REKLAMA




Salvia Velada: uczestnicząc w tradycyjnej ceremonii Mazateków (zdjęcia)

Ilustrowana relacja ze współczesnej ceremonii szałwiowej, odbywającej się w regionie pochodzenia rośliny. Polecamy!

Tagi

Źródło

Vice US
tekst: Hamilton Morris
zdjęcia: Danilo Parra

Tłumaczenie

pokolenie Ł.K.

Odsłony

1303

W nocy 2 czerwca 2016 wyruszyłem do lasów na północ od Huautla de Jiménez, miasta w stanie Oaxaca, w poszukiwaniu Salvii divinorum. Ubrany byłem poncho i sombrero w stylu vaquero (kowbojskim), a moja lewa dłoń ukryta była wewnątrz ceremonialnej konchy. Moja trasa przecinała wiele prywatnych posiadłości, toteż psy z małych domów zasłoniętych przez drzewa szczekały głośno i nieprzerwanie. Wspiąłem się na wzgórze i ujrzałem tam rośliny, najpierw kilka rozrzuconych to tu, to tam, wyrastających z wilgotnej gleby przy potoku, a potem, gdy wspiąłem się wyżej, całe ich tuziny rosnące w ogromnym skupisku.

Gdy uprawia się ją w pomieszczeniach, z sadzonek, szałwia wieszcza ma tendencję do przybierania chorowitego wyglądu: jej liście opadają często i bez ostrzeżenia, a czworokątna łodyga łatwo łamie się, gdy roślina osiągnie więcej niż kilka stóp wysokości. Te, które widziałem w Huautla, wyglądały jednak inaczej: były prawie tak wysokie jak ja, z grubymi łodygami i dużymi, starymi liśćmi podziurawionymi przez owady. Postępując zgodnie z instrukcjami starszej curandery (uzdrowicielki i szamanki), która wysłała mnie do tego lasu w tradycyjnym stroju Mazateków, prawą ręką (lewa ciągle spoczywała wewnątrz konchy) zrywałem jeden liść po drugim tak długo, aż zebrałem ich 30.

Trzymając liście wróciłem do domu szamanki w Huautla i wszedłem do pokoju ceremonii, małej izby ozdobionej katolickimi ikonami. Szamanka posadziła mnie w małym drewnianym krześle i zaczęła śpiewać w języku Mazateków, myjąc liście w misce z wodą. Potem zaczęła zwijać je w ciasne ruloniki, złożone z jednego lub dwu liści, w zależności od ich wielkości. Podawała mi je, a ja zjadłem je w skupieniu i bez słowa. Liście były gorzkie, ale nie nazbyt, toteż mogłem żuć je powoli i dokładnie przed połknięciem, aby upewnić się, że miały dłuższy kontakt z błoną śluzową w moich ustach.

Dwanaście minut po tym, jak włożyłem do ust pierwszy liść, poczułem efekty: Zacząłem się pocić, a moje ciało zaczął przenikać rytm, który sprawił, że zacząłem kołysać się na krześle w przód i w tył. Szamanka nadal zwijała liście i mi je podawała, a ja je zjadałem. W ciągu 21 minut przeżułem i połknąłem osiem ruloników, w sumie dziesięć liści, aż szamanka uznała, że zjadłem ich wystarczającą ilość i przestała je przygotowywać. Moje zęby i wargi były mocno zabarwione chlorofilem i bardzo chciałem napić się wody, ale nie poprosiłem o nią, ponieważ czułem się nieswojo na myśl o przerwaniu jej zaklęć.

Przez dwie i pół godziny siedziałem i słuchałem szamańskiej velady (czuwania), nie rozumiejąc sensu jej słów, ale czując się poruszony do głębi powagą rytuału i jej szacunkiem dla rośliny. Mój słuch pozostał całkowicie niezaburzony, a nawet wzmocniła się jego czułość, ale owładnęły mną dziwne halucynacje cielesne, czułem moc emanująca ze spirali muszli, którą wciąż trzymałem w ręku. Różowe i niebieskie wstążki szamańskiej huipil (tradycyjny strój) jasno lśniły, a zamykając oczy widziałem, jak rosną rośliny Salvii divinorum - z każdego węzła łodyg wyrastały teleskopowo, w niekończących się cyklach, kolejne, niczym gardłowe szczęki mureny.

Szamanka masowała mnie i nacierała moje ciało zielonym tytoniem, potem tańczyliśmy razem w świetle księżyca. Trzy godziny po tym, jak zacząłem żuć liście, wciąż nie byłem trzeźwy, jakkolwiek byłem w stanie rozumować na tyle klarownie, by zadziwił mnie czas trwania efektów szałwii. Zazwyczaj doświadczenie trwa tylko około godziny. O 4 rano poczułem, że niezależnie od mojego stanu — czas już na mnie. Wychodząc, zobaczyłem, jak szamanka robi zdjęcia Salvii divinorum rosnącej w słońcu. Jej mąż poprosił mnie, byśmy wymienili się ponchami, a ja oddałem mu sombrero i konchę. Cztery godziny i dziesięć minut po tym, jak odczułem pierwsze skutki, wciąż pozostawałem w odmiennym stanie świadomości, ale byłem w stanie pójść spać. Mąż szamanki zapewnił mnie, że będę miał tej nocy wyraziste sny, ale mój sen był czarny i pozbawiony marzeń.

Oto kilka zdjęć z ceremonii wraz z objaśnieniami:


Kobieta przechodząca przez ulicę w Huautla de Jiménez w stanie Oaxaca.

Do niektórych stanowisk szałwii w regionie dotrzeć można jedynie na grzbiecie osła.

Morris zbiera liście z dziko rosnącej szałwii wieszczej.

Morris obserwuje, jak szamanka rozciera świeże liście na skale za pomocą tłuczka.

Szamanka przenosi miąższ liści do tykwy, mieszając go z wodą i zlewając następnie do styropianowego kubka.

Jeden z dwóch ceremonii polega na żuciu szałwii, podczas gdy druga, na piciu sporządzonej z niej herbaty.

Mąż szamanki pomaga Morrisowi zlokalizować i wybrać liście potrzebne do ceremonii.

Szamanka rozciera w celach leczniczych zielony tytoń na dłoniach Morrisa, gdy jest on pod wpływem szałwii.

Gdy szałwiowe doświadczenie osiąga swój szczyt, Morris nie jest już w stanie siedzieć na krześle i kładzie się na betonowej podłodze.

Po ceremonii mąż szamanki poprosił Morrisa o wymienienie się ponchami.

Oceń treść:

Average: 8.2 (12 votes)
Zajawki z NeuroGroove
  • LSD-25
  • Pierwszy raz

stary rezerwat dębowy

A więc zaczęło się, piękna kwietniowa pogoda, wypożyczony pokój w akademiku służącym do kwaterunku studentów odbywających zajęcia terenowe. Nas kilku, zebranych by móc celebrować przejście przeze mnie 23 roku życia. Od dawna marzyłem o kwasie. Był on dla mnie mistyczną niewiadomą, substancją, która jako jedyna ciągnęła mnie do Siebie z mocą tysiąca uzależnień, niczym zakazany owoc Ewę. Jednakże nie chciałem przechodzić przez to sam. Zaprosiłem przyjaciół, trójka z nas zamierzała się oddać tej przyjemności.

  • LSD-25

Doświadczenie – jointy od 1 liceum w dużych ilościach , od 2 roku studiów pełne spektrum psychodeli:) extasy, amfetamina, lsd , kokaina




Chciałem wam opisać absolutny szczyt mojego pędu ku samodestrukcji. Totalne apogeum wygrzania, do którego tej felernej nocy z całą świadomością ja i mój przyjaciel dążyliśmy. Imperatyw był jeden zniszczyć się , nie ważne jak i nie pytajcie po co:).


  • Benzydamina
  • Coleus Blumei
  • Dekstrometorfan
  • Diazepam
  • Dimenhydrynat
  • DOM
  • Etanol (alkohol)
  • Gałka muszkatołowa
  • GBL (gamma-Butyrolakton)
  • Klonazepam
  • Kodeina
  • Marihuana
  • Metoksetamina
  • Metylon
  • Miks
  • pFPP
  • Powoje
  • Zolpidem

Nastawienie - długo oczekiwane spotkanie z hajpowymi ćpakami, humor znakomity. Początkowo ładna pogoda, piękne okolice jury krakowsko-częstochowskiej. Sympatyczna atmosfera.

Już rok temu w Dexeleet padł pomysł zorganizowania zbiorowego tripa. Niestety, jak to zwykle bywa – niesubordynacja wzięła górę i skończyło się na chęciach. W tym roku ja i CosmoDo postanowiliśmy wziąć sprawy w swoje ręce. Konkrety ustaliliśmy jak zwykle na ostatnią chwilę, jednak nie miało to większego znaczenia. Chętnych było wielu, lecz większość wykruszyła się z różnych powodów. Na placu boju pozostała nas siódemka.

  • Dekstrometorfan


No więc minęły 3 tygodnie od pierwszej 450... Sobota 6.12.2003


randomness