w zimnej wojnie i przyniesie ludzkości spokój i harmonię. Kwas zmienił moje życie na zawsze; mój świat nagle przełączył się z czarno-białego na kolor. Widziałem całe stworzenie jako migoczący taniec energii, gdzie na najwyższym poziomie jesteśmy jednością.

Wygląda to na konkretną podróż. Jaki był Twój następny krok?

Odszedłem z uczelni i zostałem hipisem. Następnie, kiedy w Reading pojawiła się partia ciekłego kwasu, byłem jedną z dwóch osób, które go rozprowadzały. Kiedy źródła wyschły, postanowiłem ruszyć w drogę, zainspirowany przez Kerouaca. Udałem się promem do Calais, dalej autostopem dotarłem do Morza Śródziemnego i spędziłem kilka lat w podróży, głównie w Azji. Zaproponowano mi pracę "tabletkarza" dla londyńskiego skrzydła organizacji zajmującej się LSD po udanej podróży do Tajlandii, skąd wysłałem z powrotem kilka kilogramów najmocniejszej na świecie trawy.

Czym zajmuje się "tabletkarz"?

Dostawałem dziesięć gramów krystalicznie czystego kwasu z laboratorium. Moim zadaniem było zrobić z tego 50.000 mikrokropek (microdots) o równej sile. Rozpuszczałem kryształy w odmierzonej ilości wody, dodawałem obojętny proszek oraz trochę barwnika i mieszałem dokładnie do otrzymania gęstej pasty. W rękawiczkach wcierałem tę pastę w 50 plastikowych płytek, z których każda miała wywierconych 1000 otworów, aż wszystkie one zostały wypełnione. Na koniec odkładałem płytki do szafki by wyschły.

Pigułki trochę się kurczyły, dzięki czemu łatwiej było przy użyciu 51 płytki – która nie miała otworów, lecz szpikulce – wypchnąć mikrokropki z listewki wprost do małej plastikowej torebki. Zrobienie tych 50.000 sztuk trwało zazwyczaj kilka godzin. Po incydencie z przypadkowym poważnym przedawkowaniem podczas tabletkowania zamieniłem się rolami z jednym z moich przyjaciół. On zajął się tabletkowaniem, a ja stałem się dystrybutorem.

Czy miałeś jakiekolwiek podejrzenia, że możecie być infiltrowani?

Dopiero pod koniec. W gruncie rzeczy byłem jednym z ostatnich osób zidentyfikowanych jako członek konspiracji. Zostałem pochwycony w sieć tylko dzięki podsłuchowi telefonicznemu. Choć działania policji były ukierunkowane głównie na środkową Walię, to grupa londyńska produkowała większość kwasu.

Czy żywisz urazę wobec Bentleya i jego kolegów za to, że Cię zamknęli?

Bentley był jednym z zajmujących się mną śledczych i nie mam do niego zastrzeżeń. Jego podstawowym problemem było to, że wstępując do policji przekazał innym odpowiedzialność za kierowanie swoim życiem. W policji i wojsku, musisz robić to, co ci każą, a potem żyć z konsekwencjami.

Co sądzisz o tym, że w ramach operacji sam brał narkotyki? Niektórzy ludzie komentujący jego opowieść wydają się mieć o to spore pretensje.

Nie ma w tym nic zaskakujacego. Myślę, że zamykanie ludzi za coś, co samemu się robi, zakrawa na całkowitą hipokryzję. Rozumiem, że uznano to za konieczne w wypadku ludzi pracujących przy Operacji Julie, ale robiąc to, stracili ewentualną przewagę moralną, o której mogli sądzić, że ją posiadają. Wszyscy musimy żyć z konsekwencjami naszych działań. Osobiście nie mogę zaaprobować tego, w jaki sposób to robili.

Ludzie byli źli na niego również dlatego, że przez medialny szum wokół operacji jest ona postrzegana jako początek wojny z narkotykami. Jaka jest Twoja opinia na ten temat?

Wojna z narkotykami już się wtedy toczyła. Operacja dała jej duży rozgłos, ale nie była jej inauguracją.

Skończyło się na tym, że spędziłeś pięć lat w więzieniu. Jak to postrzegasz?

To było rzecz jasna okropne, choć pomagał nieco fakt, że byliśmy sporą grupą poniekąd sławnych osób. To dało nam status, dzięki któremu nie byliśmy dręczeni przez innych więźniów, ale sam fakt, że przez tyle lat przebywaliśmy w zamknięciu pewnością miał na nas wpływ.

Czym zajmowałeś się po wyjściu?

Zaakceptowałem swoje uwięzienie, podróżując przez rok po Indiach. To pomogło mi oczyścić się z emocjonalnych trucizn. Zdobyłem też wykształcenie lektora i przeniosłem się do Hiszpanii, gdzie od lat prowadzę szkołę językową.

Po wygraniu 8000£, gdy po raz pierwszy w życiu kupiłem los na loterię, pojechałem z przyjaciółką na wakacje do Malawi i wróciłem stamtąd w nowym tysiącleciu. Zobaczywszy podupadanie kraju i wyniszczającą epidemię AIDS wróciłem do Europy, zdecydowany zbudować dom dla bezdomnych sierot. Zebraliśmy ponad 10.000£ i wykorzystaliśmy je do budowy schroniska Warm Heart dla bezdomnych dziewcząt. Zostało otwarte w roku 2003. Nasz wysiłek była kroplą w morzu potrzeb, ale przynajmniej coś robiliśmy.

Czy nadal używasz psychodelików, czy może więzienie na zawsze Cię do tego zniechęciło?

Od czasu mojego zwolnienia kilka razy jadłem grzybki. Myślę, że dotarłem już do końca mojej długiej i owocnej podróży z psychodelikami, chociaż czegoś takiego nigdy nie wie się na pewno.

Dzięki, Leaf.

O udziale Leafa w sieci dystrybucji kwasu możecie przeczytać w jego książce "To Live Outside the Law". Przygotowuje także kolejną pozycję, pt. "Leaf by Leaf: Adventures on Four Continents".

Oceń treść:

Average: 10 (13 votes)

Komentarze

M (niezweryfikowany)

Dobry artykuł, więcej takich proszę.

fws (niezweryfikowany)

słaby art, nic specjalnego. Mało info, nic odkrywczego.

randomness