REKLAMA




Humor po muchomorze

To, co nie jest zakazane, jest dozwolone. Zamiast narażać się na konflikt z prawem, coraz więcej ludzi wybiera środki psychoaktywne, które nie figurują na czarnej liście narkotyków. To rośliny od stuleci znane szamanom i czarownikom.

Tagi

Źródło

Przekrój
Piotr Stanisławski

Odsłony

12342
Marihuana, amfetamina, LSD – o nich słyszał każdy. Ale kocimiętka, czuwaliczka jadalna czy wilec błękitny? Nazwy nie brzmią groźnie, ale każda z tych roślin ma działanie zbliżone do trzech pierwszych substancji. A że nie są zakazane? Cóż, nie sposób zakazać wszystkiego – ludzkość od dobrych kilkudziesięciu tysięcy lat uczy się, jak manipulować świadomością, i kilkadziesiąt lat walki z wybranymi środkami z pewnością nic nie zmieni.

Zachodni świat przeżywa fascynację tradycyjnymi środkami psychoaktywnymi. To wynik coraz bardziej zdecydowanej walki z grupą substancji uznanych przez rządy za zakazane. Prohibicyjne decyzje są zwykle podejmowane dość arbitralnie – trudno znaleźć medyczne uzasadnienie zakazu zażywania konopi indyjskich wobec powszechnego przyzwolenia na picie alkoholu i palenie tytoniu.

Wydaje się raczej, że to kwestia tradycji oraz względy ekonomiczne decydują o tym, iż nieuzależniająca substancja wywołująca łagodne stany euforyczne jest przedstawiana jako groźniejsza od innej, powodującej nieuleczalne uzależnienie i dającej efekt utraty koordynacji, braku kontroli nad emocjami i zaburzenia oceny sytuacji.

Ale to zupełnie inna sprawa – batalię o legalizację marihuany można pozostawić różnego typu aktywistom społecznym. Coraz więcej ludzi uznaje, że nie warto kruszyć kopii o twarde przepisy, bo znacznie prościej nie wchodzić z nimi w konflikt.

Przecież świat jest pełen legalnie dostępnych roślin kryjących w sobie nadzwyczaj ciekawe substancje. W czasach, gdy meksykańscy Mazatekowie i afrykańscy Buszmeni chodzą w tych samych koszulkach z napisem „Nike” zrobionych w Chinach, dotarcie do tradycyjnej wiedzy dotyczącej roślin psychoaktywnych stało się bardzo łatwe. Czasami zbyt łatwe.

Z natury

Przede wszystkim trzeba pamiętać, że większość narkotyków jest pochodzenia roślinnego. Z wyjątkiem amfetaminy i kilku mniej popularnych substancji wszystkie pozostałe używane były kiedyś w tradycyjnych obrzędach lub jako codzienne używki – tak jak nasza kawa. Po kolei: kokaina pochodzi z krzewu koki, LSD – ze sporyszu, heroina – z maku, a meskalina – z pejotlu.

Zakazano ich stosowania, dopiero gdy przekroczona została granica między używaniem ich w małych stężeniach i przy szczególnych okazjach a powszechnym stosowaniem z nudów lub traktowaniem jako metody na oderwanie się od rzeczywistości.

Dziś wszystkie popularne narkotyki syntetyzowane są w laboratoriach lub uprawiane na skalę przemysłową. Czy taki sam los spotka kocimiętkę lub szałwię?

Niekoniecznie. Przede wszystkim prawdziwy brudny biznes robi się na substancjach uzależniających fizycznie lub przynajmniej psychicznie. Tymczasem takiego działania nie mają ani halucynogeny, ani łagodne środki o działaniu euforycznym, a takie właśnie substancje zazwyczaj służą eksperymentatorom.

Etnobotanicy

Zainteresowanie tradycyjnymi używkami przyniosło modę na etnobotanikę, czyli – według serwisu Coffeshop.pl – poznawanie „kontekstu kulturowego, w jakim egzystują różne gatunki roślin na całym świecie, ze szczególnym uwzględnieniem tych gatunków, które odgrywają znaczącą rolę w rytuałach magicznych praktykowanych od wielu pokoleń”.

Myślę, że zainteresowanie etnobotaniką to fragment większej tendencji panującej na Zachodzie, który po laicyzacji poszukuje alternatywnych źródeł rozwoju duchowego, czego wyrazem jest ruch New Age – mówi Tomasz Sroka, kulturoznawca, twórca Coffeshop.pl. – Nasza cywilizacja od XX wieku stawia na szybkość i efektywność, stąd moda na stosowanie alkaloidów, które działają szybciej niż techniki medytacyjne. Inny powód jest banalny – można na tym zarobić.

Co nie jest zakazane, jest dozwolone. Dzięki tej świętej zasadzie w Ameryce i Europie pojawia się coraz więcej sklepów handlujących sprowadzanymi z całego świata roślinami psychoaktywnymi. Choć dla przyzwyczajonych do ukrywania się z jointem ma to posmak konspiracji, działalność tych firm jest jak najbardziej legalna.

Oczywiście wszędzie, gdzie rozwija się taka działalność, pojawiają się głosy oburzenia wskazujące na zabójcze działanie straszliwych narkotyków i nazywające etnobotanikę narkomanią pod przykrywką.

Tego typu zarzuty wynikają z nieznajomości tematu – mówi Tomasz Sroka. – Najważniejsza różnica jest taka, że narkotyki uzależniają i wyniszczają organizm w przeciwieństwie do większości tak zwanych entheogenów. Co więcej, duża część preparatów roślinnych stosowana jest wręcz w leczeniu uzależnień od twardych narkotyków. Na przykład iboga, ayahuasca pomagają uwolnić od uzależnienia heroinowego, kratom – od metadonowego.

Szałwia straszy

Ostatnio gorącym tematem stała się niepozorna roślinka – szałwia wieszcza, lepiej znana jako Salvia divinorum.

Przez stulecia służyła meksykańskim Indianom Mazatekom jako magiczny środek wywołujący stany wizyjne i pozwalający przewidywać przyszłość, a także do leczenia bólu głowy i dolegliwości reumatycznych.

Zachód dowiedział się o niej dopiero w latach 60. XX wieku, podczas ekspedycji badawczej w rejonie Oaxaca. Jednak w tym czasie świat był zafascynowany LSD i innymi dziś nielegalnymi środkami i nikt nie przejął się małą szałwią.

Do połowy lat 90. rośliną interesowali się co najwyżej specjaliści, jednak potem okazało się, że ma niezwykle ciekawe właściwości.

Jej liście, palone lub żute, wywołują silne halucynacje. Co nietypowe, ich działanie może być bardzo krótkotrwałe. Jeśli szałwia zostanie wypalona, już po kilkudziesięciu sekundach zaczynają się wizje polegające przede wszystkim na zmianie odbioru kolorów, pojawianiu się niezwykłych obiektów czy „widzeniu” dźwięków. Szałwia nie wywołuje nieprzyjemnych i niebezpiecznych stanów depresyjnych, a jej działanie kończy się po 20–30 minutach. Dłużej, do około dwóch godzin, mogą trwać efekty żucia liści.

Szałwia wieszcza w większej części świata nie znajduje się na liście substancji zakazanych – wyjątkiem jest pięć krajów, w tym Australia. Nawet bardzo restrykcyjne Stany Zjednoczone nie zdecydowały się na jej delegalizację, choć rozważano takie posunięcie. Za to wielokrotnie pojawiały się w prasie artykuły alarmujące o „niezwykle groźnej szałwii”.

Ostatnio podobny tekst pojawił się nawet w „Super Expressie”. Materiał zatytułowany „Wyrwijmy śmierć z doniczki” to klasyczny pokaz ignorancji wymieszanej ze świadomym wprowadzaniem w błąd.

Z tekstu możemy się dowiedzieć, że „jest wiele przypadków, kiedy ludzie po halucynogenach próbowali zatrzymać ciężarówkę albo skakali z okna na 10. piętrze”. Tyle że szałwia działa rozluźniająco na mięśnie szkieletowe, więc po jej zażyciu możemy co najwyżej spokojnie siedzieć w fotelu.

Gdy dziennikarze decydują się na kupienie sadzonki tej rośliny, sprzedawca jest klasycznym archetypem narkomana: „szczupły, widać, że i hoduje, i zażywa”. W rzeczywistości użycie szałwii w żadnym razie nie powoduje wychudzenia – tak działa kokaina lub heroina.

Dalej umieszczono wiele „porad dla rodziców” przepisanych z tekstów dotyczących uzależniających, twardych narkotyków. Jest też apel do ministra zdrowia o wpisanie szałwii na listę narkotyków.

Rabunek czy rozwój

Jest jeszcze inny aspekt mody na etnobotanikę. Rośliny, które tradycyjnie wykorzystywane są w kulturach Ameryki, Afryki czy Azji, przechodzą ze sfery sacrum do profanum – stają się przedmiotem handlu, służą relaksowi i rozrywce. Wielu uważa, że to jeszcze jeden element niszczenia tak zwanych kultur prymitywnych.

Jednak praktyka pokazuje, że tradycja, zamiast ginąć, zmienia się. Powszechnie używany w Jemenie i Somalii stymulant – khat (liść rośliny Catha edulis) – zaczął być wysyłany do Europy i Ameryki wraz z pojawieniem się emigrantów z tego rejonu. Po amerykańskiej interwencji w Somalii żołnierze odkryli khat, a wtedy rozpoczęła się ekspansja rośliny na Zachód.

Wokół roślin entheogenicznych rozwija się przemysł w krajach Trzeciego Świata – mówi Tomasz Sroka. – Paradoksalnie umożliwia im rozwój i zarobek na ludziach z Zachodu – przykładem może być „turystyka ayahuasca” w Peru, produkcja i dystrybucja kath w Somalii czy kratom w Malezji i Indonezji.

Po naszemu

Ale rośliny o działaniu psychoaktywnym rosną nie tylko w tropikach. Polska też jest ich pełna, tyle że zapomnieliśmy o ich właściwościach.

Sztandarowym przykładem jest muchomor czerwony – ten ze ślicznym kapeluszem, pod którym kryją się krasnoludki. No właśnie, krasnoludki. Dziś powszechnie uważany za straszliwie trujący, od epoki kamiennej używany był w obrzędach szamańskich jako środek halucynogenny. Zjedzenie wysuszonych owocników lub palenie skórki wywołuje charakterystyczne wizje, w których obecni są bardzo często ludzie muchomory. Krasnoludki?

Oczywiście można znaleźć czarne strony fascynacji etnobotaniką. Środki psychoaktywne (do których, przypominam, zalicza się też alkohol, tytoń i kofeinę) niewłaściwie użyte mogą przynieść opłakane skutki.

Podobnie zresztą jak aspiryna, paracetamol czy waleriana. Tyle że mało kto czyta ulotki, w których informuje się, że nie wolno przekroczyć dawki ośmiu tabletek na dobę. Ośmiu tabletek jednego leku raczej nie weźmiemy, ale przy uporczywym bólu głowy, na który nie pomógł na przykład apap, możemy spróbować wziąć panadol, codipar lub efferalgan. To leki z tą samą substancją aktywną, więc dawka się sumuje.

Dlatego wszyscy, którzy zajmują się etnobotaniką, do znudzenia powtarzają, że wszystko jest dla ludzi, ale ludzi rozsądnych. Eksperymentować – proszę bardzo, można – ale pod kontrolą i świadomie.

Oceń treść:

0
Brak głosów

Komentarze

indiana jones (niezweryfikowany)

... doczekalismy sie artykułu w miare powaznie traktującego sprawę i powołującego sie na kogos obeznanego w tematyce. oby takich artykułów bylo wiecej. nie ma zadnych przeklaman (przynajmniej po jednarazowym przeczytaniu;) rzetelne informacje, i OBIEKTYWIZM, przedewszystkim!

Buddha (niezweryfikowany)

Ja myślę podobnie

Tomek (niezweryfikowany)

Bardzo mądry artykuł.

djdx (niezweryfikowany)

rzetelne

dr wilczur (niezweryfikowany)

w rzeczy samej - artykuł musiał być pisany przez jednego z nas tzn. poważnie zaangażowanych etnobotaników.
and by the way - kto to napisał?

Ouek (niezweryfikowany)
POZDRO OD FANÓW SALVII DIVINORUM Z OLSZTYNAA !!! xD
dr wilczur (niezweryfikowany)

ok,
sorry z głupie pytania.
brawa dla pana piotra.

faolitiarna (niezweryfikowany)

szałwi wieszczej i kocimiętki właściwej nie ma w sklepach ogrodniczych. Są ich odmiany "ogrodowe " z których pożytek żaden. No ładnie wyglądają ;). Wielkie dzieki dla kogoś, kto wie skąd wykopać nasiona tych właściwych, które zadziałają.

byliny (niezweryfikowany)

A co powiecie na mój przepadek, kiedy to po zjedzonej i wypalonej wraz z damianą zdawałoby się kontrolowanej niewielkiej ilości muchomora Amantia Muscaria (na pewnej spokojnej alkocholowej imprezie wśród znajomych) , oraz wypiciu kilku herbatek z galangi kupionej w HeadShopie w Niemczech, dostałem z dnia na dzień zamiast wesołych halucynacji coraz ostrzejszych schizów i jazd, moje myśli stawały się coraz bardziej alogiczne, a wizje dotyczące otaczającej rzeczywistości coraz bardziej urojone, które przeszły u mnie w tak ostrą psychozę, że wylądowałem w szpitalu (po trzech nocach, kiedy nie byłem w stanie zasnąć). Cieszę się że żyję, przy tak ostrej psychozie mogłem nawet zejść na zawał. Od tego zdarzenia w grudniu męczę się do dzisiaj z depresją popsychotyczną i jestem na lekach (kolejno zażywane Lorazepam, Haloperidol, Rispolept, Zalasta, Doxepin, Sulpiryd), poza tym straciłem przez to całkiem niezłą pracę, i wstydzę się bardzo za siebie. Nigdy w życiu nie miałem myśli samobójczych a po tym epizodzie mam je bardzo bardzo często. I nie jestem już pewien samego siebie, nie ufam i boję się siebie.
Może mi ktoś teraz pomoże i przepisze jakieś inne cudowne zioło szamana - super staff, bo do grzybów już raczej nie wrócę. Ostatnio byłem w lesie rosły sobie wilcze jagody. Może ktoś mi coś odpisze, czekam i pozdrawiam wszystkich naukowo zorientowanych experymentatorów.

P.s. Dużo wydarzeń pamiętam dokładnie i niektóre patrząc z dystansem wydają się nawet śmieszne – np.:
jak zamiast siebie zobaczyłem przez moment w lustrze wyraźnie rozwścieczoną postać Adolfa Hitlera,
jak zgubiłem się w metrze i zamierzałem w labiryncie podziemnych korytarzy odnaleźć właściwa drogę do wyjścia skręcając za każdym razem w prawo,
jak czułem pieczenie żył na dłoniach i miałem wrażenie, że z mych rąk kapie jak Jezusowi krew
jak obawiałem się śmierci z rąk Boga, Szatana, niemieckiej policji i KGB, mafię ukraińską jak do mnie strzelano, mierzono, śledzono, podsłuchiwano (hotelowy pokój obok wynajmowali ubrani na czarno wywiadowcy), podglądała mnie nagiego na żywo niemiecka stacja telewizyjna,– he he bardzo śmieszne co bardzo śmieszne?
jak przeżywałem przytłaczającą boskość wizji natchnienia bijące z obrazów malarzy (Galeria Hamburg)
jak przeczuwając nieuchronną śmierć chciałem się wyspowiadać, a swego przełożonego nazwałem swoim pasterzem
jak trzęsącemu się brudnemu i zasyfiałemu narkomanowi na ulicy pokazując palcem w górę oddałem ostatni posiadany przy sobie grosz, dałbym mu dać cały portfel, ale nie chciał wziąć
jak widziałem w wyobraźni swoje płonące ciało i mimo mrozu na dworze szedłem 5 kilometrów w nocy piechotą w samej koszuli i spodniach bo było mi strasznie gorąco
jak Iniemamocni patrzyli na mnie z plakatu z hasłem Unglaublich
jak postanowiłem iść przed siebie w nieznane miasto
jak ostentacyjnie okazywałem niechęć mieszkańcom Hamburga robiąc uliczny perfotmance – składając pięści na krzyż w trupa i idąc tak przez pół miasta, nawiązując w ten sposób do pirackiego znaku dzielnicy pornosexu - St Pauli
jak słońce które wyszło z za chmur wydawało mi się Absolutem, a woda w jeziorze anielskim ukojeniem
jak przed zabraniem do szpitala zdawało mi się, że jestem w dniu Bożego Narodzenia tym wyczekiwanym przez wszystkich (w tym telewizję) Chrystusem
jak chciałem nago najszybciej jak to możliwe uciekać przez okno w stronę granicy
jak wróciła mi dawno zapomniana pamięć symboli magicznych A.Crowleya i innych tajemnych i zaszyfrowanych znaków
jak piłem już w szpitalu drogą wodę mineralną Bismarck i czułem się wielki jak on, godny mianowania prezydntem, po tej jakże wspaniałym rozpracowaniu przez ze mnie tajnych agentów KGB
jak myślałem o tych 3 moich wspaniałych ukochanych kobietach

faolitiarna (niezweryfikowany)

Takie wizje to czyste złoto;-) Tak powstają mity, religie i...komixy;-). Zobacz sobie "Hermetyczny Garaż " i zastanów się czy gdyby Moebius nie jadł grzybków byłby dzisiaj królem komixu?
Albo myślisz, że ludzie piszący historie o Zeusie czy Jezusie jakim sposobem widzieli latających/chodzących po wodzie bogów? ;-)
Chcesz rady i nowych "dragów "? Mało ci;-)?
Najpierw wyluzuj.

SiVVVV (niezweryfikowany)
Miałem podobny przypadek jednak po amfetaminie, straciłem nie jedną ale kilka prac pod rząd, przez swoje lęki i paranoje. Żadne leki nie działają, a jeśli to w bardzo małym stopniu. Minęły 2 lata a ja jeszcze nie powróciłem do do normalnego stanu. Pożuciłem wszelką chemię, bez skutku. Na lęki i paranoje nic ci nie poradzę jednak jeśli masz też depresję co często się zdaża w takich przypadkach zapalenie SD pomaga na ok 2 tygodnie. Pozdrawiam
obywatel ex (niezweryfikowany)

A co powiecie na mój przepadek, kiedy to po zjedzonej i wypalonej wraz z damianą zdawałoby się kontrolowanej niewielkiej ilości muchomora Amantia Muscaria (na pewnej spokojnej alkocholowej imprezie wśród znajomych) , oraz wypiciu kilku herbatek z galangi kupionej w HeadShopie w Niemczech, dostałem z dnia na dzień zamiast wesołych halucynacji coraz ostrzejszych schizów i jazd, moje myśli stawały się coraz bardziej alogiczne, a wizje dotyczące otaczającej rzeczywistości coraz bardziej urojone, które przeszły u mnie w tak ostrą psychozę, że wylądowałem w szpitalu (po trzech nocach, kiedy nie byłem w stanie zasnąć). Cieszę się że żyję, przy tak ostrej psychozie mogłem nawet zejść na zawał. Od tego zdarzenia w grudniu męczę się do dzisiaj z depresją popsychotyczną i jestem na lekach (kolejno zażywane Lorazepam, Haloperidol, Rispolept, Zalasta, Doxepin, Sulpiryd), poza tym straciłem przez to całkiem niezłą pracę, i wstydzę się bardzo za siebie. Nigdy w życiu nie miałem myśli samobójczych a po tym epizodzie mam je bardzo bardzo często. I nie jestem już pewien samego siebie, nie ufam i boję się siebie.
Może mi ktoś teraz pomoże i przepisze jakieś inne cudowne zioło szamana - super staff, bo do grzybów już raczej nie wrócę. Ostatnio byłem w lesie rosły sobie wilcze jagody. Może ktoś mi coś odpisze, czekam i pozdrawiam wszystkich naukowo zorientowanych experymentatorów.

P.s. Dużo wydarzeń pamiętam dokładnie i niektóre patrząc z dystansem wydają się nawet śmieszne – np.:
jak zamiast siebie zobaczyłem przez moment w lustrze wyraźnie rozwścieczoną postać Adolfa Hitlera,
jak zgubiłem się w metrze i zamierzałem w labiryncie podziemnych korytarzy odnaleźć właściwa drogę do wyjścia skręcając za każdym razem w prawo,
jak czułem pieczenie żył na dłoniach i miałem wrażenie, że z mych rąk kapie jak Jezusowi krew
jak obawiałem się śmierci z rąk Boga, Szatana, niemieckiej policji i KGB, mafię ukraińską jak do mnie strzelano, mierzono, śledzono, podsłuchiwano (hotelowy pokój obok wynajmowali ubrani na czarno wywiadowcy), podglądała mnie nagiego na żywo niemiecka stacja telewizyjna,– he he bardzo śmieszne co bardzo śmieszne?
jak przeżywałem przytłaczającą boskość wizji natchnienia bijące z obrazów malarzy (Galeria Hamburg)
jak przeczuwając nieuchronną śmierć chciałem się wyspowiadać, a swego przełożonego nazwałem swoim pasterzem
jak trzęsącemu się brudnemu i zasyfiałemu narkomanowi na ulicy pokazując palcem w górę oddałem ostatni posiadany przy sobie grosz, dałbym mu dać cały portfel, ale nie chciał wziąć
jak widziałem w wyobraźni swoje płonące ciało i mimo mrozu na dworze szedłem 5 kilometrów w nocy piechotą w samej koszuli i spodniach bo było mi strasznie gorąco
jak Iniemamocni patrzyli na mnie z plakatu z hasłem Unglaublich
jak postanowiłem iść przed siebie w nieznane miasto
jak ostentacyjnie okazywałem niechęć mieszkańcom Hamburga robiąc uliczny perfotmance – składając pięści na krzyż w trupa i idąc tak przez pół miasta, nawiązując w ten sposób do pirackiego znaku dzielnicy pornosexu - St Pauli
jak słońce które wyszło z za chmur wydawało mi się Absolutem, a woda w jeziorze anielskim ukojeniem
jak przed zabraniem do szpitala zdawało mi się, że jestem w dniu Bożego Narodzenia tym wyczekiwanym przez wszystkich (w tym telewizję) Chrystusem
jak chciałem nago najszybciej jak to możliwe uciekać przez okno w stronę granicy
jak wróciła mi dawno zapomniana pamięć symboli magicznych A.Crowleya i innych tajemnych i zaszyfrowanych znaków
jak piłem już w szpitalu drogą wodę mineralną Bismarck i czułem się wielki jak on, godny mianowania prezydntem, po tej jakże wspaniałym rozpracowaniu przez ze mnie tajnych agentów KGB
jak myślałem o tych 3 moich wspaniałych ukochanych kobietach

C!chy (niezweryfikowany)

Takie wizje to czyste złoto;-) Tak powstają mity, religie i...komixy;-). Zobacz sobie "Hermetyczny Garaż " i zastanów się czy gdyby Moebius nie jadł grzybków byłby dzisiaj królem komixu?
Albo myślisz, że ludzie piszący historie o Zeusie czy Jezusie jakim sposobem widzieli latających/chodzących po wodzie bogów? ;-)
Chcesz rady i nowych "dragów "? Mało ci;-)?
Najpierw wyluzuj.

dzibungo (niezweryfikowany)

obywatelu ex stwórz coś dzięki tym przeżyciom, namaluj, napisz! :-) a nie biadolisz jak ostatnia...Czytając Twój skrót tripa mało nie udusiłem się ze śmiechu:-) Twoją książkę kupią milony ludzi;-) Kim by byli Witkacy, Huxley, Lem, Mckenna bez enteogenów? ;-)

dzibungo (niezweryfikowany)

Takie wizje to czyste złoto;-) Tak powstają mity, religie i...komixy;-). Zobacz sobie "Hermetyczny Garaż " i zastanów się czy gdyby Moebius nie jadł grzybków byłby dzisiaj królem komixu?
Albo myślisz, że ludzie piszący historie o Zeusie czy Jezusie jakim sposobem widzieli latających/chodzących po wodzie bogów? ;-)
Chcesz rady i nowych "dragów "? Mało ci;-)?
Najpierw wyluzuj.

obywatel ex (niezweryfikowany)

Takie wizje to czyste złoto;-) Tak powstają mity, religie i...komixy;-). Zobacz sobie "Hermetyczny Garaż " i zastanów się czy gdyby Moebius nie jadł grzybków byłby dzisiaj królem komixu?
Albo myślisz, że ludzie piszący historie o Zeusie czy Jezusie jakim sposobem widzieli latających/chodzących po wodzie bogów? ;-)
Chcesz rady i nowych "dragów "? Mało ci;-)?
Najpierw wyluzuj.

gość (niezweryfikowany)

z kąd wziąśc szałwie wieszczą.ratujcie gg 5018094

Mr.Q (niezweryfikowany)

A ja bylem dzisiaj na przejazdzce rowerowej z kumplem i przy samej drodze polnej znalezlsimy kocimiętki. Test na kocie- pozytywny, do tego by sie upewnic hyperreal, blunt, dobrze smakuje palony a pozniej zajebisty dzien :) Nazrywalismy tego wpizdu wiec bedzie troche palenia. A wiec moge powiedziec ze jest to zajebisty drug (byc moze odpowiednik innych narkotyków- ale to sie upewnimy jutro :))dostepny na najblizszym polu czy łące

Gosia (niezweryfikowany)

czy ktoś ma fotke wilczych jagód ??
dzieki z góry

jacek Proszewski (niezweryfikowany)

Na początku tego artykułu jest wzmianka o Wilcu Błękitnym.Rzułem i połykałem nasiona odmiany Heawenly Blue,które to kupiłem po złoty pięćdziesiąt w sklepie ogrodniczym.Ja zjadłem 60 nasionek to jest dwie paczki.Najpierw upewniłem się,że nasiona nie były poddawane zaprawie antygrzybicznej(można się zwymiotować)co było napisane na opakowaniu.Polecam do tego thc jako coś,co wzmocni jazdę.Ogólnie jest super,piękne światła i ta dzie cięca ciekawość Świata.Załaczył mi się szwędacz,tzn.bardzo chciałem sobie tak iść przed siebie i nie myśleć o jutrze,bo dzisiejszy dzień dosyć ma już swojej biedy:)Dobrze czujesz własne JA,ale nie takie na wyrost jak po LSD tylko twoje prawdziwe JA,takie jakie jest,po prostu i znakomicie je akceptujesz.Po niczym innym nie byłem tak spokojny i pewien,że może być tylko lepiej:)

Jacek Proszewski (niezweryfikowany)

Tomasz Sroka na prezydenta!Jesteś geniuszem i żywym przykładem tego,jak swoją pasję życiową można połączyć z pracą.Gdyby w Polsce żyli tylko ludzie twojego pokroju ,to mielibyśmy tu istny raj na Ziemi:)Wszyscy równi wobec Boga i czasu.Szczęśliwi,mądrzy i piękniejsi.Bez chorób duszy i ciała.Bo większość naszych problemów to nasze wymysły.I to nie Świat jest zły,tylko ludzie bywają takowi.Złych wyeliminować-nie podoba się im prawda to won!I niech mi się nie pokazują więcej na oczy.Bo,choć patrzę przez nich jak przez powietrze,to czuję ich smród i jad sączą do uszu innym.Szerzyć zwątpienie to ciężki grzech.Kłamać też.Tak więc mówić prawdę i ulepszać rzeczywistość.To co złe,niech zniknie.To co dobre,niech zostanie ,bo od Dobrego pochodzi.A socjalizm,nieważne czy lewacki(świecki),czy prawicowy(katolicki) trzeba zdelegalizować jako kłamstwo,którym jest.Wybieram życie w prawdzie,czyli życie w Bogu,bo Bóg jest prawdą.A prawda ma to do siebie,że leży zawsze pośrodku(wiem Sokole),a pośrodku jest co?-CENTRUM.To chyba jasne:)

kuba (niezweryfikowany)
nie mozna cie czytac mistrzu, zglos sie do weterynarza lepiej a dragow nie tykaj.
Zajawki z NeuroGroove
  • Marihuana

Mam 17 lat. Pewnego dnia mialismy isc z klasa do kina na jakis BEZNADZIEJNY film, a po filmie wrocic do szkoły. Z moim BARDZO dobrym kolegą postanowilismy kilka dni przed kinem kupić troszke gandziawki, zeby film był fajniejszy... :P W rezultacie okazalo sie ze prawdopodobnie z kilkoma osobami nie pojdziemy do kina tylko na małą imprezkę do kleżanki. Postanowiliśmy więc kupić tego troszkę więcej. W sumie wyszło nam dokładnie 5,5 grama... Część wypaliliśmy jeszcze przed imprezką... W sumie na imprezjkę zostało 4,5 grama.

Set & Setting - sylwestrowy wieczór z dziewczyną, bratem i kumplem w mieszkaniu rodziców.

Dawkowanie - 375mcg czyli 1,5 kartonika z pierwszego rzutu

Wiek - 21 lat.

Doświadczenie: alkohol, nikotyna, ketamina, metkatynon, mefedron, dxm, mj, mieszanki "ziołowe"(w tym jwh-210), fentanyl, kodeina, benzodiazepiny, troszkę szałwi wieszczej, troszkę fety, 2c-e, 2c-p, 4-aco-dmt, eter, LSA, 25D-NBOMe..- to na pewno nie wszystko.

  • Gałka muszkatołowa


Doświadczenie: gałka 1 raz (oprócz tego marihuana, amfetamina, ectasy, alkohol)

Nazwa substancji – gałka muszkatołowa (a także marihuana i alko)

Dawka- 2 opakowania całej (niezmielonej) gałki po 13 g, przyjęte oczywiście doustnie




  • Muchomor czerwony

17.02.2007

Tym razem naprawdę doświadczyłem najpotężniejszego tripa w życiu, a jeśli miałbym go do czegoś porównać to raczej do historii w rodzaju śmierci klinicznej z wątkami pobocznymi, niż do działania jakiejkolwiek substancji... przy czym nie mam na myśli jakiegoś psychodelicznego harmidru nie do ogarnięcia i spamiętania. Po prostu nieprawdopodobnie potężna, logiczna, emocjonalna, euforyczna i przerażająca podróż do- i z- pewnego miejsca z którego nie chciałem wracać.

randomness