REKLAMA




Lek z marychy. To wciąż temat tabu

Tagi

Źródło

Gazeta Pomorska
Maciej Czerniak

Komentarz [H]yperreala


Odsłony

332

- Będziemy zwlekali z legalizacją konopi - mówi prof. Jerzy Vetulani. - Ale zwlekaliśmy też z zakazem tortur.

Potworne bóle brzucha, chudnięcie, osłabienie. Czułem, że coś się ze mną dzieje; że to coś poważnego - mówi Karol. Ma 32 lata, mieszka w Bydgoszczy. - W 2009 roku usłyszałem diagnozę: choroba Leśniowskiego-Crohna. W 2010 wylądowałem na stole operacyjnym. Przeszedłem zabieg. Po dziesięciu dniach powtórzono go, bo pierwszy się nie powiódł. Zrobiono mi stomię jelitową. Z tym woreczkiem na brzuchu żyłem do listopada 2011 roku. Wypisano mnie ze szpitala. W wypisie podano moją wagę, chyba 64 kilogramy.

Z Karolem rozmawiamy w jego mieszkaniu. Do stołu podbiega kilkuletni synek. Potem ucieka do mamy. Śmieje się i wygłupia. - Szybko po wypisaniu do domu objawy zaczęły powracać - opowiada Karol. - "Crohn" charakteryzuje się tym, że towarzyszą mu silne biegunki, bóle. Choroba tworzy zgrubienia w jelitach, utrudnia przepływ treści pokarmowej. Mogą wystąpić przetoki, czyli skróty jelitowe, co może powodować wylanie się treści do jamy brzucha. A zapalenie otrzewnej tym spowodowane grozi śmiercią.

- Pomyślałem, że musi być jakiś sposób na tę chorobę. Zacząłem szperać w internecie. W co drugim komentarzu o chorobie Leśniowskiego-Crohna wspominano o marihuanie. Byłem zaskoczony. Ale jednocześnie chwyciłbym się wszystkiego, co tylko dawało cień nadziei na poprawę zdrowia.

Pierwszy raz zapalił w Austrii w 2012 roku. Był tam na wakacjach u siostry. - Poradzono mi wizytę u pewnego lekarza. Potwierdził, że marihuana może mi pomóc, że łagodzi skutki choroby. Jeszcze tego samego dnia zapaliłem. Ulgę poczułem właściwie od razu. Przedtem często musiałem odwiedzać toaletę. A już po kilku zażyciach marihuany poczułem się lepiej. Mogłem więcej zjeść. Lepiej spałem.

W Polsce Karola oskarżono o posiadanie narkotyków. Grozi mu pięć lat więzienia. Karol dzisiaj czuje się dobrze. Wygląda zdrowo. Wciąż jest szczupły, ale już nie chorobliwie chudy. Mówi, że po powrocie z Austrii do Polski postanowił kontynuować "marihuanową terapię". Nie było to jednak proste.

W poszukiwaniu ziela

 

- Zacząłem się rozglądać, zastanawiać, skąd tu na miejscu wykombinować susz z konopi. Z początku wydawało się to łatwe. Raz kupiłem trochę tu, potem trochę tam - wylicza. - Bardzo szybko się jednak przekonałem, że tutejszy "towar" nie umywa się do tego, który zażyłem w Austrii. Tu marihuana jest pryskana jakimiś chemikaliami, które mają chyba wzmocnić jej działanie psychogenne. Jest zanieczyszczona. Czasem w woreczku można znaleźć nawet pokruszone szkło. Dilerzy robią naprawdę wszystko, żeby zwiększyć wagę suszu i więcej zarobić na sprzedaży.

Poza tym Karolowi wcale nie zależało na marihuanie o podwyższonej zawartości THC (tetrahydrokannabinol, kannabinoid zawarty w żywicy konopi, główny odpowiedzialny za działanie pchychogenne marihuany, przyp. red.), ale o substancję zwaną CBD. - To kannabidiol, który w Polsce nie jest zakazany. A to właśnie ta substancja w znacznej mierze odpowiada za pozytywne działanie marihuany w schorzeniach takich, jak moje - wyjaśnia Karol. - Zacząłem sam uprawiać konopie. Tylko na własny użytek. Kupowałem nasionka przez internet ze specjalistycznych "seed banków". I sam je wysiewałem w doniczkach. Wybierałem takie odmiany, które zawierały wysokie stężenie CBD.

Uderzenie policji

 

Problem w tym, że odmiany konopi o dużej zawartości kannabidiolu cechują się również stężeniem THC w ilości, której polskie prawo nie dopuszcza. - W nas karalne jest uprawianie konopi, w których zawartość THC przekracza 0,2 procent.

Karol przechowywał rośliny w specjalnym pomieszczeniu, w którym prowadził też swój warsztat. W kwietniu 2013 roku o tym, że na skraju miasta ktoś może prowadzić uprawę marihuany, dowiedzieli się bydgoscy policjanci. Mundurowi zastali Karola w pracy. Na parterze wynajmowanego przez niego pawilonu nic nie znaleźli. Na piętrze zobaczyli mały namiot, pod którym w doniczkach w cieplarnianych warunkach rosło... 17 roślin.

- Miałem wrażenie, że są zawiedzeni tym, iż to nie żadna plantacja, ale jakieś chałupnictwo - wyjaśnia Karol. - To im nie pasowało. Oni ewidentnie liczyli na jakiś wielki sukces w zwalczaniu narkobiznesu, a zdali sobie sprawę, że ta moja uprawa to nie żadna plantacja.

Sprawa zrobiła się poważna, kiedy prokurator postawił Karolowi zarzuty z artykułu 62 ustępu 2 ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. To podejrzenie posiadania znacznych ilości narkotyków.

"Myśleli, że mają dilera"

- Te znaczne ilości, które przedstawiono mi w zarzucie, to efekt tego, że jako dowód w sprawie zabezpieczono nie tylko plastikowe pudełeczko z suszem o wadze niecałych 4 gramów, ale worek foliowy ze śmieciami, który ważył około 370 gramów! Były tam gnijące liście zebrane z podłogi. Wszystko to przemieszane z plastikowymi butelkami.

Sprawa trafiła już do sądu. Świadkami byli między innymi policjanci, którzy "odwiedzili" Karola, a także jego dziewczyna. Opowiedziała w sądzie o kuracji, którą stosował. O tym, jak jej partner czuł się zanimzaczął się inhalować marihuaną, a jak poprawiło się jego zdrowie później. Słowo "inhalować" jest tu zresztą kluczowe. - Nie paliłem marihuany. Kupiłem przez internet urządzenie medyczne, specjalistyczny "vaporizer" służący do aplikowania oparów pochodzących z suszu konopi. - tłumaczy Karol. - Jego działanie polega na tym, że nie dochodzi do spalania, ale podgrzania suszu. Uwalniają się wtedy olejki zawarte w kryształkach żywicy.

Karol w sądzie złożył wniosek o uznanie jego działania za tak zwany "kontratyp". - Jeśli sąd uzna, że działałem w stanie wyższej konieczności, to może umorzyć postępowanie - wyjaśnia oskarżony. - A jeśli zapadnie wyrok, to sędzia może odstąpić od wykonania kary.

"Za" a nawet "przeciw"

Czy marihuana może być wybawieniem dla osób borykających się z różnymi chorobami? Od kilku lat głośno jest o rzekomym pozytywnym działaniu konopi w leczeniu wspomagającym astmy, niektórych rodzajów epilepsji, stwardnienia rozsianego, a nawet nowotworów. Ile w tym prawdy? Lekarze w Polsce ostrożnie odnoszą się do tego zagadnienia.

- Są doniesienia o tym, że w przypadku choroby Leśniowskiego-Crohna niektóre substancje zawarte w konopiach indyjskich mogą działać łagodząco, kojąco; że mogą oddziaływać na symptomy tego schorzenia - tłumaczy gastrolog dr Maria Kłopocka, kierownik Zakładu Centrum Endoskopii Zabiegowej w Szpitalu im. Jana Biziela w Bydgoszczy. - Kannabinoidy zawarte w marihuanie oddziałują na pobudzane przez nie receptory. Jakieś działanie zatem marihuana ma. Nie ma jednak póki co badań, które pokazałyby, że to nie tylko działanie łagodzące, ale też likwidujące stan zapalny. W tym pierwszym przypadku skuteczność marihuany utrzymuje się mniej więcej na takim samym poziomie, jak innych specjalistycznych leków stosowanych w chorobie Leśniowskiego-Crohna. Nie ma jednak tak zwanych badań randomizowanych skuteczności marihuany.

- Nie należy przekreślać medycznego wykorzystywania konopi, trzeba jednak przeprowadzić więcej badań. Szczególnie w zakresie wpływu marihuany na układ immunologiczny - dodaje lekarka.

Więcej wiadomo na temat działań psychogennych konopi. Kannabidiol, o którym wspomina Karol, ma działanie lecznicze. - Badania sugerują pozytywne działania psychotropowe CBD - przeciwlękowe i przeciwdepresyjne - mówi prof. Jerzy Vetulani, psychofarmakolog z Polskiej Akademii Nauk. - Działa w sposób przeciwny do THC, ma własności antypsychotyczne, przeciwdziała efektom THC, ujawniającym się u osób z ukrytą schizofrenią.
Co do innych schorzeń, na które konopie mogą oddziaływać, to już w 2005 roku magazyn "Nature" informował o badaniach wpływu marihuany w leczeniu miażdżycy: "Pochodne kannabinoidów takich jak THC modulują funkcje immunologiczne, a tym samym są potencjalnie przydatne w leczeniu chorób zapalnych. Badaliśmy wpływ THC na grupie myszy dotkniętych miażdżycą. Podawanie THC powodowało zahamowanie postępu choroby."
O łagodzącym działaniu marihuany u chorych na stwardnienie rozsiane wiadomo od dawna. "Wiele osób z SM twierdzi, że ziele konopi indyjskich łagodzi objawy chorobowe takie jak sztywność, skurcze i ból - czytamy w komunikacie dolnośląskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Stwardnienia Rozsianego: "Kannabinoidy mają skuteczne oddziaływanie na spastykę w SM. Posiadanie i uprawa konopi są jednak w Polsce nielegalne, a sprzedawane przez dilerów narkotykowych mogą być zanieczyszczone heroiną."

Narkotyk, ale nie taki straszny?

- Z trawką jest trochę, jak z piwem. Chodzi o zawartości związku THC - wyjaśnia Robert Rejniak, terapeuta uzależnień, prezes Polskiego Towarzystwa Zapobiegania Narkomanii oddziału w Bydgoszczy. - Może być na niskim poziomie, ale dostępne są i odmiany o wysokim stężeniu tej substancji. Piwo może mieć 4,5 proc. alkoholu, ale i więcej. Większość osób, które trafiają do nas na terapię, zaczynało właśnie od marihuany, a potem sięgnęło po mocniejsze narkotyki.

Zdania na temat uzależniających właściwości konopi są jednak podzielone. - Marihuana jest środkiem o miernym działaniu uzależniającym - twierdzi prof. Vetulani. - Wśród użytkowników nikotyny 40 proc. jest uzależnionych, heroina uzależnia do 23 proc. użytkowników, kokaina 17 proc., alkohol 15 proc. A uzależnionych i to niezbyt silnie, jest tylko co najwyżej 9 proc. użytkowników marihuany - przekonuje naukowiec. - Choć marihuana ma pewien potencjał uzależniający, jej szkodliwość fizyczna jest znikoma i groźniejsze dla zdrowia są substancje o niższym potencjale uzależniającym, jak ecstasy czy steroidy anaboliczne.

Prof. Vetulani jest zdania, że marihuana powinna w Polsce uzyskać taki status jak alkohol: - To znaczy substancji legalnej, produkowanej przez podmioty kontrolowane, obłożonej podatkiem i akcyzą, absolutnie zakazanej dla niepełnoletnich. Substancje psychotropowe wpływają na mózg, który jeszcze nie ukończył rozwoju i mogą ten rozwój zaburzać - zaznacza naukowiec. - Można by ją produkować na własny użytek. Spowoduje to zniknięcie zagrożeń, zwłaszcza domieszek środków silnie uzależniających, jak metam-fetaminy czy benzodiazepin. Działania lecznicze marihuany mogą ograniczać sprzedaż drogich leków. Sądzę, że w Polsce będziemy zwlekali z legalizacją medycznej i rekreacyjnej marihuany długo, kiedy wszyscy nasi sąsiedzi będą mieli do niej dostęp. Ale zwlekaliśmy też z zakazem tortur i skazywania na śmierć za czary.

Oceń treść:

Brak głosów