Po co palisz

Niegdyś siekiery dymu zawieszano pod sufitami biur, gabinetów, barów i szpitali. Siwe smugi drażniąc spojówki, czyniły ludzi bardziej wylewnymi. Dzięki kojącemu efektowi tytoniu „człowiek czuje się lepiej nastawiony i bardziej skłonny do ustępstw – zaś ciągłe doprowadzanie do wzajemnych ustępstw jest tym, z czego żyje dyplomacja" twierdził Otto von Bismarck. Być może dlatego właśnie Okrągły Stół spowijała błękitna łuna, a premier Kopacz i prezydent Duda z papierosem nieobecni są tylko na wizji.

Tagi

Źródło

Vice.pl
Piotr Pardyka

Odsłony

1839

Niegdyś siekiery dymu zawieszano pod sufitami biur, gabinetów, barów i szpitali. Siwe smugi drażniąc spojówki, czyniły ludzi bardziej wylewnymi. Dzięki kojącemu efektowi tytoniu „człowiek czuje się lepiej nastawiony i bardziej skłonny do ustępstw – zaś ciągłe doprowadzanie do wzajemnych ustępstw jest tym, z czego żyje dyplomacja" twierdził Otto von Bismarck. Być może dlatego właśnie Okrągły Stół spowijała błękitna łuna, a premier Kopacz i prezydent Duda z papierosem nieobecni są tylko na wizji.

Jednak dla palaczy nastały trudne czasy. Fit moda nie cierpi dymu. Palacze nie trzymają tempa w maratonach. Trudniej im się skręca, gdy suną na rowerach. Czasem w lokalach, stłacza się ich w zaimprowizowanych gettach. Przyglądają się zabawie przez szklaną ścianę.

Pamiętam jeszcze czasy, gdy paczka szlugów chodziła po 3,5 zł. Gdy u starej peciary, co sklep miała na żółtych blokach, można było kupować szlugi na sztuki. Sprzedawała gówniarzom bez pytania. Inaczej ten z monopolu koło gimnazjum. On zawsze kazał piwo wynosić w plecaku. Starsi kumple, co nie śmierdzieli groszem, zbierali kiepy do słoika. W piwnicznej kanciapie organizowali degustacje. Prawdziwi kowboje z podwórka. W daszkach zamiast kapelusza.

Obecnie polowanie na niedopałki w zasadzie dotyczy tylko żulików. Społeczny wizerunek palacza zmienił się diametralnie. Niegdyś buntownicy, dziś dający sobą pomiatać konformiści. Wtedy wychodzili przed szereg, teraz co najwyżej na balkon albo przed bramę korporacji. W zimie spalić na szybko, bo piździ. Gorzej jeszcze, jak pracodawca potrąca z pensji. Co innego w parku, z kubkiem ze Starbucksa, w dzień słoneczny dołożyć chmurkę na bezobłoczne niebo. Albo u siebie – w czterech żółtych ścianach, z pożółkłą książką na kolanach.

Zaraz popłyniemy w statystki, liczby i obrazy. Wpierw jednak Witkacy: „Początek palenia przypada zwykle na okres pierwszych miłości, tzw. « weltszmerców» czyli mniej lub więcej uświadomionych przeżyć metafizycznych" (Narkotyki – niemyte dusze). Że coś jest na rzeczy, wie każdy, kto zapalił papierosa po. Albo nawijał głodne kawałki koleżankom, by do tego po się zbliżyć. Kto przed lustrem robił miny z papierosikiem w ust kąciku?

Skumulowane dane, pochodzące z USA, Chin i Indii, potwierdzają, że jeśli do 25 roku życia nie zapalisz, to od dymu jesteś praktycznie wolny. Nad Wisłą aż 91% wszystkich palących uzależniło się przed osiągnięciem granicy ćwierćwiecza. Toteż koncerny tytoniowe dbały o to, by ich oferta trafiała do właściwych adresatów. Im młodsi, tym lepsi. Byle tylko przemysł nie upadł, jak „populacja niewydająca potomstwa, która wkrótce wymrze" (dokument R.J. Reynolds Young Adult Smokers: Staretegies and Opportunities, 1984 rok). Krańcowym przykładem takiego podejścia było stworzenie dla potrzeb marki Camel niezbyt urodziwego dromadera. W latach 90. maskotka cieszyła się 91% rozpoznawalnością wśród amerykańskich 6-latków. Porównywalnym z Myszką Mickey.

Iain Gatley (Kulturowa historia tytoniu) podaje, iż na przełomie lat 70. i 80. jedna z firm konsultingowych radziła Philip Morris przeprowadzenie z młodzieżą „dyskretnych" wywiadów w miejscach letniego wypoczynku. Ich efektem była konstatacja, iż najlepiej uwodzi sponsoring koncertów rockowych i sportowych wydarzeń. Obecnie ze sportu tytoń wypchnięto niemal ze 100% skutecznością, choć jeszcze w 1994 sam tylko J.R. Reynolds przyznał się do wsparcia 2736 imprez. Ostatnią areną, której koncerny kurczowo się trzymają, jest Formuła 1. I to pomimo bana na promocje marki. Philip Morris dla przykładu przedłużył swój kontrakt z Ferrari na trzy kolejne lata. Widocznie wystarczy czerwono-biały bolid by robił za Marlboro-mobil.

Ale nie ma chyba co się tej decyzji dziwić. Na rozpoznawalność swoich flagowych marek koncerny tytoniowe pracowały latami. Dorota Mierzejewska, terapeutka uzależnienia nikotynowego z kliniki Free Forever, w rozmowie z nami podkreśliła, że to wskutek uzależnia całej ikonosfery, jednostce tak trudno wyrwać się z nałogu. Korporacje dwojąc się i trojąc, zaszczepiły popkulturze bakcyla nikotynizmu. A ta, choć,uporczywie pragnie rzucić, to wystawia nas wciąż na zaczadzone teksty.

Wspomniany Philip Morris, wiedział co robi, płacąc 42 tys. dolarów producentom „Supermana II" za wjebanie Człowieka ze Stali w reklamowy furgon Marlboro. Scena legendarna i prawdziwie złoty interes ubity na srebrnym ekranie. Wbrew literze komiksu, rozpaliły też Lois Lane. Trzy lata później, w 1983 r., Sylwester Stallone za palenie w pięciu kolejnych filmach krzyknął już sobie (bagatela) 500 tys. dolców. Tak się tworzy bohaterów. Bo i trudno sobie wyobrazić Jima Starka (James Dean wBuntowniku bez powodu), Catherine Tramell (Stone w Nagim instynkcie ), czyTylera Durdena (Pitt w Fight Clubie) bez papierosa. A przecież lista kinowych palaczy jest znacznie dłuższa.

Fajką zwykło się podkreślać niezależność, siłę, witalność i seksapil palącego bohatera. Czyli dokładne te cechy, których generalnie palacza palenie pozbawia. Przy tym nie różnicuje ze względu na płeć. Daje obietnice przyswojenia atrybutów pożądanych zarówno ze względu na ich (typową) „męskość", jak i „kobiecość". Tak sobie tłumacz.

Zresztą teraz nawet z filmu ćmiki są stopniowo rugowane. Disney poinformowała w marcu tego roku, że papierosy ostatecznie znikną ze wszystkich ich produkcji. Zakaz obejmuje także należące do koncernu studia Pixar, Lucas, a także uniwersum Marvell Comics. Dym ma jednak pozostać przywilejem postaci historycznych. Jaką siłę mogą mieć takie obrazy z przeszłości wie każdy, kto choć na chwilę wszedł w nostalgiczny świat Mad Mana.

Jednak za szczególnie symptomatyczny dla zjawiska eliminacji palenia ze srebrnego ekranu może uchodzić Thank You for Smoking (2005) Reitmana. Opowiedziana historia Nicka Neylora, rzecznika tytoniowego koncernu, jest tyleż zabawna co przewrotna. W jednej scen bohater zostaje porwany, a następnie chce się go uśmiercić ogromną ilością plasterków z nikotyną. Utarło się powtarzać że śmiertelna dawka tego jadu w formie czystej to około 60 mg (podanych doustnie). Tyle, co w 10 Camelach (lightach). Teza ta jednak zdaje się naukową matrioszką— zamiast drewnianych babulinek — przypisy. Wypalić (wypić?) nikotyny można znacznie więcej. Nie mniej, w „Dziękujemy za Palenie", choć gatki o papierosach Neylor ma gębę pełną, to na ekranie nie pojawia się ani jeden palony fajek.

Jak radzą sobie koncerny tytoniowe w świecie, w którym nie mogą się już promować? Walczą paczką i o paczki. Na rynku bowiem ciasno, a odsetek palaczy od dekady pozostaje mniej więcej stały. Dorota Mierzejewska zwraca uwagę, iż w 2003 roku 30% społeczeństwa żyło w „tytoniowym stresie" . Dekadę później 27%. Sukces?

Podłóg raportu GATS, pod wpływem „groźnych napisów" tylko 16.5% nałogowychpalaczy, rozważało rzucenie. Jako palacz przyznaję, że napis „Palenie zabija", najpierw bawił, potem drażnił, teraz stał się pustym hasłem. Koncerny prześcigają się bowiem w designerskim kunszcie. Paczki mają kusić i pozycjonować.

To też nie dziwi, że koncerny gotowe są iść na wojnę w obronie opakowań. Bo bliźniacze paczki wytrącają producentom jeden z najpotężniejszych oręży, jakim dysponują – tożsamość. W Australii, która w walce z paleniem odnosi sukcesy nieporównywalnie większe od Polski, pudełka ujednolicono w roku 2012. W ciągu dwóch lat branża odnotowała spadek dochodów rzędu 100 mln dolców. Zaś odsetek palaczy spadł 3%. Czy wzorowana na australijskiej ustawa brytyjskiej Izby Gmin zainspiruje Kontynent do przyjęcia podobnych rozwiązań? Zamiast siekiery dymu, pod sufitami unosi się mgła obaw. U nas być może szczególna. Bowiem Rzeczpospolita jest tytoniem syta i na europejskim rynku tytoniowym odgrywa rolę „przedmurza". W naszych granicach znajduje się 20% wszystkich fabryk, a branża tytoniowa pokrywa 8% wydatków budżetowych. I choć generowane koszty opieki zdrowotnej mogą przytłaczać (w 2004 był to 18 mld), to na profilaktykę władza się nie wykosztowuje, a nawet na niej oszczędza. Za to z żelazną konsekwencją śrubuje akcyzę.

Branża tytoniowa przez lata zdążyła zjeść zęby (czy może wypluć płuca) na naginaniu przepisów i omijaniu zakazów. Toteż, się reklamują. Niejednokrotnie przy tym dość spektakularnie. Chyba niedościgniony, póki co, jest w kraju Lucky Strike, który w 2012 na Openerze, za zakup fajek oferował przejażdżkę na diabelskim młynie. Jednak każdy szanujący się festiwal ma swój chillout room, kołysany dymem. Jak może nie pociągać tajemniczy, elitarny lokal w kształcie cube'a, do którego wstęp jest tylko dla wybranych? Tak to często wygląda. Czasem obecność marki ogranicza się tylko do stoiska z merchendaisem. Prezenty w stylu czapki, smycze, chińskie zegarki albo słuchawki. Szmelc nic nie wart.

No dobra, ale co z rzucaniem? Tutaj ja oraz (jak podaje Dorota Mierzejewska) 440 tys. innych łebków w Polsce, co roku żegnamy się z nałogiem. Na każdą setkę próbujących, ledwie czterem się udaje. Reszcie zostają powroty. Wiadomo, powroty nie są łatwe. Trzeba ponownie się „dotrzeć". Tak sobie tłumacz.

Prawda kryje się w prostym mechanizmie. Od momentu macha, do uczucia ulgi, mija dosłownie kilka sekund. Krew, mózg, receptory nikotynowe i już zastrzyk dopaminy powoduje, że obok smaku cudzych trampek w ryju, na gębie pojawia się banan – tylko że z czasem już taki przeleżały i niechciany.

Oceń treść:

Average: 9 (4 votes)

Komentarze

Anonim (niezweryfikowany)

.

Anonim (niezweryfikowany)

zaczne może od tego że nie tylko pale  ale i też lubie coś twardszego, a co za tym idzie marichuane pale zeby zrestartować organizm pomaga mi to bynajmniej.

Zajawki z NeuroGroove
  • Metoksetamina
  • Przeżycie mistyczne

Jak najbardziej pozytywnie - brałem już wcześniej dysocjanty i wiem czego można się po nich spodziewać. Zachęcam do przeczytania poprzednich raportów.

Jedynie ten werset pisany jest po wytrzeźwieniu. Cała reszta powstawała pod wpływem wyżej wymienionej mieszanki i mniej-więcej od połowy staje się bardzo dziwna. Podsumowanie znajdziesz na końcu.

 

Jak to się zaczęło?

  • Marihuana

Po pięcioletnim maratonie regularnej hiperwentylacji gandzi (najczęściej warszawskiej, niestety) do płuc wydawało mi się, że już zawsze będzie się świecił mały zielony neonik przed moimi oczyma. Nadszedł jednak czas, kiedy brak rutyny także stał się rytuną, ale tą jedyną, którą przyjęłam z entuzjazmem. Później jakoś tak wyszło, że nie było kiedy, albo za co, w każdym razie opaliłam już chyba cały zestaw fifek, jakie zalegały chałupie, zasiane niczym zalążki myśli. A potem nie wiedziałam dlaczego tak cholernie mi się dłużą te dwa miesiące przerwy, skoro nie jestem uzależniona...

  • Szałwia Wieszcza

A wiec na poczatek troche o salvii divinorum. Palilem ja wczesniej

okolo 10 razy, zawsze z fajki wodnej i czasem w dosc duzych ilosciach.

Zdarzylo mi sie np. zapalic na raz 2g. Niestety, poza duzym wyciszeniem,

zrelaksowaniem i cieplem nic nie czulem. Towar byl ok, jako ze moi

znajomi mieli po tym calkiem ciekawe jazdy. Jestem oporny :(

  • Amfetamina
  • Dekstrometorfan
  • Etanol (alkohol)
  • Kodeina
  • LSD-25
  • MDMA (Ecstasy)

Set & Settings: wolne mieszkanie gdzieś na mazurskim zadupiu. Nastroje pozytywne, jak zwykle. Ja pracuję, Lady A. wakacjuje w pełni.

Substancje przyjęte: w sumie w przeciągu niecałego tygodnia na dwie osoby zeszło jakieś 15 opakowań Antidolu, 3 kartony kwasu, 4 tabletki ecstasy, niecały gram słabej fety, 3 paczki Akodinu i duuużo alkoholu.

Wiek: 22

randomness