Niepotrzebna wojna opiumowa

Niszczenie upraw maku w Afganistanie jest najprostszą drogą do tego, aby liczba ofiar śmiertelnych wśród znajdujących się tam zachodnich żołnierzy jeszcze wzrosła.

syncro

Kategorie

Źródło

The Washington Post / onet.pl

Odsłony

2754

Niszczenie upraw maku w Afganistanie jest najprostszą drogą do tego, aby liczba ofiar śmiertelnych wśród znajdujących się tam zachodnich żołnierzy jeszcze wzrosła. Był taki czas, kiedy Imperium Brytyjskie walczyło o prawo do sprzedaży opium w Chinach. Historycy ocenili tę wojnę jako szkodliwą i niszczycielską. Była to ich zdaniem bezwstydna bitwa kolonistów ze skolonizowanymi, która żadnej ze stron nie przyniosła niczego dobrego. Dziś NATO prowadzi walkę zmierzającą do wyeliminowania opium w Afganistanie. Tym razem cel jest więc ponoć inny. Według rządu brytyjskiego nielegalny handel prowadzony przez Afgańczyków stanowi poważne zagrożenie dla długotrwałego bezpieczeństwa, rozwoju i skutecznego zarządzania krajem. Szczególnie w sytuacji, gdy – jak się uważa – największymi beneficjentami sprzedaży narkotyku są talibowie.

Zachodnie rządy, przekonane, że tym razem ich działania są moralnie słuszne, wydają setki milionów dolarów na niszczenie pól makowych, tworzenie brygad antynarkotykowych oraz finansowanie upraw alternatywnych w Afganistanie. Rozpylanie chemikaliów może się rozpocząć już wiosną. Czy jednak możemy być pewni, że przyszli historycy nie ocenią tej batalii jako równie szkodliwej i niszczycielskiej co dawne wojny opiumowe?

Oczywiście w dzisiejszych czasach opowiadanie się za jakąkolwiek formą legalizacji upraw opiatów jest nie na miejscu. Przyjrzyjmy się jednak faktom. Afgański eksport opium stanowi obecnie od jednej do dwóch trzecich produktu krajowego brutto, w zależności od tego, czyim wyliczeniom dajemy wiarę. Najwięksi producenci są na południu kraju. Tam talibowie mają największe wpływy. I nic w tym dziwnego. Za każdym razem, gdy pole maku zostaje zniszczone, jakiś biedak staje się jeszcze biedniejszy i tym chętniej popiera talibów walczących przeciwko siłom Zachodu, które zdewastowały jego gospodarstwo. Zyski są niewielkie. Wielkość terenów przeznaczonych pod uprawę maku wzrosła w ostatnim roku o ponad 60 procent. Problem jest na tyle istotny, że prezydent Hamid Karzai nazwał opium "rakiem" gorszym niż terroryzm.

Niszczenie upraw może dodatkowo pogorszyć sytuację. Po pierwsze spowoduje szkody ekologiczne i zagrożenie dla zdrowia. Ponadto zrzucanie trujących chemikaliów przez zachodnie samoloty zostanie odebrane przez miejscową ludność jako atak militarny. Jednak najbardziej przygnębiającym aspektem afgańskiego kryzysu makowego jest sam fakt, że taki kryzys w ogóle ma miejsce. Bo nie musi. Aby to zrozumieć, przypatrzmy się historii Turcji. Kiedyś handel narkotykami również zagrażał politycznej i gospodarczej stabilności kraju. Podobnie jak w Afganistanie, w Turcji istniała długa tradycja uprawiania maku. Podobnie jak w Afganistanie, zachodziła obawa, że zniszczenie upraw maku doprowadzi do kryzysu rządowego. Podobnie jak Afganistan, Turcja (a był to czas "Midnight Express") postrzegana była jako główny dostawca heroiny sprzedawanej na Zachodzie. Podobnie jak w Afganistanie, próbowano wprowadzić zakazy i to się nie udało.

W rezultacie w 1974 roku Turcy – z pomocą Stanów Zjednoczonych i ONZ – zastosowali inną taktykę. Wprowadzili licencje na uprawy maku wykorzystywanego do produkcji morfiny, kodeiny i innych legalnych opiatów. W miejsce nielegalnych wytwórni powstały legalne fabryki. Rolnicy rejestrowali swoje uprawy i płacili podatki. Powyższych informacji nie znajdziemy w najnowszym raporcie Białego Domu na temat strategii antynarkotykowej. W dokumencie poświęcono kilka stron sytuacji w Afganistanie, ale o Turcji nie wspomniano. A przecież rząd amerykański wciąż wspiera turecki program. Wymaga nawet od amerykańskich firm farmaceutycznych, aby kupowały 80 procent tak zwanych "surowców narkotycznych" od dwóch tradycyjnych producentów – Turcji i Indii. Czy Afganistan nie mógłby dołączyć do tej listy?

Jedyne sensowne – w odróżnieniu od politycznie poprawnych motywów w rodzaju "powiedz: nie!" – argumenty przeciwko takiemu rozwiązaniu są natury technicznej. Słaba bądź w ogóle nieistniejąca kadra urzędnicza nie poradzi sobie lepiej z licencjonowaniem upraw maku niż z ich niszczeniem. Może się też okazać, że część surowców i tak dostanie się w ręce karteli narkotykowych. Mimo to niektóre z tych problemów można rozwiązać poprzez budowanie przetwórni działających lokalnie, w ramach miejscowych struktur władzy. I nawet jeśli taki program zdoła zmniejszyć handel narkotykami jedynie o połowę, to i tak ogromna część gospodarki Afganistanu wydostanie się z szarej strefy, a władza baronów narkotykowych zostanie ograniczona. I co najważniejsze, zachodnie pieniądze w sposób widoczny pomogą afgańskim rolnikom przetrwać, zamiast niszczyć ich źródło utrzymania.

Zdaniem dyrektora Senlis Council, organizacji badającej problem narkotyków w Afganistanie niszczenie upraw maku jest najprostszą drogą do tego, by liczba ofiar śmiertelnych wśród zachodnich żołnierzy jeszcze wzrosła. Poza tym może być naprawdę gorzej. Nietrudno sobie wyobrazić, że za dwa, trzy lata usłyszymy z ust prezydenta kolejną mowę wygłaszaną w krytycznej sytuacji. Będzie w niej przekonywał o konieczności zwiększenia sił militarnych w południowym Afganistanie, gdzie biedni wieśniacy, obróciwszy się przeciwko Zachodowi, tłumnie zasilają szeregi talibów. Zanim to nastąpi, może warto pozwolić na legalne uprawianie maku.

Oceń treść:

Brak głosów
Zajawki z NeuroGroove
  • Metoksetamina
  • Przeżycie mistyczne

Jak najbardziej pozytywnie - brałem już wcześniej dysocjanty i wiem czego można się po nich spodziewać. Zachęcam do przeczytania poprzednich raportów.

Jedynie ten werset pisany jest po wytrzeźwieniu. Cała reszta powstawała pod wpływem wyżej wymienionej mieszanki i mniej-więcej od połowy staje się bardzo dziwna. Podsumowanie znajdziesz na końcu.

 

Jak to się zaczęło?

  • MDMA (Ecstasy)
  • Pozytywne przeżycie

Był to drugi raz kiedy wziołem z znajomymi to bardzo ciekawą substancje jaką jest MDMA, lecz pierwszy raz nie był aż tak piękny.

Było nas razem 4 osoby: "Ma"(Ja) Waga: 65kg (Mężczyzna) | "Ad" Waga: ok 60kg (Kobieta) | "Hi" Waga: ok 65/70kg (Meżczyzna) | Ka (Meżczyzna) nie brał tej substancji tylko inną. Wszyscy mieliśmy po 17lat, znamy się od 1 klasy podstawowej i wszyscy się bardzo dobrze znamy i lubimy wiec taka ekipa to coś pięknego na tak wspaniałego tripa.

  • DOI


DOI

Dawka: ok. 2,5 mg

Waga:63 kg

Metoda przyjęcia: Doustnie

Wcześniejsze doświadczenia z tą substancją: Brak

Set & Setting: Lekki kac po imprezie z dnia poprzedniego, dobry humor i nastawienie, pusty żołądek



Wstałem lekko skacowany. Skacowany po imprezie ziołowo-alkoholowo-tussipectowej. Nie było jednak tak źle. Przywitałem się z moją kobietą, która spała koło mnie. Umyłem oczka, ząbki i paszki.


  • 2C-B
  • Amfetamina
  • Grzyby halucynogenne
  • LSD-25
  • MDMA
  • Tripraport

Głównie we własnym mieszkaniu z bliską osobą.

Jest to kilka raportów, a raczej historia doświadczeń z całą grupą substancji, dlatego wstępne informacje o dawce itd. różnią się . 

randomness