REKLAMA




Japończycy odstawiają niebezpieczne narkotyki na rzecz marihuany, ale policja nie jest zadowolona

„Sklepy sprzedające niebezpieczne substancje zniknęły, więc zacząłem palić marihuanę".

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

High Times
Chris Roberts

Odsłony

1052

W przeciwieństwie do Toma Waitsa, narkotyki nie są w Japonii szczególnie popularne. Na tle innych demokracji w zachodnim stylu z podobnie silnymi gospodarkami, Japończycy mają jeden z najniższych wskaźników używania narkotyków.

Jak niski? W pewnym momencie, w połowie 1980 roku, wskaźnik aresztowań użytkowników heroiny skoczył o prawie 25% - od 29 przypadków do 36. Słownie: trzydzieści sześć przypadków na terenie całego kraju.

Japońskie władze szacują, że narkotyki zażywa mniej niż trzy procent populacji, przy czym jest to [narkotyki] w tym wypadku szeroka kategoria, obejmująca zarówno marihuanę, jak i amfetaminę, opiaty i dziwaczne koktajle chemiczne zamaskowane jako „leki markowe”, sprzedane często otwarcie w headshopach lub sklepach z pamiątkami. W porównaniu ze swoimi odpowiednikami w Japonii, przeciętny amerykański licealista żyje niczym Amy Winehouse (RIP) w jednym ze swoich gorszych okresów.

Jednym z powodów takiego stanu rzeczy są obowiązujące w tym kraju bardzo surowe przepisy narkotykowe, .

W odróżnieniu od Ameryki, Japonia nie jest znana od dekad z zamykania w więzieniach rzesz nieagresywnych przestępców narkotykowych, niemniej jednak warto się pilnować. Zgodnie z prawami antynarkotykowymi pochodzącymi z roku 1948 – czasów, kiedy kraj kupowany był przez Amerykanów; dostrzegacie pewien wzór? - za zwykłe posiadanie konopi grozi pięć lat ciężkich robót. Do Japonii należy również honor przetrzymywania w swoim czasie prawdopodobnie najsłynniejszego na świecie osadzonego za zarzuty narkotowe — Paul McCartney spędził w japońskim areszcie 10 dni po tym, jak został tam przyłapany z ziołem w roku 1980.

Pomimo tej zniechęcającej surowości prawa, policja styka się z konopiami coraz częściej. Choć wskaźnik związanych z nimi aresztowań jest nadal bardzo niski, bo mówimy o liczbie przypadków ledwie przekraczającej 2000 w ciągu roku – czyli mniej więcej równej liczbie takich zatrzymań dokonywanych przez nowojorską policję w ciągu dwóch tygodni — wzrósł gwałtownie o prawie 25 procent między rokiem 2015 do 2016. Wspomniana liczba 2000 aresztowań jest najwyższą odnotowaną w ciągu pięciu lat.

Jak donosi gazeta Yomiuri Shimbun, japońska młodzież zwraca się ku trawce, ponieważ tradycyjne narkotyki z wyboru — stymulanty, takie jak metamfetamina, wdychanie oparów rozpuszczalników, klejów i farb, a także dziwne koktajle chemiczne sprzedawane jako narkotyki projektowane budzą ich obawy.

Oto dotycząca tej kwestii relacja z Japan News oparta o źródła policyjne:

Około 13 procent z podejrzanych mówi policji, że używa marihuany jako alternatywy dla substancji chemicznych o działaniu narkotycznym i halucynogennym, znanych jako Kiken doraggu lub innych niebezpiecznych substancji.

Mężczyzna aresztowany we wrześniu ubiegłego roku powiedział policji: sklepy sprzedające niebezpieczne substancje zniknęły, więc zacząłem palić marihuanę.

Według policji, wielu zatrzymanych przechodzi na używanie marihuany w sytuacji, gdy zdarzy im się utrata przytomności bądź zapaść pod wpływem niebezpiecznej substancji, co budzi w nich strach.

Czytając to przez amerykańskie okulary, brzmi to jak opis wielkiego sukcesu.

Niebezpieczne substancje pojawiły się w sprzedaży w drugiej połowie lat 2000., głównie w sklepach w ruchliwych dzielnicach, gdzie były reklamowane jako zioła bądź kadzidła.

MPD wierzy, że nagła niedostępność tych środków jest jednym z powodów rosnącej liczby zatrzymań związanych z konopiami.

Brawa dla policji!

Przynajmniej raz ktoś usunął z ulic niebezpieczne narkotyki, skłaniając w ten sposób obywateli do palenia trawki. W USA przyjęta przez władze polityka doprowadziła społeczeństwo do zasilania szeregów zombie z uwagi na utrudnianie dostępu do zioła.

Ale momencik. Wygląda na to, że [w Japonii] postrzegane jest to jako coś złego.

Błędny pogląd, że konopie nie są szkodliwe, zyskuje ostatnio na popularności. Policja twierdzi, że wielu podejrzanych mówiło śledczym, że konopie były używane w Japonii od dawna, a zatem nie są szkodliwa dla zdrowia.

Pewien starszy MPD urzędnik powiedział: Jest wiele przypadków, kiedy ktoś zaczyna używać marihuany ze względu na niższą cenę i z powodu niedoinformowania, by potem pójść dalej w kierunku stymulantów i innego rodzaju narkotyków.

Ach, Japonio. Jesteś tak blisko, a jednak zbaczasz w kierunku tej nonsensownej teorii bramy.

Prawdą jest, że Japonia ma za sobą złe doświadczenia, jeśli chodzi o używanie narkotyków. Patrząc historycznie, Japonia miała poważny problem z metamfetaminą w latach 50., tuż po zakończeniu amerykańskiej okupacji wojskowej po II wojnie światowej. Wydaje się, że siły zbrojne były dobrze zaopatrzone w metamfetaminę – mniej więcej z tych samych powodów, dla których Niemcy uwielbiali ten towar – która zaczęła potem trafiać w ręce cywilów.

W pewnym momencie w latach 50. w Japonii było aż 550 tysięcy osób uzależnionych od meth, ale drakońskie przepisy antynarkotykowe i ścisła kontroli nad podażą w ciągu dekady zmniejszyły liczbę jej użytkowników do ułamka.

Do dziś żywy jest strach przed używaniem „stymulantów" i, jak widać z powyższych komentarzy, policja obawia się, że dzieciaki palące zioło znudzą się nim i przejdą na speed. O ile jednak Japonia nie jest światowym ewenementem strach ten jest całkowicie bezpodstawny, ponieważ nic podobnego nie zdarzyło się w żadnym innym kraju.

Byłoby tragedią, gdyby policja, która wzięła się jakiś czas temu do pracy i zdołała odciąć skutecznie dostawy substytutów narkotyków, przekierowała teraz swoją uwagę na zioło.

Oceń treść:

Average: 10 (1 vote)
randomness