Niewolnice na wybiegu

Topmodelka Karen Mulder leży w szpitalu w stanie śpiączki po przedawkowaniu narkotyków. Marna to przestroga dla młodzieży: miejsce pięknej i bogatej Holenderki chcą zająć tysiące dziewcząt z całego świata, gotowych złożyć swoje ciała na ołtarzu mody.

Tagi

Źródło

tygodnikforum.onet.pl
LISA ARMSTRONG

Odsłony

6074
Russell Marsh, szef naboru do pokazów w słynnym domu mody Prada, codziennie otrzymuje blisko sto e-maili od agentów z Rosji, Słowenii czy Malibu. Listów od dziewcząt, które chcą zostać modelkami, nawet nie liczy. Mimo pogłosek o niebezpieczeństwach dla wielu młodych osób wciąż jest to wymarzone zajęcie, synteza urody i bogactwa na miarę XXI wieku.

Tymczasem biedna Karen Mulder spada ze szczytu, na który wspięła się osiem lat temu. Tym, którzy - jak wszyscy ludzie związani z modą - cierpią na krótką pamięć, przypomnijmy, że piękną Holenderkę uważano za prawdziwy talent, a nie tylko za jedną z gwiazdek odnoszących krótkotrwałe sukcesy. Nie należała do tzw. pierwszej fali: wielkiego wysypu topmodelek, już właściwie legendarnych: Christy Turlington, Naomi Campbell, Tatiany Patiz, Cindy Crawford, Lindy Evangelisty... Była jednak przez dobrych parę lat ważną postacią na rynku mody, podpisała kilka niezwykle lukratywnych kontraktów reklamowych, a jej twarz ozdobiła kilkadziesiąt okładek "Vogue\'a".

Alkohol, prochy, depresje

Plotki o problemach psychicznych Mulder krążyły od dawna. Leczyła się z depresji w rozmaitych klinikach. W 2001 r. w telewizji francuskiej oskarżyła o gwałt jednego ze swych krewnych oraz księcia Monako Alberta, po czym natychmiast wycofała te pomówienia. Nie popadając w przesadną świętoszkowatość, stwierdzić jednak należy, że praca modelek faktycznie może pociągać za sobą różnorodne zaburzenia, począwszy od nerwic pokarmowych, uzależnienia od narkotyków i alkoholu, a skończywszy na braku umiejętności budowania trwałych relacji, nie tylko z ludźmi, ale nawet z pieskami kanapowymi (jak się okazuje, potrzebują one zbyt wiele troski).

Modelka Amy Wesson była na jednej z sesji zdjęciowych tak nieprzytomna po dawce heroiny, że stylista obłożył ją sztywnymi poduszkami, byle tylko usiedziała - tak bardzo zależało mu na zdjęciach. Kate Moss wylądowała w ośrodku odwykowym, bo przesadziła z przyjęciami oraz - jak sama później przyznała - dlatego że przez dziesięć lat nie pojawiała się na wybiegu trzeźwa. Karen Elson pisała niedawno w "Vogue" o swoich problemach z jedzeniem: "Zbyt wiele ode mnie oczekiwano, byłam przepracowana. Dwa razy w tygodniu przemierzałam w tę i z powrotem Atlantyk albo leciałam do Hongkongu, RPA, Paryża, by znów wrócić do Nowego Jorku, w bardzo krótkim czasie". Miała wtedy 18 lat. Im mniej mówi się dziś o Naomi Campbell, tym chyba lepiej. Wystarczy wspomnieć, że "odkryto" ją, kiedy miała 15 lat. Gdy świat mody jej potrzebował, traktowano ją jak boginię, kiedy popularność spadła, wyzywano od najgorszych. Linda Evangelista ma za sobą kilka nieudanych związków, szeroko komentowany okres "otyłości" oraz powrót na wybiegi w wieku 36 lat. Swoje wzloty i upadki miały nawet takie sławy jak Cindy Crawford czy Christy Turlington.

Autor książki: "Model: The Ugly Business of Beautiful Women" (Modelki: brzydki biznes pięknych kobiet), amerykański dziennikarz Michael Gross, opisuje ten światek na dwóch poziomach: "Na wyższym poruszają się supermodelki, takie jak Naomi Campbell. Rozpieszczane stworzenia, wpuszczane wprost do słodkich wód sukcesu, nie znające goryczy i grozy wielkiego oceanu. Na niższym defilują początkujące modelki oraz te, które nigdy nie wypłyną z mętnych, niebezpiecznych toni". Wyrażenie "mętne tonie" to eufemizm. W rzeczywistości mamy tu bowiem do czynienia z alfonsami, dilerami narkotyków i gangsterami piorącymi brudne pieniądze. Wszyscy działają pod płaszczykiem agencji modelek: zarówno w Mediolanie jak i w Europie Wschodniej. Stanowią mniejszość, ale są stale obecni.

Droga przez mękę

Nie pamiętam już dokładnie, kiedy przestałam zazdrościć modelkom, a zaczęłam wobec nich odczuwać litość. Stało się to chyba po przyjściu na świat moich córek: wówczas te mityczne superkobiety zaczęły mi się jawić jako symbol złych nawyków czy zmęczenia sukcesem. Przez woal wspaniałej kariery przedostają się czasem sygnały świadczące o tym, że świat modelki nie jest taki cudowny. Kate Moss opowiadała podczas sesji o swoim bezgranicznym poczuciu osamotnienia, jakiego doznawała jeszcze u progu swej kariery. Przez pięć długich dni siedziała na plaży w otoczeniu nieznajomych (fotografa, makijażysty, stylisty, asystentów...). Większość z nich była od niej starsza o 20 lat i nie miała ochoty na prowadzenie rozmowy w języku angielskim. Dopiero gdy Kate Moss stała się "rozpieszczonym stworzeniem", zdobyła przyjaciół i wiedziała, komu może zaufać. Inna znana modelka, Erin O\'Connor (gdyby jeszcze trochę schudła, wyglądałaby na ciężko chorą osobę), usłyszała niedawno od jednego z projektantów, że za bardzo przytyła, aby móc prezentować jego kreacje w tym sezonie.

Sesje fotograficzne to późniejszy etap. Najpierw dziewczęta czeka "droga przez mękę": od jednego zblazowanego redaktora mody do drugiego. Każdemu trzeba pokazać portfolio ze zdjęciami i przekonać go do współpracy. Kate Moss chadzała nawet na osiem takich spotkań dziennie. Casting do pokazu mody jest jeszcze gorszy: czasem trzeba się rozebrać do majtek i paradować na zaimprowizowanym wybiegu przed grupą obcych ludzi, którzy oceniają potencjał fizyczny modelek z emocjonalnym zaangażowaniem dyrektora rzeźni.

Lolitki na pożarcie

To nie konkurs talentów, to loteria, w której szczęśliwe numery wybierają uzależnieni od narkotyków, kapryśni mizogini (bo jak inaczej nazwać tłustego projektanta w średnim wieku, odsyłającego młodą, szczupłą dziewczynę na kurację odchudzającą?). Splendor jest tylko pozorem. Sesję zdjęciową na gondoli w Wenecji można uznać za fajną przygodę, ale takie okazje zdarzają się wyjątkowo. Większość sesji organizowana jest w spartańskich warunkach podmiejskich magazynów. Modelka może uważać się za szczęściarę, jeśli po odliczeniu prowizji dla agencji, wyciągnie z tego 100 funtów dla siebie. O nudzie nie ma nawet co wspominać. Naprawdę są w życiu ciekawsze zajęcia niż wielogodzinne sesje zdjęciowe.

Najgroźniejsze jednak jest to, że coraz młodsze modelki pozostają bez opieki rodziców. Są zbyt niedoświadczone, by umieć odmawiać. Nic zatem dziwnego, że dopiero dojrzałe kobiety - jak Stella Tennant, która rozpoczęła karierę w wieku 20 lat, a nie jako nastolatka - wyciągają z pracy modelki najwięcej korzyści. Świat mody jest zbiorowiskiem naprawdę przerażających postaci, które często składają moralne wątpliwości na ołtarzu rzekomo artystycznych - w rzeczywistości zaś finansowych - wymagań. To dlatego na poważnych pokazach pojawiają się 14-letnie dziewczynki, choć wszyscy się zgadzają, że są za młode, by występować w samych majtkach przed oczami dziennikarzy z całego świata. To w tym świecie wymęczona, rozchwiana emocjonalnie nastolatka wpisuje się na jeszcze jeden prestiżowy pokaz, bo być może już nie dostanie drugiej takiej szansy. To tutaj agenci przekonują dziewczyny, że zdjęcie stanika, wydepilowanie połowy owłosienia czy zrzucenie kilku kilogramów może być ważnym posunięciem na drodze do sukcesu. Najważniejsze jest zdjęcie, umowa, okładka - to liczy się przede wszystkim.

Zmieniła się sama istota pracy modelki. Na początku lat 90. szala sił i wpływów przechylała się raz na stronę dziennikarzy piszących o modzie, raz na stronę kreatorów i ich modelek, 20-letnich superkobiet, które wyznaczały terminy sesji i zarabiały miliony. W 2002 r. już im tę władzę zabrano. Dziewczyna ma szczęście, jeśli jej "kariera" potrwa przez dwa lata. W ciągu kilku minionych sezonów można było zaobserwować nagłe objawienie i szybkie zniknięcie modelek z Teksasu, Brazylii, Rosji, Belgii... Za każdym razem, gdy zmienia się obowiązujący w modzie trend, pojawia się nowa grupa dziewczyn, a poprzednia zostaje szybko usunięta. Słyszałam opowieści o fotografach, skądinąd przemiłych ludziach, którzy wyrzucali ze studia niegdysiejsze gwiazdy, bo ich ciała nie były już w zgodzie z aktualnym kanonem. Wcale nie byli okrutni. To przecież tylko biznes!

Po moim trupie, córko!

Jedna z nowojorskich agencji wyliczyła, że jeszcze do niedawna topmodelka dostawała za pokaz w Mediolanie 20 tysięcy dolarów. Dziś dostanie najwyżej 2 tysiące. Odnosząca sukcesy dziewczyna wciąż może zarobić około pół miliona funtów rocznie. Średnia - już tylko około 30 tysięcy funtów rocznie. Początkujące modelki często muszą zadowolić się tysiącem funtów rocznego dochodu. Czy są to duże pieniądze? Na niektórych nie zrobią szczególnego wrażenia. Nie zapominajmy, że to, co wydaje się tak wspaniałe w pracy modelki, to wykreowane przez media stereotypy. Łatwo też zapomnieć, że ich bohaterki często nie są nawet pełnoletnie. W żadnej innej dziedzinie nie udaje się tak szybko wybić i tak bezwzględnie szybko wypaść z branży.

A jednak, mimo wszystko, w zawodzie modelki dziewczyna może zarobić więcej niż się jej kiedykolwiek śniło. Ma szansę być podziwianą, nosić ubrania od wielkich kreatorów i przebywać w towarzystwie prawdziwych degeneratów. Nic więc dziwnego, że przedwcześnie postarzałe kobiety z Europy Wschodniej, o wypłowiałych od farby włosach i zmęczonych twarzach, pchają swe córki na wybiegi; nic dziwnego, że i dziewczęta z Wielkiej Brytanii wysyłają swoje zdjęcia do agencji modelek. Mój Boże, gdybyśmy wszyscy byli młodzi i piękni, to pewnie wszyscy chcielibyśmy zostać modelkami i modelami. Na szczęście to niemożliwe: jesteśmy nieco starsi i trochę mądrzejsi. Więc jeśli za parę lat moja córka zapyta, czy powinna zostać modelką, powiem jej po prostu, że życie przed obiektywem aparatu stanie przed nią otworem wyłącznie po moim trupie!

LISA ARMSTRONG
Times Newspaper Ltd. źródło: tygodnikforum.onet.pl

Podesłał: Armageddon

Oceń treść:

0
Brak głosów

Komentarze

jackass (niezweryfikowany)

A szkoda bo fajna dupeczka była :)

basssboy (niezweryfikowany)

A szkoda bo fajna dupeczka była :)

No niestety to co z pozoru wygląda na ładne, pachnące, mięciutkie i przyjemne czasami okazuje się być czymś zupełnie innym. Jedno jest pewne by zostać modelką oprócz urody trzeba posiadać również siłę charakteru.
andrzej (niezweryfikowany)

czego, jak uczy doświadczenie, niestety większosć młodych dziewczyt marzących i wielkiej karierze - nie posiada :(

Zajawki z NeuroGroove
  • Marihuana
  • Miks
  • Szałwia Wieszcza

dom, popołudnie, własny pokój, fotel przed kompem

05.08.2008

Nazbierałem ostatnio sporą ilość suszu z mojej szałwii, nadszedł więc czas na ich spalenie. Ilość, oceniając na jakieś 5 gramów, postanowiłem przeznaczyć na ekstrakt, co też uczyniłem. Z suszu uzyskałem troszkę ponad pól grama (może 0,6 - 0,7) ciemnozielonego ekstraktu. Mówiąc szczerze, nie byłem przekonany o jego mocy, dotychczas nie paliłem jeszcze liści, ani ekstraktu z własnej rośliny.

  • 25B-NBOMe
  • Bad trip

Piękne majowe popołudnie.

 

Słowa wstępu są zbędnę, jakieś grubsze rozkminy napiszę w raporcie odnośnie pierwszego razu z psychodelikiem. Ten trip budzi we mnie kontrowersje po dzień dzisiejszy.

 

19:00 Wale z kumplem po 1 kartoniku 25B-NBOMe. Kumpel który ze mna tripuje to K. Razem z nami idą dodatkowe 3 osoby(2 kumpli i koleżanka), maja zamiar pić alkohol i troche palić mj. Siedzimy na polance na obrzerzach miasta. Jeden z "trzeźwych" kolegów przygrywa na gitarce. Jest ogólnie piekny majowy wieczór. Podziwiamy zachód słońca i piękne czerwono-pomarańczowe chmurki.

 

  • Bad trip
  • Marihuana
  • Marihuana

Chciałbym wam opowiedziec o wczorajszym(12.04.19) tripie ponieważ był bardzo nietypowy. Wracając ze szkoły koło 14 postanowiłem w połowie drogi, nad rzeką, w ustronnym miejscu, zajarać towar od kolegi (Pana X). Nabiłem lufę. Nie solidnie bo też nie wiedziałem jak mnie klepnie. Zdjąłem wszystko na jednego bucha którego trzymałem przez kilkanaście sekund jeszcze w płucach. Lufke wyrzuciłem I zacząłem wracac do domu (byłem około 2km od domu). Wyjąłem chipsy i zacząłem je jeść. I w tej właśnie chwili wszystko jak nagły deszcz mnie klepło. Solidnie.

  • Dekstrometorfan
  • Etanol (alkohol)
  • Marihuana
  • Przeżycie mistyczne

Aco braliśmy w 3 osoby, ja z bratem 30 tabletek, kumpel 20; zażyliśmy w aucie - jedziemy w 4 osoby samochodem do kumpla(on tylko mj, tak że bez strachu o wypadek), zapijając piwkiem, nie jestem w stanie wskazać godziny(gdyż trip miał miejsce dość dawno), będę natomiast doliczał minuty do czasu zapodania. Po 20 min. jesteśmy na miejscu, chillout, muzyka(głównie minimal).

40 minut od wzięcia zaczyna się swędzenie głowy - znak, iż faza jest coraz bliżej. W tym momencie kumpel podaje mi nabite bongo - na moje (nie)szczęście aco chwyta dokładnie w momencie, gdy dym znajduje się w płucach. Faza bardzo intensywna, powiedziałbym porównywalna z 600-675 mg dxm w szczytowym momencie. Bratu zaczęła się parę minut później, od tego momentu było jakby inaczej niż zwykle...