REKLAMA




Dilujesz - przegrywasz, czyli kanał za kanałem

Dlaczego nie warto handlować narkotykami - parę niezbyt przyjemnych historyjek z życia angielskich dilerów, artykuł z Techno Party (1/99)

Tagi

Źródło

Techno Party (1/99)

Odsłony

3700
Dilerka. Kupić – sprzedać, łatwy pieniądz. Fałszywy prestiż i pusty respekt. Cóż za zabawa. Zarabiasz mnóstwo kasy sprzedając narkotyki dozgonnie wdzięcznym ci znajomym. Dragi to iluzja, a handlowanie nimi to nie tylko jedna z brudniejszych spraw, to mamona biegnąca na bardzo krótkich nogach. Strach, krótki oddech i zawsze taki sam koniec. Zły koniec.

Zanim przyjdzie ci coś głupiego do głowy przeczytaj ostrzegawcze historyjki z życia angielskich dilerów.

Permanentna paranoja

Adrian mieszkał na trzecim piętrze nad pewnym bankiem, w ponurym otoczeniu południowej części Londynu. Mieszkającym w tej okolicy studentom dostarczał trawkę, „speeda” i pigułki ecstasy. Pewnego razu, po upojnej sobotniej nocy, wrócił do swojego mieszkania z wesołą gromadką „nakwaszonych” i „naspeedowanych” ludzi. Od wczesnych godzin porannych rozpoczęła się impreza. Na stole stała waza wypełniona pigułkami ecstasy, dodatkowo serwowano poncz z LSD, który szalenie przypadł do gustu wszystkim gościom.

Nim minęło 50 sięgnięć do wazy, parę osób znalazło drzwi prowadzące na dach. Po chwili przeniosło się tam pół imprezy. Kiedy imprezowicze się znudzili, postanowili zejść na dół. Nim zdążyli nacieszyć swoje płuca dymem z krążących fajek wodnych, do mieszkania wtargnęła cała armia policjantów z oddziału antyterrorystycznego.

„Co się dzieje?” – tylko tyle Adrian był w stanie wyartykułować, albowiem zaciągnął się głęboko w momencie kiedy pojawili się panowie w kamizelkach kuloodpornych z karabinami. „Otrzymaliśmy informację, że na dachu znajdują się podejrzani ludzie, którzy prawdopodobnie chcą obrabować bank” – odpowiedział barczysty policjant. Po chwili z góry zbiegł jeden z funkcjonariuszy i nie ukrywając rozczarowania krzyknął: „Nikogo nie ma na dachu, szefie”.

Waza z pigułkami wręcz krzyczała ze stołu, w powietrzu unosił się charakterystyczny zapach skuna i poppera. Młodzi ludzie albo nerwowo wstrzymywali wybuchy śmiechu albo trzęśli się w paranoicznym strachu. Rozwój wydarzeń nie zapowiadał się wesoło, kiedy szef oddziału wypowiedział zbawienną formułkę: „Przepraszamy za wtargnięcie, miłego dnia. Wygląda, że fatygowaliśmy się nadaremnie”. Zaraz po tym policjanci opuścili broń i wyszli. Pozostali w domu balangowicze zastanawiali się, czy to co przed chwilą przeżyli nie było wytworem ich wyobraźni. Paranoja? Adrian już nigdy nie sięgnął po „kwasa”.

Kryzys „pagerowy”

Dealerowi o imieniu Lee, na samym początku jego kariery, przydarzyła się patetyczna historia. „Właśnie kupiłem sobie nowy pager, taki który wibruje zamiast wydawać dźwięki” – opowiada Lee. „Będąc w klubie, pager miałem schowany w tylnej kieszeni spodni, żeby bramkarze mnie nie namierzyli. Poszedłem do toalety i wszedłem do kabiny żeby łyknąć coś rozkręcającego. Nagle pager zaczął wibrować. Wpadłem w szok. Pomyślałem, że ktoś mnie obrabia. Bez namysłu wrzuciłem cały towar do kibla i spuściłem wodę”.

Wpadka „przy okazji”

Bill nie był aniołkiem. Miał na koncie wyroki za posiadanie narkotyków, ale starał się wyjść na prostą. Pewnego razu zatrzymał się, żeby przywitać się ze znajomymi, którzy siedzieli w samochodzie zaparkowanym blisko jego domu. Dosłownie parę sekund po tym, jak Bill usiadł na tylnym siedzeniu by sobie pogaworzyć ze starymi kumplami, ze wszystkich stron nadjechały samochody policyjne.

Przeszukanie samochodu zajęło policjantom parę chwil. Znaleziono różne podejrzane rzeczy, w tym torbę wypełnioną ekstazami, a nawet... maczetę. Billowi nie pomogły ani jego przysięgi, ani nawet zeznania skruszonych znajomych. Wcześniejsze wpadki i krótka rozmowa z kumplami wprowadziły Billa na 7 lat do celi.

Fałszywi przyjaciele

Steve był jednym z pierwszych dealerów ecstasy w Londynie. Jako pogodny człowiek o gołębim sercu, miał mnóstwo znajomych. Około 40 osób permanetnie mieszkało, spało i łykało pigułki w jego mieszkaniu. Steve często zaopatrywał poszczególne osoby w pierwsze w ich życiu „E”. Setki razy przy różnych okazjach słyszał „Wielkie dzięki za wprowadzenie mnie w świat ecstasy. Kocham cię za to. Nigdy cię nie zapomnę”.

Niestety, zdarzyło się, że Steve został aresztowany za handlowanie dragami. Z wielkiej grupy przyjaciół i znajomych pozostało niewiele osób. Większość zeznawała przeciwko niemu chcąc ratować samych siebie. „To było po prostu straszne. Wygadywali takie rzeczy, że aż nie mogłem w to wszystko uwierzyć”- wspomina teraz Steve. „Wszyscy okazali się na wskroś fałszywi, a ja musiałem odcierpieć za nich wszystkich, za to, że właściwie byli klasycznymi ćpunami”.

Strata perspektywy

John handlował LSD. Po pewnym czasie sam głęboko zanurzył się w świat kwasów. Osiągnął etap, w którym codziennie zażywał LSD [tak, to dość zastanawiające - herbie]. W końcu kwas zabrał go w niebezpieczną „podróż”. John był przekonany, że ściga go gigantyczny owoc. Przez kilka godzin masywne śliwki zadawały mu tak dotkliwe rany, że John, by nie pozwolić owocom na odniesienie ostatecznego zwycięstwa, wyskoczył przez okno.

Tragedia? Niezupełnie. Biedak zapomniał, że mieszka w pokoju na parterze. Niby zwichnął sobie tylko kostkę, ale dalszy ciąg tripu przeżywany w szpitalu ni należał do najmilszych.

Buzia na kłódkę

Mike został na Ibizie zatrzymany za handel narkotykami. Opierał się bramkarzom kopiąc ich i krzyczał „Wiecie z kim k... zadzieracie? Jestem szefem brytyjskiej mafii!”. Właściwie nie za bardzo mu to pomogło, ale wydarzenie odbiło się echem po całej wyspie. Lokalne gazety podchwyciły historię, którą następnie umieściła w swoim serwisie agencja Reutera.

Następnego dnia zdjęcie Mike’a gościło na pierwszych stronach angielskich gazet, a artykuły informowały: „Szef brytyjskiej mafii aresztowany na Ibizie z 12000 pigułek ecstasy”. Biedny Mike miał ich przy sobie tak naprawdę 12...

Miły dla dziewcząt

Chris wybrał się samochodem na nielegalne party. Zabrał ze sobą dziewczynę z Londynu, którą poznał dzień wcześniej w klubie. Na jakiś kilometr przed miejscem, w którym miała odbyć się impreza, natknęli się na blokadę policyjną. Nie mając przy sobie żadnych narkotyków, Chris czuł się na tyle wyluzowany, że pozwolił sobie na dość swobodny ton w trakcie rozmowy z policjantami. Nic dziwnego, że lekko obrażeni funkcjonariusze postanowili przeszukać samochód. Ku nieopisanemu zdziwieniu Chrisa w skrytce na rękawiczki znaleźli torbę z ponad stoma pigułkami „E”. Dziewczyna okazała się dealerem, a wina spadła na młodzieńca, który obecnie odsiaduje czteroletni wyrok.

Gdzie zostawiasz towar?

Pewien koleś był jednym z pierwszych dealerów ecstasy w Wielkiej Brytanii. Przywoził pigułki z Nowego Jorku od marca 1988 roku. W tamtym czasie 1 sztuka kosztowała 25 funtów, a ponieważ towar był super mocny, nabywcy zwykli dzielić pigułkę na dwie części. Właśnie nasz bohater był tym człowiekiem, który sprowadził cenę do wysokości 15 funtów. Było go na to stać. Kupował pigułki pakowane po 10000 sztuk, których rozprowadzenie zajmowało mu około tygodnia. Był głównym dostawcą m.in. w takich klubach, jak Sunrise lub Spectrum. Po pierwszych 6 tygodniach handlu zarobił na czysto 24 tysiące funtów.

Było jednak coś, co niekorzystnie wpływało na jego psyche. Ilekroć musiał gdzieś pojechać na dłużej niż dzień, fatalnie znosił zostawianie całego towaru w domu. Wreszcie, przy okazji jakiegoś wyjazdu postanowił umieścić źródło swoich dochodów w skrytce na stacji King Cross. Zostawił w torbie 4000 pigułek i wyjechał z lekkim sercem z Londynu. Kiedy wrócił do miasta natychmiast udał się do skrzynki. Gdy ją otworzył, z wrażenia omal nie dotknął szczęką podłogi. Skrytka była pusta z wyjątkiem małej karteczki, która przyjaźnie zerkała w stronę naszego dealera. Widniał na niej następujący napis: „Wszystkie skrytki są opróżniane co 24 godziny w celach bezpieczeństwa. Prosimy udać się do naszego biura celem odebrania bagażu”.

Roztrzęsiony, z kartką w ręku udał się do baru, aby przy kawie przemyśleć sprawę. Zastanawiał się, czy ma tam pójść i może jeszcze zapytać „Przepraszam, czy mógłbym odebrać moje 4 tysiące E”? Nie zdecydował się na ten krok i wcześniej zarobione pieniądze musiał przeznaczyć na spłatę swoich dostawców.

Gubić włosy z nerwów

Kate była inteligentną, aczkolwiek z lekka postrzeloną dziewczyną z zachodniego Londynu. Często wyjeżdżała do Tajlandii lub Goa i nabyła dość ekscentrycznego nawyku przywożenia najlepszej trawki z miejsca, w którym bawiła. Towar miała w zwyczaju przewozić w małych torebkach ukrytych w... dredach, które hodowała na swojej głowie. Taki łatwy i skuteczny sposób przemycania trawki napawał Kate niewysłowioną dumą. Przy czwartym lub piątym powrocie do Anglii, Kate właśnie podchodziła do celników na lotnisku Heathrow, kiedy wyjątkowo nieumiejętnie przytwierdzona torebka spadła jej z głowy... Szok dla wszystkich i dodatkowo 9 miesięcy więzienia dla Kate.

Samochód to bardzo niebezpieczny wynalazek

Pewnego razu był sobie dealer. Właściwie jeden z „największych”. Był zadowolony z życia, bo nie musiał ani wystawiać rachunków, ani nic kwitować, a pieniążki procentowały na koncie w banku. Skończył z tym zajęciem nie dlatego, że został nakryty przez policję, ale dlatego, iż pewnego poniedziałku wybrał się na zakupy z kolegą samochodem. Nasz bohater, po niezbyt uciążliwej jeździe, postanowił zaparkować na wyjątkowo wąskiej i zatłoczonej uliczce w londyńskim Soho. Kiedy po dobrych paru minutach manewrów udało mu się w końcu zmieścić między dwoma innymi samochodami ze zdziwieniem ujrzał policjanta, który z pewnym rozbawieniem zapytał, czy miałby coś przeciwko kontroli i rewizji.

Niestety, w portfelu obok pieniędzy ulokowanych było 500 działek LSD. W momencie, kiedy policjant informował posterunek, iż zamierza dokonać kontroli kierowcy i pojazdu, nasz bohater podał zawiniątko z narkotykami swojemu koledze, po czym wysiadł z samochodu. Policjant oczywiście nic przy nim nie znalazł, ale poprosił kolegę dealera żeby również wysiadł z samochodu. Kolega także okazał się „czysty” przyszła kolej na samochód. Tu również nie udało się znaleźć nic podejrzanego, zatem funkcjonariuszowi nie pozostało nic innego, jak puścić obu panów. Ci z kolei postanowili zrezygnować z zakupów i oddalić się z miejsca wydarzeń nieszczęsnym środkiem lokomocji. Kiedy w końcu ruszyli, dealer zapytał kolegę, co właściwie stało się z całym towarem. Słysząc w odpowiedzi, iż ten po prostu wyrzucił LSD przez okno, dealer ujrzał w lusterku kobietę schylającą się po jakieś zawiniątko i podającą je policjantowi.

Następnego ranka drzwi mieszkania dealera zostały wyważone. Do środka wtargnęło ośmiu policjantów z karabinami. Oczywiście poprzedniego dnia policjant spisał jego numery rejestracyjne. Ustalono miejsce zamieszkania. Kiedy okazało się, że w mieszkaniu nie ma żadnych narkotyków, nasz dealer zaproponował poranną herbatkę, czym bez wątpienia chciał przyczynić się do nawiązania nici sympatii. Nikt jednak nie miał ochoty na jej spróbowanie bojąc się, że może ona być z dodatkiem LSD. Być może całe to zdarzenie nie miałoby ostatecznego wpływu na decyzję o zmianie profesji, ale w jej podjęciu pomógł dealerowi „kolega”, który przy użyciu siły fizycznej starał się wymusić wysoką satysfakcję materialną za pomoc przy pozbyciu się towaru...

Możesz być swoim najgorszym wrogiem

Inny dealer właściwie sam sobie zawdzięcza nieszczęście. Z drobnego dostawcy towaru dla małej grupki znajomych wyrósł na dealera, zarządzającego całym magazynem, do którego frontowych drzwi ciągle ktoś pukał. Każdy wchodzący musiał uczestniczyć w swoistej ceremonii oczekiwania na swoją kolej. Fakt, że ów człowiek miał dużo pracy, niemniej jednak w nawyk wpadło mu pokazywanie innym jaki jest ważny.

Niestety (dla niego) nikt nie użył środków perswazji fizycznej, aby wyleczyć go z manii wielkości. Stało się coś znacznie gorszego. Któregoś dnia jeden z jego znajomych został zatrzymany i w momencie kiedy składał zeznania, na pager przyszła następująca wiadomość od Pana Ważnego: „Skontaktuj się ze mną, już wszystko dla ciebie podzieliłem”. Oczywiście policja ustaliła nadawcę wiadomości i po nalocie, w trakcie którego znaleziono całe masy kokainy, hery, trawy i pigułek, dealer trafił na 8 lat do więzienia.

Siła Diesla

Paru marynarzy dorabiało na boku, przemycając haszysz z kontynentu na wyspy brytyjskie. Towar ukrywali w niedostępnej dla celników części maszynowni i myśleli, że ta dodatkowa działalność przysporzy im znacznego majątku. Wszystko było piękne aż do rejsu, w trakcie którego źle zabezpieczona ropa zalała wszystkie narkotyki. Naszym marynarzom było szalenie trudno sprzedać haszysz wartości 45000 funtów, który niezbyt ładnie pachniał i dodatkowo miał fatalny zwyczaj eksplodowania w towarzystwie ognia.

Czy w dalszym ciągu jesteś zainteresowany handlem narkotykami? Oto kilka innych powodów, dla których warto zrezygnować z tego zajęcia:

- musisz często pracować do późnych godzin wieczornych;

- wszyscy będą ci wisieć jakąś kasę – przykro będzie widzieć, jak zatrudniasz paru osiłków aby obili twoich znajomych mówiąc: „Przepraszamy, ale Pan Ważny potrzebuje pieniędzy”;

- po krótkim czasie dostaniesz maniakalnej paranoi i skończysz ze wszystkimi swoimi przyjaciółmi – z drugiej strony chyba będzie cię stać, aby sobie kupić jacht, czy coś w tym stylu;

- po udanej karierze dealera przejdziesz na emeryturę i będziesz mieszkać w swoim wielkim domu w Miami w towarzystwie pistoletów i narkotyków. Niestety idylla się skończy pewnego dnia, gdy będziesz po raz dziesiąty pudrować sobie nosek kokainą i zobaczysz nad sobą zarośnięte twarze pomocników twoich byłych przyjaciół z Kolumbii, którzy bez zmrużenia oka wyślą cię na tamten świat;

- po tym pozostanie ci już tylko smażyć się wiecznie w piekle, niestety potrwa to całą wieczność – chyba, że wierzysz w Buddę. Wówczas narodzisz się na nowo jako mały insekt.

Christ

Oceń treść:

0
Brak głosów

Komentarze

xxx (niezweryfikowany)

te histrryjki nie wygladaja mi na zbyt prwadziwe :)

jk (niezweryfikowany)

te histrryjki nie wygladaja mi na zbyt prwadziwe :)

hrb (niezweryfikowany)

te histrryjki nie wygladaja mi na zbyt prwadziwe :)

vooda (niezweryfikowany)

te histrryjki nie wygladaja mi na zbyt prwadziwe :)

godmode (niezweryfikowany)

nie no bzdura, czy redaktorzy hyperreala juz nie maja co wrzucac na lamy i laduja txty zupelnie wyzssane z palca? a ja myslalem ze tu o powaznych rzeczach sie pisze...

herbie (niezweryfikowany)

nie no bzdura, czy redaktorzy hyperreala juz nie maja co wrzucac na lamy i laduja txty zupelnie wyzssane z palca? a ja myslalem ze tu o powaznych rzeczach sie pisze...

zewsząd i znikąd (niezweryfikowany)

Na mnie to zrobiło wrażenie pogadanki umoralniającej... Ale owszem, jest się z czego pośmiać.

randomness