Walka o ogień - Wojny tytoniowe

30 procent Europejczyków to nałogowcy papierosów. Teoretycznie są w mniejszości. Ale tak się dziwnie składa, że w praktyce to oni narzucają swoje warunki niepalącej większości.

Tagi

Źródło

Bruce Crumley Time 13.01.2002 / Tygodnik Forum

Odsłony

4945
Lokal o nazwie "Le Chien Qui Fume" (Palący Pies) - posiada wszelkie atrybuty tradycyjnej paryskiej kawiarni: wąsatego właściciela stojącego za stylowym barem z ocynkowanym blatem, kanapki z szynką, piwo z pianką i niezliczone filiżanki kawy espresso. Jest też pies, wabiący się Pat, który nieustannie krąży w poszukiwaniu resztek ze stołu.

Obiad ciągnie się tu godzinami, a krótkie przerwy na kawę zamieniają się w pełną zadumy obserwację ludzi spieszących bulwarem Montparnasse. Atmosfera panująca w "Palącym Psie" wydaje się żywcem przeniesiona z jakiejś dawnej epoki. Podobnie jak gęste obłoki dymu tytoniowego wydmuchiwanego przez klientelę lokalu, radośnie lekceważącą przepisy z 1993 r., które ograniczają palenie w miejscach publicznych do specjalnie wydzielonych stref. W istocie, chwilami odnosi się wrażenie, że w "Palącym Psie" tylko pies nie pali papierosów.

- Z początku staraliśmy się przestrzegać nowych przepisów, tworząc wydzielone strefy dla palących i instalując systemy wentylacyjne. Wkrótce okazało się jednak, że palacze i tak siadają, gdzie im się podoba - wyjaśnia Catherine Pinet, jasnooka, pogodna współwłaścicielka kawiarni. Podobnie jak jej mąż Claude, pracujący za barem, Pinet dawno rzuciła palenie i chętnie pozbyłaby się tytoniowego dymu w swoim lokalu. Mówi jednak, że przyzwyczajenia klientów i przychody ze sprzedaży papierosów w wysokości 106 700 euro co miesiąc dyktują co innego.

- Przepisy nie są egzekwowane, a niepalący rzadko protestują, ludzie osiągnęli swoiste porozumienie, w myśl którego pewne miejsca, takie jak kawiarnie, bary i niektóre restauracje pozostają strefami dla palących - wyjaśnia. - Jeśli klient ma z tym problem, robimy wszystko, co w naszej mocy, aby znaleźć jakieś rozwiązanie. Ostatecznie jednak, jeśli dym komuś przeszkadza, to niepalący po prostu muszą opuścić lokal.

Zadyma w Europie

Około 32 proc. Francuzów pali. W 1993 r.wskaźnik ten wynosił 45 proc., ale palacze ciągle dyktują warunki w tym kraju. Mimo dziesięciu lat obowiązywania przepisów ograniczających palenie w miejscach publicznych, nielegalne zaciąganie się dymem na stacjach metra, w poczekalniach i lokalach gastronomicznych jest tak powszechne, że prośba o zgaszenie papierosa uważana jest za brak dobrych manier, a nawet przejaw agresji.

Francja nie jest bynajmniej wyjątkiem. Całą Europę spowija dym nikotynowy, powodując co roku więcej zgonów i chorób niż Czarnobyl. W samej tylko Unii Europejskiej choroby wywołane paleniem zabijają 500 tys. osób rocznie, zaś 10 proc. spośród ofiar stanowią bierni palacze.

W Niemczech pali 35 proc. ludności, a 300 osób umiera każdego dnia z powodu tego nałogu, jednak nieliczne przepisy ograniczające palenie w tym kraju są rzadko egzekwowane. Analogicznie, ponad jedna czwarta palących Brytyjczyków cieszy się stosunkowo dużą swobodą zaciągania się dymem w pubach i restauracjach. W Rosji, kraju gdzie do niedawna nie było żadnych obostrzeń w tym zakresie, pali 63 proc. mężczyzn - nikotyna jest wśród nich przyczyną co czwartego zgonu - a 400 tys. osób co roku umiera na choroby związane z używaniem wyrobów tytoniowych.

- W Europie panuje mocno zakorzeniona kultura, uznająca palenie za niezbywalne prawo i nieszkodliwy luksus, na który narzekają tylko mięczaki - mówi Christian Peschang, sekretarz generalny francuskiej Krajowej Komisji ds. Walki z Uzależnieniem od Tytoniu, która kontroluje stosowanie przepisów antynikotynowych. - To czyste szaleństwo.

W ostatnich dziesięcioleciach europejscy ustawodawcy podejmują działania zmierzające do ograniczenia palenia tytoniu w miejscach publicznych.

Jałowe pogróżki

Włochy uchwaliły pierwsze przepisy tego typu w 1975 roku. Londyński Zarząd Transportu Regionalnego wprowadził zakaz palenia w autobusach, w tym również na górnym pokładzie autobusów piętrowych, w lutym 1991 roku. W 2001 r. nawet rząd rosyjski przyłączył się do antynikotynowej krucjaty, uchwalając cały szereg przepisów zakazujących palenia w biurach i w środkach komunikacji publicznej oraz zabronił sprzedaży produktów tytoniowych osobom, które nie ukończyły 18 roku życia. Rosyjskie prawo zakazuje ponadto pokazywania czynności palenia w telewizji, filmie i teatrze, "o ile nie stanowi ona integralnej części wypowiedzi artystycznej".

Brzmi to nieźle, ale w praktyce przepisy te okazują się równie ulotne, co kółeczka z dymu. Jak zauważa Christian Peschang, w ciągu ostatnich 10 lat we Francji nie wymierzono ani jednej grzywny, do sądu nie skierowano ani jednego pozwu. Greckie i włoskie kodeksy są pełne martwych zapisów zakazujących palenia, będących niczym więcej jak jałowymi pogróżkami. - We Włoszech tworzenie nowych przepisów przychodzi z łatwością - ubolewa Angelo Pisani, prawnik z Neapolu, który wniósł zbiorowy pozew przeciwko koncernom tytoniowym. - Egzekwowanie ich to już zupełnie inna sprawa.

Jak nałogowiec z palcami pożółkłymi od tytoniu postanawiający po raz 20 rzucić palenie od nowego roku, tak samo Europa ponownie próbuje zająć się poważnie problemem papierosów. I być może - ale tylko być może - w tym roku plan się powiedzie.

Lekka smoła

Grecja wprowadza nowe, daleko idące ograniczenia w zakresie używania i reklamowania wyrobów tytoniowych, a senat włoski niedawno przegłosował podobną ustawę zaostrzającą przepisy obowiązujące dotychczas w tym kraju. Lata zaniechań ze strony rządów krajowych skłoniły również Komisję Europejską do podjęcia działań.

W grudniu 2002 r. Europejski Trybunał Sprawiedliwości - najwyższa instancja sądownicza w UE - utrzymał w mocy przepisy, mające wejść w życie w ciągu najbliższych dwóch lat. Wymuszone na producentach ograniczenie zawartości smoły i nikotyny w papierosach, doprowadzą do zwiększenia napisów ostrzegających o skutkach palenia dla zdrowia i zaostrzenia ich treści oraz uniemożliwią posługiwanie się takimi określeniami jak "mild" (łagodne) i "light" (lekkie) na opakowaniach tych wyrobów. Oznacza to, że najlepiej sprzedający się produkt koncernu R.J. Reynolds nie będzie już mógł się nazywać marlboro lights. Ministrowie zdrowia z krajów UE zatwierdzili też przepis, który zacznie obowiązywać za kilka miesięcy, zakazujący od 2005 r. reklamy papierosów w gazetach i czasopismach oraz sponsorowania przez koncerny tytoniowe międzynarodowych imprez sportowych, takich jak wyścigi samochodowe Formuły 1.

Może to i mało, ale te kroki prawne mogą okazać się ważne w mozolnej walce o wykorzenienie z życia Europejczyków akceptacji palenia jako czynności w gruncie rzeczy nieszkodliwej. Paradoksalnie Europejczycy, przyzwyczajeni do szerokich kompetencji państwa, są generalnie przeciwni wysiłkom legislacyjnym zmierzającym do zmiany nawyków związanych z paleniem, podczas gdy nieufni w stosunku do swojego rządu Amerykanie opowiedzieli się za restrykcyjnymi przepisami obwarowanymi surowymi karami. W istocie wielu Europejczyków żywi pogardę do pionierskich rozwiązań zastosowanych w Ameryce - takich jak wprowadzony w Nowym Jorku całkowity zakaz palenia w miejscach publicznych - uznając je za nadmiernie surowe i purytańskie.

Kopcą nawet dzieci

Na drzwiach paryskiej restauracji "Le Pichet" znajduje się napis o wyzywającej treści: "Tolerujemy niepalących". Klient w jednej z najstarszych londyńskich restauracji prosi kelnera o zwrócenie uwagi palaczom siedzącym przy sąsiednim stoliku, a w odpowiedzi kelner beszta go: Zachęcamy do palenia u nas, bo to potęguje przyjemność płynącą ze spożywania posiłku. Podczas przerwy w musicalu dla dzieci wystawianego na West Endzie w Londynie pięciolatki pędzą przez foyer wypełnione gęstymi kłębami dymu z papierosów palonych przez ich rodziców. Z kolei w Danii nie ma ograniczeń wiekowych przy zakupie produktów tytoniowych, dziesięcioletnie dzieci mogą więc palić wszędzie, gdzie zechcą, z wyjątkiem sali lekcyjnej. Nawet europejskie stadiony nie stanowią azylu dla niepalących, którzy zwykle wracają z meczów przesiąknięci dymem z niezliczonej liczby papierosów wypalanych na trybunach przez cały czas trwania zawodów.

Powoli jednak i z oporami, sytuacja ulega poprawie. Około 80 proc. firm brytyjskich dobrowolnie wprowadziło zakazy i ograniczenia palenia w miejscu pracy. Rewolucja ta objęła również Francję i dociera obecnie do Grecji. Na chodnikach przed ateńskimi biurowcami i szpitalami, gdzie zakazano palenia w październiku ubiegłego roku, stoją grupki pracowników, którzy wyszli "na dymka", a rzucane przez nich niedopałki tworzą sterty podobne do porcji makaronu na talerzu. Wewnątrz budynków powietrze jest jednak wolne od dymu. Nowe greckie przepisy antynikotynowe wywołują niesłabnący opór. - Ktokolwiek ma ochotę tu palić, może to robić, a jeśli ludziom się to nie podoba, mogą iść do McDonald\'sa - ostrzega właściciel tawerny w Atenach, Dimitris Papageorgiu. Jednak przepisy są egzekwowane. Nawet w tawernie Papageorgiu jest strefa dla niepalących. Na tej samej zasadzie, mimo że perony paryskiego metra, podłogi dworców kolejowych i lotnisk są wciąż usłane niedopałkami (popielniczki zostały usunięte), działacze antynikotynowi mówią, że wolą widok 10 palaczy łamiących przepisy niż 100, którzy dawniej palili w majestacie prawa.

Telemak Maratos, pisarz i rzecznik prasowy organizacji broniącej praw palaczy Eleftheria (Wolność), krytykuje nowe ograniczenia wprowadzone w Grecji, uznając je za wtrącanie się rządu do nie swoich spraw i niestosowne moralizatorstwo. - Te regulacje opierają się na założeniu, że Grecy są naiwni i potrzebują państwa-niańki, które będzie ich prowadziło za rączkę po ścieżce politycznej poprawności - mówi Maratos. - Tymczasem należymy do kategorii ludzi wyznających zasadę: "Żyj i pozwól żyć innym".

Albo umrzyj i pozwól umrzeć innym. Istotą funkcjonowania społeczności jest przecież akceptacja zasady, że swobody osobiste muszą być ograniczone w sytuacji, kiedy zaczynają szkodzić innym. A szkodliwość biernego palenia nie podlega już dyskusji.

Powszechne prawo do nałogu

Ostatecznie zdrowy rozsądek i upływ czasu mogą doprowadzić do osiągnięcia kompromisu w Europie. Pierwszym krokiem na tej drodze byłoby wysunięcie przez niepalącą większość żądania, aby prawo do czystego powietrza było respektowane. W zamian niepalący zgodziliby się na wydzielenie miejsc w niektórych barach lub pomieszczeniach restauracyjnych, gdzie palący mogliby się oddawać swojemu nałogowi. - Chcielibyśmy, aby palenie stało się czynnością wyjątkową, nie zaś czymś normalnym - mówi dr John Britton, profesor epidemiologii w Uniwersytecie Nottingham i specjalista chorób układu oddechowego.

Tymczasem w Paryżu, w "Palącym Psie", stały klient Ian Wilson nie ma złudzeń. Ani przepisy, ani niepisane porozumienie w sprawie palenia nie zmieniły znacząco panujących tu przyzwyczajeń. - Obrońcy przepisów twierdzą, że narzuciły one palaczom ograniczenie i nauczyły ich, że osoby wolne od tego nałogu też mają swoje prawa, ale ja nie podzielam tego optymizmu - mówi, wskazując ręką wnętrze zadymionej kawiarni.

Oceń treść:

0
Brak głosów

Komentarze

podszum (niezweryfikowany)

"Mimo dziesięciu lat obowiązywania przepisów ograniczających palenie w miejscach publicznych, nielegalne zaciąganie się dymem na stacjach metra, w poczekalniach i lokalach gastronomicznych jest tak powszechne, że prośba o zgaszenie papierosa uważana jest za brak dobrych manier, a nawet przejaw agresji. "

ile razy, wracajac pierwszym dziennymalbo ostatnim nocnym busem, jechalem z tymi pierdzielonym jaraczami tytoniu, ja pierdykam. schemat jaki znam(w-wa) jest taki: stoi sie na przystanku, albo- jesli to wiata- siedzi i czeka, jesli to jakis srodmiejski przystanek, to oczywiscie obok ciebiwe stoi jeszcze z 6 zmartnowanych osob, kazdy albo przysypia, albo rzuca jakies cyniczne uwagi, bo trzeba przyznac, ze ogolna zwalka, najczesciej alkholowa, zniecierpliwienie, zziebniecie itp sa wtedy wspolne dla wszystkich. Ale zawsze znajdzie sie wsrod takich przykladowych 6 osob jakas trojka, ktorych zjednoczy temat "sory stary masz moze fajka? ". potem nastepuje zenujaca wymiana informacji, kto ma mniej i dlaczego ile MUSI mu jeszcze zostac na wieczor, jutro, dla brata... no ale wsrod 3 osob znajdzie sie zawsze jakis konsekwentny jaracz z cala paczka, i kurwa obdzieli wszystkich, lacznie z tymi co nie chcieli, ale naraz uznali ze co tam, "raz se moge zapalic bo juz dlugo nie przyjezdza " no i z 6 osob jaraja 4. no i luz, jesli jestr wietrzyk, zwieje, ale jak siedzi sie w skuleniu w wiatce to jest grubum nietaktem zwrocenie takiemu dymiacemu stadu uwagi, znalezienie zawietrznej tez zwykle nic nie daje, a najgorsze, ze w takim ogolnym zmuleniu palacze razem z tymi fajkami wsiada do autobusu i wtedy sie zacznie jazda. w autobusie spia wszyscy oprocz kierowcy.
wsiadaja nowi z tytoniem, zasmradzaja zaly autobus, czasem pootwieraja okna ale zaraz zamkna po przeciez "pizdzi ". ci, co si eobudza, oczywiscie opieprza jaraczy, ale t nic nie da, jak beda uparci najwyzej skonczy sie na obrazaniu. albo co gorsza, tez poprosza, "bo skoro juz jebie ".. a poza tym, tez chca byc mlodziezowi.
wniosek- trzeba tlumic zapedy palaczy zanim zbija sie w kupe liczniejsza niz 2 osoby. potem nie ma szans na tlen.
a przeciez normalnie, za dnia- nie jaraliby w autobusie.

szatanowski buddysta (niezweryfikowany)

"Mimo dziesięciu lat obowiązywania przepisów ograniczających palenie w miejscach publicznych, nielegalne zaciąganie się dymem na stacjach metra, w poczekalniach i lokalach gastronomicznych jest tak powszechne, że prośba o zgaszenie papierosa uważana jest za brak dobrych manier, a nawet przejaw agresji. "

ile razy, wracajac pierwszym dziennymalbo ostatnim nocnym busem, jechalem z tymi pierdzielonym jaraczami tytoniu, ja pierdykam. schemat jaki znam(w-wa) jest taki: stoi sie na przystanku, albo- jesli to wiata- siedzi i czeka, jesli to jakis srodmiejski przystanek, to oczywiscie obok ciebiwe stoi jeszcze z 6 zmartnowanych osob, kazdy albo przysypia, albo rzuca jakies cyniczne uwagi, bo trzeba przyznac, ze ogolna zwalka, najczesciej alkholowa, zniecierpliwienie, zziebniecie itp sa wtedy wspolne dla wszystkich. Ale zawsze znajdzie sie wsrod takich przykladowych 6 osob jakas trojka, ktorych zjednoczy temat "sory stary masz moze fajka? ". potem nastepuje zenujaca wymiana informacji, kto ma mniej i dlaczego ile MUSI mu jeszcze zostac na wieczor, jutro, dla brata... no ale wsrod 3 osob znajdzie sie zawsze jakis konsekwentny jaracz z cala paczka, i kurwa obdzieli wszystkich, lacznie z tymi co nie chcieli, ale naraz uznali ze co tam, "raz se moge zapalic bo juz dlugo nie przyjezdza " no i z 6 osob jaraja 4. no i luz, jesli jestr wietrzyk, zwieje, ale jak siedzi sie w skuleniu w wiatce to jest grubum nietaktem zwrocenie takiemu dymiacemu stadu uwagi, znalezienie zawietrznej tez zwykle nic nie daje, a najgorsze, ze w takim ogolnym zmuleniu palacze razem z tymi fajkami wsiada do autobusu i wtedy sie zacznie jazda. w autobusie spia wszyscy oprocz kierowcy.
wsiadaja nowi z tytoniem, zasmradzaja zaly autobus, czasem pootwieraja okna ale zaraz zamkna po przeciez "pizdzi ". ci, co si eobudza, oczywiscie opieprza jaraczy, ale t nic nie da, jak beda uparci najwyzej skonczy sie na obrazaniu. albo co gorsza, tez poprosza, "bo skoro juz jebie ".. a poza tym, tez chca byc mlodziezowi.
wniosek- trzeba tlumic zapedy palaczy zanim zbija sie w kupe liczniejsza niz 2 osoby. potem nie ma szans na tlen.
a przeciez normalnie, za dnia- nie jaraliby w autobusie.

Zajawki z NeuroGroove
  • Marihuana
  • Przeżycie mistyczne

Nastawienie dość standardowe, nic specjalnego. Pozytywny nastój, nieco bardziej przmyśleniowy.

To co się stało na długo zapadnie w moją pamięć...

Pojechaliśmy wieczorem do ziomka bo miał wolną chatę, zapaliliśmy blanta i trochę posiedzieliśmy, w sumie nic ponad normę.

Odczucia wtedy mogę określić na 5/10 w mojej skali najarania. Towar miałem już kilka dni wcześniej w nieco większej ilości. Tego dnia pozbywaliśmy się ostatniej sztuki. Od początku mówiłem że ta odmiana mi się nie podoba, słabo pachniała i z wyglądu sprawiała wrażenie , że będzie conajwyżej przeciętnym buszkiem. Realia były nieco inne, paliliśmy ją kilka razy:

  • Dekstrometorfan
  • Katastrofa
  • Marihuana
  • Marihuana

Było super, genialny okres w moim życiu.

Jakieś trzy kwartały temu, dzień po dekszeniu, raczyłem się marihuaną i kodeiną. Mocno porobiony za szybko wstałem z łóżka i zemdlałem, dostając jeszcze ataku drgawek. Na szczęście ludzie na [h] mówili bzdury mówiąc, że to na pewno padaczka i będę miał częste ataki. Na nieszczęście, znów się doprowadziłem do takiego stanu i przeżyłem to ponownie.

Najpierw lufka i spacer, pół godziny później 135mg.

1.5 godziny później lufka, pół godziny później 135mg i lufka. Pół godziny później lufka.

  • Dekstrometorfan




Substancja: DXM (pierwszy raz)

Dawka: 450 mg na ok. 60 kg wagi ciała

Doświadczenia: było to dawno i nieprawda ;)

Settings: słoneczny początek września, sam w domu

Set: raczej nieciekawy, ale nie chcę się o tym rozpisywać

Czy dane doświadczenie zmieniło mnie w jakiś sposób: mam nadzieję, że nie :)


  • Adrenalina

...

...

randomness