Niepotrzebna wojna opiumowa

Niszczenie upraw maku w Afganistanie jest najprostszą drogą do tego, aby liczba ofiar śmiertelnych wśród znajdujących się tam zachodnich żołnierzy jeszcze wzrosła.

syncro

Kategorie

Źródło

The Washington Post / onet.pl

Odsłony

2764

Niszczenie upraw maku w Afganistanie jest najprostszą drogą do tego, aby liczba ofiar śmiertelnych wśród znajdujących się tam zachodnich żołnierzy jeszcze wzrosła. Był taki czas, kiedy Imperium Brytyjskie walczyło o prawo do sprzedaży opium w Chinach. Historycy ocenili tę wojnę jako szkodliwą i niszczycielską. Była to ich zdaniem bezwstydna bitwa kolonistów ze skolonizowanymi, która żadnej ze stron nie przyniosła niczego dobrego. Dziś NATO prowadzi walkę zmierzającą do wyeliminowania opium w Afganistanie. Tym razem cel jest więc ponoć inny. Według rządu brytyjskiego nielegalny handel prowadzony przez Afgańczyków stanowi poważne zagrożenie dla długotrwałego bezpieczeństwa, rozwoju i skutecznego zarządzania krajem. Szczególnie w sytuacji, gdy – jak się uważa – największymi beneficjentami sprzedaży narkotyku są talibowie.

Zachodnie rządy, przekonane, że tym razem ich działania są moralnie słuszne, wydają setki milionów dolarów na niszczenie pól makowych, tworzenie brygad antynarkotykowych oraz finansowanie upraw alternatywnych w Afganistanie. Rozpylanie chemikaliów może się rozpocząć już wiosną. Czy jednak możemy być pewni, że przyszli historycy nie ocenią tej batalii jako równie szkodliwej i niszczycielskiej co dawne wojny opiumowe?

Oczywiście w dzisiejszych czasach opowiadanie się za jakąkolwiek formą legalizacji upraw opiatów jest nie na miejscu. Przyjrzyjmy się jednak faktom. Afgański eksport opium stanowi obecnie od jednej do dwóch trzecich produktu krajowego brutto, w zależności od tego, czyim wyliczeniom dajemy wiarę. Najwięksi producenci są na południu kraju. Tam talibowie mają największe wpływy. I nic w tym dziwnego. Za każdym razem, gdy pole maku zostaje zniszczone, jakiś biedak staje się jeszcze biedniejszy i tym chętniej popiera talibów walczących przeciwko siłom Zachodu, które zdewastowały jego gospodarstwo. Zyski są niewielkie. Wielkość terenów przeznaczonych pod uprawę maku wzrosła w ostatnim roku o ponad 60 procent. Problem jest na tyle istotny, że prezydent Hamid Karzai nazwał opium "rakiem" gorszym niż terroryzm.

Niszczenie upraw może dodatkowo pogorszyć sytuację. Po pierwsze spowoduje szkody ekologiczne i zagrożenie dla zdrowia. Ponadto zrzucanie trujących chemikaliów przez zachodnie samoloty zostanie odebrane przez miejscową ludność jako atak militarny. Jednak najbardziej przygnębiającym aspektem afgańskiego kryzysu makowego jest sam fakt, że taki kryzys w ogóle ma miejsce. Bo nie musi. Aby to zrozumieć, przypatrzmy się historii Turcji. Kiedyś handel narkotykami również zagrażał politycznej i gospodarczej stabilności kraju. Podobnie jak w Afganistanie, w Turcji istniała długa tradycja uprawiania maku. Podobnie jak w Afganistanie, zachodziła obawa, że zniszczenie upraw maku doprowadzi do kryzysu rządowego. Podobnie jak Afganistan, Turcja (a był to czas "Midnight Express") postrzegana była jako główny dostawca heroiny sprzedawanej na Zachodzie. Podobnie jak w Afganistanie, próbowano wprowadzić zakazy i to się nie udało.

W rezultacie w 1974 roku Turcy – z pomocą Stanów Zjednoczonych i ONZ – zastosowali inną taktykę. Wprowadzili licencje na uprawy maku wykorzystywanego do produkcji morfiny, kodeiny i innych legalnych opiatów. W miejsce nielegalnych wytwórni powstały legalne fabryki. Rolnicy rejestrowali swoje uprawy i płacili podatki. Powyższych informacji nie znajdziemy w najnowszym raporcie Białego Domu na temat strategii antynarkotykowej. W dokumencie poświęcono kilka stron sytuacji w Afganistanie, ale o Turcji nie wspomniano. A przecież rząd amerykański wciąż wspiera turecki program. Wymaga nawet od amerykańskich firm farmaceutycznych, aby kupowały 80 procent tak zwanych "surowców narkotycznych" od dwóch tradycyjnych producentów – Turcji i Indii. Czy Afganistan nie mógłby dołączyć do tej listy?

Jedyne sensowne – w odróżnieniu od politycznie poprawnych motywów w rodzaju "powiedz: nie!" – argumenty przeciwko takiemu rozwiązaniu są natury technicznej. Słaba bądź w ogóle nieistniejąca kadra urzędnicza nie poradzi sobie lepiej z licencjonowaniem upraw maku niż z ich niszczeniem. Może się też okazać, że część surowców i tak dostanie się w ręce karteli narkotykowych. Mimo to niektóre z tych problemów można rozwiązać poprzez budowanie przetwórni działających lokalnie, w ramach miejscowych struktur władzy. I nawet jeśli taki program zdoła zmniejszyć handel narkotykami jedynie o połowę, to i tak ogromna część gospodarki Afganistanu wydostanie się z szarej strefy, a władza baronów narkotykowych zostanie ograniczona. I co najważniejsze, zachodnie pieniądze w sposób widoczny pomogą afgańskim rolnikom przetrwać, zamiast niszczyć ich źródło utrzymania.

Zdaniem dyrektora Senlis Council, organizacji badającej problem narkotyków w Afganistanie niszczenie upraw maku jest najprostszą drogą do tego, by liczba ofiar śmiertelnych wśród zachodnich żołnierzy jeszcze wzrosła. Poza tym może być naprawdę gorzej. Nietrudno sobie wyobrazić, że za dwa, trzy lata usłyszymy z ust prezydenta kolejną mowę wygłaszaną w krytycznej sytuacji. Będzie w niej przekonywał o konieczności zwiększenia sił militarnych w południowym Afganistanie, gdzie biedni wieśniacy, obróciwszy się przeciwko Zachodowi, tłumnie zasilają szeregi talibów. Zanim to nastąpi, może warto pozwolić na legalne uprawianie maku.

Oceń treść:

Average: 6.5 (6 votes)
Zajawki z NeuroGroove
  • Inne
  • Kratom
  • Pierwszy raz

Wyjazd do Holandii, koniec upalnego lata i całkiem miłe towarzystwo na codzień.

Jako że na tej stronie nie ma jeszcze raportu o tej roślinie, postanowiłem podzielić się swoimi przeżyciami w związku z jej używaniem.

 

 

Ten test miał miejsce podczas mojego pobytu zarobkowo-rekreacyjnego w Holandii. 

Plan był taki, żeby spędzić w kraju tulipanów miesiąc, pracując dwa tygodnie i dwa tygodnie wydając zarobione pieniądze.

 

 

I tak oto w momencie gdy miałem zacząć już wydawać te uciułane pareset euro w naszym domku pojawił się nowy współlokator. 

  • Odrzucone TR
  • Szałwia Wieszcza

Dobry humor, spokój, opanowanie. Miejsce: Duży biały pokój z kolorowymi kafelkami.

Wszystko zaczęło się około godziny 17, postanowiliśmy zapalić ową szałwie, jednak ostatnim razem wyrzuciliśmy lufkę, a więc z braku czasu i pomysłu, wzięliśmy butle (0,7l).

Gdy wszystko było już przygotowane, ja położyłam się wygodnie na łóżku z butelką w ręce - zaczęłam palić, trzymałam jak najdłużej dym w płucach, coś około 20 sekund i wypuszczałam powoli, tak trzy razy. 

  • LSD-25
  • Pozytywne przeżycie

pozytywne nastawienie, w otoczeniu dwóch bliskich mi i zaufanych osób, wyjście do muzeum

Wiele razy zabierałam się do napisania trip raportu po spróbowaniu nowych używek (z mniejszą czy większą korzyścią dla mnie), jednak mam wrażenie że im bardziej człowiek w to wsiąka, tym w jakiś sposób mniej ‘wyjątkowe’ wydają się wszystkie kolejne okoliczności. Precyzując co mam przez to na myśli: odwrotnie proporcjonalnie do ilości nabywanych doświadczeń coraz mniej analizuje się na czym polegają nowe doznania, a bardziej po postu je przeżywa, tak po prostu będąc tu i teraz. A przynajmniej tak działa to w moim przypadku.

  • Narkoza
  • Retrospekcja

Zapalenie wyrostka.

Wiek w momencie doświadczenia: 12+(?)lat

Będzie to opis nie tylko efektu działania narkozy na mój małoletni wówczas mózg, ale przy okazji pewnego fenomenu zdarzającego się mi od dzieciństwa, jeszcze przed tym pierwszym zabiegiem chirurgicznym. Sam w sobie jest już niezwykły, a o tyle bardziej, że żaden ze znanych mi sposobów prócz narkozy go nie wywołał. Jeśli już się zdarza to spontanicznie nocą, o czym przy końcu, teraz skupie się na historii zabiegu, i tego czego doświadczyłem, czyli opisie samego fenomenu.